JAN PAWEŁ II:

Każdy musi być przygotowany

do tego, że stanie

przed Panem i Sędzią.


Rozwiń

Dziennik

2013-12-31
OSTATNI WIECZÓR.
Wieczorem odwiedził mnie Artur. Niespodzianka bardzo przyjemna, pomyślałem, nie będę sam. A przecież nie mam ochoty iść do Rynku na wielką ludyczną imprezę, która przez kwadrans o północy zachwyci feerią kolorów pod niebem i po której ranek noworoczny odsłoni stosy potłuczonego szkła użytkowego. Artur, jak się okazało, przyszedł z podobnym niechceniem. Raczej czuł potrzebę wspólnej modlitwy na zakończenie starego roku. Artur w swym ciele nosi duszę jeszcze świeżego neofity. Przed dwoma laty otrzymał łaskę Chrztu św. Ma wielką potrzebę rozmawiania o Panu Bogu. W szerszym towarzystwie często milczy, a korzysta najchętniej z prawa głosu, gdy rozpoczyna się temat religijny. Mówi, że nie interesują go inne tematy, choć to niezupełnie prawda, bo na temat dziewczyn też bardzo łatwo daje się wciągnąć w żywy dyskurs. Trudno się dziwić, ma przecież 22 lata.
Zapaliliśmy świecę na stole i śpiewaliśmy kolędy przez półtorej godziny. Gardła ochrypły zdrowo. Przed północą pomodliliśmy się do Pana o szczęśliwy nowy rok, strzeliliśmy małego szampana i rozstaliśmy się, gdyż chwilę północną Artur chciał przeżyć z rodzicami i rodzeństwem jeszcze po pogańsku odliczającym przepływający potok czasu. Taki swoisty zew krwi.


2013-12-30
SPUSTOSZENIE.
Postanawiam na tym roku zakończyć pisanie Raptularza. Myślę, że przyjaciele mnie zrozumieją. Ja także będę musiał nieraz zadać sobie gwałt, by nie siąść do zapisków. Niejednokrotnie nosiłem w sobie temat i dopóty chodziłem niespokojny, aż mogłem wklepać go w komputer. Zwykle działo się to nocą, po czym kładłem się na spoczynek. Teraz czuję, że po prostu nie chce mi się pisać, nie potrafię. To nie tylko zmęczenie fizyczne, czy nawet psychiczne. Nie. To coś więcej. Czuję w sobie wręcz apokaliptyczną obrzydliwość spustoszenia publicznego. Nie potrafię zrozumieć, że w obecnej Polsce trzeba udowadniać najmniejszy skrawek prawa natury i przekonywać ludzi - nie tylko młodych - do uzdrawiającej funkcjonalności Dekalogu Bożego. Kto to wszystko powywracał do góry nogami? Skąd się biorą ciągle nowi rewolucjoniści moralni? Skąd w nich ten pęd do absurdu?
Nie rozumiem, jak mogli zniknąć z horyzontu ludzie prawdy i prawego serca, nie tylko walczący o wolność i demokrację, ale też budujący sprawiedliwość i miłość, dobro i szacunek dla przekonań drugiego człowieka. Z bólem nie spostrzegam ich wyraźnie. Przykryła ich czapa medialna, może zadusiła?
Przyszły rok przyniesie nam kanonizację Jana Pawła II. Będę czekał w modlitwie i rozdmuchiwaniu płomyka nowej nadziei i jeszcze większej radości. Zaczynałem pisanie Raptularza w roku 2005 - niejako klęcząc - przy łóżku odchodzącego do Nieba wielkiego Przyjaciela. Kończę skupiony w oczekiwaniu całego Kościoła na pieczęć Nieba z aureolą świętości dla Papieża-Polaka.


2013-12-29
KILAR.
Wojciech Kilar nie żyje. Miał 81 lat. Wybitny polski kompozytor zmarł w Katowicach dzisiaj rano. Walczył z nowotworem przez ostatnie pół roku. Jak zwykle, rokowania były dosyć pozytywne, jednak 6-cio tygodniowe naświetlania lampami osłabiały organizm bardziej niż sama choroba. Wrócił ze szpitala do domu na początku grudnia i od tego czasu już nie pokazywał się na zewnątrz. Był w pełni świadomy i pogodnie zjednoczony z Bogiem. Regularnie odwiedzał go ksiądz z Komunią świętą. Przeżycia duchowe i artystyczne, jakie dawał mu w ostatnich latach częsty pobyt na Jasnej Górze, torowały mu końcowy, niełatwy etap pielgrzymowania do domu Ojca. Z pewnością w jego duszy grała i śpiewała Missa pro pace. Polska dziś pochyla się nad wielkim muzykiem z gorącą modlitwą: Requiescat in pace. Pogrzeb odbędzie się w katedrze katowickiej w sobotę 4 stycznia, już w nowym, 2014 roku.


2013-12-28
POLSKI BETON.
W Boże Narodzenie wielkość i godność rodziny ludzkiej kard. Kazimierz Nycz wywodził z faktu urodzenia się i wychowania Syna Bożego w rodzinie nazaretańskiej. Mówił, że żyjemy dziś „w czasach, gdy podejmuje się próby odarcia człowieka z jego godności, gdy próbuje się obniżyć, czy wręcz zlikwidować, znieść ważność i wartość małżeństwa i rodziny". Słowa swego biskupa usłyszał redaktor Jan Turnau i dziś w Gazecie Wyborczej postawił zarzut Metropolicie: "Owszem, różne czynniki powodują, że tradycyjny model rodziny (…) przestał dominować. Czy jednak modele innego rodzaju odzierają człowieka z jego godności, znoszą ważność i wartość małżeństwa i rodziny?". Pobożny pan redaktor kręci bicz ze swych jakże humanitarnych pytań i wali na odlew w swego biskupa: "czemu służy faktycznie tak ostra dyskredytacja moralna innych ludzkich związków, jeżeli nie ugruntowywaniu przekonania, że mamy tu do czynienia z kościelnym myślowym betonem?". Ho, ho! W Kościele „otwartym” najwyraźniej zabrakło zawiasów i hamulców przy ustach. A wyściubiłby pan redaktor nosa z ciepłego zapiecka w GW i zajrzał dziś choćby do Bytomia, do takiego innego rodzaju modelu rodziny i zobaczył jak 26-letni konkubent skatował 4-letniego synka swej partnerki! Może domyśliłby się, z czego i dlaczego ten inny ludzki związek jest odarty. Doprawdy, w Polsce poza zapieckiem GW wyraźnie widać, kto jest zakamieniałym betonem.


2013-12-27
ODWET.
Zakopane wciąż sprząta po wielkim halnym, który przyleciał z gór wśród nocy wigilijnej. Prędkość wiatru dochodziła do 167 km/godzinę. Drzewa w poprzek dróg i szlaków pokotem powalone, wyrwane z korzeniami, trakcje elektryczne pozrywane, zdemolowane chałupy, pozgniatane samochody na ulicach. Są ranni ludzie. Czegoś takiego nie widziano na Podhalu. I za cóż to przyroda wzięła tak wielki odwet na człowieku? I to w taką świętą noc! Kto to zrozumieć potrafi?


2013-12-24
URODZINY.
Dziś urodziny Adama Mickiewicza. Od liceum to pamiętam. Data wryła się mózg razem z Zaosiem koło Nowogródka. I śmierć pamiętam, że była w Stambule w 1855 roku. Ile by miał lat, gdyby dziś żył? 215! Jakże stąd daleko do roku 1798! Jednak pamięć o nim żyje, choć nie wiadomo, jak długo, bo to, co się dzieje teraz w Oświacie, nie rokuje ani dobrej pamięci w głowach uczniów, ani szacunku dla mądrości i piękna wielkich duchów Polski. Bodaj ostatnim, kto swym życiem i nauczaniem pamiętał Mickiewicza we Wrocławiu, był sługa Boży ks. Aleksander Zienkiewicz. Nieledwie w każdej swej egzorcie, katechezie, homilii czy wykładzie do studentów cytował swego, jak mawiał, mistrza i największego poetę. W seminarium duchownym, pamiętam to sprzed półwiecza, jak na początku studiów uświadamiał nam różnicę między życiem studenta uniwersytetu, a kandydatem do kapłaństwa: „W słowach tylko chęć widzim, w działaniu potęgę; / Trudniej dzień dobrze przeżyć, niż napisać księgę”. Podczas licznych konferencji duchowych, a także na rekolekcjach akademickich, właśnie Mickiewiczem zachęcał do właściwej atmosfery słuchania: „Głośniej niźli w rozmowach Bóg przemawia w ciszy, / I kto w sercu ucichnie, zaraz Go usłyszy”. Cytował Wieszcza dla potwierdzenia konieczności przemiany wewnętrznej; w Adwencie: "Wierzysz, że Bóg narodził się w betlejemskim żłobie, / lecz biada ci, jeżeli nie narodził się w Tobie". W Wielkim Poście: „Krzyż wbity na Golgocie tego nie wybawi, / Kto sam na sercu swoim krzyża nie wystawi”.
Pracując wspólnie z ks. Zienkiewiczem, nie wyzbyłem się swej admiracji dla Cypriana Norwida. Jednakże Mickiewicza najbardziej cenię za Sonety Krymskie. Przemawiają rozległością obrazów i tęsknoty duszy.


2013-12-20
ZACHWYT.
Otrzymałem kartkę świąteczną z Kanady. Oczywiście, pogańska. Choinka z gwiazdeczką błyskającą, ale na jakim tle! Przepyszny, rozległy krajobraz ośnieżonych grzbietów górskich. Można się długo wpatrywać z zachwytem… A przecież oglądałem te oczarowujące pasma z pokładu boeinga. Byłem letnią porą w lasach 300 km na północ od Toronto, gdzie ponoć niedźwiedź grizli zachodził na pole namiotowe turystów. Zawieziono mnie też po przekątnej do
B C. Odwiedziłem Vancouver, miasto i wyspę. Wszędzie soczysta zieleń i widoki dech w piersiach tamujące. Na pewnym łagodnym zboczu otwierającym wejrzenie w dół ku dolinie z kilkoma jeziorami pośród gęstych świerków, z grupą przyjaciół celebrowałem Mszę św. Niełatwo zapomnieć tamte wrażenia i wzbudzone uczucia: miłość Boga objawiona w niespotykanym pięknie. W podobny sposób pamięć moja zapisała wrażenia przy wejściu na Górę Kościuszki w Australii czy na wędrówce po zielonych, wystygłych od tysięcy lat kraterach wulkanicznych w Nowej Zelandii. Tak, wszędzie był pełen zachwyt. Aż do bólu serca, myślałem, że mi ustanie na widok szczytu Matterhorn w Szwajcarii.
Wspominam te wspaniałe doznania w przepięknych miejscach świata, ale – myślę sobie – żyć potrafię i chcę tylko w mojej ukochanej Polsce. Tu są moje miejsca, do których należę i które noszę w sercu. Nigdzie więcej.


2013-12-18
WANDA Z KRAKOWA.
Aula Wydziału Teologicznego w gmachu Seminarium Duchownego w Poznaniu dziś wieczorem nie mogła pomieścić wszystkich gości, którzy przyszli na uroczyste wręczenie medalu AKO pani dr Wandzie Półtawskiej. To było wzruszające spotkanie duchowieństwa, ludzi nauki i zwykłych Wielkopolan z 92-letnią kobietą, skromną Małopolanką, która swą wiarą, modlitwą, cierpieniem i wiedzą zdobywa serca młodego pokolenia w całej Polsce.
Kim ona jest, że zadrżały przed nią serca poznańskich rektorów? - Dr Wanda Półtawska jest doktorem nauk medycznych oraz specjalistą w dziedzinie psychiatrii, profesorem Papieskiej Akademii Teologicznej, działaczką pro-life. W czasie II wojny światowej była harcerką Szarych Szeregów. Aresztowana przez gestapo, była torturowana i przesłuchiwana, następnie wywieziona do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück z wyrokiem śmierci. W obozie stała się ofiarą eksperymentów pseudomedycznych przeprowadzanych przez niemieckich lekarzy.
Po wojnie spotkała ks. Karola Wojtyłę i w pięknej przyjaźni służyła swą wiedzą i doświadczeniem w tworzeniu przez profesora KUL-u, biskupa i kardynała krakowskiego podwalin pod polską naukę o miłości i seksualności osoby ludzkiej. Później Jan Paweł II skierował ją na ścieżki duszpasterskich spotkań z polską młodzieżą, by tłumaczyła jej boski sens miłości, która budzi się w młodej duszy i w ciele. Niełatwo dziś zliczyć nagrody, medale, odznaczenia i doktoraty honorowe, jakimi dziękowano w różnych miejscach świata za jej umysł i serce. W ubiegłym roku Wanda Półtawska otrzymała Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.


2013-12-17
DZIADEK.
Swe 77. urodziny papież Franciszek przeżył z dziećmi. Ma serce do dzieci, bo jego dusza jest otwarta jak dziecko. Dzieci małe i te starsze rozmawiały z nim jak ze swoim dziadkiem, a on z nimi jak dobry dziadek. Jego wyrazista mimika i łatwo otwierający się uśmiech przekonują dzieci do niego. Ściskają go, tulą się, całują głowę, twarz, czoło, oczy, mówią do ucha i śmieją się radośnie. Tak właśnie przez dzieci papa Bergoglio zdobywa matki i cały świat.
Nie omijał Ojciec święty dzieci smutne, chore, na wózkach, w fotelikach, na rękach matek. Z taką samą czułością brał na ręce, dotykał głów, całował i błogosławił. Na jego twarzy widać było powagę i współczucie dla opiekunów. Dzieci niepełnosprawne reagowały żywiołowo i głośno. Papież nikomu nie odmówił swego zainteresowania, wszystkim błogosławił. On wie, że przez niego Chrystus błogosławi.


2013-12-15
ŚWIATŁO PRZEMIANY.
Mamy już trzecią niedzielę Adwentu. Do polskich harcerzy ZHP dotarło Światło Pokoju, zapalone w Grocie Betlejemskiej, a przekazane dziś przez skautów słowackich w sanktuarium maryjnym na Krzeptówkach w Zakopanem. Ta pełna duchowego znaczenia tradycja przekazywania światła z miejsca narodzenia Zbawiciela jest zawsze dla młodych ludzi okazją do mobilizacji w pracy nad sobą, w ożywieniu kształtowania charakteru i budowania bogatego wnętrza człowieka. W tym roku harcerze niosą światło przez Kraj pod hasłem „Wyjdź z cienia. Pokaż dobro!”. Piękne hasło, bo wzięte z Ewangelii: „Jesteście światłością świata”, a jednocześnie bardzo aktualne. Nasza Ojczyzna potrzebuje dziś pokazania się bez fałszywego wstydu młodzieży wierzącej, pokolenia pełnego szlachetności wewnętrznej i dobra duchowego. Młodzież wierząca to pokolenie Narodu zdolne do przemiany, do odrodzenia społecznego.


2013-12-13
PASKUDY.
Akademicki Klub Obywatelski, zrzeszający profesorów i pracowników naukowych wyższych uczelni w Poznaniu, 9 grudnia br. zwrócił się z prośbą do rektora Uniwersytetu Adama Mickiewicza o udostępnienie wielkiej sali na uroczystość wręczenia Medalu im. Przemysła II dr Wandzie Półtawskiej. Jego magnificencja dał na piśmie odpowiedź tyleż zwięzłą co bezczelną wobec 150 ludzi nauki jego uczelni: Niniejszym informuję, że po konsultacji z Dziekanem Wydziału Prawa i Administracji nie wyrażam zgody na wynajęcie sali w Collegium Iuridicum Novum. Podobnie zgody na wynajęcie sali dla AKO odmówił wcześniej rektor Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Spaskudzili się koryfeusze nauki poznańskiej, fetor rozszedł się po Polsce.
W czym tkwi przyczyna tej absurdalnej decyzji? – Ano w tym, że Akademicki Klub Obywatelski w Poznaniu nosi imię Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, i po drugie, wiosną tenże klub obywatelski udekorował tym samym medalem Antoniego Macierewicza, posła RP kierującego pracami Zespołu Parlamentarnego ds. Badania Przyczyn Katastrofy TU 154M z 10 kwietnia 2010 r. AKO ozdabia tym medalem Polaków za działalność całego życia, która służy upowszechnianiu nowoczesnego polskiego patriotyzmu, walkę o odzyskanie przez Polskę niepodległości i walkę z komunizmem.
Rzeczniczka UAM wyraziła obawę, że spotkanie z Wandą Półtawską może służyć celom politycznym. Czy to jest cenzura prewencyjna? – Nie tylko. Ten absurd ośliniony ironią jest bolesnym policzkiem wymierzonym człowiekowi niewinnemu, prawdziwie apolitycznemu. Jest wielkim świństwem.


2013-12-10
KRZYŻ W SEJMIE.
Wczoraj Sąd Apelacyjny w Warszawie odrzucił apelację posłów z kręgu Palikota (homoseksualistów i aroganckich ateistów niemieszczących się w ramach SLD), domagających się usunięcia krzyża z sali plenarnych obrad sejmowych, i uznał, że krzyż może wisieć w Sejmie RP. Orzeczenie jest prawomocne. Satysfakcjonujące jest uzasadnienie wyroku, można tam przeczytać nie tylko, że wiszący krzyż w miejscu publicznym nie narusza niczyich dóbr osobistych, ale również, że „Krzyż jest symbolem religijnym, ale nie można pominąć jego znaczenia, jako symbolu kultury i tożsamości narodowej”. Czy to pozwoli polskim ateistom walczącym zrozumieć fundamentalną rolę krzyża w kształtowaniu ponad tysiącletnich dziejów Narodu polskiego, czy też nadal będą rozpaczliwie szukać pomocy u ateistów z Brukseli, czy ze Strasburga?


2013-12-08
APEL JASNOGÓRSKI.
W dzień Niepokalanej wybrzmiała w Polsce po raz pierwszy modlitwa Apelu Jasnogórskiego o godzinie 21:00. Dokładnie 60 lat temu. Straszny rok 1953, gdy odebrano wolność osobistą Prymasowi Polski, musiał wygenerować w Narodzie wołanie o pomoc do Maryi, Królowej Polski.
Jednym z inicjatorów Apelu był generał paulinów, dziś 95-letni o. Jerzy Tomziński, który wezwał wtedy Polaków: „staniemy wszyscy na jasnogórski apel. Wszyscy, jak nas jest przeszło 30 milionów na całym świecie; wszyscy o jednej godzinie, gdziekolwiek będziemy, czy w pracy, czy na ulicy, czy w kinie, czy na zabawie; wszyscy zbratani jedną myślą, jednym polskim sercem, staniemy przy naszej Pani i Królowej, aby prosić i żebrać za Polskę, za Naród”.
Apel Jasnogórski, spontanicznie podejmowany przez Polaków, był odpowiedzią Narodu na prześladowania i próbę zniewolenia Kościoła przez władze komunistyczne. Naród wymodlił w 1956 roku uwolnienie Prymasa, który stał się gorącym propagatorem tej wieczornej modlitwy. Jan Paweł II podczas swych pielgrzymek do Ojczyzny wyjaśniał u stóp Jasnej Góry, jaką treść zawiera w sobie śpiew Apelu „Maryjo, Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam”.
Dziś ten maryjny śpiew codziennie gromadzi tłumy pielgrzymów w kaplicy cudownego obrazu i jest transmitowany przez katolickie rozgłośnie i TV Trwam. Gromadzi rodziny w ich domach.


2013-12-05
WSPARCIE.
Na Euromajdanie rewolucja nie cichnie, ale też i Janukowycz nie mięknie. Jego kable z Putinem grzeją się do czerwoności. Europa zachodnia wyczekuje. Pewnie, gdy połowa demonstrantów trafi do więzień i karnych obozów pracy, wtedy syci i wygodni politycy wydadzą wspólne oświadczenie piętnujące niedemokratyczne rozwiązania konfliktu politycznego na Ukrainie.
Wśród młodych demonstrantów w Kijowie pojawili się duchowni. Postawiono nawet namiot-kaplicę w środku rozrastającego się miasteczka namiotowego. Episkopat polski wystosował dziś list do biskupów unickich i łacińskich na Ukrainie z wyrazami solidarności i modlitewnego wsparcia dla obywateli pragnących zjednoczenia z Zachodem. „Naszą modlitwą obejmujemy Waszą ojczyznę (…) Ukraina zasługuje na to, by jej obywatele mogli żyć godnie, a ich prawa były szanowane i oparte na tych samych uniwersalnych wartościach, wyrastających ze wspólnych chrześcijańskich korzeni” .


2013-12-02
MISTRZOWIE.
Znowu smutna wiadomość od zakonników. KAI podaje dzisiaj, że Ks. Fabian Błaszkiewicz został usunięty z Towarzystwa Jezusowego. „40-letni o. Fabian Błaszkiewicz był jednym z najpopularniejszych polskich duszpasterzy, który ściągał na swoje konferencje tłumy słuchaczy. Zasłynął jako profesjonalny mówca motywacyjny, rekolekcjonista, kierownik duchowy, bloger, duszpasterz młodzieży, odnowy charyzmatycznej, biznesmenów i artystów. Na scenie muzycznej znany jako DJ Fabbs, jest współtwórcą zespołu Korzeń z Kraju Melchizedeka. Autor kilku książek i audiobooków”.
Upadł mnich w swej pysze i duchowym wysuszeniu. Miał być mistrzem dla młodych i nowoczesnych. Zapomniał biedak, po co się jest jezuitą. Rozmienił swój skarb na drobne doznania. Na pewno można tu zapłakać. A pani prof. Środa zapewne znowu ułoży list do papieża – jezuity, tym razem ze skargą na kurię TJ południowej Polski. Przecież jest filozofem i mistrzynią w przekabacaniu i wywracaniu na nice.


2013-12-01
MAJDAN DRUGI.
Ukraina wrze! Tysiące ludzi w Kijowie na Majdanie manifestuje swą wolę usunięcia pro moskiewskiego prezydenta Janukowycza i rozwiązania parlamentu, aby otworzyć drogę ku Europie Zachodniej. Czyżby miał to być początek nowej rewolucji? Jedna już była, pomarańczowa przed 8 laty. Niewiele przyniosła zmian na lepsze w życiu zwykłych ludzi. Imperium rosyjskie nie ma zamiaru wypuścić swego ogromnego wasala.


2013-11-27
MINISTRA W OŚWIACIE.
O kosmetycznych zabiegach mówi się (poza Platformą Obywatelską) na temat najnowszej rekonstrukcji rządu pana premiera Donalda Tuska. Śmiech na sali. Chyba jednak jest coś na rzeczy, wystarczy zauważyć zachowanie nowej pani minister od oświaty, która zastąpiła twardą przeciwniczkę propozycji episkopatu, by dać polskiej młodzieży możliwość zdawania matury z religii. Joanna Kluzik-Rostkowska weszła na arenę rządową z hasłem sprzeciwu wobec religii na maturze, ponieważ „nie wolno mieszać wiary z wiedzą”. Biedniutka to główeńka, powiedział pewien niemłody dyrektor szkoły, obserwujący karambole polityczne na drodze do kariery nowej ministry. Bp Marek Mendyk, odpowiedzialny w episkopacie za katechizację w Polsce, wyjaśnia, że nowa pani minister widocznie nie wczytała się jeszcze we właściwe dokumenty. „Dyrektorium Katechetyczne” bowiem jasno informuje, że podstawą wystawiania oceny szkolnej w nauczaniu religii jest wiedza ucznia, jego umiejętności, a także aktywność, pilność i sumienność.
Zgorszenie rodzi również fakt, że pani Joanna Kluzik-Rostkowska, grzejąc fotele poselskie z prawej strony, nie zgłębiała nauczania Jana Pawła II, który często mówił na temat wiary i nauki.


2013-11-24
NIE KONIEC.
Dziś na placu św. Piotra w Rzymie i we wszystkich diecezjach na świecie uroczyście zamknięto ROK WIARY. Papieskiej liturgii, przy udziale ogromnej rzeszy pielgrzymów z całego świata, towarzyszyło publiczne wystawienie relikwii św. Piotra Apostoła. W katedrze wrocławskiej jednocześnie zakończono otwarty wczoraj I Kongres Akcji Katolickiej Archidiecezji Wrocławskiej. W naszym kościele w samo południe rozpoczęliśmy dziękowanie za dary Boże otrzymane w całym Roku Wiary. W takiej chwili nie mogło nam nie towarzyszyć pytanie: cośmy zrobili w minionym roku dla rozwoju naszej wiary? Koniec Roku Wiary nie kończy jednak dalszego wpatrywania się w dzieło i naukę Pana Jezusa. Program duszpasterski episkopatu proponuje już od Adwentu pogłębienie wiary w Jezusa Chrystusa Syna Bożego.


2013-11-23
PO SĄSIEDZKU.
Dziś w kościele św. Apostołów Piotra i Pawła w Suchowoli pożegnano śp. Mariannę Popiełuszko. W pogrzebie uczestniczyło kilku hierarchów episkopatu Polski i bardzo wielu zwykłych księży z całego kraju. Dla parafii suchowolskiej był to ważny dzień nie tylko z powodu przyjazdu licznych znakomitych gości kościelnych i państwowych, dla wierzących parafian był to czas zadumy głębokiej nad znaczeniem prostolinijnej wiary w życiu powszednim. Można wrastać po kostki i po kolana w ziemię, w interesy i konieczności codzienne, a jednocześnie wybiegać ku Niebu. Dla nich ta prawda o życiu w świętości mieszka po sąsiedzku, tuż za płotem. Blisko jak kolorowe malwy przez okno zaglądające do chałupy.
Ojciec święty Franciszek przysłał piękny i mądry telegram: „Świętość ludzi rodzi się przez cierpliwe podejmowanie codziennych trudów. Śp. Marianna podjęła ten trud, wychowując dzieci i otaczając matczyną opieką swoją rodzinę. Opatrzność Boża sprawiła, że owoc Jej macierzyństwa, błogosławiony syn Jerzy, dostąpił chwały ołtarzy przez męczeństwo. Okupione ono zostało także przez cierpienie Matki, która widząc cierpliwość Boga, wzniosła się ponad ból, ufając Stwórcy, tak jak ufała mu wcześniej niosąc większe i mniejsze krzyże codzienności. To jest świętość ukryta, która przynosi błogosławione owoce”.


2013-11-19
ŚWIĘTA MATKA.
Dziś po południu zmarła w szpitalu białostockim Mama błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki, ciągle pamiętanego kapelana „Solidarności”. Przeżyła 93 lata na ziemi, a nie było to życie łatwe. Bóg nie oszczędzał wiejskiej matki pięciorga dzieci, i to właśnie te trudne doświadczenia życiowe, przyjmowane w duchu głębokiej wiary, wyrzeźbiły w niej duszę niewiasty mężnej. W czasie męczeńskiej śmierci syna-kapłana cały świat w zdumieniu obserwował jej męstwo i pokorę w wierze. Bogu oddała wszystko. Gdy dziennikarka niedawno zapytała ją, jakie jest jej największe pragnienie, odpowiedziała: pragnę szczęśliwej śmierci.
Przewodniczący krajowej „Solidarności”, Piotr Duda, na wieść o odejściu do Nieba Matki błogosławionego Kapelana, zarządził w Związku żałobę aż do dnia uroczystości pogrzebowych. Chorągwie zostały opuszczone do połowy masztu. Ks. abp białostocki, Edward Ozorowski, już zapowiedział swe przewodniczenie koncelebrze pogrzebowej w kościele parafialnym w Suchowoli. Najbliższa sobota będzie tam wielkim dniem chwały i wdzięczności Panu Bogu za Matkę, która Kościołowi i światu wychowała świętego syna, kapłana i męczennika. Niech aniołowie zawiodą ją do Raju!


2013-11-13
NA KOŁKU.
Z wielu stron podnoszą się wreszcie mocne głosy przeciwko profanacji krzyża w filmie Jacka Markiewicza „Adoracja Chrystusa” wyświetlanym na wystawie w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie. Katoliccy posłowie pytają ministra Bogdana Zdrojewskiego, dlaczego godzi się na jawne bezczeszczenie krzyża i to za pieniądze milionów Polaków wierzących, podatników? Młodzież katolicka nie wyraża zgody na takie bluźnierstwo i pisze otwarcie do pana Ministra: „Ekspresja twórcy oraz jego prawo do artystycznego wyrazu nie stanowią dostatecznego uzasadnienia dla wulgarnej profanacji i obrażania uczuć religijnych znacznej części Polaków (…) Krzyż jest jednym z fundamentalnych elementów polskiej tożsamości narodowej”.
Należy spytać jednocześnie pana Ministra wrocławianina: co się z panem dzieje? Przecież wielokrotnie, jako przyjaciel naszego Kardynała, zasiadał pan w stallach w katedrze na Mszy świętej i widział pan piękny, artystycznie w srebrze kuty krzyż, gdy był okadzany przez celebransa na znak wielkiej czci i uwielbienia osoby Jezusa Chrystusa. A czyż nie podchodził pan do krzyża w Wielki Piątek, by nabożnie i w skupieniu ucałować stopy w wizerunku Zbawiciela?
Zastanawiam się, jak można, nosząc w sobie głębię tak wielkich aktów religijnych, nie zareagować natychmiast na bezczeszczenie w podległym sobie resorcie znaku powszechnej czci Syna Bożego? Temat godny szerszego zastanowienia tym bardziej, że pamięć przechowuje wcześniejsze fakty, na przykład, gdy pani minister zdrowia szuka szpitala aborcyjnego dla medialnie nagłośnionej ciąży uczennicy. Czy można dziś zrozumieć polityków ze znamieniem Chrztu świętego w duszy, którzy wchodząc w blask władzy, zawieszają swą wiarę na kołku w ciemnym przedpokoju?


2013-11-11
NIEPODLEGŁA.
Dziś w stolicy 5 marszów dla Niepodległej! Pojechali chłopcy i z naszej parafii. (Nasi nie bili się!). We Wrocławiu był jeden marsz, ale za to wielki, kolorowy i rozśpiewany. U św. Elżbiety w garnizonie uroczysta suma celebrowana przez ks. abpa Józefa Kupnego. Mądre, spokojne kazanie z podwojonym zakończeniem: „Ojczyznę wolną pobłogosław, Panie”. Była też orkiestra i asysta przy ołtarzu wojskowa. Wieczorem w Katedrze wykład profesorski "Kościół ostoją patriotyzmu" i po nim koncert pieśni religijnych, patriotycznych, wojskowych i powstańczych.
Na Zalesiu było skromnie, ale pobożnie i z namysłem. Po Mszy wieczornej rozśpiewaliśmy się patriotycznie i kameralnie aż do zdarcia gardeł. Pani Róża nie zawiodła przy instrumencie w sali. Było pięknie i ciepło na cześć Ojczyzny.

2013-11-10
WSZECHPOPRAWNOŚĆ.
Po pogrzebie Tadeusza Mazowieckiego minął tydzień. Media już się wyszumiały i jak młody las (anten nadawczych) zgięty w pas w jednym froncie chwalby, wróciły do węszenia i łowienia sensacji w życiu polskiego Kościoła. Czuję się nieswojo z powodu nieustępliwego pytania: dlaczego nawet wymowne usta pod białymi mitrami nie opowiedziały całej prawdy o tak długim życiu? Poważany ksiądz infułat, redaktor naczelny, pomilczał nad tą śmiercią, choć na łamach swego tygodnika pozwolił dorzucić maleńką łyżeczkę „dziegciu” do całoprasowego lukrowania. W innym poczytnym katolickim tygodniku odważono się nadmienić, że Tadeusz Mazowiecki w styczniu 2005 roku, nagrodzony przez dziennikarzy Diamentowym Śladem, „mówił publicznie o swych błędach, które nazwał tragicznymi oraz pomyłkach politycznych”. Tylko tyle. Niepokojąca wszechpoprawność opiniodawców nadtrumiennych pomalowała nieboszczyka na kolor złoty!
Modlę się za duszę brata-katolika, bezsprzecznie mającego wiele zasług polityczno-społecznych, i rozważam w sercu, czy rzeczywiście nie miał okazji, by przeprosić publicznie Ojczyznę i Kościół za torowanie drogi zbrodniczemu systemowi sowieckiemu, fizycznie niszczącemu sprzeciwiających się żołnierzy, kapłanów i biskupów? I pytam, czy etyczne dziś jest podawanie prawdy „in usum Delphini”? Kto ma być tym delfinem, polska młodzież XXI wieku?


2013-11-04
REWANŻ.
W Salonach Patriarszych na Kremlu Patriarcha moskiewski i całej Rusi Cyryl odznaczył dziś prezydenta Rosji Władimira Putina nagrodą Światowego Rosyjskiego Soboru Ludowego. Władimir Putin jest pierwszym laureatem nagrody ustanowionej na posiedzeniu kierownictwa Soboru 12 września br. Najwyższy duchowny prawosławny powiedział: „Jak nikt inny pod koniec XX wieku wniósł Pan swój wkład, aby Rosja znów stała się państwem mocarstwowym, aby odzyskała swe pozycje.(…) Ta walka o godne miejsce Rosji we wspólnocie światowej trwa również dzisiaj i widzimy wyniki, zwłaszcza w świetle ostatnich wydarzeń, związanych z pokojowymi wysiłkami Pana osobiście i naszej ojczyzny na rzecz uregulowania konfliktu wokół Syrii” .
Cóż powiedzieć? Ręka w rękę. Tron przy tronie. Cyryl pięknie się zrewanżował szefowi Rosji, który – jak pamięć podpowiada - wydał na Kremlu obiad na cześć Cyryla tuż po jego wyniesieniu na tron patriarszy. Lisie to zagony polityczne Patriarchy, czy raczej stare przyzwyczajenia ze szkoły KGB? Albo jedno i drugie.


2013-11-02
ODPOWIEDŹ.
W przeddzień i w samo święto 1 listopada ulice wielkich i małych miast zaroiły się dziećmi poprzebieranymi na wzór swych świętych patronów. Były czuwania, bale i kolorowe marsze. Całymi rodzinami szli święci przez Polskę! Można było rozpoznać Małe Tereski z różami, Jadwigi w koronach, Kingi w habitach, Rafałów w brązowych pelerynach, Maksymilianów w pasiakach, Staszków Kostka z lilią, Franciszków z gołąbkami i wielu, wielu innych. Ta wielość i różnorodność szat kolorowych to zasługa pomysłowości rodziców, młodych księży, sióstr i katechetów świeckich. Jest to pięknie od kilku lat rozwijająca się w Polsce odpowiedź na zaprogramowane w szkołach bezmyślne przeszczepianie pogańskich pomysłów Halloween z Ameryki. Szczerząca zębiska dynia ze świeczką w środku chyba już schodzi ze szczytów zainteresowania Polaków. Mocne brawa dla organizatorów!


2013-10-29
BRZYDKI ZAPACH.
To oczywiste, że w mediach wszędzie są nekrologi i różne teksty o zmarłym T. Mazowieckim. Jawi się w nich publiczny portret zmarłego jako piękny i chwalebny, wielce zasłużony, religijny i głęboko katolicki. Zadziwia mnie tylko jedna tajemnicza sprawa, wszyscy sięgający po zasługi nieboszczyka ograniczają się do przełomu ustrojowego, rzadko kto sięga głębiej wstecz. Jedynie w GW Jan Turnau dotknął roku 1956, ale dalej już nikt się nie cofa. Pachnie mi to szczególnego rodzaju obłudą.


2013-10-28
BEZ RÓŻY.
Dziś nad ranem poszedł do Wieczności Tadeusz Mazowiecki. Westchnąłem ze smutkiem. Żył długo, 86 lat. Nie usłyszałem jednak, aby wcześniej doszedł do pomnika ks. bpa Czesława Kaczmarka przed katedrą w Kielcach i położył różę przeprośną. Biskup męczennik władzy komunistycznej wybaczył mu przed swoją śmiercią. Ale czy to wszystko? Przez cały dzień media nadrabiają ciszę, jaka ostatnio otaczała starego człowieka, pierwszego niekomunistycznego premiera po wojnie. Mówią, ile zrobił polityk tu, ile społecznik tam i działacz jeszcze gdzie indziej. Pokój w Krzyżowej, pokój na Bałkanach… - A pokój w duszy? Pan Jezus powiedział w domu Łazarza: „Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego” (Łk 10,41-42).


2013-10-27
PRAĆ!
Od dłuższego już czasu media główne atakują z niespotykaną zaciętością osobę Przewodniczącego Episkopatu, ks. abpa Józefa Michalika. Szczyt nagonki wywołała wypowiedź abpa na temat pedofilii wśród kapłanów. Nawet, jeżeli dla kogoś jakieś sformułowanie mogło zabrzmieć niewyraźnie, to przecież wystarczyłoby poprosić o wyjaśnienie. – Ależ skąd!? Szefowie płatnych, uległych wyrobników nigdy by na to nie przystali. Jest wojna z Kościołem i trzeba prać po pysku!
Tymczasem Metropolita przemyski cierpliwie prostuje krzywe myśli niedorobionych znawców Kościoła, jego przekaz jest bardzo jasny: "musimy pomóc dziecku nie tylko wtedy, gdy staje się ofiarą tak ohydnego czynu, lecz musimy także starać się działać profilaktycznie. Musimy wiedzieć, że dziecko z rodziny rozbitej, a często w ogóle bez rodziców, zaniedbane, nieszczęśliwe, samotne, zapuszczone, może łatwiej stać się ofiarą niż dziecko otoczone miłością, silnej, kochającej rodziny (…) Trzeba więc rodzinę wspierać". Lękam się o los szefa episkopatu. Stalinowscy komuniści, gdy postanowili walkę z Kościołem, zaczęli od sekretarza episkopatu Polski.


2013-10-08
APOGEUM.
Wiadomość z Melbourne: Zgodnie z obowiązującym prawem stanu Wiktoria dzieci poczęte mogą być uśmiercane na każdym etapie ciąży, bez żadnych ograniczeń, z każdego powodu. Dopuszczalne są nawet aborcje przez częściowe urodzenie (partial abortion). Od chwili uchwalenia prawa, forsowanego przez Partię Zielonych i Partię Pracy, liczba tzw. późnych aborcji w stanie Wiktoria wzrosła o 600 procent. Ustawa pozwala aptekarzom i pielęgniarkom przepisanie lub zaordynowanie kobietom pigułek poronnych bez konsultacji z lekarzem.
Ale zaszalał diabeł na antypodach!


2013-09-25
UWIĘZIENIE.
Nowa, bolesna rocznica. Dziś mija 60 lat od chwili aresztowania abpa Stefana Wyszyńskiego, prymasa Polski, przez władców komunistycznych. Miałem już skończone 13 lat i widziałem, co się w kraju dzieje. Mój osobisty wtedy „kraj” to zaledwie szkoła podstawowa w Dzierzkowie. Pamiętam poranne apele szkolne i obowiązkowe prasówki. Piętnaście minut przed lekcjami trzeba było stać w czworoboku na boisku i słuchać donosów komunistycznych na Polskę. Pamiętam również histerię płaczu po śmierci Stalina. Moje oczy w tej powodzi razem z całą klasą przez trzy minuty stały na baczność, ale, niestety, uparcie cierpiały na posuchę. Mąż pani kierowniczki, powiatowy ubek, obiecał mi do liceum zabarykadowaną drogę.
Do ks. Prymasa było mi wtedy daleko, ale już po trzech latach w październiku był mi bliskim bohaterem w radości. Moje serce przywarło do wielkiego Kapłana jeszcze później. Ileż mocy dały mi jego słowa odkryte przypadkiem w jakiejś bibule! „Gdy będę w więzieniu, a powiedzą wam, że Prymas zdradził sprawy Boże – nie wierzcie. Gdyby mówili, że Prymas ma nieczyste ręce – nie wierzcie. Gdyby mówili, że Prymas stchórzył – nie wierzcie. Gdy będą mówili, że Prymas działa przeciwko narodowi i naszej Ojczyźnie – nie wierzcie. Kocham Ojczyznę więcej niż własne serce i wszystko, co czynię dla Kościoła, czynię dla niej”. Nie wierzyłem! Czytałem te słowa wielokrotnie w życiu i zawsze z podziwem i biciem serca.


2013-09-24
NORWIDOWA TĘSKNOTA.
Ledwie pamiętałem o urodzinach Cypriana Kamila Norwida. Pomodliłem się o spokój jego duszy. To dziś mija 192. rocznica przyjścia na świat genialnego i wciąż nieodczytanego do końca wizjonera mistycznego. Był trudny dla innych i wcale się tego nie lękał, żądał od swych bliskich i dalekich wysiłku intelektualnego nie tylko w odczytywaniu jego poezji. Stawał przed sobie współczesnymi z zadaniem wpatrywania się w głąb sensu. Jego nie obchodził salonowo-kandelabrowy sens celebrowany przez próżniaczych dandysów i wystrojone pasterki romantyczne a bogate. Kazał szukać światła! Inaczej od wszystkich kochał Ojczyznę, nosił ją głęboko w myślącym sercu wszędzie tam, gdzie jego pielgrzymia stopa znajdowała oparcie. Jak całą rzeczywistość i jej dzianie się przeprowadzał przez filtr Chrystusowej Ewangelii, tak i odrodzenie Ojczyzny widział przez pryzmat przychodzącego Zmartwychwstania. Bolał i stwierdzał, że świat jeszcze nie przepalony sumieniem. Jednak nadzieję swą ofiarował późnym wnukom. Po sześćdziesięciu dwóch latach odchodził w opuszczeniu w podparyskim Ivry. Zupełnie niezauważony wstępował w obietnicę światłości, zostawiając potomnym pytanie najwyższej tęsknoty:
Kiedyż czasów wypełnienie, / Kiedyż Polski odkupienie?!-
Nie powiedział: odbudowanie, zrekonstruowanie, postawienie na nowo, lecz wypełnienie i odkupienie. Po półwiekowym doganianiu cywilizacyjnym świata zwanego szczęśliwym, demokratycznym i wolnym, czy tęsknota Norwidowa i nasza, dzisiejsza przestała drążyć serca?


2013-09-22
AD MULTOS ANNOS!
W Wilnie Maryja, co w Ostrej świeci Bramie, przyjęła hołd synowski ks. kard. Henryka Gulbinowicza i złożone na Jej ręce dziękczynienie Jezusowi za 90 lat życia. Z jubilatem klęczało przed świętą Ikoną 170-ciu Dolnoślązaków, którzy przylecieli pod wodzą ks. bpa Ignacego Deca czarterem z Wrocławia. Wielka rzesza Polonusów litewskich na ulicy pod Ostrą Bramą włączyła się modlitewnie w to niezwykłe dziękczynienie. Pamiętam, jak przed wielu laty ks. Kardynał chwalił się, że pochodzi z długowiecznego rodu. Jego żadna ciotka, u których się wychowywał, nie odeszła do wieczności przed 90-tką. Wiekowy ks. Jubilat wygląda czerstwo, nie stracił poczucia humoru i optymistycznego oglądu świata, można mieć nadzieję, że Pani Ostrobramska przyjmie i stuletnie jego dziękczynienie. Ad multos annos, księże Kardynale!


2013-09-18
PRZEŚMIEWCA.
Wczoraj, po miesiącu od śmierci w Nicei, urna z prochami 83-letniego Sławomira Mrożka, pisarza, została pochowana w krypcie kościoła jezuitów w Krakowie. Krypta, po generalnym remoncie zasilonym z funduszy pozakościelnych, została nazwana trzecim Panteonem Narodowym (po Wawelu i Skałce) przygarniającym szczątki wielkich artystów i naukowców. Uznany w polskiej i międzynarodowej przestrzeni literackiej dramaturg spoczął tam jako pierwszy. Juliusz Słowacki z pewnością jest kontent, że nie dobawiono mu na Wawelu takiego sąsiada. Kaznodzieja funeralny w błyskotliwym rzucie oka na twórczość nieboszczyka starał się nobilitować jej prześmiewczy temperament. Oczywiście, nie mógł w celebrze żałobnej prowadzonej przez ojca archidiecezji w dymie kadzideł powiedzieć, jak młody mistrz groteski oblał nienawistnym szyderstwem kapłanów Kurii Krakowskiej niewinnie oskarżonych i zasądzonych na śmierć przez stalinowską władzę bezwzględnie niszczącą Kościół. Inteligent Sławomir Mrożek przestrzegał wtedy lud pracujący miast i wsi przed ludźmi w sutannach: „nie ma zbrodni, której byśmy się po nich nie mogli spodziewać” . Ojciec dominikanin dodał uczenie, że Mrożka bolała przestrzeń międzyludzka, bolała ułomność, fałszywość, głupota. – Czyja?- zapytałby z przekąsem jezuita, ks. Piotr Skarga od kilku wieków spoczywający w tejże krypcie.


2013-09-17
ZDRADA.
Czytam e-booka o rotmistrzu Pileckim, dopiero od niedawna przypomnianym opinii publicznej wielkim bohaterze z czasu wojny. Właśnie dziś otwarłem rozdział o zdradzieckim ataku sowietów na Polskę w trzydziestym dziewiątym. Gdy politycy ze strzępami armii uchodzili z kraju, rotmistrz Pilecki nie mógł przeboleć sowieckiej zdrady nożem w plecy. Nie chciał zostawić swej żony i dzieci na pastwę dwóch okrutnych najeźdźców. Zdecydował się na dalszą walkę w partyzantce. Data 17 września była skutecznie rugowana z pamięci Polaków. Peerelowski sierp i młot zbrodniczo ciął i tłukł każdego, kto odważył się wyznać, że ból tej zdrady nosi w sercu. W szkołach nikt o tym nie uczył.
Dobrze, że dziś w zaskakująco aktualnej Deklaracji środowisk chrześcijańsko–konserwatywnych można odnaleźć i wspomnienie, i ostrzeżenie na przyszłość: „17 września to również moment, by Polska przypominała, że po doświadczeniu zbrodni rozbiorów, stuletniej niewoli, drugiej wojny światowej i kolaboracyjnych rządów komunistycznych – ma prawo oczekiwać, że Niemcy nie będą podejmować we współpracy z Rosją żadnych działań, które nasz kraj odbiera jako zagrożenie dla swoich podstawowych interesów i bezpieczeństwa”.

2013-09-15
ZATRACENI.
W kościele saletynów w Dębowcu nuncjusz apostolski abp Celestino Migliore powiedział dziś, że wiarę zatraca się wtedy, „gdy gubi się wewnętrzne przekonanie, że nasze życie osobiste, wspólnotowe, społeczne przebiega w ścisłej zależności od Boga; gdy żyje się tak, jakby Bóg nie istniał w życiu osobistym i społecznym; gdy zaprzestaje się troski o budowanie siebie, dzień po dniu, na obraz i podobieństwo Boga, na jakie zostaliśmy stworzeni; gdy społeczność czy my sami czynimy siebie normą tego, co dobre i co złe”.
Ilu takich „zatraconych” katolików kręci się między nami, ilu w naszym kraju, ilu we władzach?


2013-09-07
DLA POKOJU.
W wigilię urodzin Matki Bożej, w sobotę, papież Franciszek pobudził Kościół na wszystkich kontynentach do postu i modlitwy w intencji pokoju w Syrii i na świecie. Osobiście na placu św. Piotra prowadził rozważanie modlitewne przed wizerunkiem Maryi Salus Populi Romani, a otoczyło go 70 tysięcy rzymian, pielgrzymów i turystów. W jego modlitwie świat usłyszał odpowiedź daną amerykańskiemu prezydentowi planującemu atak z morza i powietrza na Syrię, jako ukaranie za użycie broni chemicznej w wojnie domowej. Na zakończenie czterogodzinnego czuwania Franciszek zaapelował: „Niech ustanie zgiełk broni! Wojna oznacza zawsze klęskę pokoju, jest zawsze porażką dla ludzkości”.
W naszym kościele od 15-tej, w Godzinie Miłosierdzia, adorowaliśmy w Hostii Chrystusa Króla Pokoju. Przyszło sporo ludzi. Czuwanie przenikała głęboka cisza na przemian z gorącymi słowami z Dzienniczka św. Faustyny. Druga, większa grupa wiernych modliła się podczas Mszy wieczornej i potem w godzinnym czuwaniu różańcowym przed ikoną naszej patronki, Matki Bożej Częstochowskiej. Wielu moich znajomych sumiennie dziś pościło jak w Wielki Piątek. Udało się i mnie wytrwać o chlebie i wodzie aż do niedzielnego śniadania. Chwała Panu!


2013-08-28
ZŁY DUCH.
W Toronto w Kanadzie sędzia Clements skazał na więzienie Mary Wagner za to, że modliła się na różańcu i rozmawiała z kobietami udającymi się na zabieg w klinice aborcyjnej. Próbowała wyjaśniać im, że aborcja jest morderstwem popełnionym na własnym dzieciątku. Wcześniej proponowano jej zwolnienie za wysoką kaucją w zamian za obietnicę niezbliżania się do klinik aborcyjnych. Mary odpowiedziała, że zgoda na to byłaby sprzeczna z jej przekonaniami. Postanowiła w więzieniu modlić się, pościć i cierpieć w intencji ratowania życia nienarodzonych. Przebywa za kratkami już ponad rok czasu. Gdy w tym miesiącu odwiedził ją wysłannik papieża Franciszka, opowiedziała mu, że są osoby, które zapewniają ją, iż poruszone jej bohaterską walką porzuciły zamiar aborcji. Kapelan więzienia jest przekonany, że „Pan powołał ją do tego, by była świadkiem daru i świętości życia ludzkiego na tak radykalnej drodze”. Sędzia Clements pozbawiający wolności 38-letnią Kanadyjkę Mary Wagner nie podzielał tego przekonania, skoro rozprawę zakończył zdenerwowany: „Aborcja w tym kraju jest legalna, i to wszystko, co powinnaś zrozumieć… Mylisz się i twój Bóg też się myli” . Zadziwia mnie nie tylko arogancja kanadyjskiego przedstawiciela władzy sądowniczej, ale jego bezceremonialne unieważnienie moralnego porządku wszczepionego przez Boga w sumienie człowieka. W Polsce majową porą podobny głos dał się słyszeć z ławy politycznej. Ten sam diabeł hula na obu półkulach!


2013-08-26
ŚWIĘTOBLIWY.
W dniu naszego odpustu M.B. Częstochowskiej zmarł śp. prof. Józef Łukaszewicz, matematyk, rektor UWr, współzałożyciel wrocławskiego Klubu Inteligencji Katolickiej, członek społecznych gremiów przy Prymasie Polski i przy Metropolicie Wrocławskim. Bardzo czynny organizator pomocy materialnej dla Rodaków na wschodzie. Człowiek gorącego serca oddanego Jezusowi, szafarz Komunii św. wśród chorych. Czciciel Matki Bożej, wielokrotny pieszy pielgrzym na Jasną Górę i do Ostrej Bramy. Katolik o wielkim autorytecie w Kościele polskim, oddany wraz z żoną Danutą sprawie pomocy małżeństwom kryzysującym. W naszym kościele poznaliśmy pana Profesora jako spół głoszącego słowo Boże podczas rekolekcji parafialnych. Był człowiekiem modlitwy i przyjacielem wszystkich i wszystkiego, co dobre, piękne i święte. Był duchem prawdziwie świętobliwym - jak mawiają wilniucy. Miał w sobie wewnętrzny pokój i dzielnie panował nad uczuciami niechęci wobec kogokolwiek. Nie odwołał swej przyjaźni wobec napiętnowanego przez "odkrywczą" opinię publiczną. Requiem aeternam dona ei, Domine!

2013-08-22
AWANGARDA.
Dwaj posprzeczani jezuici w Nowym Sączu dali sobie po pysku i miało być po sprawie. Ale nie jest. W sprawę wszedł przełożony prowincjalny i młodszemu, znanemu już prasie głównego nurtu, nałożył karę zakazu celebrowania Mszy i spowiadania w kościele. Media wywąchały, że to za krytykowanie ludzi Kościoła i wadzenie się z ortodoksją nauczania katolickiego. Jezuita z kolei podał mediom, łasym na kawałki ociekające sensacją, kąsek seksualny: w dzieciństwie był molestowany przez księdza w parafii. Pragnie pozostać jezuitą, ale jeśli go prowincjał wyrzuci z zakonu, to zajmie się pomocą innym ofiarom molestowania przez księży.
No i niech ktoś powie, że jezuici w Polsce wloką się daleko za dominikanami w życiu zewnętrznym!


2013-08-15
OSSÓW.
W tym roku mija 93. rocznica Bitwy Warszawskiej, nazywanej Cudem nad Wisłą. Ten cud sprawiła Królowa Polski, Maryja Wniebowzięta, osłaniając z góry bohaterskich żołnierzy walczących pod wodzą Naczelnika. Dziś odprawiono bardzo uroczystą Mszę św. pontyfikalną w Ossowie, gdzie zginął ks. Ignacy Skorupka, młody kapelan porywający gimnazjalistów warszawskich do walki z bolszewicką armią marszałka Tuchaczewskiego. Śmierć kapłana z krzyżem w ręku idącego na kule i bagnety sowieckie dała początek odwrotu wrogiej armii. Cud nad Wisłą to wielki czyn patriotyzmu tak młodego żołnierza polskiego, jak i rozmodlonego Narodu na kolanach wspierającego walczących. W ten sposób uratowano Polskę i całą Europę od nieszczęścia sowieckiego ateizmu.
W moich szkolnych czasach ten temat był zakazany. Stan wojenny przed trzydziestu laty dał mojemu dojrzałemu pokoleniu doskonałą okazję do oczyszczenia Polski (i Europy) od zniewolenia sowiecką ideologią ateistyczną od roku 1945 nękającą pół Europy. Dziś w Polsce rośnie pytanie: jaki patriotyzm i jakie bohaterstwo z polskich domów wypleni praktyczny ateizm wsączany przez liberalne mass media?


2013-08-08
DEZERCJA.
W listopadzie ub. roku nowy rektor uniwersytetu bydgoskiego zdjął krzyże z wizerunkiem Chrystusa ze ścian Sali Senatu i swego gabinetu, a teraz w Radomiu nowy szef policji miejskiej uczynił podobnie. Jaka rozpiętość intelektualna! A strach ten sam. Ci ludzie boją się Ukrzyżowanego. Nie chcą co rusz spotykać Go wzrokiem, potykać się o Jego ciało zastygłe w cierpieniu ofiarniczym. Na wysokich stanowiskach, jednakowo profesor czy policjant, chcą uciec od pytań o sens i ostateczny cel życia. Pusta ściana ma dać im spokój sumienia.
To jest swoistego rodzaju dezercja od najgłębiej ukrytej cząstki własnego ja. Jesteśmy obserwatorami ciekawego, choć nienowego, sposobu świadczenia o Chrystusie zmartwychwstałym wciąż przemawiającym do sumienia człowieka. „Niezliczeni wrogowie pragnąc wymazać imię Ukrzyżowanego, osiągnęli coś wręcz przeciwnego – mówił już na początku V wieku św. Jan Chryzostom. - To Imię jaśniało coraz bardziej, oni zaś upadli i zginęli”.


2013-07-25
Z GLINY.
Dziś rano w kaplicy arcybiskupa Rio de Janeiro papież Franciszek sprawował Mszę św. dla seminarzystów. Mówił do nich: "Jesteśmy i na zawsze pozostaniemy jedynie kruchymi naczyniami z gliny, w których Pan Bóg złożył ogromny skarb. Nie prośmy Boga, byśmy byli ze stali, lecz byśmy zawsze wiedzieli, że jesteśmy krusi i że dany nam został wielki dar". Zalecał im pielęgnowanie w sobie napięcia między poczuciem człowieczej słabości, a świadomością wielkości otrzymanego daru powołania. „Kościół wiele wycierpiał i nadal cierpi, ilekroć ten, kto został powołany do przyjęcia skarbu w glinianym naczyniu, wmawia sobie, że jest kimś lepszym, że nie jest już ulepiony z gliny. Jesteśmy z gliny na zawsze, nikt nas z tego nie wybawi. Jezus nas zbawia na swój sposób, a nie na sposób ludzki, prestiżu, pozorów, zaszczytnych miejsc. Stąd pochodzi karierowiczostwo w Kościele, które czyni tak wiele szkody”. Franciszek dodał, że sprawdzianem stanu naszej duszy jest spowiedź i adoracja. Spowiedź pokazuje, czy jesteśmy świadomi swej kruchości, zaś umiejętność adoracji świadczy, że zdajemy sobie sprawę z wielkości otrzmanego daru.

2013-07-24
TRZY POSTAWY
Ojciec święty Franciszek przybył do Brazylii. Najpierw nawiedził sanktuarium Matki Bożej w Aparecida i wyjaśniał: „Kościół, gdy szuka Chrystusa, zawsze puka do domu Matki i prosi: Ukaż nam Jezusa. To od Niej uczymy się bycia prawdziwymi uczniami. I właśnie dlatego Kościół wyruszając na misję, zawsze idzie za Maryją. Dzisiaj, myśląc o Światowym Dniu Młodzieży, który jest motywem mojego przyjazdu do Brazylii, ja także przybywam, aby pukać do drzwi domu Maryi – która miłowała i wychowywała Jezusa – prosząc, żeby pomagała nam wszystkim: pasterzom ludu Bożego, rodzicom i wychowawcom, w przekazywaniu naszej młodzieży tych wartości, które uczynią ją twórcami narodu i świata bardziej sprawiedliwego, solidarnego i braterskiego. W związku z tym chciałbym wskazać na trzy proste postawy:
1. Zachować nadzieję. Nigdy nie traćmy nadziei! Nigdy jej nie gaśmy w sercu! Zło istnieje w naszej historii, ale nie ono jest najsilniejsze. Najsilniejszy jest Bóg i Bóg jest naszą nadzieją! Bądźmy światłami nadziei!
2. Pozwolić, by Bóg nas zadziwił. Człowiek nadziei – wielkiej nadziei, którą daje nam wiara – wie, że Bóg działa i zaskakuje nas także pośród trudności. Bóg zachowuje dla nas zawsze to, co najlepsze. Ale chce, abyśmy pozwolili, by Jego miłość nas zadziwiała, abyśmy przyjmowali Jego niespodzianki. Zaufajmy Bogu!
3. Żyć w radości. Chrześcijanin jest radosny, nigdy nie jest smutny. Jeśli jesteśmy naprawdę zakochani w Chrystusie i czujemy, jak bardzo On nas kocha, to nasze serce „rozpali się” tak wielką radością, że udzieli się ona tym, którzy żyją blisko nas”.


2013-07-12
KONFLIKT
Konflikt Lemański - Hoser jest prawdziwym nieszczęściem. Obu księżom, zbuntowanemu proboszczowi i jego ordynariuszowi, przydaje ciężaru do codzienności w Kościele, gdzie i bez tego niełatwo się pracuje. Kto nie jest ślepy, ten widzi poszerzający się wyraźnie obszar niewiary w Kraju i spostrzega, jak łatwo i bez wyrzutów sumienia narzędzia komunikacji społecznej poddawane są na służbę "ojcu wszelkiego kłamstwa". Ten konflikt nie powinien być rzucony na rozpalony ruszt nieprzyjaznych odniesień wobec Kościoła. Duchowni, bardziej niż ktokolwiek z wierzących, powinni w trudnych sytuacjach sięgać po światło wiary. Ojciec święty Franciszek w pierwszej swej encyklice pokazuje drogę: "Im bardziej chrześcijanin zagłębia się w krąg otwarty przez Chrystusowe światło, tym bardziej staje się zdolny zrozumieć i towarzyszyć każdemu człowiekowi w drodze do Boga" (LF 35). Mniemam, iż ks. Abp Henryk z tej nieprzyjemnej sprawy rychło się otrząśnie. U ks. Wojciecha po tej traumie już nic nie będzie tak samo jak przedtem, a zwłaszcza jak po święceniach. I to jest nieszczęście.

2013-07-11
KRWAWA NIEDZIELA
W klasztorze sióstr służebniczek w Kudowie, gdzie od kilku dni odpoczywam, dziś rano złożyłem Najświętszą Ofiarę w intencji zbawienia pomordowanych przed 70 laty Polaków na Wołyniu przez sąsiadów ukraińskich. Ze smutkiem i szczególną miłością mówiłem Jezusowi o ofiarach rzezi w kolonii Rudnia, która została spalona i zrównana z ziemią, niewiele osób uszło z życiem. Niech Pan Jezus w swym nieskończonym miłosierdziu wyprowadzi z czyśćca do domu Ojca dusze ofiar tej potwornej, okrutnej nienawiści. Polacy ginęli od kul, siekier, wideł, kos, pił, noży, młotków nie tylko w rękach wyćwiczonych banderowców, ale również w dłoniach kobiet i dzieci. To było szatańskie szaleństwo: tworzenie ojczyzny Ukaraińców przez likwidowanie fizyczne Polaków. Moja dzielna mama Konstancja ze mną na ręku ratowała się ucieczką z płonącego domu, ale do końca życia nosiła bliznę pod brodą po ciężkiej ranie zadanej bandyckim nożem. Bandyta dopędził mamę, dźgnał nożem w gardło, mnie potężnym uderzeniem odrzucił w mokradła i pobiegł za innymi ofiarami. Płacz syna wyrwał z odrętwienia agonalnego zakrwawioną matkę. Odnalazła mnie. Dziś późnym wieczorem, nie mając zapalonej świecy, by postawić solidarnie w oknie, ukląkłem w kaplicy pod światełkiem wiecznej lampki i dziękowałem Stwórcy za moje życie, za moją bohaterską Mamę, jak również za pomordowanych wtedy 130 tysięcy Polaków w 4100 miejscowościach. Dziękowałem też Opatrzności Bożej za Ukrainkę, do której dotarła nocą Mama, i która opatrzyła ranę, ubrała i wyprowadziła (wszystko pod nieobecność męża i synów) na drogę do Przebraża, okopanej wsi partyzanckiej.

2013-07-06
ŚWIATŁO WIARY
Wczoraj papież Franciszek ogłosił swą pierwszą encyklikę "Lumen fidei" o wierze, encyklikę, jak sam nazwał "na cztery ręce". Benedykt rozpoczął jej pisanie jako ostatnia - po "Deus caritas est" o miłości i po "Spe salvi" o nadziei - część teologicznej trylogii o cnotach boskich i ludzkich. Franciszek podjął trud dokończenia listu Benedykta XVI do Kościoła w dzisiejszym świecie. We wstępie zaznaczył pokornie: "Jestem mu za to głęboko wdzięczny i w duchu Chrystusowego braterstwa przejmuję jego cenne dzieło, dodajac do tekstu kilka przemyśleń".
W KAI-u już można odczytać po polsku cały tekst. Skorzystałem z tego i podczas kazania odpustowego w Dukielce dziś podzieliłem się z wiernymi tym, co mnie urzekło w encyklice na temat wiary. Wyniosłem z tej lektury obraz wiary jako światła, które ukazuje moją drogę z przeszłości, niejako za mną, i z... Przyszłości; stamtąd wychodzi mi na spotkanie Chrystus zmartwychwstały. Na tak oświetlonej drodze nie rozminę się ani z odwieczną Prawdą, ani z ludzką rozumnością. Idąc taką drogą nie muszę schodzić na inne w poszukiwaniu sensu tego, co przeżywam tak w sobie jak i w łączności z innymi w rodzinie, w Kościele czy w Narodzie. Wiara - niezwykły dar Boży pozwala mi poznawać otaczającą rzeczywistość dalej niż pozwala mój umysł. Wiara przeprowadza przez granicę stąd do niepoznawalnego, a objawionego w Bogu. W świetle wiary na mej drodze najgłębszy wymiar otrzymuje spotkane piękno i dobro, i wypełnianą miłość. Cierpienie, w które nieraz muszę wejść, nie wrzuca mnie w ciemność rozpaczy i bezradności - światło wiary ukazuje mi Krzyż i zmartwychwstanie mego Zbawiciela. Następca św. Piotra pisze, cytując św. Klemensa Aleksandryjskiego: "Chrześcijanie, świadomi, jak wielki horyzont otwiera przed nimi wiara, nazywali Chrystusa prawdziwym słońcem, którego promienie dają życie".

2013-07-01
DUKIELKA.
Już lipiec. Od dawna nie jest to dla mnie początek wakacji, a tylko urlopu. Choć czasy duszpasterstwa akademickiego dawno minęły, to jednak miła nazwa w pamięci została. Nie po to, aby tęsknić, ale by wspominać ludzi i miejsca. Z Wujkiem Aleksandrem, dziś sługa bożym, bywało się nad Bałtykiem, a z Harnasiem, dziś biskupem-seniorem, chadzało się po górach. Później bywały też piękne, acz krótkie, wakacje z artystami - pracowite plenery. Kończyły się prezentacja dorobku artystycznego, oglądaliśmy obrazy duże i małe, grafiki, a nawet rzeźby. Miejscowi mieszkańcy-sasiedzi przychodzili chętnie i dzielili się nieraz dowcipnymi uwagami. Ech, miło wspomnieć...
Trwałym śladem artystycznych plenerów jest "Dukielka", kaplica św. Jana z Dukli w Karkonoszach, do Karpacza 40 minut drogi przez górę i las. Tu przed piętnastu laty z artystami wrocławskimi, na posesji plastyków Ewy i Andrzeja, przenieśliśmy z Dukli w Beskidach naszą wdzięczność dla świętego piętnasowiecznego mnicha lwowskiego, który wciąż pomaga proszącym go usilnie i na kolanach. Święto niezmordowanego w niesieniu pomocy Duklanina obchodzone jest tu w sobotę przed 8 lipca.
Do Borowic przywiozła mnie Basia ze św. Marcina, wytrwała i życzliwa obserwatorka twórczości znajomych artystów; tu doczekam soboty odpustowej i pomyślę nad kazaniem, będzie kilku okolicznych księży, sympatyków Dukielki.

2013-06-28
ROCZNICA.
O Partynicach i spotkaniu z Janem Pawłem II pamięta jeszcze ktoś, wrocławczyk, i napisał do mnie: „Tęsknię za tym Duchem, który nas ogarniał, chociaż „poganinem” wtedy byłem jeszcze… Ten duch solidarności – tej pierwszej i tej prawdziwej gdzieś żyje nadal we mnie i nie pozwala zapomnieć. Zapomnieć o tych naszych rodaków marzeniach; o prawdziwej Polsce, o wolności, o solidarności między nami… Pamiętam jego moc i siłę, jaką nam dawał (…) Pamiętam bardzo dobrze pewną konkretną sytuację w czasie tej długiej i męczącej pielgrzymki na miejsce spotkania. Było to już niedaleko celu. Szliśmy wtedy „ławą” pod wielkim banerem z napisem „Solidarność”. (…) W pewnym momencie, przeciskając się środkiem tej rzeki ludzkiej, jaką płynęliśmy w stronę miejsca docelowego, mijać zaczął nas „ŻUK” – taki samochód dostawczy z plandeką. W jednej chwili, nagle ta zasłonięta plandeka z tyłu samochodu podniosła się i naszym oczom ukazało się trzech mężczyzn. Dwóch z aparatami fotograficznymi i jeden obsługujący kamerę na statywie. Wszystkie „lufy” wycelowane na nas. W jednej chwili też, na niewidzialny i niesłyszalny rozkaz, wszyscy jak jeden mąż podnieśliśmy ręce z palcami w kształcie „V” i okrzykami „Solidarność! Solidarność!”. Patrzyliśmy im prosto i bezczelnie w oczy. Nagle całe to zmęczenie, lęk i poczucie upokorzenia zniknęło. Miałem wrażenie i poczucie, że to „oni” się nas boją i to bardzo… Ten fotograficzno – filmowy „ostrzał” nie trwał długo. Po chwili plandeka opadła… Było to jedno z tych zwycięstw ducha, które pomagały przetrwać moralnie tamten czas. Karmiło ono jeszcze długo moje serce”.
Ech, łza się w oku kręci… Dziś mija mi 49 lat kapłaństwa. Dziękuję Bogu, że i takie „wielkie rzeczy” pozwalał mi przeżywać w kapłaństwie.


2013-06-25
TU I TERAZ.
Mój poprzedni wpis wywołał reakcję. Cytuję otrzymany email: „Nie wiem, jakie winy miał Bauman w okresie stalinowskim i czy za nie przeprosił. Ale jest jedna rzecz, która zwraca uwagę dzisiaj, tu i teraz. Można popatrzeć na twarz prof. Baumana i na twarze zwolenników NOP-u i kibiców Śląska Wrocław. Jest mnóstwo zdjęć z tego incydentu. Proszę spojrzeć, w których oczach widać złość i które twarze są skrzywione grymasem niechęci czy wręcz nienawiści. Kogo chciałoby się spotkać na przykład jadąc koleją?”.
Spróbuję odpowiedzieć. Zadyma uniwersytecka, ukazywana w mediach, była tylko wierzchnią stroną głębokiej rany i bolesnej pamięci o tym, co dane nam było przeżywać w czasie, gdy Europa Zachodnia zaczynała już odbudowę swej wolności po II wojnie światowej. Wybór formy sprzeciwu wobec prof. B. może się pryncypialnie nie podobać. Trudno też nie zgodzić się z Pańskim lękiem przed ewentualną koniecznością jazdy koleją. Ale to wydarzenie ma swoją „głębię pamięci”, o czym zdają się zapominać dzisiejsi zapraszacze. Zło owego ministerialno-uniwersyteckiego zaproszenia leży w pogwałceniu wewnętrznego pokoju i w odnowieniu serdecznego bólu żyjących do dziś rodzin tamtych sponiewieranych przed śmiercią i po śmierci Patriotów. Na urągowisko została wystawiona Pamięć bolesna wielu pokoleń Polaków, w tym również wrocławian.
Drogi Panie, można "tu i teraz" popatrzeć na siwą głowę o całkiem zwykłej twarzy zaproszonego do naszego miasta światowej sławy socjologa, to nawet nie jest trudne. Ale z całą pewnością należało wcześniej świadomie użyć narzędzi swej duszy, pamięci i wyobraźni - i ujrzeć wykrzywione cierpieniem i strachem twarze zniszczone strzałem w tył głowy za to, że zupełnie inaczej marzyła się im wolna Polska. I w słusznej sprawiedliwości należy nadal oczekiwać przeproszenia ze strony pana Baumana.


2013-06-24
ZGORSZENIE.
Nie zainteresowałbym się sobotnią zadymą na UWr, gdybym nie natknął się dziś na list pani minister Barbary Kudryckiej do spostponowanego przez młodych ludzi starego prof. Zygmunta Baumana, socjologa wysławiającego komunę jako najlepszy system dla Polaków po wojnie. Pani minister była łaskawa napisać: W imieniu całego środowiska akademickiego wyrażam głębokie ubolewanie z powodu zajść, jakie miały miejsce na Uniwersytecie Wrocławskim. Jest mi tym bardziej przykro, że dotknęło to właśnie Pana Profesora, jednego z najbardziej cenionych współczesnych uczonych, którego wkład w rozwój myśli socjologicznej jest nieoceniony i którego nazwisko stanowi markę na całym świecie. No cóż, zwykła filigranowa kurtuazja, można by pomyśleć, gdyby nie działanie policji na sali wykładowej i groźba takich pacyfikacji na terenie uczelnianym w przyszłości. Jednakże list obudził ludzi pamiętających i chcących pamiętać niedawną przeszłość. Posypały się opinie i komentarze w Internecie: Po powrocie z Moskwy (…) mjr Zygmunt Bauman dowodząc oddziałem KBW z pepeszą w ręku biegał po lasach polując na żołnierzy podziemia niepodległościowego(…). Politruk Zygmunt Bauman, dowodząc grupą „walczącą z bandami”, zadawał „Żołnierzom Wyklętym” śmierć dwukrotnie – najpierw fizycznie, pozbawiając ich życia, a później skazując na śmierć cywilną, przez pozbawienie ich dobrego imienia na wiele lat. (…) W rezultacie działań Baumana i jego towarzyszy w walce lasy pokryły się tysiącami bezimiennych grobów „leśnych”. (…) Liczbę tych ofiar, określanych jako „ścierwa”, „szumowiny”, „zaplute karły”, „pomioty sanacyjnych panów”, sam komunistyczny resort bezpieczeństwa szacował na ponad 8600.
W tym kontekście nie może nie gorszyć odezwanie się prezydenta Wrocławia: nie będę tolerował nacjonalistycznej hołoty w odniesieniu do młodzieży stopującej brawurowo wykład zaproszonego profesora, który był w samym jądrze stalinowskiego aparatu represji i nigdy za to nie przeprosił (Łukasz Warzecha).


2013-06-21
NA PARTYNICACH.
Dziś mija 30. rocznica pierwszej wizyty Jana Pawła II we Wrocławiu. Ta rocznica porusza moje serce – wtedy w pełni młode i odważne! Na Partynicach w czasie całej uroczystości miałem piękne (i ważne w stanie wojennym) zadanie: komentarz. Na godzinę przed Mszą św. trzeba było słowem integrować wszystkie wypełniające się pielgrzymami sektory hipodromu, tworzyć wspólnotę ludzi oczekujących i pełnych nadziei na cudowne spotkanie z Papieżem - Polakiem. Trzeba było tej milionowej masie pomóc zapomnieć o zmęczeniu po wielogodzinnym wędrowaniu nocnym. Pamiętam, ochota w narodzie była ogromna. O świcie wychodziliśmy z domów, wielu rozpoczynało swą pielgrzymkę już poprzedzającego wieczora. Serce rosło, gdy w drodze z różnych dzielnic, ulic i placów dołączali coraz liczniejsi piechurzy; rankiem przed wejściem na hipodrom była nas już szeroka rzeka. Niebieskie mundury powoli i dokładnie lustrowały w bramkach każdego, ale nikt się nie irytował. To wszystko mało ważne! Ważne jest to, że będziemy mogli widzieć i słuchać Ojca św. Radość nie pozwalała się denerwować. Obserwowałem z białych stopni rozległego podium ołtarza, jak gdzieś w środku placu ludzie z humorem wchodzili w nieco grząski teren po wczorajszych deszczach. Rzeczywiście duch braterstwa rozpościerał skrzydła nad tym ludem Bożym. Pamiętam huragan oklasków i wielki krzyk radości, gdy pojawił się biały helikopter na niebie, ale w tej maszynie nie było Ojca św. Zabieg kamuflażowy obstawy udał się znakomicie. Po długiej chwili papież ukazał się na stopniach ołtarza. Jego biała sylwetka, niestety, w widoku z najdalszych sektorów hipodromu nikła na białym tle ołtarza. Z mego stanowiska komentatora doskonale widziałem Jana Pawła powoli wchodzącego na górę, aż wreszcie ze szczytu odwrócił się i z wzniesionymi rękoma pozdrawiał falujące i śpiewające kolorowe morze głów. Pełna komunia szczęścia. Mikrofon nie radził sobie w z tą erupcją decybeli, słowa komentarza grzęzły w gardle, wielkie wzruszenie nie tamowało łez w oczach. Tak, to już trzydzieści lat przeminęło razem z trudnymi wiatrami historii! Papież – Polak wciąż przed nami, już w Niebie.


2013-06-19
ŚWIT.
Papa Franciszek na spotkaniu z nuncjuszami apostolskimi poruszył sprawę współpracy nuncjuszy z Kurią Rzymską przy mianowaniu biskupów. „W delikatnym zadaniu przeprowadzania sondażu do nominacji biskupich zważajcie, by kandydaci byli pasterzami bliskimi ludziom. To jest pierwsze kryterium: pasterze bliscy ludziom. Ktoś może być wielkim teologiem, wybitnym umysłem – niech idzie na uniwersytet, tam zrobi wiele dobrego. Ale tu potrzebujemy pasterzy. Niech będą ojcami i braćmi, niech będą łagodni, cierpliwi i miłosierni. Niech kochają ubóstwo: wewnętrzne jako wolność dla Boga, a także zewnętrzne jako prostotę i umiar w życiu. Niech nie mają psychiki «książęcej». Uważajcie, by nie byli ambitni, nie dążyli do biskupstwa. (…) I niech będą «mężami» jednego Kościoła [lokalnego], nie szukając wciąż innego”.
To mi wygląda rzeczywiście na świt małej rewolucji w Kościele. Abp Stanisław Kowalczyk, były nuncjusz w Polsce, ma to już z głowy, czas nie wraca. Ale monsignore Celestino Migliore chyba znalazł się na ostrym zakręcie.


2013-06-16
INGRES.
Długi sznur kołyszących się ponad tłumem infuł z trudnością przeciskał się od drzwi do głównego ołtarza w katedrze. O godzinie 15:00 wprowadzał do wnętrza matki kościołów (dawniej) Dolnego Śląska nowego ordynariusza, ks. abpa Józefa Kupnego. Nowy przybył, nie z Krakowa, jak ongiś bp Nanker, ale z Katowic. Dlatego w tłumie można było zobaczyć pióropusze górnicze i wianki na głowach wystrojonych w liczne fartuchy ślązaczek. A w uszach granie na trąbach. Z Warszawy był kard. Nycz, z Berlina też jeden, a z Krakowa ani jeden. Z Wrocławia staruszek, Kardynał - Senior. Połowę katedry zasiedlili, również stojąc, kapłani. Resztę szczelnie wypełnił lud świecki, także otaczający dom Boży na zewnątrz. Dla sióstr nie było już miejsca. VIP-ów różnej rangi wywyższono w stallach na kleryckim poziomie. No, po prostu było ludno i pięknie! Siedziałem daleko od ołtarza, ale za to mogłem widzieć bez przeszkód ambonę pięknie odnowioną. Wsłuchiwałem się uparcie w pierwsze słowo Boże nowego ordynariusza. Na koniec kolega z Katowic szepnął z uśmiechem: Ale kazanie, trzeba przyznać, powiedział świetne. Ja też się uśmiechnąłem i pomyślałem: jak trzeba, to trzeba. Dodam jeszcze, że tą długą ceremonią nie znużyłem się. Czułem przez cały czas pulsujące ciepło rozmodlenia tego prastarego wnętrza. Ksiądz Arcybiskup Józef po Mszy św. przez półtorej godziny przy katedrze rozmawiał z ludźmi, którzy chcieli mu rękę uścisnąć, dać kwiatka i dobre słowo powiedzieć. Nie tęskno mu było do seminaryjnego refektarza, gdzie przy szwedzkim stole uwijała się duchowna masa bez zważania na dystynkcje i kolory.


2013-06-12
RELIGIJNE MENU.
Ciekawe, że i w dalekiej Argentynie, i u nas, podobnie mamy do czynienia ze wzrastającą tendencją do wybierania propozycji religijnych, jak z menu. Już w Buenos Aires w długim wywiadzie Ojciec św. Franciszek niedwuznacznie określił to zjawisko: „To bardzo powszechna tendencja, zgodna z dominującym obecnie konsumpcyjnym stylem życia. Niektórzy wybierają sobie Mszę św. ze względu na kazania księdza. Ale dwa miesiące później dochodzą do wniosku, że chór śpiewa fatalnie, i znów zmieniają kościół. W ten sposób religia zostaje zredukowana do estetyki. Religia staje się wtedy obiektem konsumpcji. Moim zdaniem ma to silny związek z pewnym rozmytym teizmem, który rozwija się w ramach New Age. Obserwuje się to zwłaszcza w dużych miastach. Sięgając do tego religijnego menu, dokonuje się czasem wyborów w oparciu o jakąś ideologię. Wybieram tę czy tamtą Mszę, bo celebrans ma właściwe poglądy albo jest bardziej otwarty, bardziej postępowy. Tu poważną sprawą jest brak osobistego spotkania z Bogiem, brak autentycznego doświadczenia religijnego. Uważam, że musimy odzyskać sens wydarzenia religijnego rozumianego jako ruch prowadzący do spotkania z Jezusem”.


2013-06-10
DOŚWIADCZENIE.
Różni autorzy, także watykaniści, drukują wywiady i książki opisujące dotychczasowe życie kard. Bergoglio w Buenos Aires. Rzeczywiście, papież Franciszek opowiada chętnie i często z odrobiną ironii wobec swego dawnego myślenia, nie miał (i dziś nie ma) tu zahamowań. Andrea Tornielli z „La Stampy” podaje ciekawy fragment rozmowy o życiu młodego jezuity argentyńskiego: „Bergoglio opowiadał, jak sam poszedł do dzielnicy biedy, i by lepiej zrozumieć jej mieszkańców, chciał podjąć pracę, stać się jednym z nich. Wtedy usłyszał: My nie chcemy, żebyś był robotnikiem. Chcemy, żebyś był księdzem”.
Takiej odpowiedzi nie usłyszeli francuscy księża-robotnicy, którzy w połowie XX wieku najmowali się do pracy w fabrykach. Może ich porażka nie byłaby tak gorzka.


2013-06-07
SMUTEK HISTORII.
W Warszawie dziś uroczyście pochowano szczątki doczesne 83 ofiar reżimu komunistycznego. Po wojnie Polska Rzeczpospolita Ludowa skazała na śmierć, często po okrutnych torturach, tych Polaków, którzy nie zgadzali się na sowiecką wizję wolności i demokracji w naszym Kraju, którzy odważnie i świadomie honor i życie swe kładli w poprzek drogi bezbożnemu i zbrodniczemu systemowi władzy nadciągającemu z Moskwy. Tropieni i wyłapywani w obławach, wyciągani nocami z domów rodzinnych przepadali bez wieści. Rozstrzeliwani w kazamatach ubeckich nocą wrzucani do wspólnych dołów kończyli swe marzenia o wolnej Ojczyźnie. Polska miała o nich zapomnieć na zawsze. Przekorny, pobity, lecz nie przezwyciężony duch Polski nie zapomniał.
Dzielę smutek rodzin zadumanych i modlących się nad szczątkami tych niekłamanych bohaterów. Jednocześnie boli mnie bezwstydna postkomunistyczna „sprawiedliwość” w dzisiejszych sądach, osłaniająca cynicznych zbrodniarzy, którzy z zimną krwią niszczyli polskich robotników w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. I niepokoi mnie obecne nagłaśnianie hucpy różnej maści lewaków, wśród których są dobrze sytuowani synowie i wychowankowie „budowniczych” PRL-u.


2013-06-05
DAR PRZEBACZENIA.
Przez cały dzień leje. Chmura siedzi na Nosalu. Ciemno i zimno. Biały ojciec rekolekcjonista tłumaczy nam mszał rzymski. Jest wprawnym liturgistą, wie też, co chce powiedzieć. Zaplanował i recytuje punkt po punkcie. Czasami zwolni, kiedy indziej pozwoli sobie na moment zażenowania, że takie rzeczy mówi do duszpasterzy, ale to szybko mija. Słucham uważnie, lecz bez rozkoszy. Czasem trudno mi zgodzić się z jego pewnością profesjonalną, jakby poza liturgią nie było niczego pewniejszego do zbawienia? Wiele rzeczy jednak połknąłem, nauczyłem się, może się coś z tego przyda? Od rana zaczęło narastać we mnie napięcie, niesprecyzowane czekanie. Na co? Rekolekcje się wkrótce skończą, i co? tak nijako?...
Przed samym południem napięcie dziwnie pęcznieje we mnie i wypełnia się czymś, co nazwałbym błogosławieństwem. Wbijam kolana w drewniany klęcznik. Eucharystia tuż, tuż. Podejmuję intencję za człowieka, który mnie mocno wewnętrznie zranił. Spokój i niepokój na przemian. Przypływają słowa rekolekcjonisty, widzę coraz wyraźniej konieczność nowego daru Jezusowego. Wcześniej całą obelgę oddałem sprawiedliwości Syna Bożego, teraz proszę o łaskę przebaczenia memu winowajcy. Wiem, że rana jeszcze zostanie i będzie bolała, ale już teraz Jezusowi wyrażam mą zgodę: Tak, przebaczam mu dla Ciebie, mój Panie. Komunia św. jest wchodzeniem w przestrzeń łagodności. Ciężkie myśli spływają, gdzieś przepadają. Za oknem jeszcze siąpi, mgła dotyka ziemi. Wysokie świerki straciły ostry kontur, ale ta mgła otula je i chroni - może od wiatru, a może od wścibskich oczu? Świat jest piętrowo zbudowany z ludzkich patrzeń. Trzeba tam wrócić.


2013-06-03
BŁYSK.
Zakopane. Przyjechałem na rekolekcje. Siedzę w Księżówce. Pokój jednoosobowy, niczego sobie, z łazieneczką i z balkonem. Na dworze ziąb i pada, czasem leje. Smutno. Siedzę i myślę, że mi smutno (okropność!). I nagle błysk w duszy. Niesamowite, widziałem, dosłownie widziałem ten błysk. I rosnące przekonanie: zaraz będzie ci fajnie… Po dobrej chwili uświadomiłem sobie, że to mi się wydarzyło. Taki błysk! Wraca radość. Ubieram sutannę i idę do papieskiej kaplicy.


2013-06-02
REAKCJA.
Z sejmowych ław Sojuszu Lewicy Demokratycznej padła propozycja, by tutaj uczcić 90. urodziny Wojciecha Jaruzelskiego, twórcy stanu wojennego. Natychmiast zdecydowanie zareagowało Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie: „Zapraszanie komunistycznego zbrodniarza do parlamentu niepodległej Rzeczypospolitej jest jawnym naigrywaniem się z ideałów wolności i demokracji, które w trakcie swej sterowanej przez Moskwę kariery politycznej konsekwentnie zwalczał gen. Jaruzelski, nie wahając się przed przelewaniem krwi swoich rodaków w 1970 i 1981, a także Czechów i Słowaków w 1968 roku. Jedynym właściwym dla tego człowieka miejscem jest ława sądowa, a nie Sejm. (…) Oczekujemy od wszystkich klubów parlamentarnych zdecydowanego potępienia decyzji SLD - partii, która nigdy nie zerwała z komunistyczną przeszłością i przy każdej okazji usiłuje ją gloryfikować” .


2013-05-31
KOMENTARZ.
Jest i komentarz do tej rozmowy, dał go redaktor naczelny Frondy, Tomasz Terlikowski. Chyba warto go zauważyć. „Przekonanie o tym, że istnieje pewne prawo wpisane w naturę świata i człowieka, przenika całą wielką filozofię europejską od starożytności aż do współczesności. Rozumiem, że Leszek Miller studiował głównie filozofię marksistowską, więc może być dla niego zaskoczeniem, iż np. Sokrates, który nie był katolikiem, oddał życie, by przypomnieć o tym, że są pewnie zobowiązania, które są ważniejsze niż prawo stanowione. Z bardzo podobnym sporem etycznym mieliśmy do czynienia w przypadku Antygony. Pan Miller powinien się douczyć, żeby zrozumieć, że cywilizacja, w której żyje, opiera się na prawie naturalnym, nie zaś na prawie stanowionym. Ale przypuszczam, że dla starego komunisty - wychowanego w doktrynie, że państwo może wszystko, np. likwidować kułaków - jest to nie do pojęcia” .


2013-05-30
PRYNCYPIA.
W Uroczystość Bożego Ciała w Krakowie ks. kard. Dziwisz powiedział niedwuznacznie: „Prawdy nie ustala się przez głosowanie, dlatego nawet parlament nie jest powołany do tworzenia odrębnego porządku moralnego niż ten, który jest wpisany głęboko w serce człowieka, w jego sumienie”.
Konia z rzędem temu, kto się nie domyśli, jak zareagował na to uważny „słuchacz” hierarchii kościelnej, szef SLD Leszek Miller. Oczywiście, zaatakował i to pryncypialnie. „Polska nie jest państwem wyznaniowym i mam nadzieję, że nie będzie. Nie może być prymatu ewangelii nad konstytucją. Konstytucja musi być ważniejsza od ewangelii”. Gdzie Rzym, a gdzie Krym! Jednak wyraźnie widać, że polscy postkomuniści otrzymali od mocodawców nowy sygnał: skończyć z atakowaniem płotek w Kościele, czas na grube ryby i to z grubej rury!


2013-05-27
ARTYSTA.
Dziś, aby zostać artystą poważanym przez salon, wystarczy atakować Kościół i propagować homoseksualizm. Talent nie jest potrzebny.
W czasach PRL krążył dowcip: „Aby zostać członkiem Związku Literatów Polskich, trzeba wydać jedną książkę i dwóch kolegów". Dzisiaj wic ten można przerobić: żeby zostać współczesnym artystą, należy mieć w dorobku jeden wernisaż oraz obrazy. Najlepiej obrazy uczuć religijnych (Marcin Hałaś). Podobnie dzieje się na scenach polskich teatrów. Czy wszyscy są tacy? Nie. Są artyści nie-salonowi, ale ci są dziwnie bezsilni. Trudno im doprosić się o dotacje na publiczne zaistnienie.


2013-05-24
CIĄGŁOŚĆ.
W dzisiejszej brewiarzowej Godzinie Czytań św. Jan Bosko wyznaje: „Obecnie do wzywania Maryi nie zmuszają nas sprawy prywatne, lecz bardzo ważne niebezpieczeństwa zagrażające wszystkim wiernym. Obecnie sam Kościół katolicki stał się przedmiotem ataków. Atakuje się jego prace, jego święte instytucje, jego głowę, jego naukę i karność. Kościół katolicki jest atakowany jako ostoja prawdy i nauczyciel wszystkich wiernych”. Autor tego zapisu obserwował życie społeczne i polityczne Europy w połowie XIX wieku. A czy dziś żyjemy w innej atmosferze?
Cóż to oznacza? – Ano tyle, że ludzie się zmieniają, umierają, ale szatan, wróg Kościoła Chrystusowego, istnieje, ciągle jest ten sam. Całe szczęście, że i Maryja – Wspomożenie wiernych - jest ta sama!


2013-05-23
BUDZENIE.
Papież Franciszek dziś przy grobie św. Piotra przewodniczył wyznaniu wiary biskupów włoskich. Mówił im pokornie, utożsamiając się z nimi w posłudze biskupiej, a jednocześnie bardzo zdecydowanie: „Nie jesteśmy wyrazem jakiejś struktury czy też potrzeb organizacyjnych: także z posługą naszej władzy jesteśmy wezwani, aby być znakiem obecności i działania zmartwychwstałego Pana, a więc budowania wspólnoty w miłości braterskiej.
Nie jest to oczywiste, albowiem nawet największa miłość, jeśli nie jest nieustannie ożywiana, słabnie i gaśnie. (…) Brak czujności - jak wiemy - sprawia, że pasterz staje się obojętny. Sprawia, że staje się on roztargniony, zapominalski a nawet niecierpliwy. Ów brak uwodzi go perspektywą kariery, przynętą pieniędzy i kompromisu z duchem tego świata. Rozleniwia go, przekształcając w funkcjonariusza, urzędnika, bardziej troszczącego się o siebie, o organizację i struktury, niż o prawdziwe dobro Ludu Bożego”. Niech to wybrzmi w całym Kościele jako pobudzający głos, bo biskup – urzędnik to gruby zakalec w duszpasterzowaniu parafialnym.



2013-05-21
OFIARA.
Wieczorem paryska Notre-Dame oczyszczała się modlitwami ekspiacyjnymi po zbezczeszczeniu samobójstwem stopni głównego ołtarza. Wcześniej, o godz. 16: 00, 78-letni Dominique Venner, historyk, dziennikarz i ceniony eseista, strzelił sobie w usta na znak sprzeciwu wobec przyjętej przez francuski parlament ustawy o małżeństwach homoseksualnych.
Czy oświeceni spadkobiercy zburzonej Bastylii, uparcie niedostrzegający wielotysięcznych tłumów demonstrujących pod hasłami: rodzina to mama i tata, i dzieci, zrozumieją tragiczną doniosłość tej desperackiej, humanistycznej ofiary?


2013-05-18
ZMIANA.
Dziś w południe Archidiecezja Wrocławska dowiedziała się, kto będzie następcą emerytowanego abpa Mariana Gołębiewskiego. W auli seminaryjnej wypełnionej księżmi nazwisko nowego ordynariusza padło jak kamień w głęboką studnię. Cisza; zaskoczenie i zdezorientowany pół uśmiech błąkał się przez chwilę po niepewnych (zawiedzionych?) twarzach. Kto to taki? Nikt spośród nas? – Nikt, panowie! Górny Śląsk zubożał na rzecz Dolnego Śląska o jednego sufragana, ks. bpa Józefa Kupnego. To nazwisko ani razu nie pojawiło się na (jakże tfu-rczej!) giełdzie episcopabilis. Duch Święty ponownie, jak niedawno w Sykstynie, zaskoczył wszystkich. Reformatorzy zza burty pewnie w zdenerwowaniu szarpią swe brody.


2013-05-17
DEBATA.
W redakcji Gazety Wyborczej Adam Michnik zorganizował debatę na temat ni mniej ni więcej, tylko „Chrześcijanie jak sól. Kościół w czasach kryzysu”. Głosy niektórych uczestników debaty, reprodukowane w odpowiednio podkreślanych fragmentach w Internecie, przywodzą na myśl stare polskie przysłowie: „Diabeł ubrał się w ornat i ogonem na mszę dzwoni”.
Perfidia ludzka jest niewyczerpana w swych pomysłach, gdy założy sobie za cel niszczenie Kościoła. W stalinowskiej komunie służył temu specjalnie stworzony Wrocławski Tygodnik Katolicki. Tam właśnie swe młodzieńcze pióro „demaskatorskie” przeciw kościelnej hierarchii ostrzył bodajże najstarszy uczestnik obecnej debaty.


2013-05-10
RADOŚĆ.
Ojciec św. Franciszek dziś rano w kaplicy Domu św. Marty bardzo się rozradował. Tłumaczył koncelebrantom i uczestnikom Mszy św.: „Czym jest ta radość? Czy to jest wesołość? Nie, to nie to samo. Wesołość jest dobra, dobrze jest się weselić. Ale radość jest czymś więcej, jest czymś innym. (…) Radość jest darem Pana. Wypełnia nas od wewnątrz. To jakby namaszczenie Duchem Świętym. Tę radość znajdujemy w pewności, że Jezus jest z nami i z Ojcem. (…) Radości nie można zatrzymywać: musi iść naprzód. Radość jest cnotą pielgrzymującą. Jest to dar, który podąża na drodze życia, podąża z Jezusem: przez głoszenie, przepowiadanie Jezusa, radość wydłuża i poszerza drogę. Jest to właśnie cnota ludzi wielkich, tych wielkich, którzy są ponad małościami ludzkimi, nie dają się wplątać w małe wewnętrzne sprawy wspólnoty, Kościoła: zawsze spoglądają na horyzont”. Czy nie myślał tu o wielu ludziach Kurii Rzymskiej?


2013-05-03
UROCZYSTOŚĆ.
Na Jasnej Górze tłumy i w całym kraju mniej lub bardziej bogate uroczystości patriotyczne. W naszym kościele wieczorem celebrowaliśmy w intencji: „Za Ojczyznę – o nawrócenie moralne elit rządzących”. To pewnie ks. abp Józef Michalik swym kazaniem na szczycie jasnogórskim przed południem dał natchnienie do takiej intencji. „Niepokojący jest (…) szerzony dziś wyścig za stylem życia bez Boga, bez etyki, bez zasad moralnych naszych konkretnych braci i sióstr, a także naszego państwa nie mającego odwagi w uchwalaniu praw zgodnych z Bożym prawem, z naturą ludzką i dobrem narodu. Niepokoić musi i niepokoi brutalizacja życia publicznego i eliminacja Pana Boga z życia tegoż społeczeństwa. (…) Zanika dziś niestety patriotyzm, miłość Ojczyzny gotowa do poświęceń. Powoli umiera człowiek w człowieku. Wiele jest dziś niepokojących wydarzeń w Polsce, wiele jest zgorszeń, korupcji, kłamstwa i nieprawdy w naszym codziennym życiu, a także w życiu publicznym”.
Pokazywanie w prostej linii ran, zakażeń i liszajów na ciele elit jest potrzebne tym bardziej, że media publiczne milczą lub w żywe oczy przeczą tym zjawiskom. Co więcej, przesłaniają je niewybredną krytyką ludzi Kościoła.


2013-05-01
MAJÓWKA.
Nie za ciepło, pochmurno, deszcz wisi na niebie. Po Warszawie włóczą się czerwone marsze z hasłami wołającymi o pracę i płace godne człowieka. Wygląda to dość śmiesznie, bo można zobaczyć tam twarze lewicy, która nie tak dawno stała u sterów i miała szanse dawać pracę i płace. Ot, zwykłe gardłowanie na pikniku przy pełnych brzuchach. Prawdziwa bieda nie na pochodach z orkiestrą wydeptuje bruki.
We Wrocławiu w naszej parafii mieliśmy maleńkie, lokalne zwycięstwo. Po wielu, wielu miesiącach, pokonując cwaniactwo i dyletanctwo wykonawców, siostry karmelitanki przy udziale wielkich i małych sponsorów doprowadziły wreszcie do poświęcenia odnowionej kaplicy. Dostojny celebrans, ks. abp Marian Gołębiewski, rzetelnie zadziwił się widząc wnętrze kaplicy szczelnie wypełnione rozmodlonymi uczestnikami uroczystości. Miałem i ja swoją cichą radość, bo w tym tłumie dostrzegłem wiele twarzy parafian. Wielokrotnie wspólnie organizowaliśmy pomoc dla sióstr. Karmel w naszej parafii to bogate źródło łaskawości Bożej. Tu wszelakie ludzkie biedy pomocy doznają. Kaplica jest piękna, choć pewnie komuś będzie tęskno do starego wystroju. De gustibus non disputandum est.


2013-04-27
WIOSNA.
Kilka dni plusowej temperatury i jeden deszcz, a dookoła świat się zazielenił. Z podziwem patrzę na te złotozielone wisiorki brzóz i na te drobniutkie listeczki na drzewach wokół plebanii, przecież jeszcze wczoraj tego nie było. Co za potęga witalności przyrody! Nawet kijek w doniczce dla podtrzymania zasianych roślin wypuścił swą ukrytą zieloność. Coś niesamowitego! Toż to wiosna! Wielu narzeka na nią, że taka spóźnialska. No, ale przyszła wreszcie. Nie śmiem narzekać, a po cichu nawet myślę, że to Wielkanoc gregoriańska przyśpieszyła w tym roku. Prawosławni i grekokatolicy jutro będą święcić palmy. Nie ukrywam jednak, że mi brakuje wyraźnej synchronizacji drogi paschalnej z pochodem wiosennego przebudzenia.


2013-04-22
MILIONY.
Ks. kard. Kazimierz Nycz marzy, aby na 1050. rocznicę Chrztu Polski w 2016 roku można było poświęcić Świątynię Opatrzności Bożej w Warszawie. Budowa kosztowała już 120 milionów złotych i potrzeba jeszcze do surowego stanu jakichś 30-40 milionów. Marzy się metropolicie i po cichu modli się, aby tego poświęcenia dokonał papież Franciszek. Zwierza się mediom: „Gdyby udało się utrzymać dotychczasowe tempo zbierania środków ze zbiórki, od darczyńców prywatnych i sponsorów, to jestem głęboko przekonany, że następne trzy lata będą tym czasem, kiedy wejdziemy do kościoła” . Byłaby to piękna sprawa! Ma prawo kardynał Nycz do takich marzeń, przejął przecież tę schedę budowlaną po swoim poprzedniku, no i sama idea wielka, wielowiekowa i całopolska! Sam już wysłałem kilka razy jakąś cząstkę z mej emerytury. Ale jakiś głos wewnętrzny (anioła światła czy ciemności?) podpowiada mi, że Ojciec Bergoglio nie zechce poświęcić tych milionów. Zobaczymy.


2013-04-20
ŚWIADECTWO SIOSTRY.
Wszystko, co odsłania duchowość Ojca Świętego Franciszka jest ważne i ciekawe. Polscy franciszkanie w prowincji Buenos Aires zaprosili na obiad siostrę papieża Marię Elenę Bergoglio. Opowiadała o swoim Bracie. "Nie zaskakuje mnie, że Jorge zmienia zwyczaje. Dla niego najważniejszy jest człowiek. Duch Święty jest z nim. On wiele pracuje i będzie wymagał od innych tego samego. Zapewne będzie musiał dokonać zmian, które wielu nie będą się podobać. On jest mocnym i silnym człowiekiem. Największą siłę daje mu Duch Święty. Ma wielką wiarę. Ale to nie dziwi, ponieważ od kołyski uczono nas kochać Boga. Nasza rodzina zawsze była Kościołem domowym" .


2013-04-19
WYROK Z PYTANIAMI.
Po osiemnastu latach od wniesienia oskarżenia, wreszcie niezawisły sąd polski wydał wyrok na sprawców masakry robotników Wybrzeża w 1970 roku. Nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać nad tą sentencją wyroku. Jeden prominentny komunista uniewinniony, inny wyłączony z procesu ze względu na stan zdrowia, a dwaj dowodzący strzelcami otrzymali dwa lata w zawieszeniu za „śmiertelne pobicie” robotników. Hańba sprawiedliwości! W 1970 r. na Wybrzeżu zginęło 45 osób.
Skandal – mówią ludzie Wybrzeża. Kompromitacja sądu – ubolewają solidarnościowcy.
Czyimi dziećmi są dzisiejsi sędziowie, jakie szkoły ich kształciły, jakie rodziny ich wychowywały? A może inaczej: kto wciąż stoi w cieniu polskiej Temidy i pociąga sznurkami? Bo przecież od 40 lat nasze sądy wśród przywódców nie doszukały się winnych śmierci Polaków lat 70. i 80.


2013-04-16
OBSERWACJE.
Dopust Boży dotykający jednego człowieka może poruszyć, a nawet zmienić (z czasem) na lepsze drugiego, bliskiego mu. Trzeba poczekać, bo przepychanie się przez pychę aż do pokory w sercu może potrwać dłużej.


2013-04-14
PIELGRZYMKA.
"Nie tylko młodzi Polacy, nie tylko – starych tam też nie brakowało... Jeden z nich właśnie ośmiela się pisać do księdza. ;-) Dwie godziny siedziałem na schodach w katedrze, czekając na TĘ Mszę Świętą… Potem prawie drugie tyle samej Mszy. Prawie cztery godziny na katedralnych, kamiennych schodach. Na stopach moich siedziała jakaś starsza kobieta, taki był tłok. To jak pokuta niemalże, ale ja grzesznik niepoprawny wciąż jestem, to i nie narzekam… Warto było! Tylko z tyłu głowy miałem wciąż obrazy z ponad trzydziestu lat wstecz – z naszej wrocławskiej katedry… Może jeszcze tylko: „Ach, ty trudna Polsko!” oraz te od Faustyny: „Polsko, ile ty mnie kosztujesz”. Wszystko, co cenne MUSI KOSZTOWAĆ! I z taką to pociechą wracałem do domu… Pozdrawiam. Gustaw F".
Dobrze, że jesteś już w domu, wróciłeś cały z Warszawy. Za te słowa i za TĘ PIELGRZYMKĘ dziękuję Ci, Gustawie.
We Wrocławiu trzecią rocznicę Smoleńska uczciły dwie wielkie m a n i f e s t a c j e. Ipsa die w wielkim kościele Maryi Panny na Piasku oraz wcześniej, 6 kwietnia, w kościele św. Mikołaja, u paulinów. Kościół na dole był nabity, a balkony wypełnione tak podczas Mszy, jak i po niej, w poetycko-muzycznym koncercie patriotycznym. Twarze poetów i muzyków olśniewał blask 96-ciu świec płonących przed ołtarzem. Ta m a n i f e s t a c j a była artystycznym otwieraniem oczu politykom, pokazywaniem, jak patrzy i co widzi Naród.

2013-04-10
TRZECIA ROCZNICA.
W całym kraju gęsto zapaliły się dziś wieczorne światła pamięci o katastrofie smoleńskiej i o zbrodni katyńskiej. Ks. bp Józef Zawitkowski wołał (w swój oryginalny sposób) w Katedrze warszawskiej:
„Dowiemy się kiedyś prawdy o Katyniu, o Smoleńsku? Nie pytajcie bezbożnych, kto zabił Prezydenta. Specjalnością czarnych aniołów jest kłamstwo i niszczenie miłości. Miłości, która jest miłością do Boga, do Ojczyzny i wzajemnej miłości do braci. My nie jesteśmy żałobnikami, co chodzą z katedry przed Pałac Namiestnikowski. My nie jesteśmy chorzy na Ojczyznę, my tylko chcemy pamiętać i zachować tożsamość. Bo Ojczyzna – ziomkowie, to jest moralne zjednoczenie, w którym nawet partyj już nie ma, w którym partyje są jak bandy lub koczowiska polityczne, w których ogniem jest niezgoda, a rzeczywistością cuchnący dym wyrazów (C.K. Norwid). I znów oddech pana Sucharskiego: Ach, ty trudna Polsko! Nasze przejście Krakowskim Przedmieściem jest przypomnieniem pogrzebu Prezydenta, przypomnieniem jedności Narodu, którą wtedy widzieliśmy, jest obroną krzyża, który krzyczy i krwawi, a krzyż ma wielkie / na całą Europę ramiona (A. Mickiewicz)”.
Wszędzie tłumy młodych Polaków w biało-czerwonych barwach. A w telewizji oficjele wciąż usiłują, przy stosie wykrytych kłamstw, zaniechań i zaniedbań, bronić rzetelności rosyjskiego MAK-u i polskiego Millera.


2013-04-05
TYLKO JEZUS.
Dziś papa Franciszek podczas porannej Mszy św. w kaplicy Domu Świętej Marty, gdzie wciąż mieszka razem z innymi duchownymi, zilustrował swą homilię o perypetiach apostołów Piotra i Jana, którzy ongiś w imię Jezusa uzdrowili człowieka chromego, ciekawym współczesnym świadectwem: „W kurii w Buenos Aires od 30 lat pracuje skromny człowiek, ojciec ośmiorga dzieci. Zanim wyjdzie, pójdzie wykonywać powierzone mu obowiązki, zawsze mówi «Jezu!». Zapytałem go kiedyś: «Dlaczego zawsze mówisz ‘Jezu’? ». Ten skromny człowiek odpowiedział: Kiedy mówię ‘Jezus’ czuję się silny, czuję, że mogę pracować, i wiem, że On jest ze mną, że mnie podtrzymuje. Papież podkreślił, że człowiek ten nie studiował teologii, ma tylko łaskę chrztu i moc Ducha Świętego. Ojciec Święty dodał, że we współczesnym świecie wiele osób próbuje rozwiązać swoje problemy uciekając się do czarowników czy kart tarota. Ale tylko Jezus zbawia i "musimy o tym zaświadczyć! Tylko On jeden".
Kto wie, czy to nie od dziś właśnie rozpoczął się odwrót zachwytów medialnych innowierców nad „niespodziankami” nowego Papieża?

2013-03-31
WIELKANOC.
W śniegu. Dobrze, że przynajmniej sobotnie poświęcenie ognia przed kościołem i procesja rezurekcyjna o północy odbyły się przy suchej pogodzie. W nocy przyprószyło, a przez dzień dosypało. Trzeba wkładać wysokie buty. W kościele sporo pań w zimowych czapach. Brak dzieci na Mszy, wybyły z rodzicami w góry na narty i sanki. Pod wieczór nagie, czarne gałęzie drzew przyoblokły się w białe togi. Odświętnie. Liczne spóźnienia na liturgię. Tupanie i omiatanie butów. Wprawdzie nikt nie zaintonował kolędy, ale trudno było dziś myśleć o wiosennym odrodzeniu życia.
Gdyby to było pod koniec grudnia, cieszyłbym się z takiej oprawy świątecznej. Dziś trudno się uśmiechnąć do tej niespodzianki. Ci w górach pewnie śmieją się całą gębą.


2013-03-27
PIERWSZE SŁOWO.
Ojciec św. Franciszek dziś powiedział pierwsze słowo do Polaków na audiencji środowej:
"Pozdrawiam polskich pielgrzymów. Drodzy bracia i siostry, jutro rozpoczynamy Triduum Sacrum. W liturgii będziemy na nowo przeżywali tajemnice męki, śmierci i zmartwychwstania naszego Pana Jezusa Chrystusa. Starajcie się w tych dniach wchodzić z coraz większą wiarą w Bożą logikę, w logikę Krzyża, która nie jest przede wszystkim logiką cierpienia i śmierci, ale miłości i darowania siebie, przynoszącą życie. Niech Bóg wam błogosławi!".
Ta logika Krzyża, podpowiadana przez papieża Franciszka, nie wyrasta z obserwacji ciała, lecz jest apelem do ducha człowieka wierzącego w Chrystusa.


2013-03-21
RÓŻNE ŚWIATY.
Ojcu Ludwikowi odpowiedział w Gościu Niedzielnym jego brat zakonny: „Zdaniem o. Wiśniewskiego, poczucie zagrożenia odnośnie do polskiej tożsamości czy sposobu funkcjonowania struktur władzy jest bezzasadne i niepotrzebne w praworządnym państwie, jakim jest dziś nasza ojczyzna. Takiego przekonania mogę mu jedynie pozazdrościć: najwyraźniej żyjemy w innych światach. (…) U nas jest coraz więcej ubóstwa i bezrobocia, korupcji i zakłamania. Nauczanie społeczne bardziej niż kiedykolwiek jest dziś potrzebne jako czytelny głos sprzeciwu wobec jawnego i cynicznego budowania struktur zła, które prowadzą do rozprzestrzeniania się grzechu. (…) Czy o. Rydzyk nie ma przynajmniej w jakiejś części racji, bijąc na alarm wobec radykalnie postępującej relatywizacji pojęcia prawdy i rozkładu zwykłych ludzkich wartości? Czy nie stajemy się zakładnikami antychrześcijańskiej kultury, prowadzącej do coraz głębszego zniewolenia naszego sposobu życia i wypowiadania się? Czy nie jest to zagrożenie o wiele poważniejsze niż sam sposób mówienia o nim w Radiu Maryja? (…) Nie widzę sensu w podważaniu jego [o. Rydzyka] słusznej krytyki przemian naszej kultury, którą wiele osób opisuje jako proces zwykłego gnicia. (…) Obawa przed świadomą strategią skierowaną przeciw tradycyjnym wartościom jest zwyczajnie uzasadniona”. Autor tej odpowiedzi, Michał Mrozek OP, jest dr. teologii, pracuje naukowo w Instytucie Tomistycznym w Warszawie, jest wykładowcą w Kolegium oo. Dominikanów. A w jakim świecie pisze o. Wiśniewski?


2013-03-17
DWA WIATRY.
Papa Franciszek idzie jak burza w swój pontyfikat. Media wprost oddychają jego przemówieniami, westchnieniami modlitewnymi i spontanicznym zachowaniem. Dziś rano celebrował Mszę św. w parafialnym kościele w Watykanie. W tłumie rozpoznał dwóch księży z Argentyny – biskupa i kapłana pracującego z dziećmi ulicy w Buenos Aires - podszedł, uścisnął i przedstawił ich cenną pracę zgromadzonym wiernym. Po celebrze stanął u głównych drzwi przed kościołem i każdemu wychodzącemu podawał dłoń. Na placu św. Piotra w południe stanęło 300 tysięcy pielgrzymów do wspólnej modlitwy z papieżem, słuchali w ciszy katechezy o miłosiernym Bogu, który nie jest zmęczony przebaczaniem. (Ciekawe i chwytliwe ujęcie!). Zrezygnował z pozdrowień w różnych językach; z tłumu pozdrawiały go transparenty w wielu językach.
Jednakże obok tego nowego, sympatycznego powiewu uczuć, z Francji ruszył ostry, szybko wiejący przez Europę, nieprzyjazny wiatr oskarżeń za rzekomo naganną postawę dawnego przełożonego jezuitów, Jorge Bergoglio, wobec dwóch byłych zakonników torturowanych przez juntę wojskową w latach 1976 - 1983. W Polsce natychmiast dołączyła do tego nurtu szefowa poznańskiego Teatru Ósmego Dnia. Niestety, diabeł nienawiści ma długi ogon do mieszania w tyglu opinii publicznych.Dziś świat usłyszał wyjaśnienia sędziów argentyńskich neutralizujące zarzuty i określające te oskarżenia jako obrzydliwą próbę zdyskredytowania osoby nowego Papieża.


2013-03-15
BUDOWANIE POMNIKA.
Z opóźnieniem znów otrzymałem od parafian drugą część wypowiedzi o. Wiśniewskiego na temat nieładu w hierarchicznym Kościele polskim. Ojciec Ludwik, podobnie jak ongiś Apostoł Paweł św. Piotrowi, stawia konkretne pytania konkretnym biskupom. Oczywiście, nie spodziewa się od nich odpowiedzi. Myślę, że mógłby je postawić bezpośrednio w mieszkaniu biskupim i otrzymałby niejednokrotnie odpowiedź szeroko otwierającą oczy wpatrzone nieruchomo we władzę. Tak, ale wtedy Polska by się nie dowiedziała, że on – charyzmatyczny duszpasterz i legenda opozycji - je stawia! Demokracja dzisiejsza nie otrzymałaby tak niezbędnego – już drugiego po mariańskim - wsparcia zakonnego.
Ten pracowicie przygotowany syllabus dominikańskich pytań, wydrukowany w TP i GW pod sztandarową sugestią: KTO NISZCZY POLSKI KOŚCIÓŁ - bez znaku zapytania - sprawia wrażenie próby przywołania z przeszłości ducha czuwającego inkwizytora. I wygląda to na groteskowe budowanie nieco spóźnionego pomnika duszpasterzowi, co dał się przesadzić z pola akademickiego na niwę sumień episkopalnych. Wrażenie to wzmaga umieszczona w TP na końcu artykułu fotografia o. Ludwika w czarno-białych szatach z 2011 roku.


2013-03-13
MAMY FRANCISZKA!
Środa, krótko po dziewiętnastej pojawił się biały dym nad Sykstyną. Mamy papieża! Wieść o tym spadła na nas pod koniec wieczornego nabożeństwa o dobry wybór. Właśnie modliliśmy się przed Najświętszym Sakramentem słowami śp. ks. prof. Józefa Kudasiewicza, biblisty: „Duchu Święty Boże, Duchu proroctwa i proroków, prosimy Cię gorąco, wzbudź w Kościele proroka na wzór Mojżesza, który widział Boga twarzą w twarz; na wzór Izajasza, proroka niezłomnej wiary i świętości Pana; na wzór Jeremiasza, proroka czasów zamętu religijnego i politycznego; na wzór Ezechiela, proroka czasów niewoli, pocieszyciela cierpiącego ludu…”.
Kilkanaście minut po godzinie dwudziestej ogłoszono z loży bazyliki imię nowego papieża: Franciszek. Po chwili ukazał się w bieli wysoki, szczupły, nieco onieśmielony prymas Argentyny, arcybiskup metropolita Buenos Aires, jezuita, kard. Jorge Mario Bergoglio. Zaskoczenie totalne, na placu cisza podobna do tej sprzed ponad 34 lat, gdy padło nazwisko Wojtyła. Podobieństwo również wychynęło z pierwszych słów Ojca św., gdy wspomniał, że bracia kardynałowie powołali go z końca świata.
Franciszek zaczął od modlitwy w intencji bpa Rzymu-seniora Benedykta XVI, a następnie poprosił zebraną na placu ponad 100-tysieczną rzeszę rzymian (i nie tylko) o modlitwę w jego intencji. Pochylił się głęboko w ciszy, a kamera pokazywała skupione twarze szepczące modlitwę. Ten Ojciec św. ma w sobie coś z pokory i siły ducha Biedaczyny z Asyżu.


2013-03-11
DYLEMAT.
Podrzucono mi egzemplarz Tygodnika Powszechnego. Przy tym usłyszałem: niech ksiądz proboszcz choć obejrzy to kuriozum. Na okładce - obok podtytułu kiedyś rozchwytywanego i wyczekiwanego tygodnika: KATOLICKIE PISMO SPOŁECZNO-KULTURALNE – straszy wielkie popiersie redemptorysty, o. Tadeusza Rydzyka, dźwigające obwieszczenie dominikanina, o. Ludwika Wiśniewskiego, grubą majuskułą wyartykułowane: KTO NISZCZY KOŚCIÓŁ. No, chyba nie bez racji powiedziano: to kuriozum. Ta okładka wpasowuje się bez korekty w pomysłowość Lisa, pana redaktora Newsweeka po polsku. Sam tekst o. Ludwika– najprawdopodobniej za sprawą jego temperamentu – jest nieprzejrzysty. Trudno tu się zorientować, czy autor chce ratować od zniszczenia Kościół w Polsce, czy „konstytucyjne organy władzy”. A może doświadczony w walkach z komuną o. Ludwik chciał po partyzancku podrzucić czytelnikom pomysł dopisania partykuły NIE- przed ostatnim członem podtytułu?

2013-03-09
POD KLUCZEM.
Już wiadomo: konklawe rozpocznie się we wtorek 12 marca. Kardynałowie pójdą pod klucz w Domu św. Marty na Watykanie. Pierwsze głosowanie przez 115 purpuratów - elektorów odbędzie się o godz. 16: 45. Jaki będzie dym nad kaplicą Sykstyńską i przez ile dni będziemy w południe i wieczorem spoglądać na komin przy bazylice św. Piotra? - Tylko Duch Święty to wie. Benedykt XVI powiedział na odchodnym do księży kardynałów: Nowy papież jest wśród was. Ciekawy jestem, jak się czują tak zwani papabili; media wytypowały ich kilkunastu. Dziennikarze muszą z czegoś żyć, a stare przysłowie mówi: na konklawe, kto wchodzi papieżem, wychodzi kardynałem. Chociaż, jak pamiętam, w roku 2005 przysłowie zostało zaprzeczone. Już na uroczystości pogrzebowej Jana Pawła II widzieliśmy następcę w osobie głównego celebransa, ks. kard. Josepha Ratzingera. Ale nikt się nie spodziewał, że tylko na osiem lat… Zaiste, żyjemy w niezwykłych czasach.


2013-03-06
RUDNIA.
Jeszcze jeden, z łaski Pana, mój prywatny Dzień Matki, mojej - Konstancji. Nazbierało się ich już 73, choć przecież nie od początku byłem zdolny je liczyć, a tym bardziej świętować. Przez cały dzień często zatrzymywałem się przy Mamie z modlitwą dłuższą lub krótszą. Myśli jednak w tym roku biegną dalej, do Rudni w Parafii Kołkowskiej. W tym roku mija 70 lat od strasznej rzezi wołyńskiej, z której wprost cudownie, dosłownie uciekliśmy z życiem. Ile bohaterstwa, siły i wiary musiała mieć w sobie młodziutka Konstancja z dzieckiem na ręku! 12 lipca 1943 roku w nocy nacjonaliści z UPA puścili z dymem małą wioskę, a raczej przysiółek Rudnia. Zamordowano w sposób brutalny 141 Polaków. Uratowały się jedynie 34 osoby.
Kilka lat temu pojechałem na Wołyń, do korzeni. Odnalazłem wieś Kołki i pomodliłem się na schodach zamkniętej cerkwi. Rudni nie znalazłem. Nie istnieje. Została spalona i zrównana z ziemią. W szczerym polu rośnie tam kępa owocowych drzew. Czy one szumiały wtedy wśród płaczu mordowanych kobiet i dzieci, wśród ryku i kwiku, rżenia i beczenia chudoby zamkniętej w płonących oborach, stajniach i chlewach?
Myślę o tych smutnych dziejach, słuchając wypowiedzi lwowskiego arcybiskupa, ks. Mieczysława Mokrzyckiego na forum Episkopatu Polski w Warszawie. Łaciński hierarcha z żalem mówił o niemożliwości napisania wspólnego z grekokatolikami listu do wierzących na Ukrainie. Nie ma zgody Ukraińców na określenie „rzezi wołyńskiej” jako zorganizowanej eksterminacji ludności polskiej, zaplanowanego i zdecydowanie realizowanego ludobójstwa.


2013-03-01
MODLITWA I PAMIĘĆ.
Nie mamy papieża. Jakoś pusto i smutno w Kościele.
Na polskim podwórku wspomnieniowo. Drogę Krzyżową ofiarowaliśmy rano w naszym kościele w intencji zbawienia dusz „Żołnierzy Wyklętych”. Oni nie złożyli broni i nie powrócili do swych domów, gdy ogłoszono w Berlinie koniec drugiej wojny światowej. Stworzyli nowe podziemie, jako odpowiedź na propagandową wolność wkraczającą do Polski na tankach z czerwoną gwiazdą i z Manifestem PKWN. Walczyli bohatersko i ginęli w nierównej walce. Wyobraźnię ludzką przechodzi, ile nieszczęścia polityczna nienawiść zgotowała polskim patriotom, których marzenia o wolnej, Bogu wiernej Ojczyźnie nie pasowały do planów sowieckiego najeźdźcy. I żal serce ściska, gdy pomyśleć, że to uczyniono rękami zwyrodniałych, niestety, Polaków po straszliwej gehennie okupacji niemieckiej. Przez pół wieku nie wolno było o tym mówić. Tę smutną świadomość rozświetla fakt, że „Żołnierze Wyklęci” odzyskują, (już po raz trzeci - od 2011 roku), w naszej pamięci i modlitwie polski honor, ludzką cześć i pośmiertną sławę. Coraz więcej cokołów, pomników i tablic na ziemi polskiej głosi ich bezprzykładne i niepodważalne bohaterstwo. Dzisiejszy wieczór na ulicach miast obfituje w „marsze pamięci”. Idą rodziny, maszeruje młodzież.

2013-02-28
OSTATNI ETAP.
Dzień pożegnań Benedykta XVI na Watykanie i we wszystkich diecezjach na świecie. Modlitwy i bicie dzwonów. (W Krakowie odezwał się wielki spiżowy Zygmunt). Dużo wzruszenia i ciepłych słów. Po godz. 17: 00 Ojciec św. przyleciał białym helikopterem do Castel Gandolfo, gdzie czekała wielka rzesza mieszkańców z biskupem, duchowieństwem i władzami miasta na czele. Tam usłyszeli wyjaśnienie dla jego obecności w tym miejscu: „Wiecie, że ten dzień różni się od poprzednich. Do godziny 20: 00 jestem papieżem Kościoła powszechnego, a później już nie. Będę po prostu pielgrzymem, który rozpoczyna ostatni etap swojej pielgrzymki na tej ziemi”.


2013-02-27
OBECNOŚĆ PANA.
Ojciec św. Benedykt XVI pożegnał się z nami na ostatniej swej audiencji środowej na pl. św. Piotra. Jego przemówienie do 200 tysięcy pielgrzymów i do całego Kościoła przez media zawierało wiele wzruszających momentów. O swej drodze bpa Rzymu mówił: „Pan mnie naprawdę prowadził, był blisko mnie, każdego dnia mogłem odczuwać Jego obecność. Był to okres drogi Kościoła, naznaczony momentami radości i światła, ale też momentami niełatwymi. (…) Ale zawsze wiedziałem, że w tej Łodzi jest Pan i zawsze wiedziałem, że łódź Kościoła nie jest moja, nie jest nasza, lecz Jego. Pan nie pozwoli, aby zatonęła. (…) Właśnie z tego powodu moje serce jest dziś wypełnione dziękczynieniem wobec Boga, gdyż sprawił, że nigdy nie brakowało całemu Kościołowi a także i mnie Jego pociechy, Jego światła, Jego miłości”. Ostatnie zdania papieża zabrzmiały jako natchnienie i posłanie dla nas: „Drodzy przyjaciele! Bóg kieruje Kościołem, zawsze go wspiera, a w szczególności w najtrudniejszych chwilach. Nigdy nie możemy stracić tej perspektywy wiary, która jest jedyną prawdziwą perspektywą drogi Kościoła i świata. W naszym sercu, w sercu każdego z was niech będzie zawsze radosna pewność, że Pan jest obok, nigdy nas nie opuszcza, jest blisko nas i ogarnia nas swoja miłością”.


2013-02-26
MÓJ ELEKTOR.
Wylosowałem dziś osobę ks. kard. Thomasa Collinsa z Toronto do wspierania go modlitwą, aby uczciwie, według serca Bożego, posłuszny natchnieniom Ducha Świętego wybrał nowego Ojca św. Ma lat 66, od zeszłego roku jest kardynałem. Powierzam go MB Częstochowskiej.


2013-02-24
WEZWANIE NA TABOR.
Dziś na plac św. Piotra w Rzymie przybyło 100 tysięcy pielgrzymów różnych narodowości, aby pożegnać się z Ojcem św. podczas ostatniej modlitwy południowej. Przynieśli ze sobą liczne transparenty z pięknymi słowami otuchy, wdzięczności, wierności i modlitwy. Ojciec św. nawiązał do dzisiejszego słowa Bożego o Przemienieniu Chrystusa na górze Tabor. Zachęcał do modlitwy, bez której wszelkie apostolstwo i miłosierdzie jest tylko aktywizmem. Na koniec wyznał: „Drodzy bracia i siostry, odczuwam, że to słowo Boże skierowane jest szczególnie do mnie, w tym momencie mojego życia. Pan wzywa mnie, bym „wyszedł na górę”, abym jeszcze bardziej poświęcił się modlitwie i medytacji. Nie oznacza to jednak porzucenia Kościoła, wręcz przeciwnie, jeśli Bóg mnie do tego wzywa, to właśnie po to, abym mógł nadal Jemu służyć z takim samym oddaniem i taką samą miłością, z jaką czyniłem to dotychczas, ale w sposób bardziej dostosowany do mojego wieku i sił”.
Na Gorzkich Żalach modliliśmy się w intencjach Benedykta XVI. W kazaniu pasyjnym rozważałem obecną sytuację Kościoła i Ojca św. na tle zeznań fałszywych świadków podczas sądu nad Chrystusem przed Sanhedrynem.

2013-02-22
ZA WCZEŚNIE
Dzisiaj święto liturgiczne Katedry Świętego Piotra. W kościele odprawiłem z młodzieżą Mszę w intencjach Benedykta XVI. Na dworze znowu dosypało i wciąż prószy śniegiem. To nie żarty, ślady znikają na ścieżce już po godzinie. A tymczasem przyleciały nowe kaczki. Krążyły dziś po południu nad Czarną Wodą i nad Morskim Okiem w Parku Szczytnickim. Zwiastunki wiosny, jak one doczekają końca zimy?

2013-02-21
PAPIEŻ UKRYTY.
Wciąż głośno w mediach o odchodzącym na emeryturę papieżu. Najwięcej pyszczą przeciwko Kościołowi i Benedyktowi XVI ci, którzy stoją poza Kościołem. Ujadają jak głodne psy, bo chociaż jest do ugryzienia to, co ludzkie i zewnętrzne w Kościele, to przecież nie potrafią, zobaczyć boskiej rzeczywistości Kościoła żyjącego wiarą w Jezusa Chrystusa.
Zajrzałem do książki „Światłość świata”. Na początku, tuż po konklawe, nowy Papież - pokornie świadomy tego, że Urząd Piotrowy nie jest jego powołaniem, a wybór ten jest gilotyną, której oto teraz ostrze spada na mnie i trafia – modli się do Jezusa: Co czynisz ze mną? Teraz to Ty przejmujesz odpowiedzialność. Musisz mnie prowadzić! Ja tego nie potrafię. Jeśli mnie chciałeś, to musisz mi też pomóc!
Przez osiem lat jakże trudnego pontyfikatu obfitującego w kryzysy i skandale, Papież musiał walczyć w Kościele o blask jedynej Prawdy w Jezusie Chrystusie oraz na nowo przez Ewangelię ukazywać światu fundamentalne wartości chrześcijaństwa. W swej ogłoszonej rezygnacji Benedykt XVI zawarł podstawowe wyjaśnienie: Rozważywszy po wielekroć rzecz w sumieniu przed Bogiem, zyskałem pewność… Papież odchodzi ze świadomością, że Jezus zostaje i wiosnę Kościoła ukaże w nowym swym namiestniku. Benedykt wie, że w sposób istotny może wspomagać życie Kościoła swoją ukrytą modlitwą.


2013-02-18
RELIKWIA.
Po południu pożegnaliśmy w kościele pielgrzymujący w naszej Archidiecezji Wielkopiątkowy Krzyż bł. Jana Pawła II. Wizerunek Ukrzyżowanego wyrzeźbiony w drewnie przemawia dramatycznym napięciem korpusu i rąk przygwożdżonych oraz błagalnie skierowaną ku Niebu twarzą. Artysta z Bieszczad wyrzeźbił tę pasyjkę dla swej sparaliżowanej żony, ona z kolei po latach podarowała, z prośbą o modlitwę, pielgrzymom jadącym do Watykanu. W Wielki Piątek 2005 roku schorowany Jan Paweł II, uczestnicząc przez TV w modlitwie Drogi Krzyżowej w Koloseum, obejmował rękami i tulił do policzka w swej kaplicy właśnie ten krzyż. Działo się to na dziewięć dni przed śmiercią Ojca św.
Taką oto szczególną relikwię zjednoczenia modlitewnego Jana Pawła II z ukrzyżowanym Chrystusem gościliśmy właśnie w ciągu całej minionej doby. Sporo parafian przewinęło się przez naszą świątynię podczas nabożeństw i w prywatnej, wyciszonej adoracji Krzyża.
O godz. 17:30 Krzyż w specjalnym feretronie odjechał do sąsiedniej parafii Matki Bożej Miłosierdzia na Kowalach.


2013-02-15
UMĘCZENIE.
Różni czytelnicy tekstu Benedykta XVI o rezygnacji z Urzędu zatrzymują się przeważnie nad formalnymi aspektami, które są świadectwem dokładnej poprawności dokumentu kościelnego. I słusznie, bo nikt ani dziś, ani w przyszłości nie może znaleźć haka kanonicznego podważającego wagę i słuszność decyzji ciężko chorego, starego Papieża.
Uważni jednak obserwatorzy spostrzegą z pewnością w tym oświadczeniu głębię wiary Ojca świętego, pokorną odpowiedzialność i proste zaufanie Jezusowi. Rozważywszy po wielekroć rzecz w sumieniu przed Bogiem, zyskałem pewność, że z powodu podeszłego wieku moje siły nie są już wystarczające, aby w sposób należyty sprawować posługę Piotrową (…) Najdrożsi Bracia, dziękuję wam ze szczerego serca za całą miłość i pracę, przez którą nieśliście ze mną ciężar mojej posługi (…) Teraz zawierzamy Kościół święty opiece Najwyższego Pasterza (…) Jeśli o mnie chodzi, również w przyszłości będę chciał służyć całym sercem, całym oddanym modlitwie życiem, świętemu Kościołowi Bożemu.
Zauważyć nietrudno, że Ojcu świętemu z pewnością nie jest lekko. Jego twarz nosi znaki wyraźnego umęczenia. Modlę się codziennie za Papieża, zresztą z całego świata płyną do Watykanu zapewnienia o modlitwie.


2013-02-13
SMUTEK I SZACUNEK.
Wzruszające świadectwo o Benedykcie XVI po ogłoszeniu jego rezygnacji dał warszawski teolog luterański Dariusz Bruncz : „Jestem zasmucony decyzją Benedykta XVI, ponieważ papież ten – jak mało kto przed nim – zdołał rozpalić pragnienie poszukiwania prawdy nie zawężając jej do eklezjologicznych spekulacji produkowanych w otchłaniach katolicyzmu zamkniętego w wieży z kości słoniowej. Ratzinger, wbrew temu co podaje się do wierzenia w różnych publikacjach i komentarzach, to teolog, który mówi o Bogu przeżywanym na co dzień. Odwaga pójścia za Jezusem i przede wszystkim pogłębianie przyjaźni z Chrystusem jest odpowiedzią tego Teologa na dramat historii pełnej ciemnych momentów, ale i manifestacji Bożej interwencji. (...) Jestem zasmucony, ale i pełen szacunku wobec słów Benedykta XVI. Decyzja papieża to z pewnością akt miłości wobec swojego Kościoła i posługi, którą wciąż sprawuje. To dramatyczna decyzja, która wyraża napięcie między osobą a urzędem, wielkości tak różnych, ale również trudnych do oddzielenia. Benedykt XVI, jako nasz Brat w Chrystusie, potrzebuje wsparcia i modlitwy. (…) Niech Bóg błogosławi i chroni papieża Benedykta!”


2013-02-11
ABDYKACJA.
Szok! Zupełne zaskoczenie. Papa Benedykt ustępuje z urzędu Biskupa Rzymu, rezygnuje z kierowania Kościołem Katolickim. (Jak to się stało, że taka decyzja, z pewnością wcześniej przygotowywana w Watykanie, uchowała się w tajemnicy nie tylko przed mediami?). Dnia 28 lutego o godzinie 20:00 rozpocznie się czas „pustego tronu”, gdy Joseph Ratzinger będzie żył w Castel Gandolfo, by następnie zamieszkać w byłym klasztorze sióstr klauzurowych na terenie Watykanu. Ze wszystkich środowisk katolickich płyną do Papieża dobre słowa wsparcia modlitewnego i podziękowania za 8 lat trudnego pontyfikatu. Natomiast wszelkiej maści europejskie lewactwo, także w Polsce, już obniża rangę pasterzowania Benedykta XVI. Cóż powiedzieć?


2013-02-02
MODLITWA SERCA.
Dziś jest Dzień Osób Konsekrowanych przez potrójne śluby. Moim znajomym siostrom zakonnym dedykuję z szacunkiem krótki tekst z Drogi do doskonałości św. Teresy z Avila.
„Są osoby, ja jestem jedną z nich, które Pan obdarowuje modlitwą serca; ale udają one, że są głuche. Tak bardzo bowiem są przywiązane do modlitwy ustnej – i czynią ją tak ważną – że wydaje się, iż wierzą, że są zobligowane do wykonania dziennej normy modlitewnych słów i to możliwie jak najszybciej. Starajcie się tak nigdy nie robić. A raczej zwróćcie uwagę, czy Bóg czasem was nie powołuje do takiego rodzaju modlitwy, do modlitwy serca. Byłaby to nieodżałowana strata, gdybyście tego w porę nie odkryły; zgubiłybyście bezcenny skarb”.


2013-01-31
ODWAGA.
Wciąż myślę o pokornym żalu za słowa pochopnej krytyki zapisane w testamencie śp. Prymasa – seniora. I odzywa się w mym sercu bolesna skarga księdza Popiełuszki po przesłuchaniach na esbecji i po rozmowie ze swym ordynariuszem w czasie stanu wojennego: Spotkałem przy furcie [seminaryjnej] ks. Prymasa. Weszliśmy do pokoiku. To, co tu usłyszałem, przeszło moje najgorsze przeczucia. (…) Najbardziej zabolały zarzuty, że położyłem duszpasterstwo służby zdrowia, któremu przecież serce i duszę oddawałem od pięciu lat. To działo się w grudniu 1983 roku, dokładnie na 10 miesięcy przed bestialskim zabójstwem ks. Jerzego.
Czy w przyszłości testament następcy ks. kard. Józefa Glempa będzie zawierał żal i przeprosiny katolickiego Narodu za brak odwagi duszpasterskiej, by wiosną 2010 roku stanąć przy krzyżu do modlitwy z ludem Bożym na Krakowskim Przedmieściu? I czy będzie już mało ważne, kto odczyta tekst?


2013-01-28
WIARA I POKORA.
Na zakończenie dzisiejszych uroczystości pogrzebowych śp. kard. Józefa Glempa w katedrze warszawskiej kard. Kazimierz Nycz odczytał fragmenty testamentu Zmarłego. Serdecznie ujął mnie końcowy passus tekstu: Gorąco przepraszam wszystkich braci i siostry za przykrości wyrządzone brakiem należnej miłości. Nie zawsze potrafiłem docenić wysiłki i poświęcenie wielu. Żałuję za słowa pochopnej krytyki, zaniedbania i słabości. Na tle moich ułomności wychodzą jaśniej wyświadczone mi dobrodziejstwa. Taki był nasz ksiądz prymas! – zakończył czytanie metropolita warszawski, gospodarz uroczystości pogrzebowych.



2013-01-25
TAJEMNICA POLISZYNELA.
Dziś Sejm odrzucił trzy projekty na temat tzw. „związków partnerskich”. W projektach SLD, Ruchu Palikota i PO w różny sposób postulowano zrównanie praw i przywilejów pary żyjącej „na kocią łapę” z małżeństwem kobiety i mężczyzny podejmujących trud trwałej wspólnoty rodzinnej, dającej społeczeństwu nowych obywateli. Minister sprawiedliwości Jarosław Gowin przed głosowaniem wyjaśnił, że wszystkie trzy projekty partyjne są niezgodne z art. 18 Konstytucji RP. Natomiast premier Donald Tusk przekonywał, że nie można nie zauważać, że związki inne niż małżeństwa w Polsce istnieją. Żaden z posłów lewicy nie ujawnił tajemnicy poliszynela, że ta ustawa miała otworzyć drzwi do legalizacji „małżeństw” homoseksualnych.
Odpowiedź lobby gejowskiemu w Sejmie natychmiast w wywiadzie dał ks. bp Wojciech Polak: „Kościół jest świadomy, że związki nieformalne istnieją i są dziś szerokim zjawiskiem społecznym, a dla Kościoła – wyzwaniem duszpasterskim. Ale wcale to nie oznacza, że należy aprobować tę formę życia i nadawać im te same prawa i przywileje, które ma małżeństwo. […] Jeśli więc mówimy o równości wszystkich wobec prawa, to legalizacja związków partnerskich, w szczególności homoseksualnych, które nie podejmują tych samych zobowiązań wobec społeczeństwa co małżeństwo, a otrzymywałyby niektóre spośród jego przywilejów, byłoby rażącą niesprawiedliwością. […] Mielibyśmy wyraźną i krzyczącą nierówność wobec prawa”.


2013-01-23
KONIEC CIERPIENIA.
Dziś w 83. roku życia zmarł w szpitalu w Wilanowie, zmagający się długo z chorobą nowotworową, ks. Prymas-senior kard. Józef Glemp. Myślę, że cierpienie - i to wewnętrzne, jakiego nie żałowała mu opozycja w stanie wojennym, i to długotrwałe zewnętrzne od własnego schorowanego ciała – wyrzeźbiło jego duszę i pozwoliło mu spotkać w radości księdza męczennika Jerzego Popiełuszkę. Requiescat in pace.


2013-01-22
DUSZA POWSTAŃCÓW.
150 lat po Powstaniu Styczniowym uświadamiamy sobie, jak wielką daninę życia i krwi złożyli Polacy upominając się o wolność i niepodległość u zaborcy rosyjskiego. Oczywiście i dzisiaj są tacy, którzy nie cenią tego zrywu patriotycznego, gdyż nie przyniosła upragnionego skutku. Dzisiejsze negatywne ocenianie tego wielkiego i tragicznego zrywu ma swoje źródła nie tylko w realnym obliczaniu ogromnej przewagi militarnej zaborcy nad powstańcami. Ukryte dziś źródło niechęci bije w tym samym miejscu, skąd wychodziły nie tak dawne skreślenia cenzury peerelowskiej. Miłość do wielkiego, czerwonego brata zacierała wszelką pamięć o haniebnym niszczeniu polskości przez wschodnich sąsiadów. Prawdę o duszy powstańców styczniowych sprzed półtora wieku można z łatwością odczytać choćby we fragmencie Listu Rządu Narodowego do papieża Piusa IX:
„Ojcze Święty! Walcząc przeciwko najzawziętszym nieprzyjaciołom sprawiedliwości i cnoty dla wywalczenia wolności Ojczyzny, otrzymaliśmy najweselszą wiadomość, że Ty, Ojcze Święty, dałeś dowód łaskawości swojej względem nas i względem naszej sprawy, nakazując w Rzymie publiczne modły w celu uproszenia miłosierdzia Bożego dla Narodu Polskiego. Będąc u steru spraw publicznych w tych najtrudniejszych okolicznościach, chcemy Ojcze Święty złożyć Ci najgłębsze dzięki w imieniu całego ludu polskiego za postawienie sprawy naszej wobec Najwyższej Sprawiedliwości i bronienia jej tam przez Swoje i wiernych za przykładem idących, modlitwy. Tak jest, Ojcze Święty! Silnie trzymając się tradycji religijnej przodków naszych, z tym samym znakiem wiary, jako przedmurze chrześcijaństwa chwyciliśmy za broń dla odpędzenia barbarzyńskich Moskali, nieprzyjaciół wiary, nasze krainy niszczących. Nie lękamy się sprawy naszej nazwać sprawiedliwą i dlatego pragniemy otoczyć się najczulszą opieką serca pasterskiego...”.


2013-01-14
BABA I PUSTKA.
W Gdańsku katolickim smutek. O. Jacek, wieloletni przeor klasztoru, licznie frekwentowany kaznodzieja na Mszy „ostatniej szansy” u św. Mikołaja, wyrecytował wczoraj w Internecie swą decyzję, „że dojrzał do zwyczajnej ludzkiej miłości”. Odchodzi z zakonu. Chciałoby się w odpowiedzi wyrecytować stare polskie przysłowie: ”Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”. Ale czy tylko o tę przysłowiową „babę” tu chodzi? W styczniowym numerze krakowskiego „Listu” w tekście o. Jacka można przeczytać na temat Kościoła: „Z jednej strony poznaje i głosi prawdę, a z drugiej wydaje się czasem kompletnie nic nie rozumieć”. Otóż, Ojciec dominikanin, ochrzczony przecież i po ślubach wieczystych, oznajmiając o swojej nowej „dojrzałości”, wyprowadzającej go z zakonu, również „wydaje się kompletnie nic nie rozumieć”. Jego obraz Boga, przywołany w internetowym pożegnaniu, nie wskazuje na Boga z Ewangelii Jezusa Chrystusa. Kaznodzieja w swym co niedzielnym nauczaniu przez 10 lat niepostrzeżenie ześlizgnął się ze szczytu Ewangelii na dno potrzeb własnego nieupilnowanego serca. W końcu podniósł kurtynę: „Przywykliśmy, że Boga nazywamy miłością, ale w rzeczywistości ten Bóg często, a tak było w moim życiu, jest pustką. I patrzenie w stronę Boga oznacza patrzenie w stronę pustki, konieczność odwrócenia się od ludzi, życia, miłości”. - I cóż tu powiedzieć? Świętych zakonników „pustka” prowadzi ku mistycznemu zjednoczeniu z Bogiem. Inni zaś wybierają „zwyczajną ludzką miłość (...) coś, co jest namacalne”.


2013-01-06
KRÓLEWSKIE ORSZAKI.
Namnożyło się tych Trzech Króli! A jacy piękni, kolorowo odziani, w koronach, na koniach i wielbłądach. To niesamowite, w 92 miastach i miasteczkach Polski przewędrowały ulicami orszaki królewskie, ciągnąc za sobą tłumy ludzi. W stolicy towarzyszyło im ponoć 50 tysięcy, całymi rozbawionymi rodzinami zdążali do szopy betlejemskiej, by pokłonić się nowonarodzonemu Jezusowi. Z warszawiakami szedł razem ichni ks. kardynał. Piękny przykład. Radosnemu pochodowi we Wrocławiu, Świdnicy czy w Oleśnicy nawet nie przeszkadzał padający śnieg z deszczem. Pokazywane w mediach zdjęcia stawały się nader romantycznymi obrazami.
Wielkie brawa dla twórców i animatorów mądrej idei religijnego budzenia lokalnej świadomości obywatelskiej. Podziw i uznanie dla setek starszych i młodych wolontariuszy.
Godne pochwały są nie tylko stroje, ale i świetne scenariusze jasełkowe z dowcipnymi dialogami. Najwięcej radości wywoływały harce diabłów kuszących i odciągających ludzi od pochodu. Tradycja chrześcijańska ma swoje stare sposoby obśmiewania pewne tematy polityczne.


2013-01-02
ROK PAŃSKI 2013

WYKREŚLONY.
Nie zauważyłem wczorajszego dnia! W Sylwestra biegiem wracałem z kolędy, by zdążyć na Mszę i nabożeństwo kończące stary rok. Pod płaszczem i pod sutanną pływałem w strumykach potu. Stare nogi wiotczały z wysiłku, ale posłuszne rozkazom z mózgu doprowadziły do kościoła. Tu odpocząłem na klęczniku przed Najświętszym. Ciało stygło powoli, ale dusza trwała w dziękczynieniu za wszystkich i za wszystko, co mnie spotkało, za dary radosne i za bolesne doświadczenia, za spotkania z dobrymi ludźmi w minionym roku. I jak każdego wieczora, dziękowałem za wiarę w moim życiu. Kimże bym był bez wiary?!
Po Mszy nie czekałem na fajerwerki, kopnąłem się do łóżka i tak przespałem do rana 2 stycznia. Jeden dzień, Nowy Rok, wymazany ze świadomości.


2012-12-31
PRZEMIJANIE
Czas zamknąć tę księgę. Co było, nie wróci. Czas przyłapany na gorącym uczynku powoli stygnie. Wszelkie zapiski stają się zaledwie szarym tłem pamięci dla napierającej codzienności. Dni, tygodnie i miesiące z ich czynami, słowami i myślami załadowane na wielki statek „Przemijanie” popłynęły szeroką rzeką życia w nieznane, ku wieczności. Dobrze jest móc pomyśleć, że tam kiedyś dotrzemy, każdy w swoim czasie, i zostanie nam oddany nasz bagaż. Przecież trzeba się będzie w coś własnego ubrać na Wielką Galę na dworze Stwórcy. Co mnie ustroi, co mnie ozdobi, co przyda uroku? Myśli? Słowa? Czyny?... Hmm, może dobre intencje?
Dobrze jest móc tak pomyśleć z radością.


2012-12-29
NIEZŁOMNY.
Dziś rano odszedł po nagrodę do Nieba ks. abp- senior Ignacy Tokarczuk, Metropolita Przemyski. Przeżył 95 lat, w tym 70 w kapłaństwie. Jego życie duszpasterskie od wikariatu aż po usługiwanie biskupie naznaczone było bohaterskim i wiernym dźwiganiem krzyża Chrystusowego. Jego silna osobowość, zbudowana na fundamentach wiary chrześcijańskiej i miłości Ojczyzny, stawiała zdecydowany opór ideologiom i siłom niszczącym Kościół i Polskę. Narażał się jednakowo banderowcom, hitlerowcom i komunistom. Nie miał wątpliwości, że komunizm wcześniej czy później padnie, gdyż widział przemoc władzy ludowej, nienawiść i kłamstwo. Jako biskup przemyski, od 1966 roku, stawał w obronie godności szczególnie ludzi wsi, którzy dla wyznawania swej wiary mają podstawowe prawo do modlitwy we własnych kościołach. Wbrew zakazom władz partyjnych erygował 220 nowych parafii i poświęcił 430 nowych świątyń katolickich na Podkarpaciu. Był znaczącym autorytetem dla solidarnościowców w swej diecezji. Czy podobał się dyplomatom watykańskim, którzy z naiwnym zaufaniem mozolnie w latach 70. montowali porozumienie z komunistami sowieckimi? - Nie! Obrońcą abp. Tokarczuka w dykasteriach watykańskich był kard. Stefan Wyszyński. Sam Abp Ignacy wyznał, że w końcu dyplomata abp Luigi Poggi powiedział mu: „to ty, metropolito przemyski, miałeś rację”. Do końca życia był niezłomnym kapłanem wiernym Chrystusowi i Kościołowi. Stawał odważnie po stronie prawdy i ludzi pokrzywdzonych. W roku katastrofy smoleńskiej, gdy w Święto Niepodległości 11 listopada ks. kaznodzieja, pułkownik Sławomir Żarski został zbesztany miedzy ołtarzem a zakrystią przez pana Prezydenta za kazanie o antywartościach obecnych w polityce III RP, jedynie Abp Tokarczuk miał odwagę publicznie przyrównać postępek prezydencki do stylu działań w minionej epoce.
Miałeś rację, Metropolito Przemyski, bo ks. Żarski, choć był głównym kandydatem, nie został i nie zostanie kapelanem generałem Wojska Polskiego w III RP.


2012-12-26
PRZEŚLADOWANIA.
W islamskiej Nigerii, jak przed rokiem, w noc Bożego Narodzenia znowu były zamachy na chrześcijan modlących się w kościele. Obserwatorzy określają liczbę zamordowanych chrześcijan za wiarę w całym minionym roku na 105 tysięcy, czyli co pięć minut gdzieś na świecie ginie chrześcijanin. Wylicza się na globie trzy główne obszary, gdzie chrześcijanie są bestialsko zabijani i najbardziej zagrożeni. Przodują kraje fundamentalizmu islamskiego, jak Nigeria, Somalia, Mali, Pakistan i Egipt. Na drugim miejscu są kraje nadal panujących reżimów totalitarnych, jak Korea Północna, Wietnam, czy Chiny. Na trzecim plasują się kraje z nacjonalizmem etnicznym, gdzie identyfikuje się tożsamość narodową z konkretną religią, np. Indie.
A co na to Europa zjednoczona? Nic. Zaledwie raz pisnęła cienkim głosem, że to niedobrze jest zabijać chrześcijan. Europa jest pochłonięta swoim programem usuwania krzyży z publicznej przestrzeni, stawianiem instalacji świetlnych w Brukseli w miejsce choinki, czy wreszcie zabranianiem używania imienia „Jezus” podczas adwentowych nabożeństw w Szwecji. A wszystko to w imię religijnej tolerancji.
Święty Szczepanie, pierwszy męczenniku chrześcijański, módl się za nami! Obroń nas od nietolerancyjnej tolerancji.


2012-12-24
RADOŚĆ NARODZIN.
Jak pomóc komuś, skoro nie siedzi się w jego skórze? Jak go zrozumieć? A przecież nie można wziąć na siebie wszystkich bied ludzkich, czy chociażby tych, z którymi przychodzą. Słucham, słucham kogoś i rośnie we mnie strach, przecież ja mu nie pomogę, bo nie rozumiem mechanizmów - niestety, odnawialnych - które prowadzą go do tej biedy. Przecież on sam ich nie rozumie, skoro błaga o pomoc. A jest jeszcze gorzej, gdy bieda jest grzechem, bo grzech z natury swej jest atakujący, ekspansywny, łatwo nie wycofuje się.
Znam Kogoś, kto wziął na siebie grzechy wszystkich ludzi. Właśnie o północy będziemy śpiewać radość z Jego narodzin, oczekując objawienia się chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Jezusa Chrystusa, który wydał samego siebie za nas,aby odkupić nas od wszelkiej nieprawości... Ileż to razy, wysłuchując kogoś, spanikowany wołałem w duszy, Jezu, pomóż!

2012-12-23
POKORA NIEZBĘDNA.
Oczywiście, w końcowych dniach Adwentu Betlejem przyzywa nas sugestywniej niż kiedy indziej. Jednocześnie Bazylika Narodzenia Pańskiego ze swoim niskim otworem wejściowym stawia jedno niezbędne wymaganie. Odczytał je znakomicie ojciec święty Benedykt XVI: „Ten, kto chce wejść do domu Bożego w miejscu narodzin Jezusa, musi się pochylić. Wydaje mi się, że przejawia się w tym głębsza prawda, od której oczekujemy, by nas poruszyła w tę Świętą Noc: jeśli chcemy znaleźć Boga, który ukazał się jako dziecko, musimy zejść z konia naszego „oświeconego” rozumu. Musimy porzucić nasze fałszywe pewności, naszą intelektualną pychę, która uniemożliwia nam dostrzeżenie bliskości Boga. Musimy się schylić, by tak rzec, iść duchowo pieszo, aby móc wejść przez portal wiary i spotkać Boga, który jest różny od naszych przesądów i naszych opinii: Boga, który się ukrywa w pokorze dopiero co narodzonego dziecka”.
Dzieciątku Bożemu mam przynieść siebie jako Boże dziecko.


2012-12-19
JAZGOT.
O jazgocie antychrześcijańskim napisała Gazeta Polska w kontekście profanacji ikony jasnogórskiej dokonanej w niedzielę 9 grudnia przez szaleńca ze Świdnicy. Ksiądz Boniecki z jego wizją modernistycznego Kościoła w wersji „holenderskiej” czy „gazetowo-wyborczej”, Nergal na pierwszych stronach gazet, wyśmiewanie ludzi modlących się na ulicach i w kościołach, ataki na krzyż pod Pałacem Namiestnikowskim. To trwa od lat. Od czasu katastrofy smoleńskiej przybrało zaś na sile w sposób przerażający. Ciśnięcie żarówkami z farbą w Obraz-Symbol, Obraz-Świętość, Obraz-Kwintesencję Polski – to nie jest przypadek. To efekt.
W tym samym numerze krakowski tygodnik chce dopatrzyć się jaśniejszego refleksu tej bardzo ciemnej sprawy. Skumulowane zło, które nie zawahało się zaatakować nawet jasnogórskiego obrazu, działa w furii, jakiej nie widzieliśmy od lat. To wszystko dlatego, że następuje odrodzenie duchowe Polaków. Ech, marzenia… Piękne, ewokowane zbliżającą się Wigilią z jej opłatkiem i życzeniami przy łamaniu.

2012-12-14
PRAWO WIARY
Otrzymałem dziś anonimowy mail z cytatem : „Prawo modlitwy Kościoła odpowiada stałemu prawu wiary… Sprawowanie Mszy świętej jako czynność Chrystusa i hierarchicznie zorganizowanego ludu Bożego jest ośrodkiem całego chrześcijańskiego życia tak dla Kościoła powszechnego, jak i lokalnego oraz dla poszczególnych wiernych. W czynności tej osiąga szczyt działanie, przez które Bóg w Chrystusie uświęca świat, oraz kult, jaki ludzie oddają Ojcu, wielbiąc Go przez Chrystusa, Syna Bożego, w Duchu Świętym. Księże, z jakiego szczytu wczoraj zostaliśmy strąceni?!”
Nie komentuję tego tekstu, bo nie wiem, komu go zawdzięczam. Jednak wiem i znam ten ból duszy, gdy Msza św. jest "ozdobą" jakiejś uroczystości i gdy brakuje po niej choćby krótkiego, żarliwego dziękczynienia.


2012-12-13
CZAR PRYSNĄŁ.
Od wczoraj w oknach kamienic (gdzieniegdzie) świeczki płoną. Na Politechnice dziś o ósmej ks. abp koncelebrował Eucharystię z kapelanami „Solidarności” i z gospodarzami kościoła Serca P. Jezusa w intencji ofiar stanu wojennego. Nikt nie umiał odpowiedzieć, dlaczego przy organach nie zasiadł żaden muzyk i gdzie się podział proboszcz salezjański. Było jednak pięknie. Kolorowy las sztandarów Regionu pochylał się w hołdzie Bogu w chwili Przeistoczenia. Do komunii licznie przystępowali profesorowie i studenci. Doprawdy urzekła mnie atmosfera skupienia i modlitwy, wszak tu i teraz „Solidarność” w ciszy powierzała Zbawicielowi dusze swych ponad stu synów i córek zamordowanych przez juntę generałów komunistycznych. Zimno dokuczliwe panowało w świątyni, podobnie jak 31 lat temu. I podobnie jak wtedy na Mszach świętych za Ojczyznę rozgrzewaliśmy serca wzajemnie swą obecnością. Kapłani karmili Chlebem eucharystycznym licznych rozmodlonych.
Po arcybiskupim błogosławieństwie wróciliśmy do zakrystii. I tu niespodzianka! Jeszcze w mitrze na głowie i z pastorałem w ręku celebrans skrzyczał kapłanów za… złe przygotowanie uroczystości. Mocno podniesionym głosem (gardło już wyzdrowiało) wyrzucał nam brak organisty, a nawet nieobecność orkiestry! Czar mistyczny prysnął. Z poruszeniem uczuciowym, bez zatrzymania choćby najmniejszej uwewnętrznionej chwili ciszy po celebrze, studenci i koncelebranci, zdejmując pospiesznie szaty, wychodzili zniesmaczeni jak z nieudanej akademii świetlicowej w PRL-u.


2012-12-09
SZALEŃSTWO.
Dziś w kaplicy jasnogórskiej ktoś podniósł rękę na obraz Matki Bożej, rzucił puszką z farbą. Pancerna szyba nie dopuściła do zniszczenia wizerunku. Deo gratias! Mężczyznę zatrzymano, mówią, że to pewnie psychicznie chory. Istotnie, trzeba być szaleńcem, by podnieść rękę na Bogurodzicę, odwieczną świętość Narodu polskiego.
To nie jest błaha sprawa w dzisiejszej Polsce. Szaleństwo skierowane przeciw temu, co święte, rozbudza się. Fachowego dopingu medialnego coraz więcej. Nienawiść przestała się wstydzić. Pamiętam rzecznika rządu komunistycznego w czasie stanu wojennego, który bez żenady nasycał nienawiścią całą ówczesną przestrzeń medialną.


2012-12-08
DWA SMUTKI.
Piękna Uroczystość w całym Kościele, Niepokalane Poczęcie Maryi. Ziemia odświętnie przyodziała się bielą śniegu. Powietrze rześkie, chce się oddychać. Ale jest i smutek. I to podwójny. Pogrzeb u wizytek w Warszawie gromadzący dzisiejsze elity polityczne i twórczo-naukowe. Razem z rodziną żegnali 92-letniego nestora kultury polskiej, głęboko wierzącego katolika, profesora Jacka Woźniakowskiego warszawscy przyjaciele: Adam Michnik, Władysław Bartoszewski, Tadeusz Mazowiecki, Andrzej Wajda i wielu innych. Chyba przede wszystkim dla nich odezwał się funeralnie pan Mazowiecki: „W ostatnich latach, miesiącach i dniach zamętu i chaosu, gdy zmieniany jest sens słów i wywracane znaczenia wartości, gdy słowami o patriotyzmie okrasza się zapiekłość niszczącą życie publiczne, kiedy do nienawiści przypisuje się chrześcijańskie imię, i kiedy na to nie odzywa się jednoznacznie Kościół, zaniepokojeni i zmęczeni tym wszystkim, z tym większym dramatyzmem myślimy o odejściu Jacka Woźniakowskiego” . Nic dodać, nic ująć. Nie wiem, czy panny wizytki na Krakowskim Przedmieściu słyszały kiedy tak smutne słowa. Rzeczywiście, dramatycznie się starzeje pierwszy Premier III Rzeczypospolitej. Niestety, czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci.


2012-12-01
DYSONANS.
Z rosnącym smutkiem czytałem odpowiedź zwolenników intronizacji Chrystusa na Króla Polski ogłoszoną po Liście Episkopatu. To prawda, że pisał tę odpowiedź ktoś przeżywający swą wiarę głęboko uczuciowo. W wypowiedzi wylał cały swój ból serca z powodu nowej, dużej tamy postawionej pomysłom na temat upragnionej politycznej intronizacji. Prawdą jednak jest i to, że wiara wymaga mocnego wsparcia rozumu. Tego wyraźnie zabrakło, zwłaszcza przy egzegezie nagromadzonych cytatów Pisma św., jak i przy interpretowaniu historycznych dokumentów Stolicy Apostolskiej. I wreszcie pytanie: czy wolno urzędowej wykładni Kościoła w Polsce przeciwstawiać prywatne objawienia choćby bardzo świątobliwych Polaków.
Wiara głęboka wyraża się w posłuszeństwie Chrystusowi, który zabezpieczył ten obowiązek wobec całego Kościoła, mówiąc do Apostołów: „Kto was słucha, mnie słucha, a kto wami gardzi, mną gardzi” (Łk 10,16). W odpowiedzi zwolenników intronizacji znajduję wyraźny dysonans miedzy ogłaszaną czcią dla Chrystusa „Króla Polski”, a należnym szacunkiem wobec Jego sług, następców Apostołów.


2012-11-26
SAMOTNOŚĆ.
Samotność jest chciana i niechciana. Najtrudniej znosi się tę niechcianą. Wszystko wokół jest wrogie, obce, nieprzyjemne. Uciekłbyś, ale dokąd? W modlitwę?...
Najpiękniejsza jest modlitwa w samotności chcianej, wyczekiwanej. Otula człowieka. Jest patrzeniem w Jasne Oblicze. Nawet gdy jest burzliwa, poprzetykana wołaniami o pomoc – jest przyjazna. Taka samotność jest pełna zwiastunów Boga. Wypełnia się pewnością Bożej Obecności.
W samotności niechcianej nie ma modlitwy. Wszystko wokół zapada się, kurczy i ściska serce. Pustka jest niezamieszkana, wyludniona. Pomoc musi przyjść z zewnątrz.


2012-11-25
KRÓLESTWO.
W Uroczystość Chrystusa Króla biskupi polscy postanowili w swym liście odpowiedzieć tym wołaniom w Ojczyźnie, które domagają się intronizacji w Sejmie Chrystusa jako Króla Polski. List cieszy się wyjątkowym zainteresowaniem, po Mszy odesłałem w zakrystii kilkoro chcących do witryny Konferencji Episkopatu w Internecie, do zakładki: dokumenty, po tekst listu. Dzisiejsza odpowiedź biskupów kontynuuje linię myślenia obecną bardzo wyraźnie w starożytności Kościoła. Świetny pisarz i teolog w III wieku Orygenes głosił w swych homiliach: „Jeśli według słów Pana i Zbawiciela naszego królestwo Boże nie przychodzi dostrzegalnie i nie powiedzą: oto tu jest albo tam; ale królestwo Boże jest w nas, (…) to niewątpliwie ten, kto się modli o jego przyjście, prosi tym samym, aby królestwo, które jest w nim, rozwijało się, owocowało i dopełniało.(…) Należy pamiętać, że jak sprawiedliwość nie ma nic wspólnego z niesprawiedliwością ani też jak nic wspólnego nie ma światło z ciemnością, (…) tak też królestwo Boże jest nie do pogodzenia z królestwem grzechu”.
Myślę, że dzisiejsi bardzo aktywni kaznodzieje powinni nie tyle wołać o intronizację Chrystusa Króla w Sejmie, ile uczyć, jakich przedstawicieli swych do Sejmu mają wybierać katolicy.


2012-11-24
MONETA.
Niesłychane barbarzyństwo! Diabeł jest bezczelny! Unia Europejska zaleciła Narodowemu Bankowi Słowackiemu z projektu monety 2 euro, upamiętniającej 1150. rocznicę przybycia pierwszych misjonarzy słowiańszczyzny na Morawy, wymazać aureole wokół głów świętych Cyryla i Metodego oraz usunąć krzyże z ich szat liturgicznych. Atrybuty świętości postaci historycznych nie mogą towarzyszyć polityce fiskalnej ze względu na obowiązującą w Europie zasadę „neutralności religijnej” (czytaj: lęku przed Bogiem).
Tak, od wieków wiadomo, że diabeł najbliżej ma do pieniędzy. Myślę jednak, mutatis mutandis, że kto z krzyżem walczy, pod krzyżem niecny legnie.


2012-11-22
PORANEK.
Bóle są różne, cierpienie jednakie. Bóg szuka człowieka, by go obdarzyć swym miłosierdziem. Przyjmuję, Panie, Twoją miłość w Twojej woli. Nie wiem, jaki będzie ten dzień, powoli wywijający się z pieluch mgielnych, ale pewne jest, że od początku do końca będzie otulony Twoją wolą, mój Boże. Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Miłuję Cię, Panie, Miłości moja!
U św. Pawła dziś w Modlitwie czytań wzmocniłem moją nadzieję: „Niewielkie bowiem utrapienia naszego obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku dla nas, którzy się wpatrujemy nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne”.


2012-11-20
RECHOT.
Gdy Kościół w Polsce wspomina dziś św. Rafała Kalinowskiego, charyzmatycznego spowiednika i pokornego karmelitę, to w KAI-u można przeczytać, że 39-letni o. Fabian Błaszkiewicz TJ, jest jednym z najpopularniejszych polskich duszpasterzy, który ściąga na swoje konferencje tłumy słuchaczy. Zasłynął jako profesjonalny mówca motywacyjny, rekolekcjonista, kierownik duchowy, bloger, duszpasterz młodzieży, odnowy charyzmatycznej, biznesmenów i artystów. Na scenie muzycznej znany jako DJ Fabbs, jest współtwórcą zespołu „Korzeń z Kraju Melchizedeka”. Autor kilku książek i audiobooków.
Tego to charyzmatycznego jezuitę zasuspendował jego najwyższy przełożony w Polsce . Brzydka sprawa, już druga w Krakowie. Dlaczego aż taka ostra kara? – Jak wyjaśnia prowincjalat, „u podstaw decyzji było zaprzestanie przez o. Fabiana prowadzenia życia zakonnego”. Niesiony na skrzydłach gorącego aplauzu i chwały spod ambony, młody jezuita dopuścił w swym sercu do niebezpiecznego wypiętrzenia poczucia własnej wyjątkowej wartości i odfrunął, i zapomniał, gdzie jego klasztor, gdzie jego wspólnota i jakie śluby składał Bogu na ręce przełożonego. W takiej sytuacji z jego motywacyjnych kazań i modlitw charyzmatycznych – bez osobistego nawrócenia ku Wierności - pozostaną wióry i plewy, i sardoniczny rechot po kątach piekła.


2012-11-18
SZPITAL.
Wróciłem z czterema dziurami w powłoce brzusznej, zacerowanymi. Operator – świetny majster – powiedział: jest bardzo dobrze, gdy nazajutrz po operacji rano, jeszcze w kurtce i z torbą w ręku stanął nad mym łóżkiem. Ma to oznaczać, że worek z dokuczliwymi kamieniami został skutecznie i bezpiecznie wyeliminowany. Widok długiego, jasnego drenu wyciągniętego dziś z brzucha dał świadectwo prawdzie ukrytej pod niezłą warstwą tłuszczyku (jednakże 3,5 kg wagi tam zostawiłem, ha!).
Wyniosłem za to ze szpitala coś bardziej ważnego. Piękny obraz ludzi w białych kitlach rzeczywiście pochylających się nad chorym człowiekiem. I siostry pielęgniarki, i bracia lekarze potrafili na dyżurze dziennym czy nocnym popatrzeć w oczy cierpiącemu pacjentowi. Nawet pewien choleryk i raptus, decydent z plakietką „dr n. medycznych”, gdy popatrzył w oczy zaniepokojonemu człowiekowi, umiał się uśmiechnąć ciepło. Nie mogę też zapomnieć mego wzruszenia, gdy na nieśmiałe pytanie w dyżurce pielęgniarek, czy mogę pójść do kaplicy na Mszę św., otrzymałem odpowiedź: oczywiście, zawieziemy księdza, bo to dość daleko.
Szpital Kolejowy we Wrocławiu na zewnątrz przedstawia obraz zapomnianej nędzy, jednak w jego salach i korytarzach panuje dobry duch solidarności i braterstwa.


2012-11-13
DROGA.
Iść mi przyszło do szpitala. Tym razem do Kolejowego. Tam przed laty kurowała się moja Mama i umarła. Grób jej na Cmentarzu św. Wawrzyńca. Ojciec 7 lat później umarł na Brochowie. Oboje leżą w jednej mogile. Bliską mam drogę. Oddziela tylko jedna rzeka. Czas jest późny i nieubłagany, i należy iść.


2012-10-31
STRATA.
To była na wyciągnięcie ręki krakowska okazja dla eks-naczelnego TP, aby znów podwindować swą siwą głowę, siłą rzeczy powoli zapominaną, nad tłum emerytów. Na Targach Książki ks. Adam Boniecki, jak nie bez ironii stwierdza Rafał A. Ziemkiewicz, „strzelił se z gutaperkowym lucyferkiem zdjęcie i poprosił o dedykację na książce jego autorstwa” . W komentarzach i na blogach rozbujała się burza z różnymi wiatrami: od wyrażenia niestosowności prośby o autograf w książce satanisty , przez wołanie o ekskomunikę za bratanie się publiczne z liderem zespołu Behemoth, aż po sugestię egzorcyzmowania Nergala, który podarł Pismo święte i nazwał Kościół katolicki największą zbrodniczą sektą.
Sporego łupnia dostała wystawiona głowa naczelnego redaktora – seniora. A młode pokolenie redaktorów Tygodnika Powszechnego, już bez aplauzu różnej maści celebrytów zgorszonych Kościołem, przekonuje siebie na swych łamach: „Jesteśmy przekonani, że na nieobecności naszego redaktora seniora w mediach traci zarówno polski Kościół, jak też jakość polskiej debaty publicznej”. Raczej widzę to odwrotnie: na teraźniejszej obecności księdza Redaktora-seniora w mediach traci wizerunek Kościoła w Polsce. Zaiste wielka to strata duchowa. Mógł przecież uczony zakonnik przewidzieć, że manipulowanie w sferze wieczystych ślubów nigdy nie stanie się cnotą na ziemi. Śluby zakonnik składa, aby uczciwie je wypełniać na chwałę Bogu, a nie sobie.


2012-10-30
DEZAPROBATA.
Dwa sądy III RP, pierwszej instancji i apelacyjny, kolejno uznały, że eurodeputowany prof. Ryszard Legutko naruszył jednak dobra osobiste wrocławskich uczniów z XIV LO (domagających się usunięcia ze szkoły krzyży), nazywając ich m.in. „rozwydrzonymi smarkaczami”. W uzasadnieniu sędziowskim można przeczytać, że owo uczniowskie domaganie się zdjęcia krzyża ze ściany w klasie wskazuje na „ponadprzeciętne i zasługujące na głęboką aprobatę” zaangażowanie licealistów w życie publiczne; ich wrażliwość na społeczne problemy i dojrzałość poglądów.
Czyż trzeba nam amerykańskiego halloween? W polskich sędziowskich umysłach harcują wampiry demokracji wypijające zdrowy rozsądek do cna i demony liberalizmu przewracające chrześcijański porządek do góry nogami. Istna "szatańska potańcówka"!
Skąd się bierze ta sądowa dezaprobata dla normalności? Trzeba chyba zajrzeć do biblijnej Apokalipsy.


2012-10-29
HALLOWEEN.
Światły i pobożny metropolita szczecińsko-kamieński,ks. abp Andrzej Dzięga, przygotował swych wiernych w liście pasterskim do chrześcijańskiego przeżywania zbliżającego się Dnia Zadusznego. Ksiądz Arcybiskup ma przy tym oczy otwarte na importowane z Zachodu zagrożenia dla naszej wiary, celowo ożywiane w tych dniach w mediach i szkołach pod kryptonimem Halloween. „Proponowane są znowu imprezy szkolne i środowiskowe, w tym bale i zabawy połączone z przebieraniem się dzieci i młodzieży za istoty ze świata ciemności, w tym za diabły, wampiry i demony. (…) Obchody Halloween są w naszym pokoleniu zwykłą, chociaż często subtelną, promocją pogaństwa, ze wszystkim, co niesie ze sobą tzw. kultura śmierci. Sięgają bowiem pogańskiego kultu celtyckiego boga śmierci. Jest to także cicha ale realna promocja satanizmu. Autor „Biblii szatana” i twórca współczesnego satanizmu Anton Lavey stwierdził, iż noc z 31 października na 1 listopada jest największym świętem lucyferycznym. Kroniki policyjne mogłyby potwierdzić wzmożoną liczbę aktów przemocy o charakterze okultystycznym, nasilającą się w tym właśnie czasie”.


2012-10-28
ODNOWA.
Dziś na Watykanie Ojciec św. zamknął obrady trwającego od 7 października Synodu Biskupów na temat nowej ewangelizacji jako przekazu wiary chrześcijańskiej. Nowa ewangelizacja ma być skierowana, jak dawniej, ad gentes, do pogan, z tym że pole pogaństwa w naszej epoce mocno poszerzyło się. Nowej ewangelizacji powtórnie potrzebują narody już dawniej schrystianizowane i wyjałowione cywilizacyjnie z pierwiastków religijnych. I trzeci kierunek wysiłków ewangelizacyjnych to sam Kościół, dokładnie ci ludzie Kościoła, duchowni i świeccy, którzy na pół gwizdka praktykują swą wiarę. W rodzinach ochrzczonych pogaństwo praktyczne bez większych przeszkód przez wygodnictwo, lenistwo i brak refleksyjności znacznie poszerza swe wpływy.
Benedykt XVI postawił diagnozę odnowy Kościoła, która ma się dokonać „poprzez odkrycie na nowo Jezusa Chrystusa, Jego prawdy i Jego łaski, Jego `oblicza`, tak bardzo ludzkiego, a jednocześnie tak bardzo boskiego, na którym jaśnieje transcendentna tajemnica Boga".


2012-10-27
SYPIE.
Od rana sypie, a przecież jeszcze daleko do św. Marcina, który potrafi przyjechać na białym koniu. O, gdybyż to był czysty puch pokrywający bielą mój świat dookolny! Po słonecznej, złotej jesieni przyszła plucha i bryja. Trudno się z tym zgodzić. A brzozy pod oknem stoją w zielonych żółcieniach, wspomnienie promieni słońca penetrującego ich ruchliwe listowie. Wiatr nie zdążył je rozdziać, mogłyby jeszcze dłużej świadczyć oczom piękno.
Co jest w człowieku pod jego atłasami i bisiorami? A co pod łachmanami?
W nocy delikatne brzozy zostały brutalnie przywalone i zgięte w pół owym białym, mokrym puchem. Skandal! Co też może się ukrywać pod pozorem białej delikatności?


2012-10-25
KOMPROMIS.
A jednak Premier złamał sumienia swych posłów, którzy chcieli razem z innymi posłami wyłączyć z obowiązującej ustawy prawo do zabijania nienarodzonych dzieci chorych i niepełnosprawnych. Dziś Sejm odrzucił nowelizację ustawy zaproponowaną przez Solidarną Polskę. Przykre i strasznie smutne. Tym bardziej przykre, że szef rządu i Prezydent RP uważają to głosowanie za uratowanie „kruchego kompromisu”, jakim było uchwalenie w roku 1993 obowiązującej dziś ustawy „o planowaniu rodziny, ochrony płodu ludzkiego i warunkach przerywania ciąży”. Przecież usłużnie przywołany przez nich techniczny termin dla ich polityki nie może usprawiedliwić tej niemoralności.
Z całą pewnością bardzo smutno jest biskupom polskim upominającym się o życie nienarodzonych, lecz każdy człowiek wierzący (także polityk chrześcijanin) musi popatrzeć na tę sprawę przez pryzmat zranionego Serca Jezusa Chrystusa.


2012-10-24
ŚWIATEŁKO W TUNELU.
Synod Biskupów na temat nowej ewangelizacji zbliża się do końca. Wciąż nie ma definicji wyjaśniającej, czym jest nowa ewangelizacja, na czym ma polegać? Przedstawiciele całego Kościoła ze wszystkich stron świata dzielą się swoimi kłopotami i trudnościami, ale do wspólnego stanowiska, jasnej wizji duszpasterskiej jeszcze daleko – martwią się światli uczestnicy i życzliwi obserwatorzy. Być może trzeba się będzie pogodzić z tym, że jednego opisu nowej ewangelizacji nie ma i nie będzie. Zbyt zróżnicowane są potrzeby duchowe dzisiejszego człowieka w całym świecie i zbyt odległe od siebie są środowiskowe kultury asymilujące treści religijne w różnych kątach globu.
Atoli, jak mawiał kard. Hlond, być może zapaliło się światełko w tunelu. Pewien niemieckojęzyczny hierarcha doznał olśnienia: samoewangelizacja! „Uczestnicy Synodu są w jednym punkcie zgodni, a mianowicie, że nowa ewangelizacja musi zacząć się od samych ewangelizatorów: biskupów, księży, zakonników i świeckich” - powiedział. „Każdy z nas musi zacząć od siebie samego i postawić sobie pytanie: jak wygląda mój stosunek do Jezusa Chrystusa? Czy żyję tak, jak On nauczał?”. Kierunek dobry, ale czy trzeba było do tego aż synodu, księże biskupie Ägidiuszu z austriackiego Eisenstadt?

2012-10-23
MGŁA.
Wielka mgła od ziemi aż do nieba rozlega się we wszystkich przestrzeniach.
Jezu, kochaj mnie, abym umiał kochać Ciebie. Codziennie aż po wieczność.
Jezu, ufam Tobie.


2012-10-20
NACISK I ZAGLĄDANIE.
Niedawno szef rządu skarcił dużą grupę swych partyjnych posłów za niesubordynację w głosowaniu nad nowelizacją ustawy „o planowaniu rodziny, ochrony płodu ludzkiego i warunkach przerywania ciąży”. Nowelizacja nie została odrzucona, jak chciał pan premier . Posłowie PO usłyszeli publicznie wyrażone mocne życzenie pana premiera, by ten błąd został wkrótce naprawiony. Na to jawne świadectwo nacisku politycznego Prezydium Konferencji Episkopatu Polski odpowiedziało specjalnym oświadczeniem: „Kościół broni godności i prawa do życia każdego człowieka, w tym wszystkich osób niepełnosprawnych, a także nienarodzonych dotkniętych wadami genetycznymi. (…) Dzieci ze schorzeniami genetycznymi mają prawo do tego, by – tak jak wszyscy inni ludzie – urodzić się i żyć wśród nas, by kochać i być kochanymi. Kościół nie stanowi prawa w Polsce, ale domaga się pełnego poszanowania wolności sumienia parlamentarzystów w głosowaniach. Wyraża też wdzięczność wszystkim, którzy bronili i będą bronić życia od poczęcia do naturalnej śmierci”.
A jaki skutek? Natychmiastowy! Krzyk po lewicy wszelkiej maści, że biskupi zaglądają do sumień parlamentarzystów!


2012-10-12
ODPOWIEDŹ.
Wczoraj, w 50. rocznicę rozpoczęcia Soboru Watykańskiego II ojciec św. Benedykt XVI uroczyście rozpoczął w Bazylice św. Piotra – byłej auli soborowej - Rok Wiary. W liście apostolskim „Porta Fidei” papież mocno podkreślił kontekst jubileuszu soborowego, który „może być dobrą okazją, aby zrozumieć teksty pozostawione przez ojców soborowych, które zdaniem błogosławionego Jana Pawła II nie tracą wartości ani blasku. Konieczne jest, aby były należycie odczytywane, poznawane i przyswajane jako miarodajne i normatywne teksty Magisterium, należące do Tradycji Kościoła”. Tu Benedykt XVI dał zdecydowaną odpowiedź lefebrystom, którzy warunkują swój powrót do jedności z Kościołem potępieniem nauki Vaticanum Secundum. Potępienia soboru nie będzie. Co więcej, nauka ojców soborowych w Roku Wiary staje się źródłem, z którego Kościół pragnie czerpać, jak wodę żywą, „wyraźną świadomość wiary, aby ją ożywić, oczyścić, aby ją umocnić i potwierdzić oraz ją wyznać”.
Do wszystkich wierzących papież gorąco zaapelował: „Musimy na nowo odkryć smak karmienia się słowem Bożym, wiernie przekazywanym przez Kościół, i Chlebem życia – danymi jako wsparcie tym, którzy są Jego uczniami” .


2012-10-11
ROK WIARY.
Wieczorem podczas uroczyście sprawowanej Eucharystii, nasza wspólnota parafialna przekroczyła wraz z całym Kościołem Powszechnym próg Roku Wiary. Natchnienie do homilii czerpałem ze słów Ojca św. w 9 numerze jego listu „z własnej inicjatywy” PORTA FIDEI: „Pragniemy, aby ten Rok rozbudził w każdym wierzącym aspirację do wyznawania wiary w pełni i z odnowionym przekonaniem, z ufnością i nadzieją. Będzie to też dobra okazja, by z większym zaangażowaniem celebrować wiarę w liturgii, a zwłaszcza w Eucharystii, która «jest szczytem, do którego zmierza działalność Kościoła, i zarazem jest źródłem, z którego wypływa cała jego moc». Jednocześnie pragniemy, żeby świadectwo życia ludzi wierzących było coraz bardziej wiarygodne. Zwłaszcza w tym Roku każdy wierzący powinien ponownie odkryć treść wiary wyznawanej, celebrowanej, przeżywanej i przemodlonej, i zastanowić się nad samym aktem wiary”.
Jako pierwsze postanowienie na progu Roku Wiary zaproponowałem parafianom włączenie do pacierza przynajmniej raz w tygodniu wyznania apostolskiego „Wierzę w Boga”.


2012-10-07
SYNOD BISKUPÓW.
W niedzielę, w dniu Matki Bożej Różańcowej, podczas Mszy w Watykanie Benedykt XVI uroczyście otworzył Synod Biskupów na temat nowej ewangelizacji. Hasło synodu stanowią słowa: "Nowa ewangelizacja dla przekazu wiary chrześcijańskiej". Kościół istnieje dla ewangelizowania - powiedział Ojciec św. w homilii. Wyjaśnił, że nowa ewangelizacja skierowana jest przede wszystkim do osób, które chociaż zostały ochrzczone, oddaliły się od Kościoła i żyją bez odnoszenia się do praktyki chrześcijańskiej. Mówił także o słabościach wielu chrześcijan, ich grzechach osobistych i wspólnotowych, stanowiących wielką przeszkodę dla ewangelizacji. Wskazywał na konieczność osobistego nawrócenia.
Synod potrwa trzy tygodnie. Udział w nim bierze 262 ojców synodalnych. Są także przedstawiciele kościołów niekatolickich, m.in. z Londynu anglikanie, a z Konstantynopola prawosławni. Poza biskupami udział bierze także 45 ekspertów, teologów.


2012-10-01
INAUGURACJA.
Jesienny szal smutku ciągnie się za mną w sercu po rannej Mszy św. na Inauguracji nowego roku akademickiego na Politechnice Wrocławskiej. Przy ołtarzu arcybiskup i grono koncelebransów, piękne kazanie ks. prof. biblisty, a w ławkach pustki, kilkanaście emerytek i kilku emerytów. Z przodu dwóch przedstawicieli kadry profesorskiej. Nawet pana rektora nie ujrzałem, jak dawniej, w pierwszych ławkach. Ponoć musiał wybyć na lotnisko, by przywitać panią minister. Źle się rozpoczyna nowy rok w drugiej, po pierwszej wspaniałej, kadencji rektora. Trudno będzie wytrwać w tak szerokim rozkroku między Panem Wszechczasów, a panią minister.
Kilku studentów zajrzało pod koniec Mszy św., aby przyklęknąć i przeżegnać się na początek ciężkiej roboty. Czy oni mają na kim się wzorować pośród pustych ławek?


2012-09-28
OGNISKO.
Spontaniczna propozycja ogniska rzucona w głowy kończących rekolekcje młodych kleryków – zakonników chwyciła natychmiast. Szybko otrzymali zgodę rektora. Już w ciemnościach, trochę błądząc po wielkim ogrodzie, dotarłem do światła i ciepła buzującego w zamkniętym ławami kole. Z początku rozmowy rozkręcały się niemrawo. Pewnie znać dawało o sobie zmęczenie, ale gdy zadźwięczała gitara, niemrawość prysła. Piosenki połączyły trzy piętra wiekowe: moje najstarsze, średnie księdza rektora i kleryckie najmłodsze i najmocniejsze. Dokładane polana buchały snopami iskier, a piosenki rozgrzewały serca. Piosenki ewokowały przeszłość i chyba stąd wypłynęła prośba, bym opowiedział, „jak to było w stanie wojennym”? Zdziwiłem się, ale uległem. Zdałem sobie sprawę, że ci młodzi urodzili się po wojnie jaruzelskiej. Opowieść snułem dość niezdarnie, z wyraźną tremą człowieka nieprzygotowanego, choć przecież cały ten bagaż noszę wciąż w sobie. Wybierając różne wydarzenia usiłowałem naszkicować w sercach sens angażowania się frontowego Kościoła w „politykę na ambonie”. Pamiętam pytanie ubeka na pierwszym bardzo wyczerpującym przesłuchaniu: po co ksiądz tak mówi z ambony? Odpowiedziałem: mówię, bo widzę krzywdę ludzi. Ubek był oburzony, ale zmienił temat rozmowy.
Ognisko zgasiliśmy późno, przed północą. Wracając z młodymi w ciszy do gmachu myślałem o ich jutrzejszych potrójnych ślubach uroczystych Bogu samemu, ale przecież w Nim i człowiekowi… Jak to będzie potem? Tylko Bóg to wie.


2012-09-27
FILM.
Niesamowity film. Piękny! ”Ludzie Boga” – o cystersach w górach Atlasu, w Algierii. Pochłonął nie tylko moją uwagę, przykuł do krzeseł całą naszą grupę rekolekcyjną; udostępniłem film na zakończenie popołudniowych rozmów w grupach. Obraz pokazywał życie mnichów oddanych Bogu i mieszkańcom niewielkiej wioski muzułmańskiej, wszystko działo się niedawno, w latach dziewięćdziesiątych, w okresie rozbudzanej nienawiści islamskich ekstremistów do Zachodu. Bandyci siali popłoch i budzili strach wszędzie, gdzie się pojawili. Mordowali obcych, przerażali swoich.
Piękno tego filmu upatruję w malowaniu przez reżysera niewidzialnej obecności wspaniałego Boga. On był w każdym z tych mnichów rzuconych na krańce cywilizacji europejskiej, wychodzących codziennie z pogodą ducha do życia wśród skrajnej biedoty. Był obecny w ich wspólnocie rozmodlonej i czerpiącej ze słowa Bożego moc, aby w końcu zmierzyć się z nadchodzącą brutalną śmiercią. Bóg ich jednoczył, poddawali się Mu, gdy śpiewali w Liturgii wigilijne psalmy i pieśni ku czci przychodzącego Boga-Człowieka. On przynosił dar pokoju i nadziei. Bóg (zauważalnie!) przechodził przez wnętrze każdego z mnichów i powoli oczyszczał serca. Wymiatał z nich strach, obawy i przywiązania czysto ludzkie. Powoli, każdy inaczej, ale z jakąś niepojętą siłą przemieniał się. Od swej ciemności pełnej lęku wychodzili na światło Prawdy zwiastowanej przez przychodzącego Jezusa. W tym świetle zobaczyli swoje życie, swoje powołanie i wzajemną przyjaźń. Idąc ostatnią drogą, dźwigali w sobie wielki krzyż miłości i wierności Bogu i człowiekowi. Szli ku Niebu po nagrodę, bo przecież w pełni zasłużyli na słuszną ocenę swej wieloletniej obecności wśród biedoty muzułmańskiej: „Wy jesteście drzewem, a my ptakami osiadającymi na drzewie”.
Rozmowa po filmie z klerykami była długa i ciekawiła mnie. Cieszyłem się w sercu spostrzegając ich trafne rozszyfrowanie pokazanych wartości religijnych i moralnych, przecież tak ważnych i potrzebnych w ich życiu zakonnym.

2012-09-24
BEZ DYSTANSU.
Rekolekcje nie dłużą mi się. Czas płynie, głównie przez kaplicę, w wielkiej ciszy, jak odrzutowiec na błękitnym niebie, albo jak sanie zimą w lesie usłanym puszystym śniegiem. Lubię w tej wielkiej kaplicy posiedzieć sobie miedzy zajęciami. Cieszy mnie to, że zwykle nie jestem sam, mój wzrok na drodze od wrót do ołtarza potyka się o plecy młodych mężczyzn pochylonych nad Pismem świętym czy też zapatrzonych w tabernakulum. Cisza panuje tu wszędzie, nawet w refektarzu, gdzie wszyscy domownicy posilają się. Uprosiłem ojca duchownego, by przynajmniej podczas wieczerzy, zamiast lektury, można było słuchać dobrej, spokojnej muzyki. Rano po śniadaniu, oczywiście, kawa u ojca duchownego z miłą rozmową i czekoladkami na deser. Szybko odkryłem tu spory park z wieżami katedralnymi górującymi nad drzewami, po obiedzie wychodzę na spacer. Z początku mijałem na krzyżujących się ścieżkach snujących się kleryków, z dyskretnym uśmiechem i pochyleniem głowy przechodzili mimo. Ale już dziś spotkałem się z prośbą o rozmowę. Dystans wyraźnie skraca się. Zresztą od początku podczas mego przepowiadania usilnie staram się o to. Chcę, by mnie odbierali nie jako jeszcze jednego, nowego „profesorka”, ale jako starszego brata, świadka tego wszystkiego, ku czemu przecież wiedzie ich powołanie. Często częstuję ich poezją. „Tryptyk Rzymski” Jana Pawła II być może poruszy i spręży ich dynamikę kontaktu z Bogiem, z naturą i z wielką sztuką.


2012-09-22
WIELKOPOLSKA.
Miałem dziś piękną „pielgrzymkę” przez ziemię wielkopolską do miejsc pamiętających pobyt wieszcza Adama Mickiewicza. I choć obecnie dziewiętnastowieczne dwory ziemiańskie nie prezentują się nadobnie, lub dźwigane są z ruin przez nowobogackich nabywców, to jednak każdy z nich na fasadzie pokazuje odpowiednią tablicę (tabliczkę) informacyjną. Wszelkie niedobory informacyjne z wielką erudycją uzupełniał mój przyjaciel, świetny przewodnik, zakochany w równinnym krajobrazie i w historii tworzonej przez wspaniałych antenatów wielkopolskich. Była to przyjemna przygoda turystyczna w przerwie mej podróży do Poznania.
Wieczorem wprowadzony zostałem przez ks. Rektora w potężny, biały gmach seminarium duchownego Towarzystwa Chrystusowego. Mam tu spędzić najbliższy tydzień na modlitwie przygotowującej czternastu młodych chłopaków do złożenia ślubów zakonnych. Wszystko mi tu pierwsze. A onus rekolekcjonisty przyjąłem (przed dwoma tygodniami) z drżeniem w sercu, pytając Pana przez dwa dni o światło, bo nie miałem pewności, czy podołam. W końcu poleciłem siebie i dzieło Duchowi Świętemu. Kaplica wielka. Dużo powietrza dla płuc i dla duszy. Na czołowej ścianie wiele znaków pełnych ciepła i nadziei. Dwa ogromne wizerunki Chrystusa: czarny, rozpięty na krzyżu, ale nie przygwożdżony, ręce oderwane od krzyża w geście obejmowania, za chwilę przytulenia do serca. Drugi wizerunek to Jezus Miłosierny z dwoma promieniami tryskającymi z serca, obraz pełen światła i spokoju. Oczywiście, ołtarz i tabernakulum w centrum. Najmilej jednak uderzyła mnie obecność pięknego obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, identycznej kopii ikony jasnogórskiej, jaka wisi w naszym kościele na Zalesiu. Poczułem się w domu, u Matki.


2012-09-18
SZKODA.
Od niedzieli 16 września trwało w naszym kościele triduum ku czci św. Stanisława Kostki dla młodzieży gimnazjalnej i licealnej. Zaproszony jezuita o. Maciej Konenc w pomysłowy, a nawet dowcipny sposób głosił homilie. Członkowie Ruchu Światło-Życie, Oaza Rodzin poprowadzili specjalny program audio-wizualny pod biblijnym hasłem: „Niechaj nikt nie lekceważy twego młodego wieku” (1Tym 4,12). Każdy dzień opatrzony był osobnym tytułem: 1 – „W poszukiwaniu siebie”; 2 – „Którędy do wolności?”; 3 – „Przeznaczeni do wielkości”. W każdym też dniu młodzież słuchała świadectw na temat spotkania z Jezusem. Schola z sąsiedniej parafii pięknie kolorowała muzyką te Stanisławowe wieczory.
Szkoda tylko, że nasze rodziny nie przysłały swych dorastających pociech na ich wielkie święto patronalne. Szkoda wielka! Frekwencję tworzyła młodzież z sąsiedztwa.


2012-09-13
SZAMBO.
Złodziejska afera Amber Gold, od jakiegoś czasu zalatująca okołorządowym smrodkiem, nieoczekiwanie głośno chlupnęła w szambo. Podstawiony dziennikarz , niby pracownik kancelarii premiera, zatelefonował do sędziego w Gdańsku z sugestiami tyczącymi przedłużenia aresztu szefa firmy Amber Gold podejrzanego o wielomilionową defraudację kasową. Niezawisły sędzia raczej skwapliwie sugestie przyjął z obietnicą wykonania.
Minister sprawiedliwości, po ujawnieniu treści nagrania tej rozmowy, stante pede zażądał dymisji sędziego. I słusznie. Aliści natychmiast odezwały się z różnych wysokich foteli głosy przeciwne decyzji stróża sprawiedliwości w państwie.

2012-09-11
WIELKA STRATA.
Dowiaduję się, że pogrzeb prof. Józefa Szaniawskiego odbędzie się na Wojskowym Cmentarzu Powązkowskim 15 września o godz. 13:00. Msza św. o wieczny spokój jego duszy rozpocznie się w katedrze warszawskiej św. Jana Chrzciciela o godz. 11:00. Dziennikarz PAP-u, korespondent Radia Wolna Europa, opozycjonista antykomunistyczny, ostatni więzień PRL-u, solidarnościowiec zginął tragicznie w Tatrach, schodząc ze Świnicy do Doliny Pięciu Stawów we wtorek 4 września. Miał 68 lat. Pozostawił w nieutulonym żalu nie tylko rodzinę, ale i wielką rzeszę wiernych słuchaczy, studentów kilku wyższych uczelni, solidarnościowców i dzisiejszych opozycjonistów, ludzi biednych karmionych dobrym i mądrym słowem przez Radio Maryja i TV Trwam. Młodzi patrioci stracili wielkiego mistrza i wychowawcę uczącego mówić prawdę wobec każdej władzy, bez kłaniania się okolicznościom.
Niech Pan Jezus w swym nieskończonym miłosierdziu doprowadzi go do domu Ojca.


2012-09-10
LITOŚĆ NIEMORALNA.
Z sondażu CBOS-u wynika, że prawie 80% Polaków opowiada się za metodą „in vitro” w celu posiadania dziecka w małżeństwach bezpłodnych, których, nota bene, przybywa w Polsce. Jak to zrozumieć w kraju ludzi przeważnie ochrzczonych? To bardzo smutne, że aż tylu Polaków nie rozumie, iż metoda „in vitro” - przez nadprodukcję i brak zabezpieczenia rozwoju ludzkich zarodków - jest głęboko niemoralna, gdyż prowadzi do zniszczenia bardzo wielu ludzi przed ich narodzeniem.
Wynik 79% opowiadających się za tą metodą nie może być ani argumentem, ani usprawiedliwieniem dla nikogo, bo ocen moralnych nie osiąga się przez głosowanie. Dla osiągnięcia dobra nie można posługiwać się złymi środkami. Przecież miliony ludzi pozbawiono życia przez łamanie tej moralnej zasady za rządów nazistów i komunistów w XX wieku.
Nie mogą zyskać mojego szacunku nasi władcy publicznie broniący „in vitro” z litości nad małżonkami bezpłodnymi, tak bardzo pragnącymi swego potomstwa.


2012-09-09
NOCĄ.
Weźmiesz mnie stąd, bo Ty mnie tu dałeś. Masz pełne prawo mnie wziąć w każdej chwili. Jezu, udziel mi radości w spotkaniu z Tobą po drugiej stronie. Wierzę, że czekasz na mnie.


2012-09-03
WESTERPLATTE.
Uroczysty początek nowego roku szkolnego. Nasza szkoła podstawowa nosi imię Bohaterów Westerplatte. Kwadrat boiska otoczony szerokim wałem obronnym matek i ojców, a wewnątrz ich pociechy. W tym roku przybyła dodatkowa klasa - „zerówka”. Twarze nie wszystkich maluchów tryskały radością, na niektórych błąkał się cień niepewności, zagubienia. Oczy nerwowo szukały obrońców, rodziców oddzielonych, a usta co chwila układały się w podkówkę. Starsze dzieci - prowadzące akademię - dzielnie walczyły o uwagę pokolenia weteranów rodzinnych i o ciszę wśród wakacyjnie jeszcze nieujarzmionych kolegów i koleżanek. Sztandarowi szkolnemu wprowadzonemu uroczyście towarzyszył głuchy warkot werbli. Na chwilę cisza, a z niej wyłaniał się, z początku mało zauważalnie, naprawdę piękny wiersz mistrza Ildefonsa o tym jak „prosto do nieba czwórkami szli żołnierze z Westerplatte”. Przy hymnie narodowym dyskretnie uśmiechnąłem się, bo zauważyłem owoc mego niegdysiejszego apelu o żywe śpiewanie zamiast słuchania z taśmy. Wbrew pozorom to jest niemałe szkolne zwycięstwo.


2012-08-28
MISTYKA.
U św. Augustyna, w dniu jego liturgicznego wspomnienia, w „Wyznaniach” czytam: „Poznałem, że znajduję się daleko od Ciebie, w krainie obcej, i usłyszałem jakby głos Twój z wysoka: Jam jest pokarmem mocarzy; wzrastaj, a będziesz Mnie pożywał. I nie ty zamienisz Mnie w siebie na podobieństwo cielesnego pokarmu, ale Ja zamienię cię w siebie. (…) Późno Cię ukochałem, Piękności dawna i zawsze nowa! Późno Cię ukochałem! We mnie byłeś, ja zaś byłem na zewnątrz i na zewnątrz Cię poszukiwałem. Sam pełen brzydoty, biegłem za pięknem, które stworzyłeś. Byłeś ze mną, ale ja nie byłem z Tobą. Z dala od Ciebie trzymały mnie stworzenia, które nie istniałyby w ogóle, gdyby nie istniały w Tobie. Przemówiłeś, zawołałeś i pokonałeś moją głuchotę. Zajaśniałeś, Twoje światło usunęło moją ślepotę. Zapachniałeś wokoło, poczułem i chłonę Ciebie. Raz zakosztowałem, a oto łaknę i pragnę; dotknąłeś, a oto płonę pragnieniem Twojego pokoju”.
Bóg jest pięknem i pozwala się poznać wszystkimi zmysłami, które najpierw muszą być przez Niego otwarte, wyprowadzone z ciemności, głuchoty i bezczucia. To już jest wielka mistyka! Jak mało, Panie, ludzi z takim doświadczeniem na ziemi. Dlaczego? – pytam od najwcześniejszej dojrzałości

2012-08-24
OWOCE.
Od 19 sierpnia przez Polskę przechodzi kilkuset pielgrzymów z różnych krajów w Marszu Życia. Odwiedzają znaczące i boleśnie wspominane miejsca kaźni II wojny światowej: Auschwitz, Bełżec, Chełmno, Majdanek, Sobibór, Treblinka. Niemieccy potomkowie funkcjonariuszy Wehrmachtu, policji lub SS, bezpośrednio zaangażowanych w czasie wojny w zagładę na terenie Polski, modlą się z płaczem i przepraszają za długie milczenie i ukrywanie zbrodniczej prawdy. Młoda kobieta Angela, wnuczka policjanta w Gliwicach, powiedziała: „Stoję tu przed wami i chcę być osobą, która przerwie milczenie trwające w mojej rodzinie. Cała moja rodzina nie chciała o tym ani słyszeć, ani mówić. Jestem tu, by skłonić się przed wami, potomkami Żydów, przed Polakami i prosić was o przebaczenie”.
Z wielkim wzruszeniem przyjmuje się takie pokorne słowa. Bogu dzięki, że tak się zaczęło dziać. Po blisko półwieczu na wskroś chrześcijański List biskupów polskich do niemieckich przynosi praktyczne owoce. Boże młyny mielą powoli, ale pewnie. Warto o tym pamiętać dziś, gdy po wizycie Cyryla I na polskiej arenie politycznej, a często i w polskich domach, rozgorzała kłótnia: ufać prawosławnemu metropolicie z Moskwy, czy mieć się na baczności wobec byłego współpracownika KGB.


2012-08-23
SCHODY JEDYNE.
Gdy dziś po wstaniu z łóżka rozmawiałem z Jezusem Miłosiernym, zacząłem jak zwykle od "Jezu, ufam Tobie!", a potem znów (niestety) sprzeczałem się z Nim: po co te bóle? dlaczego muszę cierpieć? Nie odmawiam Ci posłuszeństwa, ale... bóle bolą, całe ciało boli... Przecież wiesz o tym ze swego ziemskiego doświadczenia. Czy nie wystarczy TWOJE zbawcze cierpienie?... Wiem, czuję to, muszę cierpieć za zło we mnie, za uleganie głupocie pokus, za wciąż młodą niefrasobliwość... Ale ja nie umiem cierpieć, wciąż jęczę i skarżę się. Po cichu, ale skarżę się.
Przy brewiarzu natknąłem się na list dzisiejszej patronki dnia, św. Róży z Limy i czytam, co jej powiedział Pan Jezus: "Wszyscy powinni wiedzieć, że po utrapieniach przychodzi łaska. Niech też pamiętają, że bez brzemienia cierpień nie można wejść na szczyty łaski; niech rozumieją, że miara łask powiększa się wraz ze wzrostem utrapień. Niechaj nikt z ludzi nie błądzi i nie pozwala się oszukiwać. To właśnie są prawdziwe i jedyne schody do nieba, i nie ma drogi prowadzącej do niego, która byłaby pozbawiona krzyża".
O, Boże miłosierny! Kto mnie nauczy cierpieć dla Twej Łaski?


2012-08-22
BLISKOŚĆ.
Dziś Ojciec św. Benedykt powiedział w południe do Polaków w Castel Gandolfo: „Pozdrawiam polskich pielgrzymów. Najświętszej Maryi Pannie Królowej zawierzam was, tu obecnych, wasze rodziny i waszą ojczyznę. Poddając się pod Jej matczyne panowanie, radujcie się Jej opieką i Bożym błogosławieństwem!”. W rozważaniu modlitewnym podkreślił: „Maryja jest Królową w służbie Bogu i ludzkości; jest Królową miłości, przeżywającą dar z siebie dla Boga, aby wejść w plan zbawienia człowieka. (…) Jako nasza Matka u boku Syna swego Jezusa w chwale niebios jest z nami zawsze, w dniu powszednim naszego życia. (…) Maryja jest Królową Nieba, bliska Bogu, ale jest również matką bliską każdego z nas, miłującą nas i wysłuchującą nasz głos”. Któż z modlących się do Maryi nie odczyta w tych słowach potwierdzenia swej ufności i pewności Jej dotykalnej wręcz bliskości na modlitwie?


2012-08-17
PRZESŁANIE.
Dziś w kalendarzu liturgicznym wspomina się św. Jacka, OP. W XIII wieku przewędrował z Ewangelią w ręku tereny na wschód od nas. Niezmordowany w krzewieniu piękna wiary katolickiej cały siebie oddał dziełu pomnażania chwały Bożej u ludów „mieszkających w ciemnościach”. Wyniszczony wysiłkiem misyjnym oddał ducha Bogu w Krakowie w 1257 roku.
Czy to św. Jacek, obserwujący z Nieba przez kilka wieków nie zawsze chwalebne dzianie się między Polakami a Rusinami, przyprowadził właśnie dziś z Moskwy do Warszawy patriarchę Cyryla I? Punktualnie w południe na Zamku Królewskim zostało podpisane „Wspólne Przesłanie do Narodów Polski i Rosji” - dokument o pojednaniu. W imieniu Kościoła Katolickiego w Polsce podpis złożył abp Józef Michalik. Tekstu oryginalnego jeszcze nie obwieszczono, a komentarze w mediach w kółko międlą kilka pobożnych i rzekomo niepolitycznych haseł. Trzeba poczekać: nie tylko na opublikowanie Przesłania, ale i na dalsze konkretne działania, bo kłód pod nogi narzucanych dawniej i obecnie nie brakuje.


2012-08-12
WĘDRÓWKA MATKI.
Prymas Tysiąclecia, kard. Stefan Wyszyński, z pewnością nie przewidywał, na dziewięć lat przed Tysiącleciem Chrztu Polski, że jego pomysł pielgrzymowania po Polsce Matki Bożej w wizerunku Ikony Jasnogórskiej rozszerzy się na tereny Azji i Europy: „Od Oceanu do Oceanu”, od Władywostoku do Fatimy. Dzisiaj w tej wędrówce uświęcającej Matka Boża przywitana została w Białymstoku przez kilkunastotysięczną rzeszę wiernych zgromadzonych na nabożeństwie w archikatedrze Wniebowzięcia NMP. Pielgrzymka kopii jasnogórskiego cudownego obrazu ma charakter ekumeniczny, łączy katolików i prawosławnych we wspólnej obronie życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Wieczorem po modlitewnym uczczeniu w archikatedrze katolickiej wierni przenieśli Ikonę w milczącej procesji przez centrum miasta do prawosławnego soboru św. Mikołaja. Po pięknym śpiewie Akatystu ku czci NMP rozpoczęło się nocne czuwanie modlitewne przed obrazem Pani Jasnogórskiej. Jutro po uroczystej Liturgii w samo południe Ikona wyruszy w dalszą pielgrzymkę do kilku miejsc w Polsce.


2012-08-09
BŁOGOSŁAWIONE KAMIENIE.
Zawsze wzrusza mnie ten dzień odejścia do wieczności Edyty Stein, wrocławianki, celebrowany dziś szczególnie z racji 70. rocznicy urodzin dla Nieba. Dla ziemi urodziła się w naszym mieście i tu, chodząc tymi samymi ulicami, co my dzisiaj, dawała świadectwo swego rozmiłowania się w Chrystusie. W chwili nawrócenia z ateizmu na chrześcijaństwo Pan Jezus stał się dla niej wszystkim. Naśladowała Go aż do swej śmierci w Auschwitz.
W wykładzie „O Tajemnicy Narodzenia Pańskiego” przemieniona siostra karmelitanka Teresa Benedykta od Krzyża kiedyś mówiła: „Chrystus jest Bogiem i człowiekiem; ten więc, kto chce żyć z Nim, musi uczestniczyć zarówno w Jego Boskim, jak i ludzkim życiu. Natura ludzka, którą Chrystus przyjął, dała Mu możność cierpienia i śmierci. Natura Boska, którą posiadał odwiecznie, nadała temu cierpieniu i śmierci wartość nieskończoną i moc odkupieńczą. Męka i śmierć Chrystusa powtarzają się w Jego Ciele Mistycznym i jego członkach. Każdy człowiek musi cierpieć i umierać, lecz jeśli jest żywym członkiem Mistycznego Ciała Chrystusa, jego cierpienie i śmierć nabierają odkupieńczej mocy dzięki Boskości Tego, który jest jego Głową”. O, błogosławione kamienie uliczne mego miasta!


2012-08-06
OCZY.
Od Nazaretu i Betlejem Bóg jawił się oczom przez 33 lata w człowieku. Na Górze Tabor Bóg na chwilę rozbłysnął w człowieku. W Emaus wieczorem ta chwila była jeszcze krótsza, gdy łuski spadły uczniom z oczu. W Wieczerniku przy Tomaszu już wcale nie była potrzebna, wystarczył widok ran Ukrzyżowanego żyjącego. Wystarczył, aby pójść za Nim na dobre i na złe, aż w Nieskończoność. Bóg szanuje oczy człowieka.


2012-08-04
DETERMINACJA.
Generał Zbigniew Ścibor-Rylski szybko otrzymał odpowiedź na pytanie, dlaczego młodzi ludzie w dzisiejszej Polsce buczą, gwiżdżą i skandują „precz z komuną” przy uroczyście patriotycznych gestach obecnych władców. Prezes Młodzieży Wszechpolskiej Robert Winnicki napisał do pana generała list, w którym m.in. można przeczytać: "Gdy postanowiliśmy zorganizować Marsz Niepodległości, współczesna Trybuna Ludu, Gazeta Wyborcza i cały koncern Agora, rozpętały wobec nas nagonkę, wyzywając od faszystów; nagonkę, którą prowadzą nieustannie; (…) Po zakończeniu protestów domy ich organizatorów „odwiedzali” funkcjonariusze policji; licealiści byli „odwiedzani” w szkołach – przeprowadzano „profilaktyczne” rozmowy z nauczycielami; (…) Wielu młodych patriotów zostało pobitych przez służby bezpieczeństwa państwa; niestety, przesłuchania rozpoczynające się od ciosu w brzuch i epitetu „ty p….ny faszysto!” to już nie pojedynczy incydent, a wiele przypadków w różnych częściach kraju; (…) Dlatego gdy słyszymy Gazeta Wyborcza, myślimy Trybuna Ludu, gdy słyszymy PO, myślimy PZPR, a gdy widzimy wysokiego rangą partyjniaka obecnej władzy, to pierwsze co przychodzi nam na myśl, to okrzyk precz z komuną! III RP nie postrzegamy jako Polski autentycznie wolnej, autentycznie niepodległej, ale jako twór zarządzany przez elity równie służalcze wobec obcych, jak miało to miejsce w PRL-u. (…) Chcemy mieć, jako młodzi Polacy, nie tylko chwalebną przeszłość, ale i prawdziwie niepodległą przyszłość w naszej narodowej Ojczyźnie”.
Zaiste, ogromna to determinacja!


2012-08-03
ZNACZNE BRAKI.
Jest wyraźny szlaban w prasie oficjalnej na komentarze do bluźnierczego skandalu na Stadionie Narodowym w Warszawie. Warto więc zapamiętać choćby fragmenty opinii ks. kard. Stanisława Nagyego podanej w prasie katolickiej. „Nie można sobie wyobrazić gorszej prowokacji wobec narodowych bolesnych uczuć związanych z tragedią Powstania. (…) Wiadomo kto [z władz stołecznych] na tak uwłaczające czci narodowej wydarzenie dał pozwolenie, a choćby nawet tylko przyzwolenie. (…) Reprezentantka tych władz deklaruje się jako katoliczka, i to zaangażowana. Nie mogła nie wiedzieć, na co daje pozwolenie (…) Stało się tu coś złego (…) Trudno przypuścić, żeby prezydent Rzeczypospolitej uczestniczący w obchodach rocznicy nie zauważył urządzonego w jej kontekście skandalu. Ma wszak czas na nieszczęśliwe wypowiedzi moralistyczne, godnie uczestniczył w obchodach rocznicy, a brakło wysoko usytuowanego "nie". Optymistyczne akcenty w tym dniu kard. Nagy znajduje w reakcji ordynariusza warszawsko-praskiego: ks. abp Henryk Hoser zaprotestował wobec bluźnierczego koncertu i zorganizował ekspiacyjne modlitwy w swej katedrze, do której przybyło mnóstwo młodych ludzi. Autor cieszy się tym faktem, ale jednocześnie ubolewa, że był to czyn ordynariusza tylko Warszawy prawobrzeżnej. Skandal dotyczył przecież całej stolicy i miał miejsce na Stadionie Narodowym.


2012-08-02
WYGWIZDANA.
Ta pierwsza noc sierpniowa w Stolicy nie była spokojna. Na czerniakowskim Kopcu Powstania Warszawskiego odbywała się, przy udziale kilku tysięcy osób, uroczystość zapalenia ognia. Była tam też pani prezydent Warszawy Gronkiewicz Waltz. Gdy składała wieniec, kilkuset ludzi gwizdało, buczało, rozpoczęło się skandowanie haseł: "Precz z komuną" i "Raz sierpem, raz młotem w czerwoną hołotę". Chyba nie było jej przyjemnie, podobnie jak podczas koncertu, na którym publiczność wybierała polską piosenkę na Euro 2012. Nie mogła wtedy wygłosić żadnej mowy i schowała się za sceną.
A za co teraz wygwizdana? Wszyscy wiedzą: za skandaliczną zgodę w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego na bluźnierczy koncert rozwydrzonych satanistów z Madonną na czele. Polscy księża egzorcyści, którzy wcześniej oglądali przedstawienie na filmach You Tube, widzą w nim jedno wielkie bluźnierstwo wymierzone w najwyższe i od zawsze wyznawane wartości Polaków. „Jesteśmy świadkami profanacji Krzyża. Brama (w jej centrum krzyż) rozpada się w drobny mak (to ma obrazować zwycięstwo złego nad Kościołem). Profanacja Najświętszego Sakramentu i wyśmiewanie się z najważniejszych tajemnic wiary: Wcielenie, Narodzenie i Śmierć Pana. Wszystko odbywa się w „obecności” demonów, które wchodzą do „katedry” po zniszczeniu bramy. Gra świateł (czerwień i czerń), muzyka i taniec ociekający motywami pogańskich kultów (np. prostytucja sakralna)”.
Gdyby nasze władze służyły Narodowi w prawdziwie demokratyczny sposób, dowiedzielibyśmy się dzisiaj o abdykacji prezydenta miasta stołecznego Warszawy.

2012-08-01
PRZEŹROCZYSTOŚĆ.
O godzinie 17-tej w Warszawie zawyły syreny i odezwały się kościelne dzwony. Wielu Polaków zatrzymało się, niektórzy na baczność, na chwilę zadumy czy modlitwy. Pamięć powracała do tamtych bardzo młodych ludzi sprzed 68-miu lat, ku ich niecierpliwości i ku ich wielkiemu umiłowaniu Ojczyzny. Główne uroczystości oddania hołdu poległym powstańcom Warszawy odbyły się na Powązkach przy pomniku Gloria Victis. „Podczas składania wieńców przez premiera Donalda Tuska i Władysława Bartoszewskiego oraz przez szefa prezydenckiej Kancelarii Jacka Michałowskiego z tłumu padły okrzyki hańba i zdrajcy” .
I pomyśleć, że po tylu latach pamięć drugiej wojny światowej wciąż woła o przeźroczystość powietrza politycznego. Pewne oczyszczenie atmosfery przyniosła czytelna modlitwa za zmarłych, należny pokłon i dar bohaterom za ich życie ofiarowane za niepodległość Polski.


2012-07-30
CHULIGAŃSTWO.
Trzy młode Rosjanki z zespołu punkowego „Pussy Riot” stanęły dziś przed sądem w Moskwie, bo podczas swego koncertu w soborze Chrystusa Zbawiciela zaśpiewały prośbę do Matki Bożej: „Bogurodzico, przegnaj Putina”. Grozi im wyrok pozbawienia wolności na siedem lat albo grzywna miliona rubli za „chuligaństwo motywowane nienawiścią religijną”. Oskarżyciele w wyjaśnieniu dodają, że dziewczęta dopuściły się „zamachu na świętość cerkiewnych sakramentów i w sposób bluźnierczy wyszydziły odwieczne fundamenty Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej”. Niesłychane, prezydent Władimir Putin otrzymał od prokuratora Federacji Rosyjskiej fundamentalne miejsce w Prawosławnej Cerkwi, jak car „świętej Rosji”. Kuriozalność prokuratorskiego oskarżenia podkreśla fakt, że zespół wokalny będzie sądzony według paragrafu dawnego prawa rosyjskiego, przekreślonego przez rewolucję bolszewicką w 1917 roku i nie obowiązującego obecnie.

2012-07-25
DUCH LEWACKI.
Jedynie z prasy katolickiej można dziś dowiedzieć się o straszliwym spustoszeniu, jakiego dokonali czerwoni rebelianci, „los rojos”, w Kościele hiszpańskim w latach 1936-1939. Powojenna cenzura komunistyczna była tak szczelna, że nikt w Polsce ani się domyślał tak strasznej hekatomby w katolickim kraju. Ogółem ocenia się, że w latach wojny domowej z rąk hiszpańskich rewolucjonistów zginęło 13 biskupów, 4184 księży diecezjalnych, 2365 zakonników i 283 zakonnice. W niektórych diecezjach wymordowano nawet do 80 procent księży. Wśród hiszpańskich męczenników obok duchowieństwa znaleźli się także bardzo liczni świeccy, kobiety i mężczyźni, młodzi i wiekowi.
Republikanie systematycznie i konsekwentnie burzyli kościoły i klasztory, niszczyli obrazy, rzeźby, księgi liturgiczne. Otwierali groby, odzierali zmarłych z szat, organizowali świętokradcze procesje, naigrawali się z Mszy... W Walencji zniszczono całkowicie ponad 800 świątyń. W Barcelonie na kilkaset istniejących kościołów i klasztorów ocalało zaledwie 10, w Madrycie także niemal wszystkie katolickie świątynie zostały zniszczone lub uszkodzone. Skala tej represji wobec Kościoła katolickiego jest bezprecedensowa i można ją porównać jedynie do skali prześladowań Kościoła prawosławnego i innych Kościołów chrześcijańskich podczas rewolucji bolszewickiej w Rosji.
Obecny duch lewacki, zawłaszczający platformę środków przekazu społecznego i hamujący rozwój i zasięg mediów katolickich w Polsce, nie będzie w skutkach inny, jeśli politycy i działacze społeczni troszczyć się będą egoistycznie o partyjne dobro, a sumieniami będzie rządzić nienawiść do wszystkiego co Boże i święte.


2012-07-24
PRZESTROGA.
Pod koniec czerwca br. Ojciec św. Benedykt XVI podpisał dekrety potwierdzające męczeństwo 154 duchownych hiszpańskich - ofiar wojny domowej w latach 1936-1939. Zostali zamordowani przez własnych rodaków, zaślepionych nienawiścią do Kościoła i Chrystusa, w imię rewolucyjnych lewicowych ideologii - socjalizmu, komunizmu lub anarchizmu.
W sumie – za Jana Pawła II i Benedykta XVI - beatyfikowano 1001 ofiar terroru republikańskiego w Hiszpanii. Ostatnie decyzje Papieża nie oznaczają zakończenia procesów beatyfikacyjnych ofiar tej wojny. Kolejne setki spraw toczą się bądź na szczeblu diecezjalnym, bądź już w Rzymie. Można się więc spodziewać kolejnych licznych beatyfikacji w nadchodzących latach. Kościół w naszej dobie przypomina w ten sposób i przestrzega antychrześcijańskich polityków, pokazując jak nienasycony i antyludzki jest lewacki duch walki z Kościołem i z Chrystusem. Polscy oświatowcy niech przejrzą na oczy i zmądrzeją zamiast usuwać czy ograniczać do minimum historię z programów szkolnych.


2012-07-21
ZABIJANIE.
W Ameryce znów padają liczne trupy z ręki uzbrojonego szaleńca. Wielki ból, przerażenie, żałoba i nagłaśnianie medialne. Komentarze, oczywiście, skupione są na od lat powtarzanym pytaniu: czy zabronić wolnej sprzedaży broni palnej w Ameryce i w Europie, czy nie? Odpowiedzi oscylują między zachowaniem prawa do powszechnej dostępności i kupna broni, a absolutnym zakazem wolnego handlu bronią. Sztandarowym argumentem jest wolność obywateli zagwarantowana w konstytucji państw demokratycznych. Za zakazem opowiada się nieliczny krąg ludzi skupionych wokół rodzin poszkodowanych.
Nikt z komentatorów nie ma odwagi wskazać na głębsze przyczyny coraz częstszych rozbojów wśród młodzieży zachodniej, gdzie z procesów wychowawczych wyrugowano nawet myślenie o religii i o Boskim Suwerenie, który nikogo nie zwalnia z zachowywania piątego przykazania dekalogu: „Nie zabijaj!”.


2012-07-12
TAJEMNICA SERCA.
Wakacje biegną niezbyt łagodnie. Pogoda naprzemienna, burze znienacka atakują błękit nieba i spadają gromami w zygzakach błyskawic. Polewają rzęsistym deszczem i wymiatają ulice, by po chwili dać pierwszeństwo słońcu na niebie. Niestety, na Kujawach burza przywiała potężną trąbę powietrzną, która w kilka minut pozbawiła wiele gospodarstw dachu nad głową, zalała mieszkania i powaliła spore połacie okolicznych lasów.
Odgrodzony setkami kilometrów siedzę w Kudowie i czytam Jerzego Andrzejewskiego „Ład serca”. Tu także burzowo i ciemno, i nieustanny szum wiatru w koronach drzew. Przeczytałem ponad połowę tej katolickiej powieści o mrocznej szamotaninie dobra ze złem w sercu ludzkim, aż tu spotykam wyznanie księdza Siechenia: „Modlimy się o czystość, lecz jednocześnie lękamy się, aby Bóg nie dał nam jej zbyt wcześnie. Prosimy o siłę, lecz trudno nam rozstać się ze słabością. Żal nam każdej przyszłej minuty, której musielibyśmy się wyrzec”. – Skąd Andrzejewski to wie? – Może wyjął to z tajemnicy serca wielkiego Augustyna, a może z własnej, człowieczej tajemnicy?...


2012-07-10
PAMIĘĆ I PRAWDA.
Wieczorem w katedrze warszawskiej, jak co miesiąc, popłynęła gorąca modlitwa w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej. Wzruszająca jest ta nieustająca pamięć o tych, którzy odeszli do wieczności w tak tragiczny sposób, a przecież mogli jeszcze służyć Ojczyźnie.
Ojciec Gabriel, kaznodzieja dzisiejszy, na początku przywołał ulubione słowa Jana Pawła II z Ewangelii św. Jana: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (8,32). Całe kazanie było przypominaniem i rozwijaniem nauczania Prymasa Tysiąclecia ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, który 40 lat temu bronił Naród polski przed zakłamaniem, obłudą i półprawdami władzy komunistycznej. Nauczanie to w swej potrzebie i wyrazistości dziś nie straciło na czasie.
Kontekst tragedii smoleńskiej i bezwzględna medialna walka władzy o zatarcie prawdy o przyczynach katastrofy samolotu z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie świadczy najwyraźniej, że duch kłamstwa wciąż pracuje nad odebraniem Polakom prawa do prawdy. Tylko Chrystus z dzisiejszej Ewangelii (Mt 9,32) wypędzający złego ducha i przywracający mowę człowiekowi niememu, może uwolnić Polskę od celowo stosowanej przez władzę przewrotności, obłudy i zakłamania. Ewangelia Chrystusowa wskazuje wyraźnie, że Naród musi odrzucić władzę herodów zabijających prawdę i piłatów wątpiących w prawdę.
Polska musi energicznie dążyć do Prawdy Chrystusowej, bo tylko ona potrafi wyzwalać.
Kazanie zakończone wezwaniem do modlitwy o odkrycie do końca prawdy smoleńskiej – jak i prawdy katyńskiej – często przerywane było gromkimi oklaskami.


2012-07-05
TYNIEC.
Opuszczam Tyniec. Cztery dni w ciszy. Rzeczywiście miejsce wybrane dla Boga. W istocie jednak jest to podarunek Boga ludziom. Z mojej celi oglądam ciszę rozściełaną słonecznym blaskiem nad doliną Wisły. Zielony kraj z czerwonymi dachami ciasno budowanych nowych domów. Patrzę ze szczytu Tyńca na białej skale. Sięgam po daleki horyzont, skąd przypływają wody królowej polskich rzek. Wielka powietrzna cisza. Podobnie w klasztorze, tu się nikt głosem nie pożywi. Jedynie ojciec rekolekcjonista w zamkniętej na Opatówce maleńkiej kaplicy używa gromkiego głosu do małych słów. Czekałem, czekałem na Słowo. Tęskniłem w kościele za piękną modlitwą psalmów w ustach blisko trzydziestu przeważnie młodych mnichów. Nie dotęskniłem się. W głębokiej pamięci serca mam melodie gregoriańskie modlone w Solesmes. Tam byłem urzeczony.
Tylko Jezus jest niezawodny na każdym miejscu.


2012-06-29
W NOCY.
Doświadczałeś mnie, Panie, bólem tej nocy. Dlaczego w nocy? W ciemnej samotności? Nie umiem mówić o bólu, czy spierać się z Tobą jak Hiob, ani też dziękować za cierpienie jak siostra Faustyna. Jedynie prosiłem, byś – po odrzuceniu plew mego skarżenia się – przyjął do swego zbawczego spichlerza czyste ziarno, jeżeli jakieś zostało. Czy ta noc przywiązała mnie mocniej do Ciebie? Skomlałem do rana, a potem zadzwoniłem do lekarza.


2012-06-28
PATRON.
Dziś w liturgii wspomnienie św. Ireneusza, bpa i męczennika (130 – 200). Był uczniem św. Polikarpa, ucznia św. Jana apostoła i ewangelisty. Wiedziony duchem apostolskim udał się do Galii. Po roku 177 został biskupem Lyonu. Tu w swoich pismach bronił wiary katolickiej przeciw błędom gnostyków. Tutaj też oddał swe życie w obronie czystości wiary w Jezusa Chrystusa. Od 48 lat jest patronem dnia moich święceń kapłańskich. W swoim traktacie Przeciw herezjom Jezusa Chrystusa objawiającego Boga nazywa Słowem. „Ono ukazało Boga ludziom, a człowieka przedstawiło Bogu. Zachowało niewidzialność Ojca, aby człowiek nie lekceważył Boga i miał cel swoich pragnień. Ukazało zarazem różnymi sposobami Boga człowiekowi, aby jako zupełnie pozbawiony Boga nie przestał w ogóle istnieć. Albowiem człowiek żyje na chwałę Boga, a życiem człowieka jest oglądanie Boga”.
Od początku kapłańskiego życia moją wiarę wyrażam w dwojakiej modlitwie: dziękuję codziennie Jezusowi za łaskę wiary i codziennie błagam Go, bym jej nie stracił do końca mego życia. Być może, św. Ireneusz przed tronem Boga oręduje za mną.


2012-06-21
BIBLIŚCI.
Z końcem czerwca różne grupy parafialne kończą swoje prace. Często są to spotkania połączone z jakąś uroczystością rocznicową czy imieninową, jest jakieś ciasto upieczone przez panie, kawa, herbata czy inny słodki deser. W sumie bardzo miło. Bywają także miłe wspominania, przywoływanie ciekawych czy ważnych chwil z minionych miesięcy.
Moja grupa biblijna także finiszowała – oczywiście wszystkie grupy są moje, bo parafialne, ale z „biblistami” było mi najbliżej do zaspokajania ciekawości poznawczej. Tutaj też miałem wiele wspólnych radości. Nasza cotygodniowa praca płynęła czterema nurtami (często szeroko się rozlewała za sprawą wybitnych zdolności asocjacyjnych niektórych uczestników): 1. Czytanie i omawianie tekstów biblijnych; udało się nam przeczytać dwa listy św. Pawła: do Filemona i do Filipian oraz List św. Jakuba. Księgę Mądrości przeczytaliśmy w ciągu Tygodnia Biblijnego, codziennie po Mszy św. wieczornej, słuchaczy nie brakowało.
2. Studiowanie adhortacji apostolskiej ojca św. Benedykta XVI „Verbum Domini”.
3. Poznawanie czytań biblijnych z nadchodzącej liturgii niedzielnej.
4. Modlitwa wybranymi tekstami Pisma św. proponowanymi przez uczestników spotkań.

Taki schemat czterech nurtów w miesiącu nie pozwalał nikomu na zmęczenie i podsycał ciekawość oczekiwania na każde następne spotkanie.


2012-06-18
ODWET.
No, wreszcie! Ateiści, bezwyznaniowcy i jeszcze niewiadomo kto, ale antykościelni wyznawcy i prześmiewcy wszystkiego, co Boże i święte, wydrukowali katechizm odbrązawiaczy błogosławionego Jana Pawła II(P.Szumlewicz, Ojciec nieświęty). Zmierzło im już wynoszenie pod niebiosy papieża – Polaka w całej ojczyźnie: te pomniki stawiane mu nawet w małych parafiach, te filmy o wielkości Wojtyły, te młodzieżowe konkursy papieskiej poezji, szkoły i uczelnie nazywane jego imieniem, sympozja naukowe na temat jego filozofii i teologii, fundusze i fundacje promujące chrześcijańskie wykształcenie i wychowanie. Nie do zniesienia są im te schadzki piesze, wydeptujące całą Polskę, w drodze na Jasną Górę z jednoczesnym rozgłaszaniem przemówień Jana Pawła II. W Europie Zachodniej światli ludzie od dawna nie wstydzą się mówić niepochlebnie o każdej świętości, a w Polsce mizerota, tabu blokujące aż do śmierci Karola Wojtyły głodną opinię. Zaledwie tu i tam jakieś pojedyncze występy telewizyjne, jątrzące felietony gazetowe, czasem jakiś bluzg czy wybroczyny wątrobowe na tego lub innego biskupa, przyklejanie na drzwiach kościoła ochoty na apostazję, mizerny marsz ateistów przez miasto królewskie… Wszystko to było zbyt marne, teraz mamy odwet. Teraz będzie można napaść swoje serce żółcią wobec czci i niekłamanego uznania wierzących Polaków dla Człowieka w bieli! W książce dzielą się swoimi myślami m.in. takie znane osobistości jak: Jerzy Urban, Joanna Senyszyn, Janusz Palikot, Magdalena Środa, a nawet były jezuita Stanisław Obirek. Nie ma wśród nich znanego marianina. Mógłby przecież powiedzieć, że Jan Paweł II to nie Pan Bóg.

2012-06-16
KRÓTKIE EURO.
Przez całą sobotę aż do późnego wieczora Wrocław nie tylko na Rynku w „strefie kibica” mieni się biało-czerwonymi barwami tysięcy flag. Jeżeli dodać do tego flagi Czechów na ulicach, to rzeczywiście mamy widok niecodzienny, uroczysty i ruchliwy jak rzeka kolorowa, pełna emocji. Zresztą nie tylko u nas, inne euro-miasta od kilku dni już żyją euro-szaleństwem. Nie ma innych tematów w mediach jak tylko piłka nożna, mecze, drużyny, kibice i wróżenie z fusów, kto i ile wygra. Dziennikarze uwijają się między kibicami i rejestrują gorące komentarze – proroctwa. Nawet duchownych, którzy opiekę bożą rozciągają nad imprezą, ten szał nie ominął. Mój znakomity, młodszy kolega dał się ponieść radosnej wyobraźni i ogłosił, że Pan Jezus, gdyby żył w naszych czasach, bywałby na stadionach!!! Wysoka gorączka.
Euforia we Wrocławiu na nowym stadionie szczytowała dziś pod sam koniec dnia. Niestety, po 90-ciu i paru minutach gry polska drużyna przegrywając 0: 1 z Czechami oddała południowym sąsiadom wejście do ćwierć finału. Nastroje opadły, nosy na kwintę. Jak dalej żyć z tym przekłutym balonem? Trudno, piłka toczy się dalej. Może jednak trochę szkoda tych przetrąconych skrzydeł polskiej wyobraźni…


2012-06-14
IZBA PAMIĘCI.
Dziś Pod Czwórką, w dawnym Centralnym Ośrodku Duszpasterstwa Akademickiego (CODA), odbyło się poświęcenie Izby Pamięci sługi bożego ks. Aleksandra Zienkiewicza-Wujka. Ks. abp Marian Gołębiewski najpierw celebrował z duszpasterzami akademickimi i członkami Sądu Duchownego Mszę św. obok w kościele św. Ap. Piotra i Pawła, a następnie przeszedł do małej sali przygotowanej przez inż. Andrzeja Dracza, wychowanka Wujkowego, jako miejsce zawracania czasu przypominaniem. Po modlitwie i pokropieniu wodą świeconą ks. Metropolita - w czasie Mszy obdarowany pięknymi różami i życzeniami z okazji złotego jubileuszu kapłaństwa - opuścił nasze towarzystwo. Myślę, że zabrał ze sobą w sercu obrazy z filmu o życiu Sługi Bożego.
Ks. Andrzej Dziełak zaczął działać i zmusił bardzo liczne, miejskie i przyjezdne, bractwo czwórkowiczów do pierwszej wspólnotowej modlitwy za wstawiennictwem sługi Bożego Wujka, a bp Adam Dyczkowski, który zjechał z samej Zielonej Góry, dołączył do niego z lekkim poślizgiem, gdy tylko zdołał uwolnić się od gorących uścisków seniorek (ciut młodszych od biskupa, nieustannie kochanego Harnasia). A co było potem, można się łatwo domyślić. Soczki, herbata, ciasteczka i rozmowy bez końca. Zwieńczeniem spotkania przyjaciół był oczywiście Harnaś z gitarą i śpiewy do późnego wieczora w sali – po remoncie – już bezkominowej. Szkoda wielka, miejsce to straciło swój ciepły klimat. Najważniejsze jednak teraz jest coś innego. Trzeba się gorąco modlić o cud (potrzebny dykasterii watykańskiej) jako potwierdzenie przez Niebo heroiczności cnót sługi Bożego ks. Aleksandra Zienkiewicza.


2012-06-04
WSTRZĄSY.
Podczas światowego spotkania rodzin w Mediolanie przedstawiciele różnych narodów, plemion i grup społecznych opowiadali Ojcu Świętemu o swych sprawach radosnych i trudnych. Papież w ten sposób otrzymał panoramę sytuacji rodzin w świecie. Reagował bardzo żywo na te opowieści: był wzruszony, dawał rady i pocieszał wskazując na słowa Pisma św. Szczególnie mocno przeżył opisywane tragedie niedawnego trzęsienia ziemi we Włoszech. Uczestnicy spotkania zebrali między sobą kwotę 500 tysięcy euro jako prezent dla Benedykta XVI. Ojciec św. całą sumę przekazał biskupom tych diecezji, które ucierpiały wskutek kataklizmu. Mocne wstrząsy miały miejsce 20 i 29 maja w okolicach Mantui, Modeny, Ferrary, Mirandoli, Carpi i Bolonii. Zawaliło się bardzo dużo domów mieszkalnych. Ludzie mieszkają w samochodach lub pod namiotami. Zniszczonych zostało ponad 300 kościołów, ponad 50 świątyń zawaliło się zupełnie. Mocno ucierpiała bazylika św. Antoniego w Padwie. W kościele koło Modeny zginął kapłan próbujący po pierwszym wstrząsie wynieść na zewnątrz figurę Matki Bożej. Następne wstrząsy przykryły gruzami oboje. Gwardia Szwajcarska korzystając z nieobecności Ojca Świętego w Rzymie, pośpieszyła na ratunek ofiarom tragedii. Ziemia zatrzęsła się Europejczykom nie gdzieś daleko, na innym kontynencie. Własne ich nogi poczuły usuwający się grunt spod stóp. Czy wstrząsy dotrą do sumienia Europy?


2012-06-03
MEDIOLAN.
Ojciec Święty wczoraj przeżył piękny, długi wieczór z rodzinami w Mediolanie. Odpowiadał na każde zadane mu pytanie, podobnie jak kiedyś w spotkaniu z młodzieżą świata, z tym, że teraz było więcej powagi i troski z obu stron. Dziś Benedykt XVI podczas niedzielnej Eucharystii w parku Bresso fundamentalnie nakreślił obraz rodziny, którego nie można zmieniać według mody i doraźnych zapotrzebowań. „Bóg stworzył istotę ludzką jako mężczyznę i kobietę, równych w godności, ale także z właściwymi sobie i dopełniającymi się cechami, aby dwoje było darem jedno dla drugiego, wzajemnie się doceniali i tworzyli wspólnotę życia i miłości”. Stąd prosta odpowiedź „paradom równości”, także tej dzisiejszej warszawskiej. Ludzie homoseksualni, choć zdolni - jak wielu z nich twierdzi - by dawać wzajemnie miłość, nie są zdolni do tworzenia pary dającej nowe fizyczne życie.I to jest pierwszy powód, dla którego związku homoseksualnego nie można nazwać „naturalnym” i „normalnym”.


2012-05-30
MOC PIOTROWA.
Po wielkiej, obrzydliwej rozróbie medialnej na temat spisku antypapieskiego w Kurii rzymskiej, po złośliwym rozścielaniu w Europie opinii o słabości menadżerskiej Benedykta XVI, dziś na środowej audiencji generalnej Ojciec Święty dał spokojne wyjaśnienie. O spekulacjach dziennikarskich, nieprzyjaźnie malujących obraz Stolicy Apostolskiej, powiedział jednoznacznie: są całkowicie bezpodstawne i wykraczają poza rzeczywiste fakty. O swoim stosunku do kurialistów mówił wzruszająco: „Wydarzenia ostatnich dni dotyczące Kurii i moich współpracowników napełniły moje serce smutkiem, ale nigdy nie uległa osłabieniu zdecydowana pewność, że pomimo ludzkiej słabości, trudności i doświadczeń Kościół jest prowadzony przez Ducha Świętego, a Pan nigdy nie pozbawi go swej pomocy, aby go wspierać na Jego drodze”.
Ufam Ojcu Świętemu. Jego, jak chcą niektórzy słabość, czyli wrodzona delikatność i z miłością traktowanie każdego człowieka, jest jego mocą.


2012-05-26
SMUTNE.
Podczas święceń kapłańskich abp Józef Michalik powiedział: „Kapłanowi może zabraknąć czasu na wszystko, ale nie na modlitwę. Tylko modlący się kapłan jest potrzebny Bogu i ludziom. Tylko przebywający w bliskości Boga ksiądz jest w stanie przybliżyć Go ludziom”.
Piękna zasada! Na ulicy jednak słyszy się: „Ludzie idą do kościoła modlić się, księża idą do roboty”. Smutne to. Tym smutniejsze, gdy młody ksiądz z tej roboty pryska przy lada okazji.


2012-05-21
ECCLESIA MILITANS.
Ojciec Święty podczas „urodzinowego” obiadu z kardynałami pracującymi w Kurii watykańskiej, odniósł się krótko do dramatycznej sytuacji Kościoła: „Pojęcie Ecclesia militans – Kościoła walczącego – nie jest dziś modne. W rzeczywistości jednak coraz lepiej rozumiemy, że jest prawdziwe, oddaje coś z prawdy. Widzimy, że zło chce opanować świat i konieczne jest podjęcie walki ze złem. Widzimy, że zło posługuje się w tym wieloma sposobami: okrutnymi, uciekając się do różnych form przemocy, ale też udaje dobro i w ten sposób narusza moralne fundamenty społeczeństwa. Św. Augustyn powiedział, że cała historia jest walką dwóch miłości: miłości własnej, aż do pogardzania Bogiem, i miłości Boga, aż do pogardzania sobą w męczeństwie. My uczestniczymy w tej walce...”.


2012-05-19
PALIKOCI OGON.
Ktoś ogłasza tydzień apostazji w Polsce, ktoś nawołuje do odwagi i zachęca do wspólnego odłączenia się od Kościoła katolickiego. Jeszcze ktoś inny wywiesza na drzwiach świątyni kartkę z podpisem pod swą decyzją o staniu się apostatą. Pytanie, po co? Przecież to odejście dokonało się o wiele wcześniej, w ukryciu. A po pierwszym grzechu zwykle zostaje ból i poczucie klęski.
Wokół pełno dziennikarzy z mikrofonami i aparatami fotograficznymi, jakby nic lepszego i piękniejszego w Polsce się nie wydarzyło. Słusznie zauważono, jeszcze przed cynicznym potraktowaniem przez Palikota partii rządzącej, że nie słyszałoby się, ani widziało jego tandetnych wymysłów, gdyby nie palikoci ogon dziennikarzy. Głupie rzeczy robią głupi ludzie, opętańcze – opętańcy.


2012-05-13
BEZ UTRUDNIEŃ.
Przed tygodniem złodzieje w Płocku splądrowali kościół Świętego Ducha, wdarli się do tabernakulum, zrabowali naczynia liturgiczne i zbezcześcili Najświętszy Sakrament.
Dziś w nocy we wsi Żdżary, w diecezji kaliskiej, nieznani sprawcy zniszczyli pomnik bł. Jana Pawła II stojacy u wejscia do kościoła parafialnego.
Oczywiście, mogli to być zwykli, może nawet bardzo młodzi, rabusie; akt wandalizmu pomnika mógł być wynikiem porachunków z księdzem proboszczem czy z twórcą monumentu, ale nie mogę oprzeć się myśli, że tocząca się w Polsce publiczna walka z Kościołem, obniżanie autorytetu kapłaństwa, czynności i miejsc sakralnych nie utrudniała im tej profanacji.
Zapowiedziane modlitwy i nabożeństwa przepraszające Boga muszą objąć o wiele szerszy krąg sprawców nieznanych. I znanych.

2012-05-03
DOJRZAŁOŚĆ.
Jak co roku, w Uroczystość Królowej Polski, w naszym kościele odbyło się święto I Komunii dzieci klasy II z Jezusem eucharystycznym. Jesienią ub. roku 23 rodziny poprosiły o przyjęcie ich i ich dzieci na specjalne przygotowanie do tego ważnego wydarzenia w życiu religijnym całego domu. W niektórych gazetach w ramach tematów dyżurnych zaczęto pisać o tym, że 9-latki nie są zdolne do rozeznania, co dobre, a co złe i że należy przesunąć wiek pierwszego spowiadania się na późniejsze lata. Skąd ta troska? Czy nie z jakiejś podskórnej potrzeby usprawiedliwienia swoich niezgodnych z sumieniem czynów? W rodzinach religijnych, gdzie dziecko od najwcześniejszych lat spotyka się z obecnością Boga w postępowaniu starszych, pojecie niewierności i wierności Bogu rośnie razem z rozwojem dziecka. W atmosferze modlącej się rodziny 9-ciolatek wie, czym jest grzech i bez większych trudności można skierować jego pragnienia ku miłości Boga, przez żal do nawrócenia.


2012-04-30
MĄDROŚĆ I DUMA.
Odszedł do Boga, kończąc swą szlachetną wachtę przy Jezusie Chrystusie na ziemi polskiej, prof. Wiesław Chrzanowski. Przeżył pięknie i jakże owocnie swoje prawie 89 lat. Miał postawę bohatera ze spiżu w wyznawaniu odwiecznych chrześcijańskich wartości. W czasie okupacji niemieckiej nie siedział z założonymi rękami. Studiował prawo na tajnych studiach i walczył w Powstaniu Warszawskim jako żołnierz Armii Krajowej. Zawsze pod sztandarami wiary chrześcijańskiej. Jeżeli hitlerowski nazizm nie umiał studenta i żołnierza wytropić, to sowiecka nienawiść do Boga i człowieka po 1945 roku nie zostawiła go w spokoju. Uznany za wroga PRL-u , skazany został na 8 lat więzienia, z czego przesiedział 6 lat, do odwilży październikowej w 1956 roku. Ministrowie komunistycznej sprawiedliwości ukarali aplikanta adwokackiego, nie wpisując przez 20 lat jego aplikacji na listę adwokatów. Profesor Wiesław Chrzanowski był człowiekiem wykształconym i mądrym. Z jego mądrości korzystał często episkopat polski z kardynałem Wyszyńskim włącznie. Oczywiście, losy robotników potraktowanych okrutnie przez władzę w wydarzeniach 70-go roku postawiły go po stronie opozycji. W latach 80-tych swym profesjonalizmem i kulturą intelektualną służył rodzącej się trudnej wolności. Był współtwórcą statutu "Solidarności" i pełnomocnikiem związku w postępowaniu rejestracyjnym. W wolnej Polsce był kolejno ministrem sprawiedliwości, marszałkiem Sejmu i senatorem. Wyznawane zawsze otwarcie swe przekonania patriotyczne i religijne przekazywał młodemu pokoleniu na spotkaniach i w programach Zjednoczenia Chrześcijańsko-Norodowego, którego był współzałożycielem i przez 5 lat prezesem. Był słuchany i podziwiany. Jego osobowość tchnęła poczuciem wolności, był dumny z tego, że jest Polakiem, cieszył się i nie taił swej przynależności do Kościoła katolickiego.
Nagrodą szczęścia wiecznego obdarz swego wiernego żołnierza, Panie, Zwycięzco śmierci!


2012-04-27
DWA KRYTERIA.
Dołączył i trzeci głos w sprawie katolickiego Feniksa dla katolika Grzegorza Brauna. Dołączył wielki autorytet uznany w kręgach naukowych , wcześniejszy laureat statuetki i wierny przyjaciel zmarłego Arcybiskupa lubelskiego. Nie zbeształ nagrodzonego reżysera, raczej dostało się po głowie nagradzającej Kapitule. Jako uczony wydobył na światło dzienne, przed oczy Kapituły, dwa kryteria, którymi katolicy powinni się kierować w swym promowaniu dzieł kultury. Pierwsze: chrześcijańska miłość i drugie: chrześcijańska racjonalność. Zdrętwiałem czytając ten tekst. Czyż nie doświadczaliśmy socjalistycznej racjonalności? Czy nie obserwujemy skutków islamskiego umiłowania wiary na Dalekim Wschodzie? Przymiotnikowanie wartości ogólnoludzkich to równia pochyła do błędnych ocen bliźniego po drugiej stronie.
Usprawiedliwiam ten tekst ks. Profesora jedynie niezbitą przyjaźnią do drugiego ks. Profesora, powołanego już do wieczności.
Ale kto mi wytłumaczy, dlaczego nikt dotychczas nie zaczął szukać prawdy: zgodności, czy niezgodności owych deprymujących epitetów z rzeczywistym działaniem oszkalowanego? Wciąż słychać tylko chóralne oburzenie: jak on mógł! Jak śmiał! - A prawda?...

2012-04-24
FENIKS Z POPIOŁÓW.
Obawiam się, że sprawa Grzegorza Brauna, „haniebnego oszczercy i bezprecedensowego krytyka świętej pamięci arcybiskupa” będzie się odradzała jak „feniks z popiołów” przy każdej promocji filmu tego reżysera. Kuria lubelska zamiast przed rokiem zażądać od Brauna wytłumaczenia się przed sądem z rzuconych publicznie oskarżeń, skwitowała to przypuszczeniem, że Zmarły, człowiek wielkiej skromności i świątobliwości, z pewnością nie dochodziłby swej krzywdy. Całą sprawę zasypano masą pięknych, religijnych opinii i słów kondolencyjnych, włączając w owo tworzenie wizerunku post mortem, przejazd trumny z Rzymu przez Polskę aż do Lublina. A najciekawsze, że prasa liberalna hurtem dołożyła się do budowania tego bohaterskiego monumentu.
Po kilkunastu miesiącach słowa zwiędły, wyschły i spopielały pod tupotem pędzącej codzienności. Aliści z tego popiołu odrodził się nowy Feniks. Można atakować Kapitułę statuetki za jej wybór, ale aplauzu oglądającej film publiczności nie da się zamknąć w szufladzie na klucz. I odwołania brzydkich epitetów nie da się wymusić przez nękanie.

2012-04-23
NAGRODA.
Dwaj duchowni oburzyli się na Kapitułę nagrody „Feniks” za przyznanie statuetki Grzegorzowi Braunowi na XVIII Targach Wydawnictw Katolickich w kategorii mediów za film „Eugenika w imię postępu”. Film od roku jest dostępny na DVD i zbiera wszędzie pochwały, a reżyser na spotkaniach z publicznością jest gromko oklaskiwany. Dlaczego więc nietuzinkowi duchowni są smutni, zniesmaczeni i uważają werdykt Kapituły „po prostu za skandal”?
Otóż dlatego, że ów „film został wykorzystany przez reżysera do wygłoszenia haniebnych oszczerstw i zniesławienia pamięci abpa Józefa Życińskiego podczas prezentacji tego filmu na spotkaniu ze studentami KUL”. Pamiętamy, że Grzegorz Braun nazwał wtedy zmarłego ordynariusza lubelskiego „kłamcą i łajdakiem” w polskim życiu publicznym.


2012-04-18
SZMAT CZASU.
W Pałacu Prezydenckim odbyła się dziś uroczystość jubileuszowa z okazji osiemdziesięciu pięciu lat życia pierwszego premiera po okupacji komunistycznej pana Tadeusza Mazowieckiego, a sprzed dwunastu miesięcy „Człowieka Roku” Gazety Wyborczej. Na uroczystości nie było Lecha Wałęsy, zastąpiła go żona, pani Danuta. Był kard. Kazimierz Nycz, ks. Adam Boniecki, nie zabrakło, oczywiście, Adama Michnika. Zaśpiewano „Sto lat” w dość niskiej tonacji i złożono życzenia, rozpoczął pan prezydent Komorowski. Wyglądało to bardzo rodzinnie.
No cóż, 85 lat to szmat czasu, więcej za, niż przed sobą… Życzę panu Mazowieckiemu, by zdążył pojechać do Kielc i złożyć kwiaty u stóp pomnika śp. ks. bpa Czesława Kaczmarka.


2012-04-17
PRAWDA W LESIE.
W prasie roi się od informacji i komentarzy na temat wczorajszego wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu przeciwko państwu rosyjskiemu z zaskarżenia 15 polskich rodzin, krewnych ofiar mordu katyńskiego w 1940 roku. Sytuację chyba można krótko określić tak: Rosja przegrała, Polska nie wygrała. Zbrodnię katyńską Trybunał określił jako zbrodnię wojenną, dla której nie ma przedawnienia. I tutaj jest przegrana Rosji. Jednak Trybunał nie ukarał Rosji za tę zbrodnię i nie zobowiązał do wszczęcia śledztwa od nowa z ujawnieniem wszystkich dokumentów, które świadczą ewidentnie o winie zbrodniarzy, a które rząd rosyjski utajnił. Warto spojrzeć na to utajnienie na tle niedawnej obietnicy prezydenta Miedwiediewa danej Polsce o zwrocie wszystkich tych dokumentów. Ale któż by w Moskwie przejmował się czymś takim? A prawda katyńska wciąż głęboko w lesie.
Trybunał uznał też, że Rosja dopuściła się poniżającego traktowania krewnych ofiar zbrodni katyńskiej. Stwierdził również brak współpracy Rosji z Trybunałem. Czy to może satysfakcjonować Polaków i polski rząd? Rodziny ofiar mordu katyńskiego zapowiadają odwołanie się od tego orzeczenia do Izby Najwyższej.

2012-04-16
URODZINY.
Dziś Ojciec Święty Benedykt XVI kończy 85 lat swego bardzo bogatego i dynamicznego życia. Podziwiać trzeba jego żywotność i energię. Mszę św. odprawił rano ze swoim starszym bratem i kilkoma dostojnikami kościelnymi. Uczestniczyła w niej również grupa katolików w strojach ludowych z Bawarii. Poza tym radosnym spotkaniem w Watykanie trwał zwykły dzień pracy. Urodziny ciche i pokorne jak sam Benedykt XVI. W krótkiej homilii w Kaplicy Paulińskiej Ojciec Święty powiedział: „Staję przed ostatnim etapem mego życia i nie wiem, co mnie oczekuje. Jednakże wiem, że jest Boże światło, wiem, że Pan zmartwychwstał, że Jego światło jest silniejsze niż wszelkie ciemności, że Boża dobroć jest silniejsza od wszelkiego zła tego świata. A to pomaga mi bezpiecznie iść naprzód”. Odpowiedział w ten sposób tym wszystkim politykierom, którzy poszeptują o abdykacji ze względu na wiek papieża.


2012-04-14
96 ŚWIATEŁ.
Dziewięćdziesiąt sześć małych, okrągłych zniczy nieśli dwaj harcerze i pochylając się głęboko ustawiali je po środku wzdłuż głównej nawy w kościele Matki Bożej na Piasku we Wrocławiu; aż do ołtarza, przy którym z ks. Stanisławem Pawlaczkiem, kolegą rokowym, składaliśmy Najświętszą Ofiarę w intencji zbawienia ofiar katastrofy pod Smoleńskiem. Po Mszy świętej rozpoczął się piękny koncert poetycko-muzyczny pozwalający uczestnikom wypełniającym nawę kościoła rozmyślać, wzruszać się i przeżywać narodową tragedię sprzed dwóch lat przerwanego nagle życia tylu wspaniałych i ważnych dla Polski osób.
Pod koniec koncertu zauważyłem, nagle olśniony, że ponad gęstym lasem katyńskim i ściętym lasem smoleńskim wyrósł piękny las młodych serc śpiewających i głoszących nadzieję, która z tej śmierci wyrasta. Wychodziłem z kościoła spokojny, mając w oczach tak wiele gitar trzymanych w młodych rękach, a w uszach muzykę słowa poetyckiego, świadectwa wewnętrznej wolności i nie poddawania się propagandzie rządowej i bezwstydnym manipulatorom medialnym. I jeszcze to było piękne, że skrzyknęli się z całej Polski i potrafili zorganizować cudowny wieczór żyjącej pamięci o tych, których nie pokonała nienawiść.


2012-04-10
PAMIĘĆ I MILCZENIE.
Już od kilku dni dochodzą wieści z Polski o uroczystych modlitwach, czuwaniach i marszach upamiętniających katastrofę smoleńską w 2010 roku. Wszędzie licznie uczestniczą młodzi ludzie. Oczywiście wasale medialni o tym milczą, a wydarzenia pamięci z Krakowskiego Przedmieścia opakowują gęstą ironią i złośliwością, czasami aż bluźnierczą, i puszczają w eter. Wydaje się im, że polityka może wszystko usprawiedliwić.


2012-04-02
KRAJOBRAZ.
Wielkopostny krajobraz polski ma się jak wielka sieć ulic, szlaków i ścieżek Drogi Krzyżowej, a wszędzie pełno młodzieży. Z wielkim krzyżem czy z małymi krzyżykami młodzi ludzie przemierzają Polskę rozmyślając mękę swego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. Rozważania najczęściej uwidaczniają nauczanie bł. Jana Pawła II, zda się niewyczerpane źródło natchnień modlitewnych i pożytków duchowych.
I pomyśleć, że jeszcze można spotkać tego czy innego redaktora (nawet duchownego!), który wciąż jęczy, że Polacy nie asymilują treści wielkiego polskiego Papieża . A przeszedłby się taki choćby na rynek swego miasta czy miasteczka i posłuchał….


2012-04-01
HASŁA.
Wczorajsza demonstracja wrocławska dla poparcia wołania w całej Polsce o wolne media i TV Trwam była imponująca, około 6 tysięcy mężczyzn i kobiet maszerowało z lasem biało-czerwonych chorągwi nad głowami od kościoła Bożego Ciała przy ul. Świdnickiej aż do Rynku. Na transparentach oprócz nazw miejscowości widniały różne hasła. Zaskoczony byłem cytatem z Jana Pawła II „Wstańcie, chodźmy!”. Były hasła niedwuznaczne: „Donaldzie Tusku, rządź po polsku, nie po rusku”, „Nie będzie Dworak pluł nam w twarz!”. Była też groźba poetycka wypowiedziana przed trzydziestu laty przez Czesława Miłosza: „Który skrzywdziłeś człowieka prostego, śmiechem nad krzywdą jego wybuchając, gromadę błaznów koło siebie mając… Nie bądź bezpieczny…”. Inaczej, a przecież o to samo ciągle w Polsce chodzi.


2012-03-31
ZA OJCZYZNĘ.
Dziś, w sobotę o godz. 15:00 w kościele Bożego Ciała w otoczeniu kapłanów z dekanatu Śródmieście koncelebrowałem Mszę św. w intencji Ojczyzny. Uczestniczyli w niej ci, którzy po Eucharystii dołączyli do marszu protestacyjnego. Kościół był nabity do ostateczności. Długo trwało w tym ścisku rozdawanie Komunii św. W homilii wskazałem na piękno Polski wierzącej, jakie widział przed wstąpieniem do Unii Europejskiej Jan Paweł II. Była taka powaga i cisza, jakby za chwilę Niebo miało się otworzyć… A gdy na końcu zabrzmiało „Boże, coś Polskę”, wypełniona po brzegi świątynia zafalowała dynamicznie biało-czerwonymi flagami, jakby miała zwiastować święty szum z Nieba. W drodze do zakrystii przez zwartą ciżbę ludzi uświadomiłem sobie, że mijam twarze młode sprzed trzydziestu lat. To oni na ulicach tego samego Wrocławia wydobywali z peerelowskiego betonu nowy kształt Ojczyzny.


2012-03-18
OBRZYDZENIE 18 marca
Kiedy słyszę w Polskim Radiu Tadeusza Bartosia, eks-dominikanina, jak dywaguje na temat współczesnego Kościoła w Polsce, obrzydzenie mną wstrząsa. Mam za złe polskim przełożonym zakonu św. Dominika, że są tak mało uważni w obserwacjach rozwoju duchowego swych nowicjuszy.


2012-03-15
FUNDUSZ.
Gdzie się podziali mądrzy ekonomiści, którzy potrafiliby przekonać rządzących, iż skarbiec państwowy napełnia się przez tworzenie miejsc pracy, produkcję i eksport, a nie przez odbieranie pieniędzy kościołom. Zginęli, pochowali się przestraszeni propagandą partyjniaków rządzących? Zajadli krytycy Funduszu Kościelnego nie potrafią w swym zacietrzewieniu zadać sobie pytania, czyje pieniądze wypłacają teraz agendy państwowe na cele kościelne? Jeżeli rząd uznał za słuszną likwidację Funduszu Kościelnego, jako reliktu niechlubnej przeszłości, to jednocześnie powinien podjąć rozumną propozycję episkopatu, by rozmawiać spokojnie o współczesnych sposobach współistnienia Kościoła i państwa.


2012-03-10
ŚMIECH NA SALI.
Politycy, argumentujący rozdziałem Kościoła od państwa swe oburzenie na opłacanie niektórych działań kościelnych z kasy państwowej, pozostają ślepi na ogromną działalność charytatywną Kościoła, która legitymuje się setkami ton żywności i milionami złotówek podarowanych biednym obywatelom naszego państwa. Atakując Kościół wulgarnie i z pomijaniem prawdy, propaganda medialna zdaje się dzielić społeczeństwo polskie na niewierzących (gromadzących się w swoich partiach, klubach czy stowarzyszeniach) i wierzących (należących do Kościoła katolickiego czy innych wspólnot religijnych). I, oczywiście, podatki niech płacą wszyscy obywatele, ale z tych podatków niech korzystają tylko ateiści. Hahaha.


2012-03-05
WIELKA GRA.
Wczorajszą wygraną Władimira Putina na tron prezydenta dzisiejsza szeroka opinia (poza cenzurą) obwieszcza jako przegraną Rosji. „Putin wygrał z opozycją walkę, ale przegrał wojnę” – słyszy się często w mediach. A mnie trawi pytanie, czy najbliższe lata przyniosą pełne poznanie prawdy katyńskiej i czy smoleńskie karty zostaną wyłożone na stół?


2012-03-04
ŻAŁOBA.
Nie jestem pewien, czy słusznym jest ogłaszać „żałobę narodową” po wczorajszej katastrofie kolejowej. Nie żałuję nikomu żałoby, co więcej, cieszę się słysząc, jak w Polsce w kościołach rodacy modlą się o zbawienie wieczne 16-ściorga zmarłych i o zdrowie dla 57osób rannych w katastrofie pod Szczekocinami. Cieszy mnie fakt, że psycholodzy pośpieszyli na pomoc rodzinom osieroconym. Zdumienie wzbudziła spontaniczna pomoc mieszkańców wsi Chałupki w sąsiedztwie miejsca katastrofy. Postulowałbym jednak raczej "żałobę państwową”, w której znajdzie się całkowite i pewne zabezpieczenie przyszłego losu ofiar katastrofy.


2012-03-01
WYKLĘCI.
Jest już przez polski Parlament uchwalony: „1 marca Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych”. I wyniszczonych kompletnie przez NKWD i UB w PRL-u.
„My chcemy Polski suwerennej, Polski chrześcijańskiej, Polski - polskiej. Tak jak walczyliśmy w lasach Wileńszczyzny, czy na gruzach kochanej stolicy - Warszawy - z Niemcami, by świętej Ojczyźnie zerwać pęta niewoli, tak dziś do ostatniego legniemy, by wyrzucić precz z naszej Ojczyzny Sowietów. Święcie będziemy stać na straży wolności i suwerenności Polski i nie wyjdziemy dotąd z lasu, dopóki choć jeden Sowiet będzie deptał Polską Ziemię”(Z ulotki, Podlasie 1946).
„Bilans walki stoczonej z komunistami przez niezłomne pokolenie Polski Podziemnej jest straszliwy. To ponad 5 tysięcy wykonanych wyroków śmierci na polskich patriotach, blisko 21 tysięcy zamordowanych w komunistycznych więzieniach i obozach, co najmniej 10 tysięcy zabitych w trakcie walk zbrojnych, to ludzie zmarli po zwolnieniu z katowni bezpieki. To także, co najmniej 50 tysięcy osób wywiezionych do obozów koncentracyjnych w głębi Związku Sowieckiego i dalsze 250 tysięcy skazanych za tzw. przestępstwa polityczne. To kolejne dziesiątki tysięcy, które trafiły z powodów politycznych do kopalń i obozów pracy. Zdecydowana większość antykomunistycznych partyzantów i konspiratorów została zakopana potajemnie w nieznanych miejscach i nie ma dziś nawet własnych grobów". (Fundacja "Pamiętamy"). Komuniści nie zadowalali się ich śmiercią i prześladowaniami. W swej bezprzykładnej nienawiści musieli pohańbić ich cześć i zatrzeć o nich pamięć.


2012-02-29
DZIECIŃSTWO.
Odprawiłem Mszę św. za zmarłego przed rokiem wujka Romana Drzewieckiego. Dziś jego imieniny, zdarzały mu się co cztery lata. Pamiętam z dzieciństwa wakacje pod Starogardem Szczecińskim. Lubiłem wujkowi towarzyszyć w polu. Czasem brał mnie na traktor i mogłem trzymać kierownicę. Wakacje były zawsze beztroskie i środowisko różne od dolnośląskich kamieniołomów, a powietrze inne, nadmorskie. Roman był kilkanaście lat starszy, dokuczał czasem, był uszczypliwy, rubaszny, a nieraz wulgarny. Przed wielu laty, gdy mnie poczęstował wiązanką z rubasznym śmiechem (wtedy był kierowcą vipów partyjnych w powiecie), popatrzyłem w jego oczy i po chwili powiedziałem: wujku, kocham cię, zawsze cię kochałem. Roman złagodniał. Czy na długo?
Choroba nie pozwoliła mi na daleką jazdę na jego pogrzeb. Omodliłem go na Eucharystii serdecznie we Wrocławiu. Płakałem po nim. Dzieciństwo w moim sercu nie umarło.


2012-02-28
GŁOS BOGA.
Z nauczania św. Cypriana, biskupa i męczennika (III w.): „Przykazania ewangeliczne, bracia najmilsi, nie są niczym innym, jak Bożym nauczaniem, fundamentem pod budowę nadziei, sklepieniem umacniającym wiarę, pokarmem krzepiącym serce, przewodnikiem ukazującym drogę i pomocą dla osiągnięcia zbawienia. Nakazy te, kierując na ziemi uległymi sercami wierzących, prowadzą ich do królestwa niebieskiego.
Bóg zechciał wiele powiedzieć przez swoje sługi - proroków i pragnął, aby Go słyszano. Większe jednak bez porównania jest to, o czym mówi Syn Boży. On bowiem własnym głosem potwierdza słowa Boga powierzone prorokom i już nie posyła, aby przygotowano drogę Temu, który przychodzi, ale sam przychodzi, wskazuje i otwiera drogę nam, którzy niegdyś byliśmy ślepi i żyliśmy beztrosko, błądząc w ciemnościach śmierci, abyśmy teraz oświeceni światłem łaski trzymali się szlaku życia, gdzie wodzem i przewodnikiem jest sam Pan”.


2012-02-27
POKUSA I ZWYCIĘSTWO.
Z Komentarza św. Augustyna (+430 r.) do Psalmu 61: „Życie nasze w tym pielgrzymowaniu nie może trwać bez pokusy, ponieważ właśnie postęp duchowy dokonuje się przez pokusy. Ten, kto nie jest kuszony, nie może siebie poznać. Nikt też nie potrafi osiągnąć wieńca chwały bez uprzedniego zwycięstwa. Zwycięstwo zaś odnosi się poprzez walkę, a walczyć można jedynie wówczas, gdy się stanie w obliczu pokus i nieprzyjaciela.
Chrystus przemienił nas w siebie wówczas, gdy pozwolił się kusić szatanowi. Czytamy w Ewangelii, że Jezus Chrystus był kuszony na pustkowiu. Tak, Chrystus był kuszony przez diabła! W Chrystusie bowiem ty byłeś kuszony, ponieważ On wziął od ciebie ciało. Jeśli w Nim jesteśmy kuszeni, to i w Nim przezwyciężamy diabła. Widzisz, że Chrystus był kuszony, a nie dostrzegasz, że odniósł zwycięstwo? Uznaj, że to ty jesteś w Nim kuszony i że w Nim odnosisz zwycięstwa. Chrystus mógł trzymać diabła z dala od siebie. Jeżeliby jednak nie był kuszony, nie nauczyłby cię sztuki zwyciężania w pokusie”.


2012-02-26
KSIĄŻĘ CIEMNOŚCI.
Z Listu na Wielki Post ks. abpa Józefa Michalika: „Zauważcie, Drodzy Bracia i Siostry, że bliskość Chrystusa, a nawet miłość do Niego i zjednoczenie z Nim, nie eliminuje z Jego i naszej bliskości szatana, Złego Ducha. Apostoł będzie przypominał, że chrześcijanie są włączeni w walkę nie z potęgami tego świata, ale z szatanem (por. Ef 6,12). I to nie tylko w czasach apostolskich. Dziś także trwa walka z Księciem Ciemności. Mówił o tym Papież Paweł VI, przypominał Jan Paweł II, a Kościół poucza: Szatan, „władca tego świata” (J 12,31) działa podstępnie także i dziś. Każdy człowiek oprócz własnej pożądliwości i złego wpływu innych, doświadcza również pokus ze strony szatana, tym większych im mniej zdaje sobie z tego sprawę (JP II, 18. III.1979). Ostateczne zwycięstwo jest zawsze po stronie Chrystusa, ale kruchość naszego ludzkiego myślenia i ufanie swoim tylko zdolnościom i siłom niejednego już zwiodła”.


2012-02-25
ŻYCIE W ŚWIETLE.
Z nauczania św. Ireneusza (Adversus haereses, II w.): Bóg, przynaglając nas do tego, byśmy szli za Nim, chce nas jedynie zbawić. Iść bowiem za Zbawicielem znaczy tyle samo, co mieć udział w zbawieniu, podobnie jak iść za światłem, to tyle samo, co być zanurzonym w świetle. Ci, którzy chodzą w świetle, nie oświecają przecież światła, lecz światło ich oświeca i opromienia. Oni sami nic nie przydają światłu, otrzymują zaś od niego to dobrodziejstwo, że poruszają się w jego blasku. Przyjaźń z Bogiem darzy nieśmiertelnością tych, którzy ją zdobywają. Chwałą człowieka jest trwanie w Bożej służbie. Jezus stwierdził wobec swych przyjaciół w Modlitwie Arcykapłańskiej do Ojca: „Chcę, aby ci byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją”(17,24).


2012-02-22
CAŁE SERCE.
Już jest Wielki Post. Słychać wołanie Pana Boga: „Nawróćcie się do mnie całym swym sercem!” (Jl 2,12). Różne posty sobie w życiu człowiek nieraz zakłada, ale post, żeby był naprawdę wielki, musi poruszyć całe serce i skierować ku Bogu. Czy Bóg zadowoli się jakimś papierosem niezapalonym, kieliszkiem odsuniętym , telewizorem zamilkłym, grą komputerową zgaszoną, jałmużną wrzuconą do skarbonki Caritasu?… Z pewnością, ale właśnie przy jednoczesnym wysiłku codziennego kierowania serca w stronę Jezusa Chrystusa. Bóg chce mnie całego, z sercem niepodzielnym, włączyć w swoją wieczność szczęśliwą. Jezus cały się oddał Ojcu za człowieka. Jego przebite serce wylało całą krew i wodę dla człowieka, ani skrawka życia nie zostawił dla siebie – stwierdził to naocznie setnik ostrą włócznią na Golgocie (J 19,34).


2012-02-18
MONOLIT.
Dziś nasz parafianin, członek Rady Parafialnej, prof. Jan Kmita obchodzi 90. urodziny. Nie byłoby to coś nadzwyczajnego, bo przecież wielu ludzi dożywa nawet setki lat, gdyby nie fakt, że pan Profesor jest w pełni i owocnie funkcjonującym ekspertem naukowym, członkiem krajowych i międzynarodowych gremiów. Stać go na udział w różnych spotkaniach i debatach, na które jest zapraszany jako autorytet, znawca i doradca w sprawach różnorakich konstrukcji mostowych. I choć od dawna jest na emeryturze, to jednak na Politechnice Wrocławskiej ma swój gabinet i wyznaczone godziny konsultacji dla młodych naukowców. Drzwi się nie zamykają. Poza tym Profesor żyje dynamicznym życiem swej Uczelni, na której zaczynał karierę naukową już jako student od 19 listopada 1944 roku. Do odgruzowywanego Wrocławia przybył z Mazowsza. Miał za sobą młodzieńcze, niebezpieczne doświadczenia walki konspiracyjnej i tajnych kompletów, na których zdobywał swą mężną dojrzałość. Ale najcenniejsze, co przywiózł ze sobą do naszego Miasta, była i jest jego mocna, niewzruszona wiara w Boga. Religijności swej nigdy nie ukrywał. Jako monolit osobowościowy zjednywał sobie u ludzi szacunek. Gdy przyszło mu w czasach komuny pełnić obowiązki rektora Uczelni i toga zobowiązała go do „wizyty przyjaźni” w Moskwie, ani na moment nie zawahał się, kiedy przed niedzielą gospodarze zapytali grzecznościowo: czego by jeszcze pan rektor życzył sobie? Odpowiedział z prostotą: życzę sobie być jutro na Mszy świętej. Tumult powstał wśród moskali i powiało zgrozą, ale życzeniu stało się zadość. W naszym kościele w każdy dzień Pański na Mszy porannej jest miejsce zajęte przez sędziwego Jubilata. Przed laty zawsze tu z żoną uczestniczył w Eucharystii. W dni powszednie można zauważyć pana Profesora zawsze pieszo idącego do pracy i tak samo wracającego zdecydowanym krokiem. Ad multos annos, panie Profesorze!


2012-02-17
APEL POLSKIEGO BISKUPA.
Jan Paweł II w 1980 r. napisał w swoim Testamencie iż „czasy, w których żyjemy, są niewymownie trudne i niespokojne. Trudna także i nabrzmiała właściwą dla tych czasów próbą – stała się droga Kościoła, zarówno Wiernych jak i Pasterzy…. W niektórych krajach Kościół znajduje się w okresie takiego prześladowania, które w niczym nie ustępuje pierwszym stuleciom, raczej je przewyższa co do stopnia bezwzględności i nienawiści”. Przytaczając ten fragment Testamentu bł. Papieża, ks. bp Antoni Dydycz w swym liście pasterskim komentuje, iż „w siódmym roku od przejścia Jana Pawła II z tego świata do Domu Ojca, możemy potwierdzić w pełni Jego opinie o tamtych prześladowaniach, porównując je z dzisiejszymi. A mając na uwadze agresję większości współczesnych mediów, to z czymś podobnym jeszcze nie spotkaliśmy się w naszej polskiej przeszłości, nie mówiąc o rozbiorach, okupacji, czy też o komunistycznych atakach”. Ten list pasterski jest refleksją nad polską współczesnością z okazji peregrynacji relikwii bł. Jana Pawła II w diecezji drohiczyńskiej. Ks. biskup z głębokim przekonaniem o konieczności mówienia prawdy stwierdza: „Słyszymy, że żyjemy w wolnej Polsce, a jednak względem Kościoła postępuje się wyjątkowo niegodziwie. (…) Wszelkie oficjalne wypowiedzi o demokracji, o równości – w świetle faktów – trzeba, niestety, między bajki włożyć”. Do sprawujących władzę apeluje: „Opamiętajcie się! Szanujcie swoich rodaków choć trochę”.


2012-02-14
SPÓDNICA WALENTYNKI.
Wydaje się, że szał walentynowy już wyblakł w Polsce, w telewizji na pewno. Wyschła już kasa sponsorów, co tapetowali na czerwono studio TVP1 i czerwonymi serduszkami nasycali wszystkie stragany jarmarczne w kraju. Teraz różni ludzie w Kościele chwytają się spódnicy walentynkowej, z tym że ciągną ją w drugą stronę. W gnieźnieńskiej Katedrze wystawiono specjalną księgę, do której wpisywać można podziękowania i prośby o modlitwę poprzez wstawiennictwo świętego Walentego. Wpisywali się do niej zarówno młodzi jak i starsi, prosząc o umocnienie małżeństwa, pokonanie trudności i kryzysów, zdrowie dla małżonka, oraz dobry wybór żony lub męża. Gdzie indziej w Polsce młodzi, zachęcając rówieśników szkolnych do debaty, stawiali konkretne pytanie: „Mydło – czy to jedyna czystość, na jaką cię stać?”. W Wiedniu natomiast ordynariusz diecezji, ks. kard. Schönborn, dzisiaj rano, jako jeden z wielu walentynkowych posłańców, wyszedł przed stację metra na jednym z najruchliwszych placów i rozdawał przechodniom list miłosny od Boga i zaproszenie na randkę z Bogiem w kościele.


2012-02-10
STRAJK KOLOROWY.
Rzecz to niesłychana: „Mazowsze” strajkuje! Na ulicach stolicy kolorowo, zmarznięci artyści, śpiewacy i tancerze, wachlują mroźne powietrze dowcipnymi i tragicznymi hasłami: „Kukułeczka kuka i pieniędzy szuka, ambasador kultury, a w portfelu dziury, dobro narodowe – pensje głodowe”. Skarżą się przed wicemarszałkiem województwa na niskie pobory: 1400 – 2000 brutto na miesiąc. Od sześciu lat nie było podwyżki wynagrodzenia. Młodzi odchodzą z zespołu, albo dzielą swój czas na scenę i na dodatkową pracę w różnych firmach. Wojewoda zamiast zwiększyć dotację państwa, umniejszył ją. Bezradnie rozkłada puste dłonie: podwyżki i tym razem nie będzie. Duch w artystach nie plajtuje, zmarznięte ciała rozszerzają zarzuty: „Jesteśmy oszukiwani i naszą miłością do tańca nas się wykorzystuje; nie zgadzamy się z dawaniem dotacji przez władze tam, gdzie jest wygodnie, gdzie rządzący zdobędą elektorat!”. Zespół „Śląsk” otrzymał dotację od państwa ponad dwukrotnie wyższą! No, cóż! Usta krzyczą, bo głodne. Serce się buntuje, bo upokorzone.


2012-02-09
ZMIANA.
Dziś w Krakowie pożegnanie cmentarne polskiej noblistki literackiej, poetki, pani Wisławy Szymborskiej. Mimo mroźnej pogody, oglądać można wielu państwowych notabli. Każdy po swojemu uczy się własnego pogrzebu. Zerkając w telewizor kartkuję z półki wyciągniętą „Chwilę”. Zatrzymuję się na „Przyczynku do statystyki”: 'Na stu ludzi (…) / śmiertelnych / -stu na stu. / Liczba, która jak dotąd nie ulega zmianie'.
Ale odtąd uległa. Ciekawy jestem, z jakim zdziwieniem przyjęła nieboszczka tę zmianę w swym życiu.


2012-02-02
SERCE.
Mróz buchający parą z ust zgromadzonych zakonnic w kościele trzymających w skostniałych dłoniach zapalone świece. Czy ten płomyk rozgrzeje wciąż dziewczęce dziękczynienie Bogu za konsekrację życia, za przyjęcie potrójnych ślubów całkowitego oddania? Jest jeszcze serce w środku, ono może uratować dzisiejszą uroczystość.


2012-02-01
TALENT I ŁASKA.
Zmarła Wisława Szymborska w Krakowie i tam ją pochowają na Cmentarzu Rakowickim. Pogrzeb zapowiedziano świecki, to znaczy w konwencji religijności ateistycznej. Taką wolę zostawiła 89-letnia, szeroko znana, Poetka z warsztatem literackim obsługiwanym perfekcyjnie i z treściami czysto humanistycznymi. Nie zdziwiłem się, gdy usłyszałem w 1996 roku o nagrodzie Nobla dla niej. Wybrali ją współcześni poganie. Skromna, jakby zawstydzona wobec dworu królewskiego, miła, wyciszona pani, obserwatorka człowieka na ziemi. Spodobała się Szwedom. Ilekroć czytałem jej wiersze (mam na myśli twórczość po październiku 56) ulegałem urokowi (zatykającej człowieka) mądrości zapisanej w doskonale ascetyczny sposób, paradoksalnie i niezmiennie ze szczyptą ironii. Jednocześnie ta lektura wzbudza we mnie jakiś zupełnie niezrozumiały żal do poetki. Dlaczego tak zdolna i literacko wyposażona kobieta w swych wierszach prowadzi innych jedynie po ziemi? Jej myśli i uczucia nie wzlatują w Niebo. Wysoko cenię jej Talent i ubolewam nad utraconą Łaską. Modlitwę za zmarłych w dniu pogrzebu zmówię.


2012-01-26
SPRAWIEDLIWI.
W Kielcach – to miasto mego dzieciństwa po opuszczeniu Wołynia – dziś przyznane zostały Polakom odznaczenia „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” i nadany tytuł „Honorowy Obywatel Izraela”. Ceremonia ta w Urzędzie Miasta, podczas II Kieleckich Spotkań Chrześcijańsko – Żydowskich Tikkun = Naprawa, to piękny akcent wpisujący się (nie myślę, że przypadkowo) w modlitwy Kościoła Katolickiego o jedność już nie tylko chrześcijan, ale i ludzi wierzących w Jedynego Boga. Dobrze, że stało się to w Kielcach, gdzie po wojnie komuniści zorganizowali obrzydliwą i tragiczną prowokację antysemicką. Obecny na uroczystości ambasador Izraela w Polsce poinformował, że w całej Europie Sprawiedliwych jest ponad 22 tysiące, z czego 6351 to Polacy. To pokazuje skalę blisko 30% Polaków spośród wszystkich narodowości naszego kontynentu. Instytut Yad Washem niech to wpisze do podręczników nauczania młodych Żydów w Izraelu.

2012-01-17
PAPIEROWY GŁOS.
Fragment oświadczenia Rady Stałej Episkopatu Polski: „Rada Stała, w oparciu o analizę sytuacji dotyczącej działalności suspendowanego ks. Piotra Natanka, stanowczo przestrzega katolików przed gromadzeniem się wokół jego osoby i popierania głoszonych przez niego idei. Mimo wyraźnego zakazu biskupa miejsca i nałożonej kary kanonicznej, ks. Natanek nie zaprzestał niestety swojej działalności. Rada zwraca uwagę, że Msze św. sprawowane przez suspendowanego kapłana są niegodziwe i świętokradzkie, a udzielane rozgrzeszenia – nieważne”. Chyba jednak taki papierowy głos od biurka niewiele zdziała. Tu SŁOWA potrzeba!


2012-01-15
OBURZENIE.
W parafiach w całym kraju trwa akcja uwyraźnienia oburzenia katolików na decyzję KRRT odmawiającej TV Trwam miejsca na multipleksie. Wielkie poparcie dla o. Tadeusza Rydzyka usilnie proszącego o przyznaniem miejsca. Opozycyjne środowiska polityczno-społeczne sięgają po środki drastyczne wpływu na prezesa KRRT z oddaniem sprawy do Trybunału Stanu włącznie. Jest to świetna reklama dla toruńskich mediów, bo nawet niewierzący obudzili się i oburzają się na jawne łamanie prawa w demokratycznym kraju europejskim.
W naszej parafii zebrano dzisiaj blisko 70 podpisów na listach pod protestem wobec decyzji KRRT.


2012-01-12
NIESZCZĘŚNICY.
Dwa lata temu wyspa Haiti zatrzęsła się. Zginęło pod gruzami 230 tysięcy mieszkańców. Do dziś ruiny straszą swym widokiem. Wszystkiego wciąż brakuje, poczynając od czystej wody. Ludzie wygłodzeni chronią się przed upałem dnia i chłodem nocy w dziurach między zgliszczami. Wielka tuba globalnej wioski omija tę wyspę, tak łatwo zapomnieć o nieszczęśnikach, są już niemedialni. Wielki biznes nie czuje tu swych źródeł wzbogacenia.
Bóg pamięta. W kwietniu ub. roku Haitańczycy przyjechali do Białegostoku i Krakowa po dar relikwii Apostołki Bożego Miłosierdzia. Spełnili marzenie swego arcypasterza, który zginął w czasie trzęsienia. Kościół organizuje w miarę normalne życie. Potrzebna nie tylko pomoc medyczna i lekarstwa. „Caritas” buduje szkoły i edukuje dzieci w tym kraju, gdzie połowa ludności nie umie czytać ani pisać. Archidiecezja rękoma kleryków odbudowuje seminarium. Mury katedry oczyszczone już z gruzów, na odbudowę przyjdzie czas później.
Gdyby tak jeszcze czarni politycy umieli sobie podać ręce do zgody i do solidarnej odpowiedzialności za ten niewielki naród im powierzony…


2012-01-09
SŁABOŚĆ.
Tyle dni bez Eucharystii… Już bardzo mocno chciałem wczoraj, w niedzielę, celebrować choćby wieczorną Mszę, tym bardziej że ks. Wojciech chodzi do późna po kolędzie. Dałem radę, nawet z krótką homilią, choć słabość towarzyszyła mi uparcie i w głosie, i całym ciele. Słuchacze wytrzymali.
Terapia antybiotykowa trwa. Ciężko znoszę reakcję organizmu, no i nie mogę wychodzić z mieszkania. Ponoć sporo wrocławian boryka się z ciężką grypą. Wyrazy solidarności przed Panem! Psalmista mi pomaga.


2012-01-06
RADOŚĆ WIARY.
To prawdziwy tryumf święta Trzech Króli. W trzydziestu miastach Polski odbyły się dziś pochody z tysiącami uczestników. Za królami jadącymi na koniach czy na wielbłądach postępowały rodziny kolędujące, gromady dzieci ubranych niezwykle kolorowo, uczestniczących w małych lub większych scenkach biblijnych z okresu Bożego Narodzenia. Dużo muzyki, śpiewu i radości. Wierzący Naród bawił się po swojemu. Ojciec Święty po modlitwie Anioł Pański pobłogosławił z Watykanu tę polską radość wiary.
Miałem dziś dużo czasu, by pomyśleć, jak przedziwnie Bóg steruje losami narodów i poszczególnych ludzi. Czy nasi politycy, posłowie, zaciekle walczący nie tak dawno z milionami głosów domagających się przywrócenia tego święta, choć przez moment zawstydzili się dziś? Nie wiadomo, bo publiczne media znów zostały zakneblowane, podobnie jak w sierpniu ub. r. podczas madryckiego spotkania katolickiej młodzieży świata.


2012-01-05
MULTIPLEKS.
Wieczorem od ołtarza św. Józefa w Kaliszu zgromadzeni biskupi, kapłani i bardzo liczni pielgrzymi z całej Polski posłali w stronę rzekomych demokratów stanowiących Krajową Radę Radia i Telewizji mocne pytanie: dlaczego nie chcecie dać miejsca na cyfrowym multipleksie katolickim mediom wierzącego Narodu?
Święty Józef jest możnym orędownikiem u Tronu Bożego. Na miejscu p. Dworaka i jego towarzyszy raczej bym spuścił z tonu.


2012-01-04
POMOC.
Odwagi, Duszo!


2012-01-02
CIAŁO.
Jestem źle traktowany przez moje ciało. Rżnie niemiłosiernie pejczem bólu od czwartej nad ranem.


2011-12-31
PRZEŁOM.
Wstępowałem w psalmodię pierwszych nieszporów Uroczystości Świętej Bożej Rodzicielki Maryi, gdy za oknem zaczęły wybuchać kolorowe ognie sztucznych gwiazdek. Oczywiście, to nowy 2012 rok z niebytu wbiegał w mocno zestarzały czas. Wkrótce po rozbłyskach rozsnuwał się w ciemnościach dookoła gęsty dym jak pusta aureola świata. Czas wędrował nadal w tym samym tempie jak przed północą, jak w starym roku. Jedynie wersety świętej poezji, ponad trzaskaniem pękających sztucznych radości, pozwalały mi dostrzec niezwykłość tego przełomu. „Do Pana należy ziemia i wszystko, co ją napełnia, świat cały i jego mieszkańcy. (…) Bramy, podnieście swe szczyty, unieście się odwieczne podwoje, aby mógł wkroczyć Król chwały!”(Ps 24).


2011-12-28
KRZYK GROZY.
Chciałoby się, by oktawa Bożego Narodzenia płynęła świetlistym nurtem radości nowego życia: Jezusa jak i dzisiejszego człowieka. Jednak liturgiczni Młodziankowie przypominają nie tylko o okrutnym królewskim mordercy niewiniątek, mówią również – jak zauważa prezes Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia – że i dzisiaj jest wielu współczesnych herodów zabijających dzieci. To nie tylko lekarze-aborcjoniści. To także ludzie mediów, którzy promując na różne sposoby "wolność zabijania", współtworzą antykulturę śmierci. Dzisiejsze święto krzyczy ze zgrozą o wielkim problemie naszego świata: o braku szacunku dla ludzkiego życia, którego przejawami są aborcja, stosowanie środków poronnych, in vitro czy eutanazja.


2011-12-24
KORZENIE.
Z każdym rokiem coraz wyraźniej uświadamiam sobie, że nie lubię Wigilii. To zaczęło się po odejściu do wieczności rodziców. Po prostu Wigilia woła o rodzinę. Bez rodziny to żadna Wigilia. Mam tu na myśli moje odczucia psychiczne, to nielubienie dzieje się gdzieś na samym dnie mego wnętrza. Na zewnątrz zwykle przecież coś się dzieje, czasami nawet coś bardzo pięknego. Bywam u rodzin. Przez kilka lat w ramach Fundacji św. Marcina organizowałem z przyjaciółmi wieczerzę wigilijną ipsa die dla najuboższych, bezdomnych, wydziedziczonych.
Wigilia prawdziwa potwierdza się przez uprzedzającą tęsknotę do niej. Ileż to razy w czasie studiów lubelskich przedzierałem się przez wiele kłopotów, byleby dotrzeć do tego czarownego światła choinki ustawionej przez ojca, do odświętnie nakrytego przez mamę stołu z opłatkiem złożonym po środku na garści siana. Na Wigilii tęsknota ustępowała wyciszonej i ogarniającej pewności serca: jestem na swoim miejscu. Tu mam moje miejsce na ziemi. W rodzinie mam nie tylko swoje imię i nazwisko, tutaj cały w sposób naturalny, niezdobyczny ani z czyjegoś nadania, jestem Kimś. Znany i uznany. Tu nie lękam się świata. Naprawdę poza rodziną - gdziekolwiek, u kogokolwiek - jestem obcy, co najwyżej miły gość, mogę być tu, mogę być tam. Drzewo bez korzeni.


2011-12-21
KSIĄDZ JERZY.
Wśród różnych rocznic i wspomnień grudniowych jedna ucieszyła mnie szczególnie. Ks. Tadeusz Isakowicz – Zalewski umieścił w Gazecie Polskiej krótkie przypomnienie niezwykłej postaci księdza Jerzego Marszałkowicza. Dziś dźwiga już na swym rachitycznym grzbiecie ósmy krzyżyk. Poznałem go na początku lat sześćdziesiątych we wrocławskim seminarium duchownym. Obsługiwał furtę i prowadził bibliotekę. Nam, młodym chłopakom, wstępującym w mury uczelni rzucała się w oczy „mistyczna”, chuda i wysoka postać z charakterystycznym ruchem wahadła zatrzymująca się na korytarzu. Ukończył przed nami pięcioletnie studia kleryckie, nie przyjął święceń kapłańskich, chodził w sutannie i nazywano go po prostu księdzem. Żył jak ascetyczny, świątobliwy kapłan. Był erudytą i zaskakiwał często swymi odpowiedziami rozmawiających z nim młodszych kolegów. Na furcie znali go dobrze przychodzący do okienka głodni ludzie. Wynosił im z refektarza chleb, robił to, powiedzmy: pół-legalnie, ale bez szczególnego ukrywania się. Zapytywany, dlaczego to robi, zamykał oczy, z lekkim wahnięciem się w tył i do przodu, odpowiadał z wolna: bo oni są głodni. Widać było wyraźnie, że rozumiał biedaków. Jak pisze ks. Isakowicz: „W noc wigilijną ponurego roku 1981 opuścił seminarium duchowne, aby zamieszkać w starym baraku z kilkoma bezdomnymi mężczyznami”. Tak żyje już 30 lat.


2011-12-14
KWIATY I HONOR.
Miło było zaśpiewać wspólnie z Janem Pietrzakiem “żeby Polska była Polską” i przypomnieć sobie historie krzyży układanych z kwiatów przed kościołami. Tak, szanowaliśmy te kwiaty, ceniliśmy krzyże z tych kwiatów i śpiewaliśmy: Nielegalne kwiaty, / zakazany krzyż, / co dnia rozkwitają / z betonowych płyt… Niepodległe kwiaty,/ niezniszczalny krzyż. / Huczą gabinety / i imperium drży. /Szydzi z generałów, / nie lęka się wojska / nielegalny naród, / zakazana Polska!
Zakazana Polska w stanie wojennym trwała na miarę mocnego sprzeciwu wobec bezczelnych kłamstw i cynicznych argumentów na konieczność wojny jaruzelsko-polskiej. I oto właśnie wpada mi w ręce specjalne oświadczenie generała, a w nim: „Przed 30 laty wczesnym rankiem 13 grudnia zwróciłem się do Państwa z orędziem, ogłaszając wprowadzenie stanu wojennego. Decyzja ta spowodowana była wyższą koniecznością…”. – Ręce opadają. Jakaż to wyższa konieczność nakazała szefowi polskiego państwa wypowiedzieć wojnę Narodowi? Odpowiedź znajdujemy w owym orędziu sprzed 30-tu lat: „…Nie ma odwrotu od socjalizmu… Podjęte dziś kroki służą zachowaniu podstawowych przesłanek socjalistycznej odnowy… Polska jest i będzie niezawodnym członkiem socjalistycznej wspólnoty narodów”. Fałszywe proroctwa wieścił niewidzący prorok wierny swym marzeniom i ustaleniom moskiewskim. W pewnej gazecie nazwano go człowiekiem honoru, a przez 30 lat uparcie budowano mit o jego patriotyzmie i służbie ojczyźnie, nie dodając, że chodzi o nieboszczkę socjalistyczną.


2011-12-13
ZWYCIĘSTWO.
Dziś we Wrocławiu od samego rana dużo modlitwy i wspomnień. Ks. abp Marian Gołębiewski zaproszony został przez Solidarność PWr na przewodniczenie koncelebrze eucharystycznej w kościele Najświętszego Imienia Jezus przy moście Grunwaldzkim. Każdego roku profesorowie i studenci tu modlili się o spokój wieczny duszom pomordowanych Polaków . Po Mszy tradycyjny przemarsz z kwiatami pod pomnik Solidarności na kampusie PWr i pod tablice pamiątkowe śp. Tadeusza Huskowskiego i śp. Tadeusza Kosteckiego.
O godz. 11:00 konferencja jubileuszowa w auli Papieskiego Wydziału Teologicznego. Będzie czas na wspomnienia i opowieści świadków wydarzeń sprzed trzydziestu lat.
Wieczorem o godz. 18:30 w Katedrze ks. kard. Henryk Gulbinowicz odprawi Mszę św. za Ojczyznę. W stanie wojennym od samego początku co miesiąc wieczorem patriotyczny Wrocław gromadził się w Katedrze na Mszy św. w intencji Ojczyzny. Pierwsza taka Msza odprawiona została na prośbę Solidarności dnia 13 stycznia. Pamiętam, gdyż głosiłem wtedy kazanie. Również i dzisiaj zostałem poproszony o posługę kaznodziejską na tej Mszy za Ojczyznę. Po Mszy św. wyjdziemy z Katedry do Rynku, by zapalić „światła pamięci” w środku miasta i obejrzeć wystawę plenerową: „Orła wrona nie pokona”.
Tak bogaty czas obchodów okrągłej rocznicy jest wyrazem radości i poczucia zwycięstwa nad komuną. Trzeba się cieszyć nawet mimo dzisiejszych kłopotów ekonomicznych i mizerii politycznej. W tych dniach na modlitwie Jezus Chrystus jeszcze raz przypomni wierzącym: „Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33).


2011-12-07
BOGATY PROGRAM.
Doprawdy bardzo bogaty jest jubileuszowy program Solidarności we Wrocławiu. Dzisiaj w gmachu Regionu o godz. 13:00 odbędzie się finał pięknego konkursu plastycznego pod hasłem: „Mój dom, moje miasto, moja Ojczyzna”. Inicjatywa ze wszech miar pożyteczna. Konkurs skierowany do dzieci i młodzieży w sposób przyjemny pozwala zastanowić się uczestnikom nad pojęciem patriotyzmu. Jest to cenne dopełnienie niedoborów współczesnej szkoły. Brawa dla organizatorów.
Trzeba też wyróżnić Solidarność Politechniki Wrocławskiej za organizowanie w dniu 9 listopada w wielkiej auli koncertu Jana Pietrzaka, niepodległego barda trudnej Polski, śpiewającego do naszych dni. Koniecznie muszę zarezerwować sobie na ten piątkowy wieczór czas od godz. 18:00.
Z kwiatami Solidarność wrocławska pójdzie 12 grudnia pod tablice upamiętniające śp. Piotra Bednarza oraz innych wrocławian, którzy w obronie Rzeczypospolitej Solidarnej stawili opór komunistycznemu systemowi. W Dozamelu przy ul. Fabrycznej o godz. 14:00 będzie tłoczno i pobożnie.


2011-12-06
PACZKI ZE ŚWIATA.
Święty Mikołaj z pewnością wielu dzieciom sprawił dużo radości kładąc pod poduszkę prezenty. Ale zrobił jeszcze coś więcej, natchnął i wyprosił Bożą pomoc dla pracowników Muzeum Archidiecezjalnego, którzy zorganizowali bardzo ciekawą i bardzo potrzebną wystawę „Paczki ze świata. Pomoc humanitarna dla Wrocławia w latach stanu wojennego”. Inicjatywa godna pochwały, bo cenna była praca zespołu Arcybiskupiego Komitetu Charytatywnego, który w ramach pomocy więźniom politycznym i ich rodzinom zorganizował szeroką sieć pomocy zagranicznej. Ciężarówki wielkie i mniejsze wypakowane po sufit przyjeżdżały z różnych krajów do Komitetu i do wielu parafii na Dolnym Śląsku. Europa chrześcijańska zdała celująco ten historyczny egzamin.
Koniecznie trzeba obejrzeć tę wystawę.


2011-12-05
CELEBRACJA.
Można się zastanawiać, dlaczego celebrujemy rocznice stanu wojennego, przecież to było nic dobrego, ciężka tragedia. Utraciło wolność i zdrowie tysiące Polaków, życia pozbawiono ponad stu patriotów niezgadzających się z działaniami władzy ludowej. Majątek narodowy uszczuplał, a związkowy został bezmyślnie, brutalnie i z wściekłością zniszczony przez zomowców. Myślę, że są trzy ważne motywy tych naszych celebracji: pamięć i pomoc modlitewna dla zmarłych, uzupełnienie edukacji młodego pokolenia i budowanie własnego ducha patriotyzmu, bo przecież zwyciężyliśmy WRON-ę i komunę.
Ten trzeci motyw pozwala nam także na słuszną radość. Solidarność Dolnośląska zaprosiła na dzisiejszy wieczór swych członków i sympatyków do gmachu opery na okolicznościowy koncert. Otrzymałem specjalne zaproszenie. Dziękuję!


2011-12-04
POMOCNA WYOBRAŹNIA.
Święta Barbara pamięta o braci górniczej. Na Śląsku w kościołach wzywa się jej przyczyny i wstawiennictwa nie tylko, by uchroniła górników fedrujących pod ziemią, ale trwa modlitewna pamięć o bardzo wielu ofiarach pochłoniętych w ciągu trzech dekad przez podziemne czeluści węglowe. Oczywiście, Solidarność Górnośląska nie pozwoli zapomnieć o ofierze, jaką złożyła na jej ołtarzu kopalnia „Wujek”. Święta Barbara niejedną też łzę dziś obetrze żonom i dzieciom zamordowanych przez juntę Wron-y strzelającą do robotników.
Dzisiejsza druga niedziela Adwentu kieruje oczy katolickiej Polski ku parafiom na wschodzie obsługiwanym przez polskich księży. Do puszek wpada, zwłaszcza na Dolnym Śląsku, chętna waluta, nie tylko miedziaki. W wielu naszych rodzinach żyje pamięć i wyobraźnia porzuconych domostw i zostawionych rozległych równinnych krajobrazów.


2011-12-03
DWUDZIESTOLECIE.
Wśród słuchaczy Radia Maryja, które dziś obchodzi 20-lecie istnienia, jest niemal trzy razy więcej osób po studiach niż dziesięć lat temu. Już ok. 25 % słuchaczy Radia Maryja ma wyższe wykształcenie. W 2001 r. takich osób było ok. 9 %, a w 2006 r. –13,5 %. Socjologowie i medioznawcy mówią, że wzrost liczby ludzi z wyższym wykształceniem wśród słuchaczy jest reakcją na psucie się informacji w mediach liberalno-lewicowych, ich nachalną propagandę oraz brak rzetelnych źródeł informacji. Toruńskiej rozgłośni, uważanej za radio ludzi niewykształconych i starszych, coraz częściej słuchają osoby wykształcone. Choć nie zawsze zgadzają się z poglądami jej dyrektora o. Tadeusza Rydzyka, to w jego radiu szukają informacji, których nie znajdą gdzie indziej.


2011-12-01
ŻYWA PAMIĘĆ.
Od jakiegoś czasu w różnych wielkich i małych miejscowościach Polacy przygotowują się do 30-lecia stanu wojennego. Plany są wspaniałe! Zakłady pracy, rady miejskie, sołectwa, szkoły przygotowują specjalne spotkania, spektakle, konkursy, wystawy, koncerty. Różne gremia społeczne w różny sposób utrwalają dramatyczne wydarzenia z wojny jaruzelsko–polskiej. Wszędzie patronują lub pomagają ludzie z „Solidarności” lub z IPN-u. Ta rozległość geograficzna tej patriotycznej pamięci dowodzi, jak ciężkim uderzeniem w cały Naród był dekret WRON-y z grudnia 1981 roku. Niestety, proces przeciwko autorom stanu wojennego wciąż trwa. Wyłączono z obowiązku obecności na rozprawach (przy zamkniętych drzwiach) generała Jaruzelskiego ze względu na stan zdrowia. Wróble ćwierkają, że być może w dniu 13. grudnia zostanie ogłoszony wyrok. Miałoby to dodatkowe znaczenia. Poczekamy, zobaczymy. Może dotychczasowa, korzeniami jeszcze tkwiąca w PRL-u, sprawiedliwość otworzy szerzej oczy.


2011-11-30
PIĘKNA NOC.
W tym roku św. Andrzej Apostoł nie zdążył przed Adwentem na zabawę andrzejkową. A co robią solenizanci? Jedni się bawią i to nieźle, nie przejmując się adwentowymi zastrzeżeniami. Inni szanują czas Adwentu, ale – mówią – po Soborze watykańskim II jest to przecież czas radosnego oczekiwania na przyjście Pana, więc bawmy się radośnie. Jeszcze inni, zwłaszcza wrocławianie po niedzielnym liście ordynariusza, zastanawiają się, czy z tą radością to taka prosta sprawa? Ks. abp napisał: „Nie wolno nam zagubić pokutnego charakteru Adwentu, który będąc czasem pokuty staje się czasem radości. Skoro pokuta przywraca człowieka najwyższemu Dobru, czyli Bogu, to jej owocem musi być radość”. Warto nad tym głębiej pomyśleć.
A czyż nie bardziej urzeka „adwent” Andrzeja, rybaka z Betsaidy, brata Szymona? Będąc uczniem Jana Chrzciciela, pewnego dnia usłyszał nad Jordanem słowa swego mistrza: „Oto Baranek Boży” (J 1,35). Mistrz wskazywał przechodzącego obok rabbiego Jezusa. Zaciekawił go ten obcy Człowiek. Zawołał kolegę i poszli za Nim. „Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: «Czego szukacie?» Oni powiedzieli do Niego: «Rabbi! - to znaczy: Nauczycielu - gdzie mieszkasz?» Odpowiedział im: «Chodźcie, a zobaczycie». Poszli więc i zobaczyli” (J 1, 38-39). Była godzina 4. po południu, gdy Jezus ich zaprosił. Przegadali z Nim całą noc, do białego rana. Piękna adwentowa noc!


2011-11-26
DROGA ADWENTU.
Dziś, w sobotę tuż przed Adwentem, ks. abp Wiktor Skworc odbył swój ingres do katedry katowickiej. Ślązak powrócił - po 13-tu latach kierowania diecezją tarnowską – na Śląsk. Swą homilię rozpoczął obrazem zaczerpniętym z „Tryptyku Rzymskiego” bł. Jana Pawła II wyjaśniając, „że kto chce znaleźć źródło, orzeźwić wargi źródlaną wodą, zakosztować misterium początku, musi iść ku górze”. W ten sposób wprowadził swych słuchaczy (i czytelników) w tematykę adwentową. Adwent jest drogą do domu Ojca. Droga jest mozolna, pod górę, wymaga modlitwy, czuwania i wierności Ewangelii. Człowiek współczesny potrzebuje nowej ewangelizacji, czyli powrotu do źródła, a to oznacza nasycenie na nowo współczesnej przestrzeni kulturowej, w której żyjemy i którą tworzymy, duchem Jezusa Chrystusa. Niestety, „Europejska kultura, jak zauważył Jan Paweł II, sprawia wrażenie milczącej apostazji, człowieka sytego, który żyje tak, jakby Bóg nie istniał”. Nową ewangelizację powinien każdy wierzący katolik rozpocząć od siebie. Trzeba pokochać Kościół Jezusowy i zamieszkać w nim jak we własnym domu. We wspólnocie Kościoła na ziemi (i w Niebie ze świętymi) mamy łatwy przystęp do Źródła wiary, jakim jest Zbawiciel, a bezbłędnie prowadzi doń dany nam w Kościele Duch Święty.
Już blisko 72 lata idę pod górę, zawsze mozolnie. Nieustannie pragnę „orzeźwić wargi źródlaną wodą, zakosztować misterium początku”. Jezu, pozwól, bym choć kraju płaszcza Twego dotknął.


2011-11-22
ZWYCIĘSTWO.
Przegrana polityczna socjalistów w Hiszpanii ucieszyła bardzo wielu mieszkańców Półwyspu Iberyjskiego. Zapatero przez 8 lat robił, co chciał – mówią – teraz nikt o nim nie wspomni. Bezbożny walczył z Kościołem, więc musiał w końcu przegrać. Cokolwiek o przyczynie tej przegranej powiedzą politycy i ekonomiści, trzeba zauważyć, że ten koniec przewidywał już latem gospodarz Światowych Dni Młodzieży w Madrycie, ks. kard. Maria Rouco Varela, wskazując na Hiszpańskie dzieje mocno zakorzenione w chrześcijaństwie od dwóch tysięcy lat. Wielka modlitwa młodzieży wierzącej z całego świata nie mogła pozostać bezowocna, gdy wypraszała zwycięstwo Chrystusowej Miłości i Prawdy głoszonej przez Kościół szargany przez hiszpańskich socjalistów.
Polscy lewacy zapatrzeni w Zapatero, jeżdżący doń po naukę, niech teraz pojadą go pocieszyć. I niech wreszcie nabiorą moresu wobec swego Narodu.


2011-11-20
KRÓL SĘDZIA.
Ostatnia niedziela w roku liturgicznym, Uroczystość Chrystusa, Króla Wszechświata. Benedykt XVI kończ dziś swą wizytę w Beninie, w Afryce, dokąd przywiózł posynodalną adhortację „Africae munus”. Na Stadionie Przyjaźni w Kotonu uczestniczyło w Eucharystii 80 tysięcy Afrykańczyków z różnych plemion, a także z kilku sąsiednich krajów. Przy Ojcu św. wokół ołtarza stanęło 200 biskupów z całej Afryki. Na początek Benedykt XVI posłał zgromadzonym przywitanie: „Drogi Kościele w Afryce, stań się światłem świata, światłem Afryki. Twoim światłem jest Jezus Chrystus!”.
Na zakończenie Papież powiedział po angielsku: „Chrystus króluje poprzez krzyż, a swymi otwartymi ramionami ogarnia wszystkich ludzi ziemi i pociąga ich do jedności. Przez Krzyż obala on mury podziałów, jedna nas ze sobą i z Ojcem”. Te słowa papieskie dedykuję polskim
parlamentarzystom.


2011-11-18
80 MILIONÓW.
Zaproszono mnie na premierę filmu Waldemara Krzystka „80 milionów”. Poszedłem. Ludzi multum, sporo młodzieży, to dobrze, przecież oni nie znają czasu jaruzelskiej wojny z Narodem. Typowy film akcji, bez intelektualnych lotów, acz z pewnym przesłaniem moralnym (na przykładzie esbeka) : „czym wojujesz, od tego zginiesz”. Strona ubecka pokazana wręcz naturystycznie: ludzie obrzydliwi, wulgarni, żyjący jak wesz na kołnierzu nie dla kołnierza; zrobią wszystko, byleby utrzymać się na powierzchni i zgarnąć jak najwięcej dla siebie. Tępi, bezmyślni i posłuszni. Odrażający. Kościół potraktowany szkicowo z ukłonem w stronę bohatera, księdza Kardynała, i z doładowaniem, że nie tylko kardynałowie są sprytni w Kościele.
Czy zapraszać młodzież na ten film? – No, nie jestem pewien. Za dużo tam wulgarności. To prawda, że spotyka się różnych „czynowników” najczęściej strasznie przeklinających, ale przecież ubecy nie dlatego są godni potępienia i odrzucenia. A poza tym ten obraz wpisuje się znowu w fałszywą ścieżkę wizualną współczesnych reżyserów, że w kinie jak w życiu, bez seksu daleko nie ujedziesz! Przykre.


2011-11-17
POCHÓWEK.
Uczestniczyłem dziś przed południem na Cmentarzu Osobowickim w religijnym pochówku szczątków odgrzebanych i zidentyfikowanych ofiar terroru stalinowskiego z lat 1946 – 1951. Byli to przeważnie członkowie podziemia Armii Krajowej i innych organizacji wolnościowych, którzy nie złożyli broni po zakończeniu wojny w 1945 roku i walczyli z komuną o wolną Polskę. Trudno im było pogodzić się z układem jałtańskim i uznać hegemonię stalinowską. Chcieli Polski, o której marzyli i o którą walczyli przez całą długą wojnę. Skryli się we Wrocławiu, ale i tutaj gęsta siatka ubeckich szpiegów wyłowiła ich i posłała na śmierć. Ślady postrzałowe na wielu czaszkach wskazują, że ci ludzie byli pozbawieni życia, podobnie jak w Katyniu, strzałem w potylicę, niektórzy otrzymali więcej niż jeden strzał. Nocą byli grzebani i nie zawsze w trumnie. Kapelan więzienny tylko czasami mógł asystować przy egzekucji.
Pamiętam, jak w stanie wojennym podczas kolejnej Mszy za Ojczyznę modliliśmy się w Katedrze za tych, których w nocy na 13 grudnia wyciągnięto z domów i wywieziono nie mówiąc, dokąd. Wspomniałem wtedy o podobnej metodzie polsko-sowieckich komunistów rządzących we Wrocławiu po wojnie. Gdy wyszedłem z Katedry, podeszła do mnie starsza kobieta i powiedziała mi dyskretnie: jestem właśnie taką żoną, o których ksiądz mówił, w nocy przyszli, zabrali męża i do dziś nie wiem, co z nim zrobili. Wtedy mogłem ją tylko przytulić do serca i z nią wewnętrznie zapłakać. Dziś mogłem odprawić modlitwę Kościoła za zmarłych, poświęcić szczątki i dusze Bogu polecić. Pod koniec lat osiemdziesiątych odkryto zaniedbane i zarośnięte chaszczami kwatery 81a i 120 kryjące ciała zmaltretowane i nieuczczone religijnie. Na zbudowanej tam wg projektu Andrzeja Żarnowieckiego „ścianie płaczu” z kamiennym, kilkakrotnie przestrzelonym krzyżem wciąż przybywa tabliczek z nazwiskami ofiar odkopanych i zidentyfikowanych. Temu patriotycznemu i religijnemu zadość czynieniu dobrze służy także zwyczaj zapraszania przez pracowników IPN na taki pochówek młodzieży ze szkół wrocławskich. Dziś przy mnie w głębokim skupieniu stała młodzież z liceum salezjańskiego.


2011-11-15
ZA KLAUZURĄ.
Druga książka jest równie świetna literacko i jest autobiografią. Pisze ją Amerykanka, której się wydawało, że warto spróbować życia w klasztorze benedyktynek klauzurowych. Domyślam się, że ta próba zakończy się pożegnaniem z siostrami, ale czytam cierpliwie, bez skakania do zakończenia, czując jak narasta we mnie ciekawość całkiem, całkiem radosna. Opowieść jest dość skrupulatną, dokładnie rozpruwającą z godziny na godzinę autowiwisekcją. Celem jej chyba jest pokazanie zderzenia wewnętrznych światów mieszkających w myśleniu ludzkim. Autorka jest bardzo sprawna w lekkiej narracji o ciężkich problemach wyborów codziennych i tego, co niewidoczne w człowieku, a nieustępliwe. Błyskotliwe obserwacje balansują miedzy opisami temperamentów starszych (wciąż radosnych) i młodszych (jeszcze spętanych przepisami) zakonnic na zawsze zamkniętych w klauzurze. A wszystko to z humorem i lekko wysnuwa się z wyobraźni nowicjuszki, jeszcze nieujarzmionej przez regułę zakonną. Jest tu bardzo wiele czystej dobroci rozdawanej jakby mimochodem wśród codziennych obowiązków.
Ta książka pozwala mi odetchnąć – i coś więcej – mogę bez ponurych skojarzeń czytać tamtą pierwszą.


2011-11-14
UCIECHA.
W te jesienne wieczory czytam dwie książki, oczywiście, nie naraz. Obie mają charakter biograficzny, ale są tak różne, że pozwalają mi na czytanie na zmianę dla odpoczynku. Obie jednakowo wciągają, choć potrafią i zmęczyć. Za nie-fikcję o Kapuścińskim zabrałem się jak za lekturę obowiązkową. Od wydania jej wiedziałem, że muszę przeczytać, a jednocześnie odsuwałem ją, i to chyba nie dla jej opasłości papierowej. Ta biografia jest dla mnie nie tylko przyglądaniem się wiwisekcji na człowieku, któremu komuna podarowała swe niebo za wierność. Liczne cytaty młodej twórczości zetempowskiego agitatora czynią z niej „lekturę uzupełniającą” z lat pięćdziesiątych. Żyłem wtedy w zupełnie innym kręgu myślenia, choć musiałem brać udział w akademiach czy pochodach z czerwonymi sztandarami i brodatymi głowami na tekturze. Nie miałem okazji ani czasu na czytanie wierszy Szymborskiej lub Kapuścińskiego o Stalinie i o Nowej Hucie. Teraz jakby tamten czas powrócił, ale z lekkością uciechy.


2011-11-13
NA SKWERZE.
Dziś trudno było nie słać niepobożnych westchnień w kierunku Skweru w Warszawie. W tę samą niedzielę ustanowiono Dzień Solidarności z Kościołem w Sudanie Południowym i jednocześnie wyznaczono czytanie czterostronicowego listu pasterskiego na temat pochówku spopielonych prochów w urnie. Oczywiście, to zderzenie obowiązków trzeba poczuć na tle nieustannego z różnych stron nawoływania do skracania wszelkich nabożeństw, gdyż dzisiejszy człowiek nie zdzierży dłużej w kościele (w Kościele?). Bądź tu mądry i pisz wiersze! Albo musisz zminimalizować uwagę wobec obu zadań, albo któreś olać. Listu bpów nie można i nie wypada, więc Dzień Solidarności z głodującymi Sudańczykami trzeba ograniczyć tylko do wystawienia puszek na pieniądze. A tymczasem mam przed oczyma piękne i pracowicie przygotowane na tym samym Skwerze pomoce kaznodziejskie o czarnych braciach i siostrach, i o dzieciach głodujących w nowym państwie afrykańskim oddzielonym w lipcu wreszcie od państwa muzułmańskiego. Ktoś te materiały przygotował, włożył w nie swój czas, talent i pieniądze… Biurokracja bez synchronizacji to katastrofa!


2011-11-12
BLOKADA.
Wczorajsze obchody Święta Niepodległości nie obyły się bez burd i bójek. W Warszawie (o czym dziś głośno), a także we Wrocławiu bojówkarze lewaccy postanowili blokować kolorowe i radosne marsze młodzieży śpiewającej tradycyjne, patriotyczne pieśni i piosenki. W tragicznych starciach lewaków atakujących policję ochraniającą marsze zostało wielu rannych stróżów porządku. Zaaresztowano kilkudziesięciu najbardziej rozrabiających uliczników, niektórzy już dostali dziś wyroki sądowe. Przy tym okazało się, że nasza młoda lewica zaprosiła na tę jatkę gości za Niemiec. Wylazło szydło z worka. Kto i z kim nie lubi niepodległych Polaków?


2011-11-11
DZIEŃ OJCZYZNY.
Nostalgiczny dzien. Od rana wspomnienia i wycieczki w krainę dzieciństwa. Tam jest źródło jakiejś jasnej dobroci w samopoczuciu. Oczywiście, modlitwa za tych, którzy tam pozostali w mogiłach i wdzięczność za ich życie, walkę i krew przelaną i wsiąkniętą w polską ziemię.
Był też dziś czas pięknej rozmowy z ks. Wojciechem o zmaganiach wolnościowych i solidarnościowych przed trzydziestu laty. Ks. wikary młokosem wtedy był, ale wszystko rozumiał i właściwie przeżywał, a to dzięki swej szlachetnej matce jak i przyjaciołom.
Po południu było wspólne z parafianami śpiewanie patriotyczne w salce. Pani Róża była w swoim żywiole. Nie tylko wiodła nasze melodie na pianinie, ale przygotowała podręczne śpiewniki, prawie wszystkie słowa znaliśmy z dzieciństwa, śpiewaliśmy gromko. A potem była Msza za Ojczyznę. Dużo ludzi przyszło do kościoła, więcej niż przed rokiem. Rozważanie na temat: Ojczyzna to przede wszystkim ludzie, przyjmowane było w wielkim skupieniu. Zakończyliśmy mocnym śpiewem „Boże, coś Polskę…”.


2011-11-10
SERWATKA I DYWANIK.
Tygodnik Powszechny jak ser zawieszony w białym worku koło komina ocieka komentarzami i słowami poparcia dla ks. Adama Bonieckiego. Prócz tego przygotowano naklejki- vklejki i loga z rysunkiem głowy ks. redaktora – seniora z natychmiastową wysyłką, byleby zamówić e-wydanie Tygodnika. Jeżeli ta ekspozycja ma służyć poprawie warunków ekonomicznych redakcji, to mogę zrozumieć, ale jeżeli przy tym wszystkim widzi się tylko ilość, a nie treść tej całej serwatki, to redaktor naczelny, piszący n.b. o wstydzie Kościoła, będzie kiedyś mocno przebierał nóżkami na dywaniku przed Najwyższym.


2011-11-06
MAŁA MANIPULACJA.
W Łodzi duszpasterz środowisk twórczych na dzisiejszą inaugurację XV Festiwalu Kultury Chrześcijańskiej zaprosił ks. Adama Bonieckiego z kazaniem. Zaproszony przyjechał, nie rozmawiał z dziennikarzami i powiedział jak zwykle grzeczne i mądre kazanie. (Wolno mu, nie naruszył zakazu swego przełożonego). Otrzymał gromkie brawa. Tu jakby nie widać powodu do zgorszenia, bo w czasie stanu wojennego dzielni kaznodzieje często byli nagradzani oklaskami (Pan Jezus chętnie dzielił się z nimi chwałą). Dziś jednak ks. Boniecki poszedł o krok za daleko (i nie w tę stronę), zapraszającemu go duszpasterzowi – otoczony tłumem fanów - pogratulował odwagi. Tylko tyle, a wystarczyło, by z niedzielnej Chrystusowej Ofiary uczynić wiec poparcia dla „zakneblowanego przez zakon (Kościół) tak mądrego i otwartego na świat zakonnika”. Szkoda tych ludzi, ale nade wszystko żal mi tej nieuważnej, siwej głowy 77-letniego seniora polskiego dziennikarstwa katolickiego. Pod koniec życia można wszystko bezwiednie utracić.


2011-11-05
INGERENCJA.
Do licznych obrońców ks. redaktora Bonieckiego dołączyli: Znak, Więź i warszawski KIK. Wszyscy oni mocno krytykują zakonny zakaz odzywania się w mediach byłego redaktora naczelnego Tygodnika Powszechnego wydanego przez przełożonego prowincjalnego księży marianów. Jednocześnie Katolicka Agencja Informacyjna ogłosiła najświeższy komunikat:
„Konsulta Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich na spotkaniu w Niepokalanowie dnia 5 listopada, w związku z powtarzającymi się kontrowersjami wokół wystąpień zakonników w mediach przypomina, że osoby konsekrowane w życiu i działalności publicznej kierują się zasadami Ewangelii, prawem Kościoła i prawem własnym Instytutu. Obserwując roszczenia niektórych mediów do ingerowania w autonomię życia zakonnego wskazuje na zapis Kodeksu Prawa Kanonicznego: ‘w wykonywaniu zewnętrznego apostolatu zakonnicy podlegają także własnym przełożonym oraz winni pozostawać wierni dyscyplinie Instytutu’ (KPK 678 &2)”. Dobry komunikat. Lapidarny i klarowny.


2011-11-03
KLUBY TYGODNIKA.
Co za ludzie siedzą w tych Klubach? Uniesieni gorączką polityczną obecnego szefa Tygodnika Powszechnego rozkręcają nagonkę w sieci na zakon ks. eks-redaktora Adama. Czytam komentarze internautów w TP. To mi przypomina mechanizmy peerelowskie, gdy chciano zniszczyć Prymasa i abpa Kominka za List do bpów niemieckich. O, jakież brednie i półprawdy drukowały wszystkie gazety, jednakowo! "Autorami" ich byli, oczywiście, inteligenci, robotnicy i lud Polski Ludowej, wszyscy wierzący!
Podobną zajadłą manipulację spostrzegam w zupełnie prostackiej reakcji redaktora naczelnego na łamach e-Tygodnika. O opanowanie emocji proszę. Ludzie, nie krzywdźcie ks. Bonieckiego, on ma pełne prawo być najpierw posłusznym zakonnikiem, bo kiedyś sam dobrowolnie powziął tę decyzję z miłości do Chrystusa, widząc Go w swoich przełożonych. Redaktorem, dyrektorem, czy menadżerem jakichkolwiek dzieł kościelnych jest się potem, zawsze z nominacji swych przełożonych. Kto tę sprawę lekceważy, daje świadectwo nieznajomości nauki Chrystusa o radach ewangelicznych i o życiu duchowym Kościoła.
Chylę głowę wobec milczenia ks. redaktora-seniora marianina Adama Bonieckiego, jako odpowiedzi na ten niegodny wolnych ludzi jazgot medialny rozkręcany przez "bliskich" byłego naczelnego. Ks. Adamie, gratuluję posłuszeństwa i życzę pięknego czasu wejścia w głębię ciszy i jednoczenia sie z Bogiem. Świat będzie się kręcił dalej, Ciebie doskonale zastąpią następni. Teraz cichą modlitwą lepiej i skuteczniej poprowadzisz swój Tygodnik. On pilnie potrzebuje modlitwy.


2011-10-31
NOCE ŚWIĘTYCH.
W wielu miejscowościach w różnych diecezjach od kilku lat organizowane są, nie tylko wśród studentów, „Noce Świętych”, czyli modlitewne czuwanie w wigilię uroczystości Wszystkich Świętych przy relikwiach błogosławionych i świętych. Młodzież spotyka się w jednym kościele przywożąc ze swoich parafii relikwiarze – świetny pomysł. Ta modlitwa jest nie tylko dziękczynieniem Bogu za pięknych duchowo poprzedników, jest też radosnym śpiewaniem połączonym z rozważaniem życia tych ludzi, najczęściej Polaków, i historii, w której żyli i którą Bóg przez nich tworzył. Gdzie indziej znów młodzi gromadzą się przy relikwiach ludzi wyniesionych do chwały ołtarzy przez bł. Jana Pawła II. Oczywiście, obecność jego relikwii, jak i bł. ks. Jerzego, nadają specjalny, współczesny charakter spotkaniu modlitewnemu. Rozwijane nauczanie papieża Polaka o świętości prowadzi refleksję młodych ku szukaniu własnego miejsca w przestrzeni świętości i odkrywaniu bliskości Jezusa.


2011-10-30
HALLOWEEN.
Słuchałem dziś mądrej gawędy ks. bpa Andrzeja Siemieniewskiego o „Halloween”. Powielanie w naszym kraju tej dziwnej i czasami wulgarnej zabawy w uroczystość Wszystkich Świętych nazwał po prostu głupią amerykanizacją. Ma Ameryka o wiele ciekawsze i mądrzejsze sposoby świętowania i uczczenia ważnych wydarzeń historycznych, np. Święto Dziękczynienia czy wielki szacunek dla flagi narodowej. W Polsce do amerykanizacji, czyli „unowocześnienia” obyczajów, wzięli się ludzie, którzy pragną odwrócić uwagę młodych od powagi śmierci, rozstania i oczekiwania na zmartwychwstanie. To ci sami, czy tacy sami, którzy zalewają mózgi młodzieży paplaniną o nowoczesnym wizerunku człowieka wyzwolonego od przesądów i zapleśniałej moralności. Oczywiście, przy tym nabijają sobie kasę na bezmyślności niektórych nauczycieli i niedojrzałości nastolatków.


2011-10-28
ASYŻ II.
Wczoraj w Asyżu odbyło się spotkanie trzystu zaproszonych przez Benedykta XVI przedstawicieli różnych światowych religii, a także kilku niewierzących. Dokładna data spotkania w Asyżu po 25 latach była hołdem złożonym bł. Janowi Pawłowi II, którego intuicja wiary wskazała na istotny związek pokoju i modlitwy ludzi duchowych na świecie. On pierwszy zaprosił ludzi umiejących się modlić do wspólnej modlitwy o uratowanie świata przed rabusiami pokoju zbijającymi fortunę na wojnach. Wspaniały pomysł błogosławionego papieża budzi jednak dziś dziwne kontrowersje.
Dla mnie co najmniej lekkim nieporozumieniem jest zgromadzenie ludzi ducha do modlitwy… w pojedynkę. Czy to nie absurd – na ziemi św. Franciszka, który przez całe życie budował wspólnotę modlitwy - zwołać duchowych przywódców religijnych z całego świata dla osobnej refleksji? Co tu zadziałało? Jakie lęki i obawy? Jacy defetyści, widząc papieża stojącego na tym samym bruku z przywódcą anglikańskim czy z dalajlamą i innymi, obawiają się poniżenia Kościoła katolickiego?...


2011-10-27
NIERÓWNOŚĆ.
Sąd najwyższy Brazylii orzekł, że dwie kobiety lub dwóch mężczyzn może legalnie zawrzeć związek małżeński. A jak to uzasadnił sędzia? - Państwo ma obowiązek umożliwić przekształcenie trwałego związku dwóch osób w małżeństwo, bo konstytucja przyznaje rodzinie najlepszą ochronę, jeśli ta rodzina jest małżeństwem. Pytam się: to dlaczego to samo prawo nie legalizuje „trwałego związku” np. ojca żyjącego w miłości (i płodzącego dzieci) z własną córką? Gdyby im prawo umożliwiło stanie się małżeństwem, wtedy mogłoby ochraniać tę „rodzinę”? Skąd ta nierówność wobec prawa? Przecież związek kazirodczy jest srodze penalizowany. Zły anioł podrzuca podpowiedź: bo dzisiejsi interpretatorzy prawa przeważnie nie są kazirodcami.


2011-10-24
JEZULATKO.
Wzruszyła mnie wiadomość o tym, że siostry karmelitanki bose w Pradze, oglądając zdjęcia z marcowych zniszczeń trzęsienia ziemi w Fukushimie, zatrzymały się nad uszkodzoną figurą Matki Bożej i modliły się za pozostałych przy życiu Japończyków, którzy podjęli gigantyczne zadanie odbudowy swego miasta. Po modlitwie postanowiły posłać tamtejszym siostrom de Notre Dame kopię figurki „Milostne Jezulatko”. Podzieliły się tym, co mają najdroższego w swej wspólnocie, stworzyły niewidzialny most modlitwy łączący Europę z Japonią. Figurka stworzy nowe ognisko miłości i modlitwy wzmacniającej wszystkich podejmujących trud podniesienia z ruin 300 tysięcznej Fukushimy. W tym mieście od lat trzydziestych ubiegłego wieku uczą i wychowują nowe pokolenia Japończyków siostry de Notre Dame z Kanady. Prowadzą szkoły i uniwersytet pod piękną nazwą Matki Bożej Kwiatu Wiśni.


2011-10-22
WSPOMNIENIE.
Dziś wszędzie pierwsze obchody liturgiczne, i w naszej parafii, ku czci bł. Jana Pawła II. Od dnia beatyfikacji, 1 maja, wiszą w prezbiterium piękne obrazy naszego Papieża przygotowane przez parafian. Po prawej stronie Jan Paweł II uśmiecha się z ręką w geście błogosławienia, a po lewej Matka Boża Częstochowska obejmuje Papieża Polaka jak syna, który przy Jej sercu zdaje się powtarzać: Totus Tuus, Maryja, totus Tuus! – jak ongiś w Bazylice Kalwaryjskiej.
Żywe w duszy powracają obrazy sprzed 33 lat z placu Św. Piotra i z Auli Pawła VI. Tyle się od tego czasu zmieniło w świecie i w Polsce. Ludzie przechodzą, przechodzą, a Chrystus wciąż czuwa nad nami i wciąż posyła swych uczniów, by nawoływali do otwarcia się na łaskę Zbawiciela. Benedykt XVI w wielkiej czci świętuje dzień swego błogosławionego Poprzednika. Bardzo cieszy mnie wciąż poszerzająca się w świecie przestrzeń kultu Błogosławionego Papieża Polaka. Dotychczas o wpisanie do swojego kalendarza wspomnienia bł. Jana Pawła II poprosiły Stolicę Apostolską konferencje biskupów takich krajów jak Francja, Węgry, Białoruś, Ukraina, Słowenia, Japonia, Meksyk, Urugwaj i Konferencja Biskupów Krajów Skandynawskich. To musi cieszyć polskie serce.


2011-10-21
PUENTA.
Od tygodnia, po wyborach, posłuszna prasa nie widzi żadnego innego problemu w kraju, jak tylko rzekomą walkę o krzyż w Sejmie. Wojny w istocie nie ma. To posłuszni swym chlebodawcom dziennikarze atakując Kościół, rozciągają zasłonę dymną oddzielając wyborców od pustki i bezradności zwycięzców. Jak zawsze szczytów absurdu i tu sięgnęła myśl wykwalifikowanej katoliczki zasiedziałej na łamach GW. Stara się zasiać przekonanie, że hierarchowie w dążności do stworzenia państwa ideologicznego, nawołują wiernych, by nie wstydzili się krzyża. Osioł by zarżał z radości, gdyby przeczytał taką oto puentę pani dziennikarki: "Nasz(sic!) Kościół zrobił wszystko, by zniechęcić do niego katolików i zdezawuować go w oczach niewierzących". Bravissimo!


2011-10-19
RUBER ZNACZY CZERWONY.
Jestem mocno zdziwiony i zniesmaczony i to na tle naszych rubrycystów . Żeby w Polsce, zaledwie w półtora roku po beatyfikacji, napisać w kalendarzu liturgicznym na dzień dzisiejszy: „W archidiecezji warszawskiej: Wspomnienie dowolne bł. Jerzego Popiełuszki, prezbitera i męczennika”, to zupełnie niezrozumiałe. A na kazaniu dziś kard. Nycz w stolicy wołał, że nie wolno nam zapomnieć o księdzu Jerzym. Wołanie w jednym kościele to za mało! Trzeba podnieść rangę wspomnienia do obowiązkowego w całej Polsce. Pamięć o ks. Jerzym, męczenniku to nie tylko warszawska sprawa. Na jego pogrzebie modliło się ponad 800 tysięcy rodaków. Skutki stanu wojennego przeżywali podobne jak On i wielu do dziś w sercu przeżywa i często blizny na sobie nosi. We wszystkich diecezjach ludzie w Nim widzieli i wzór, i ostoję dla swego sprzeciwu wobec barbarzyństwa komunistycznego. Na wieść o morderstwie płacz rozlegał się w miastach, miasteczkach i na wsiach, żałoba ogarnęła cały kraj.
Niech więc rubrycyści nabędą wrażliwości i pójdą po olej do głowy, i załatwią, co trzeba i jak trzeba dla Polski.


2011-10-14
MONUMENT.
A jednak Jan Paweł stanął (raczej zasiadł) na ziemi rosyjskiej w samej Moskwie. Dziś na wewnętrznym podwórzu Wszechrosyjskiej Państwowej Biblioteki Literatury Obcej, zaledwie 1,5 km od Kremla, polski kompozytor Krzysztof Penderecki odsłonił wysoki na 2 metry monument Karola Wojtyły – Jana Pawła II, „światowej rangi intelektualisty” . Siedzący na fotelu spiżowy papież Polak, z ręką położoną na Biblii, pokazuje pierwszy werset Prologu Janowego: „Na początku było Słowo”. Monument stanął wśród pomników i popiersi innych najwybitniejszych intelektualistów świata .
Trzeba podziwiać głębię uszanowania dla Jana Pawła u organizatorów całej sprawy, przecież musieli umiejętnie kluczyć wśród oporów ze strony władzy świeckiej jak i prawosławnych władyków. Przedstawiciel Patriarchatu Moskiewskiego w swym przemówieniu podkreślił, że statua papieża w Moskwie będzie przypominać jego pionierską postawę w sprzeciwie i oporze wobec bezbożnej władzy, prześladującej chrześcijan w XX w., której jako pierwsza doświadczyła Rosja. Myślę, że Jan Paweł II jako Błogosławiony z domu Ojca dokładniej ogląda w świetle proroctwa fatimskiego rozległą Rosję.


2011-10-13
NIEBYWAŁE.
Pan-polskie gadanie i paplanie o Palikocie i 10 procentach młodych Polaków głosujących na jego Ruch! Ale też i nowe zjawisko opiniotwórcze: wykształceni świeccy biją na alarm widząc zagrożenie dla wiary i porządku moralnego w naszym kraju. W tym burzliwym morzu myśli powyborczych szczególnie jasny i zatroskany wydaje mi się głos pani socjolog dr Fedyszak-Radziejowskiej: „Młodych wyborców Ruchu Palikota formowały także komercyjne i nie tylko komercyjne media w licznych programach mniej lub bardziej otwarcie lansujących pogardę i lekceważenie dla ludzi wierzących i duchowieństwa. Język tej antyreligijnej narracji przypomina czasy stalinowskie, tyle, że bez represji, szykan i zbrodni. To nie jest zaskoczeniem, bo w każdym społeczeństwie, a szczególnie takim, które ma za sobą czasy otwartej walki władzy z Kościołem, taka grupa ludzi istnieje i to jest naturalne. Problem polega na tym, że reprezentanci tej grupy zostali wybrani do parlamentu. I to jest niebywałe, że w społeczeństwie mającym tyle poważnych problemów do rozwiązania, miejsce w parlamencie zajmują posłowie partii bez programu, a jedynie z planem walki z Panem Bogiem, ludźmi wierzącymi i Kościołem”.
Niebywały też jeszcze przeczytamy, usłyszymy i zobaczymy tumult i kwik medialny obrońców neutralności światopoglądowej.


2011-10-10
PYTIA.
Pod wieczór otrzymałem anonimowego SMS-a: „Donald wygrał i jego zakładnicy. Dobrze im tak, za 4 lata nikt nie będzie miał wątpliwości, kim są”. Hmm, iście delfickie proroctwo, prosto z ust Pytii. Ciekawe może być tylko jedno: runą bez nas, czy z nami?


2011-10-09
NIC LEPIEJ.
W wyborach dzisiejszych do parlamentu według pierwszych obliczeń wyników głosowania zwyciężyła PO. Przy frekwencji niecałej połowy zdolnych do głosowania nie wygląda to na victorię całonarodową. Tak mały znak poparcia Polaków dla rządów PO po minionej kadencji - bo zaledwie niecała połowa niecałej połowy – nie wróży nic dobrego dla kraju przez najbliższe 4 lata. Natomiast ucieszeni spadkiem prognozowanego poparcia dla SLD powinni jednocześnie zaniepokoić się wzrostem liczby młodych Polaków popierających Ruch Palikota (absurd absurdu).


2011-10-06
SALON KATOLICKI.
Juliusz Braun nie zgorszył się onegdaj Darskiego „artystycznym” darciem Biblii na oczach swych fanów, ale oburzył się po obejrzeniu filmiku, na którym muzyczny juror TVP2 - Nergal ze stułą na szyi zohydzał modlitwę o uzdrowienie ludzi chorych i kalekich. I w dzisiejszym oświadczeniu dla prasy Brauna czytamy: „prowokacyjne zachowanie, wykazujące brak poszanowania nie tylko dla przekonań religijnych, ale także dla choroby i kalectwa, uważam za niedopuszczalne”. Klasyczny przykład salonowej poprawności tych, co się dziś mienią elitą katolicką, a jakże!


2011-10-05
PRZESŁANIE NADZIEI.
Ks. bp Domenico Cancian z Włoch - zapytany o przesłanie dla świata z zakończonego dziś w Krakowie II Międzynarodowego Kongresu Miłosierdzia Bożego – powiedział, że jest to "piękne przesłanie nadziei, której źródłem jest pewność, że miłosierna miłość Chrystusa jest silniejsza i większa od naszych słabości. Błogosławiony Jan Paweł II zawsze mówił o nadziei płynącej z miłosierdzia Chrystusa. Ta nadzieja jest dobrze zakorzeniona, ponieważ opiera się na bezinteresownej miłości Boga. Ta nadzieja może zmienić serce człowieka, ponieważ w jego głębi nawrócenie oznacza przejście od egoizmu do miłosierdzia, oznacza również zdolność służenia i przebaczenia".


2011-10-04
CHWAŁA BOŻA.
O uzdrawiającej mocy Bożego Miłosierdzia mówiła dziś w Łagiewnikach s. Marie Simon Pierre, która również bierze udział w II Światowym Kongresie Bożego Miłosierdzia i – jak wiadomo - której uzdrowienie z choroby Parkinsona zostało uznane w procesie beatyfikacyjnym Jana Pawła II.
S. Marie Simon Pierre opowiedziała o swoim uzdrowieniu. Gdy papież Benedykt XVI poinformował 13 maja 2005 r. o rozpoczęciu procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II, Małe Siostry we Francji i Senegalu zaczęły modlić się za wstawiennictwem papieża o uzdrowienie s. Simon. W nocy z 2 na 3 czerwca zakonnica poczuła ulgę, wstała i w kaplicy odmówiła tajemnice światła, które do różańca dodał Jan Paweł II. W dniu 3 czerwca, w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, zakonnica przerwała leczenie. Jej lewa ręka znów zaczęła normalnie funkcjonować, a 7 czerwca neurolog potwierdził, że ustąpiły wszystkie objawy jej choroby. Od 14 maja s. Simon wciąż słyszała werset z Ewangelii św. Jana: „Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą” . – Ujrzałam chwałę Bożą na Placu św. Piotra, gdy Jan Paweł II został ogłoszony błogosławionym – 1 maja 2011roku.


2011-10-03
WIELKA POTRZEBA.
Na Kongresie dziś wystąpił, wzbudzając wielkie zainteresowanie, duchowny anglikański ks. Paul Kronbergs. Wyznał, że jego powołaniem jest szukanie i niesienie pomocy ludziom, którzy w swoim życiu odwrócili się od Boga. Podczas lektury „Dzienniczka” św. Faustyny miał widzenie „zniekształconych, ciemnych obrazów zagubionych i grzeszników z rękoma wzniesionymi do Miłościwego Pana. Wszyscy krzyczeli, prosząc Go o Miłosierdzie (…)Widziałem wówczas również czerwone i jasne promienie, przynoszące ukojenie, poczucie pełni oraz oświecenie, które oczyszczały ich dusze”. To wydarzenie przesądziło o powstaniu kapliczki, w której regularnie jest odmawiana koronka, słuchana muzyka sakralna, prowadzone są rozmowy na temat Miłosierdzia Bożego.
To mi przypomina zwierzenia mego przyjaciela, ks. Richarda Nesbitta, który dziwił się swoim starszym współbraciom, księżom katolickim, że są niewrażliwi na orędzie Chrystusa Miłosiernego, nie chcą nawet rozmawiać o "Dzienniczku" jakiejś polskiej zakonnicy. Rozbroił jednego z proboszczów proponując mu za darmo namalowany na płótnie obraz "Jesus I trust in You". Przyjechał do Polski, zamówił u artystki we Wrocławiu duży obraz i posłał do Londynu. Obecny łagiewnicki Kongres z pewnością wiele zmieni także i w Anglii.


2011-10-02
WYBRANE MIEJSCE.
W Bazylice Miłosierdzia dziś ks. kard. Stanisław Ryłko w homilii mówił o tym wyjątkowym miejscu, które wybrał sam Bóg, by tu objawiać tajemnicę swojej miłości miłosiernej przez życie i świadectwo św. s. Faustyny. Tu modlimy się o Boże miłosierdzie dla całego świata, tu czuje się zagęszczenie spraw trudnych i bolesnych, potrzeb Kościoła i świata, przynoszonych w modlitwach pielgrzymów. - Sanktuarium jest też miejscem batalii o dusze ludzkie, czego świadkiem są tutejsze konfesjonały. Tu mają miejsce nawrócenia, tu ludzie odnajdują Boga bogatego w miłosierdzie. Kardynał apelował również, aby modlić się o to, by Kongres zaowocował większą liczbą czcicieli Bożego Miłosierdzia.
Po Mszy św. uczestnicy podpisywali list skierowany do Benedykta XVI o nadanie św. Faustynie tytułu „doktora Kościoła”.


2011-10-01
OGIEŃ MIŁOSIERDZIA.
W Krakowie rozpoczął się II Międzynarodowy Kongres Miłosierdzia Bożego. Z 70 krajów zjechało do Królewskiego Grodu 2000 delegatów – po co? Aby adorować, rozmawiać i modlić się o miłosierdzie Boże dla świata. Punktualnie o godz. 14-tej zagrały wszystkie dzwony w Krakowie. Do łagiewnickiej bazyliki został wniesiony Ogień Miłosierdzia zapalony w 2003 roku w Rzymie przez Jana Pawła II. Od tego płomienia kard. Dziwisz zapalił paschał, symbol zmartwychwstałego Chrystusa. O godz. 15-tej wypełniona po brzegi bazylika rosła w Niebo modlitwą Koronki do Miłosierdzia Bożego. Świat otrzymał potężny zastrzyk uzdrawiającej mocy Pana Jezusa.


2011-09-30
SZCZYT PRZEDWYBORCZY.
Ach, co za wspaniały pomysł! Władza bliżej ludu miast i wsi! Lud może opowiedzieć przyjeżdżającemu „Tuskobusem” panu premierowi wszystko, o czym nie chcą słyszeć jego politycy, a dziennikarze państwowi nie raczą zauważyć. Wybrany lud pracujący w strojach regionalnych, wierny staropolskiej tradycji, gościnnie podejmuje zmęczonego przemowami pana premiera przy suto zastawionym stole. Gość dobrze wychowany, oczywiście, zachwala i dziękuje gospodyniom za trud włożony w przygotowanie tak smakowitego jadła. Aliści licho nie śpi, jedna z nich w dobrej wierze wyprowadza pana premiera z błędu: to pańscy ludzie wcześniej to wszystko przywieźli. Za plecami obstawy znika z oka kamery nieuważna cateringowa obsługa.


2011-09-25
ODWAGA I POKORA.
Od czwartku do dzisiejszej niedzieli trwała wizyta apostolska Benedykta XVI w Niemczech. Czytałem z uwagą tłumaczenia tekstów papieskich, są głębokie i piękne. Ktoś skomentował słowa Ojca Świętego: są krystalicznie czyste! Śledziłem tę pielgrzymkę w Internecie. Od wielu tygodni mój telewizor milczy. Dzieliłem się z parafianami na wieczornej Mszy tym, co przeniknęło do mej duszy ze spotkań Papieża Niemca ze swymi rodakami. Podziwiam w Benedykcie jego odwagę i jego pokorę. Obie te cnoty wypływają w nim z duchowego zakorzenienia umysłu i serca w Chrystusowej Prawdzie. Chrystus jest wszystkim dla Benedykta XVI. To wielka przyjemność słyszeć dziś pozytywne opinie różnych Niemców o tej wizycie, bo przecież przed wizytą czarny orzeł krakał na wielu szpaltach rodzimych przeciwko Ojcu Świętemu.


2011-09-17
PRZEPIÓRKA.
Zgromiony przez bpa Meringa ks. Adam Boniecki zachowuje się jak przepiórka w wysokiej trawie, która sprytnie odciąga zbliżającego się lisa jak najdalej i w przeciwnym kierunku od ukrytego gniazdka z nieopierzonymi pisklętami. Redaktora-seniora, jak słychać w TVN24, wcale nie obchodzi, co naprawdę dzieje się na koncertach Behemotha, ani jakie skutki powoduje jego muzyka w duszach młodych fanów. On ochrania swoje gniazdo, pismo, którego przez wiele lat był naczelnym. Biskup włocławski bowiem zarzucił redaktorowi, że na łamach dawał miejsce autorom niewierzącym, zwalczającym Kościół. Szkoda tylko, że ks. Boniecki broni TP (i siebie) w tak nieudolny sposób, sięgając aż po przykazanie miłości nieprzyjaciół. Gdyby w naszym kraju ateiści nie mieli swoich pism, można by z biedą przyjąć takie tłumaczenie.

2011-09-12
OBRONA.
Są już obrońcy satanisty, który podarł Pismo Święte na estradzie. Gazety zaczynają odsłaniać swe wnętrzności. W wywiadzie dla „Super Expressu” pani Magdalena Środa wyznaje ze wzruszającą szczerością: „Też mam ochotę podrzeć Biblię”. Natomiast na szpaltach „Wprost” taż autorka w „Sprawie szatana” dodaje z głęboką prostotą: „Nie popieram niszczenia książek, choć w przypadku Biblii sądzę, że bardziej destrukcyjne dla wiary i uczuć religijnych jest jej czytanie niż niszczenie. W Polsce na szczęście nikt Biblii nie czyta. Uważam jednak, że tak jak mamy paragraf do obrony uczuć religijnych, tak powinniśmy mieć jakiś paragraf chroniący przed głupotą”. Brawo, pani filozof! Nie wiem, w co pani wierzy, ani gdzie lokuje swe uczucia religijne, ale obawiam się, że w tym tekście mamy do czynienia z głupotą, przed którą w żaden sposób nie można się obronić. A mówienie nieprawdy o czytaniu w Polsce Biblii przywodzi na myśl ocenę Jezusa o „ojcostwie” kłamstwa (J 8,44).
Oczywiście, GW również stanęła w obronie Nergala głosem swej „zakrystianki”, która o Kościele, o biskupach wie najlepiej. Ale tu naprawdę „szkoda czasu i atłasu”.


2011-09-10
POWSZECHNE POPARCIE.
Ks. bp Wiesław Mering dodatnio ocenia społeczną reakcję na swoją odezwę wystosowaną w sprawie występów piewcy satanizmu w telewizji publicznej. „Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony, że tak liczne są e-maile, telefony, listy, które do mnie przychodzą. Słowa poparcia ślą najrozmaitsze osoby: uczeni, pracownicy uniwersytetów, ludzie prości, młodzi, starsi, księża i świeccy. Nie przypuszczałem, że będzie taki duży odzew na mój protest. Świadczy to o tym, że chyba rzeczywiście był najwyższy czas, aby pewne sprawy nazwać po imieniu. Odezwę wydałem przede wszystkim dlatego, że gdybym milczał, to po prostu popierałbym to, co się dzieje. To tak, jak w tym starym łacińskim przysłowiu: "qui tacet, consentire videtur" - kto milczy, to znaczy, że się zgadza. Nie wolno siedzieć cicho, kiedy chrześcijan, ich tradycję, religię, kulturę poniża się, i to w tak obrzydliwy sposób, gdy próbuje się promować satanizm w TVP (...) Z ponurej niewoli komunizmu popadliśmy w niewolę liberalizmu, tego, który wolność rozumie jako swawolę".


2011-09-09
COŚ DRGNĘŁO.
Po gorącym sprzeciwie ks. biskupa włocławskiego wobec promowania satanizmu w TVP2 coś w episkopacie polskim drgnęło. „Mamy prawo domagać się, aby uszanowano nas, wiarę, Kościół, Pismo Święte i krzyż! – głosił z ambony w Radomiu wczoraj ks. bp Henryk Tomasik. Metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz zapowiedział, że sprawą zajmą się biskupi na posiedzeniu Konferencji Episkopatu Polski. Ordynariusz gdański zaś ks. abp Sławoj Głódź wystosował zdecydowany w treści list do prezesa zarządu TVP Juliusza Brauna: "Pan Darski wielokrotnie dawał publiczne dowody swojego obrzydzenia chrześcijaństwem i religią w jej powszechnym rozumieniu. Mając do dyspozycji treść jego publikacji internetowych, osobistych działań i społecznego wydźwięku jego wypowiedzi, trudno się dalej oszukiwać, twierdząc, że nie mamy do czynienia z praktykującym satanistą".
Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zbada, czy TVP złamała prawo, zatrudniając Adama Darskiego jako jurora w cyklicznej audycji „The Voice of Poland”.


2011-09-03
GŁOS SPRZECIWU.
Ordynariusz włocławski, ks. bp Wiesław Mering, dowiadując się o zaplanowanym na jesień występie w TVP2 satanisty i bluźniercy "Nergala", wystosował gorącą prośbę do swych diecezjan o wyrażanie zdecydowanego publicznego protestu.
"Non possumus! – powiedzieli kiedyś Polscy Biskupi Cezarowi moszczącemu sobie gniazdo na ołtarzu. Nie wolno udawać, że nic się nie stało, nawet jeśli okrzyczą nas wstecznikami, nietolerancyjnymi katolikami, czy jakimiś tam „beretami”! Nie! Jako obywatele mamy prawo ujawniać i głosić swoje zdanie (…) Moich Diecezjan proszę o odwagę w obronie Bożych Praw; błagam i żarliwie zachęcam Młodzież i Dorosłych do:
- ujawniania swojej niezgody na obecność Nergala w publicznej TVP poprzez protesty kierowane do Dyrekcji Programu Drugiego TVP;
- składania podpisów na stronie internetowej Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy: www.ksd.media.pl;
- modlitwy, zwłaszcza do św. Michała Archanioła, by w Polsce Imię Boga nie było publicznie obrażane; tą modlitwą obejmijmy także wspomnianego bluźniercę, „który nie wie, co czyni”(…)
Nie możemy milczeć, kiedy w drastyczny sposób narusza się przywiązanie wiernych do chrześcijaństwa (...) Nie możemy milczeć ani ze strachu, ani z woli przypodobania się osobistym wrogom Pana Boga, ani z motywów politycznej poprawności, czy obojętności! Nie obawiajmy się: „na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” – mówi nam Chrystus! (J16,33)".


2011-09-01
URODZINY.
Dziś śp. abp Józef Życiński skończyłby 63 lata życia na ziemi. Jak informuje ks. dr Tomasz Adamczyk, sekretarz zmarłego metropolity lubelskiego, Msze św. o godz. 18.30 sprawowane były nie tylko w austriackim sanktuarium w Mariazell, które hierarcha rokrocznie odwiedzał, ale także we Włoszech, Szwajcarii, Niemczech, Hiszpanii, na Węgrzech, w Papui Nowej Gwinei, w USA, we wszystkich zamkniętych klasztorach ss. klarysek w Polsce i w Bawarii, a także w kilkudziesięciu miejscach w Polsce. Były sekretarz Zmarłego i stypendysta wiedeńskiego Instytutu „Janineum”, wyjaśnia, że pomysł odprawienia tego dnia Mszy św. o tej samej godzinie w różnych miejscach podchwyciły osoby związane na różne sposoby z abp. Życińskim, nie tylko stypendyści fundacji, którą zmarły wspierał.


2011-08-26
ODPUST.
Na Jasnej Górze dziś tłoczno i radośnie. Słychać to w niektórych przekazach medialnych. U nas, na Zalesiu, również tłoczno, ale i pobożnie. Pielgrzymi przybyli na kwadrans przed 17-tą. W kościele wszystkie miejsca zajęto, a na zewnątrz pod drzewami drugie tyle umiejscowiło się pobożnych uczestników. W sobotę albo w niedzielę pewnie przybyłoby dwa i trzy razy więcej. Z pewnością dzisiejszy niemiłosierny upał zatrzymał wiele starszych osób w domu.
Młody kaznodzieja dla dusznej atmosfery w świątyni nie był zdolny rozwinąć krótszej (obiecanej!) wersji swej mowy. Wołał często „drodzy bracia i siostry” i rzeczywiście skutecznie podnosił ciężkie powieki sióstr do poziomu jego warg. Ciała spływały potem, ale dusze były wniebowzięte. Kolorowe wachlarze przy brodach, niby skrzydła motyle pomagały utrzymać poważną refleksję na wysokościach.
Pan Jezus jednak najwyraźniej pokochał tę umordowaną słońcem pieszą pielgrzymkę. Kapłani z Ciałem Pańskim dotarli do wszystkich spragnionych Jego miłości i tych we wnętrzu, i tych na zewnątrz świątyni. Nakarmieni eucharystyczną Tajemnicą, przyjęli w końcowym błogosławieństwie istotny dar odpustowego święta, odpuszczenie wszystkich kar doczesnych za swe już wyspowiadane i odpuszczone grzechy. A po Mszy była obfita i smaczna agapa. Czas posiłku i rozmów przyjacielskich przeciągnął się do późnych godzin. Przecież niejedno spotkanie odbywało się po rocznej przerwie.


2011-08-25
NOWENNA.
Dziś zakończyliśmy w naszym kościele nowennę przed Odpustem Matki Bożej Częstochowskiej. Centrum naszej modlitwy stanowiła Eucharystia z homilią. W każdym dniu rozważaliśmy jeden temat: od spraw dotyczących osoby, poprzez sprawy społeczno-obyczajowe w rodzinie i w ojczyźnie aż po nasze powołanie w Kościele. Dzisiejszy temat tyczył osoby bł. Jana Pawła II, jego drogi do świętości – wierności do końca wobec woli Bożej. Dwóch spowiedników służyło w konfesjonale przez godzinę przede Mszą św. Przemęczenia ani długich kolejek nie było. Zresztą frekwencja podczas wszystkich dziewięciu dni była mierna. Dziś podniosła się w sposób nieco radujący oko proboszcza.


2011-08-24
HISZPAŃCZYK.
Ks. Ryszard przyjechał dziś do Matki Bożej Częstochowskiej na Zalesiu. Choć często przedstawia się: „jestem Anglik”, albo: „jestem londyńczyk”, to dziś należy mu się tytuł: „Hiszpańczyk”. Przywiózł z Madrytu całą furę wrażeń, świeżych zachwytów, żywotnych wspomnień i gorących uczuć na wysokim C. Opowiadań nie byłoby końca, gdyby nie był tak strasznie zmęczony. Zapowiedział dwie doby odsypiania Światowych Dni Młodzieży. Mam nadzieję, że na sumę odpustową przebudzi się.

Nocą od ziemi aż do nieba nad Wrocławiem przewaliła się potężna nawałnica z gromami i błyskawicami. Jasność nocy dorównywała nieledwie dziennemu światłu. Przebudzony po trzeciej z przerażeniem patrzyłem przez okno na rząd pięknych, młodych brzóz, jak targane silnym wichrem gięły się niby smukłe damy przed przechodzącym cesarzem.


2011-08-22
ILOŚCI.
W Światowym Dniu Młodzieży w Madrycie wzięło udział ok. 2 mln młodych ludzi ze 193 krajów świata. Najwięcej uczestników przybyło z Włoch, Hiszpanii i Francji.
Polskę reprezentowało oficjalnie 12 tys., ale liczba ta była większa o kilka tysięcy osób, które przybyły w grupach niezarejestrowanych lub indywidualnie. Tym samym pod względem liczby uczestników spotkanie młodzieży w stolicy Hiszpanii było trzecim co do wielkości w historii Światowych Dni Młodzieży. Pod tym względem wyprzedza je ŚDM w Manili, stolicy Filipin w roku 1995 (4 mln), i w Rzymie w 2000 (2, 2 mln). Mszę św. na lotnisku Cuatro Vientos koncelebrowało z Benedyktem XVI ok. 14 tys. kapłanów i 800 biskupów. Powierzchnia miejsca celebry odpowiadała 48 boiskom piłkarskim. Relacje z tego historycznego wydarzenia przekazywało ponad 5 tys. dziennikarzy z całego świata. Nad bezpieczeństwem uczestników czuwało ponad 18 tys. policjantów. Od strony organizacyjnej ŚDM wspomagało 30 tys. wolontariuszy.

Gdzie byli polscy dziennikarze? Dlaczego nie potrafili nasycić polskiej atmosfery modlitwą młodych z całego świata i nadzwyczajną radością 84-letniego Człowieka w bieli? Jak głęboki smutek gościłby w polskich domach, gdyby nie radio Maryja i TV Trwam!


2011-08-21
KATECHETA.
Dzisiaj w homilii, na zakończenie ŚDM na płycie lotniska „Czterech Wiatrów” w Madrycie, Benedykt XVI postawił dwumilionowej rozmodlonej rzeszy młodzieży Jezusowe pytanie: „A wy, za kogo Mnie uważacie?”. I zachęcił zasłuchanych uczestników Eucharystii do odpowiedzi Piotrowej: „Odpowiedzcie Mu wielkodusznie i śmiało, jak wypada sercu młodemu, takie jak wasze. Powiedzcie Mu: Jezu, wiem, że jesteś Synem Bożym, że dałeś swoje życie dla mnie. Chcę iść za Tobą wiernie i kierować Twoim słowem. Ty znasz mnie i miłujesz. Ufam Tobie i całe moje życie składam w Twoje ręce. Chcę, żebyś był siłą, która mnie podtrzymuje, radością, która mnie nigdy nie opuszcza”. Ojciec Święty, jak wytrawny katecheta, zadał młodym zadanie domowe: „Drodzy młodzi, pozwólcie, że jako Następca Piotra, zachęcę was do umocnienia tej wiary, która została nam przekazana przez apostołów, do umieszczenia Chrystusa, Syna Bożego, w centrum waszego życia. Pozwólcie mi jednak również, abym przypomniał, że pójście za Jezusem w wierze oznacza kroczenie z Nim w komunii Kościoła. Za Jezusem nie można pójść samemu. (...) Proszę was, drodzy przyjaciele, abyście kochali Kościół, który zrodził was do wiary, który wam dopomógł w lepszym poznaniu Chrystusa, który pozwolił wam odkryć piękno Jego miłości. Fundamentalne znaczenie dla wzrostu waszej przyjaźni z Chrystusem ma uznanie znaczenia waszego radosnego włączenia w życie parafii, wspólnot i ruchów, jak również uczestnictwo w Eucharystii co niedziela, częste korzystanie z sakramentu pojednania, troska o modlitwę i rozważanie Słowa Bożego”.


2011-08-19
SZTUKA SĄDU.
W Gdyni sędzia Krzysztof Więckowski w imieniu Rzeczpospolitej zawyrokował, że Adam Darski, pseudo: „Nergal”, lider satanistycznego zespołu muzycznego „Behemoth”, nie popełnił przestępstwa obrazy uczuć religijnych Polaków, gdy podczas koncertu na scenie podarł Biblię, świętą Księgę chrześcijan, i rzucając strzępy w tłum fanów wołał „żryjcie to gówno”. Według polskiego sędziego ta wulgarna, antyreligijna prowokacja satanisty była „swoistą formą sztuki”. Muzyk zapragnął dać taki wyraz artystyczny temu, co gra w jego duszy, a pan sędzia nie będzie przecież nakreślał granic jego twórczym inspiracjom. Obrońca i interpretator prawa III Rzeczpospolitej raczył nie pamiętać, że sztuka polska przez całe swe tysiącletnie dzieje potężne inspiracje czerpała z Biblii. Ten wyrok sędziego obraża uczucia nie tylko religijne i nie tylko ludzi wierzących.
„Oczyszczony” z zarzutów „Nergal” z satysfakcją napisał na Facebooku: „Szatan znowu wygrał!” Istotnie, zły duch wygrał, a nie duch prawa polskiego. Wygrał znowu, ale niech pamięta, że zwycięstwo strasburskie nad krzyżami święciło tryumfy bardzo krótko.

W tym samym dniu Ojciec Święty na ulicach Madrytu modlił się razem z ponad milionową rzeszą młodzieży podczas Drogi Krzyżowej: „Cierpieć z innymi, dla innych; cierpieć z powodu pragnienia prawdy i sprawiedliwości; cierpieć z powodu stawania się osobą, która naprawdę kocha – oto elementy fundamentalne człowieczeństwa, których porzucenie zniszczyłoby samego człowieka”.


2011-08-18
NASTĘPCA PIOTRA.
Do Madrytu przyleciał, jak biały gołąb, Ojciec święty. Siwiuteńki Benedykt XVI od razu wszedł w gorącą atmosferę rozmodlonej i rozśpiewanej młodzieży. Rzesza młodych już się podwoiła, liczy milion osób. Powitalne słowa papieskie zdradzają radosne zadziwienie i podekscytowanie Ojca Świętego. „Bardzo się cieszę, że mogę się z wami spotkać tutaj, w centrum tego pięknego miasta Madryt, którego klucze burmistrz zechciał uprzejmie mi przekazać. Dziś jest ono stolicą młodych ludzi z całego świata, na którą cały Kościół kieruje swój wzrok. Pan nas zgromadził, abyśmy w tych dniach przeżywali piękne doświadczenie Światowych Dni Młodzieży. Poprzez waszą obecność i udział w uroczystościach, imię Chrystusa będzie rozbrzmiewać w każdym zakątku tego sławnego miasta. Modlimy się, aby Jego orędzie nadziei i miłości rozbrzmiewało także w sercach tych, którzy nie wierzą lub oddalili się od Kościoła. Bardzo dziękuję za zgotowane mi wspaniałe przyjęcie przy wjeździe do miasta - znak waszej miłości i bliskości z Następcą Piotra” .


2011-08-17
DAŁ PO NOSIE.
Wczoraj gospodarz madryckiego spotkania młodzieży, Kardynał Antonio Maria Rouco Varela, przedstawiając gościom własny kraj najwyraźniej chciał im poprawić samopoczucie po nieprzyjemnych ulicznych spotkaniach z wrzeszczącymi gejami i ateistami. Przy okazji dał po nosie rządzącym bezbożnikom. Tłumaczył cierpliwie, czym w istocie swej był i jest jego kraj ojczysty i Kościół zakorzeniony w sercach ludzi Półwyspu Iberyjskiego. „Witajcie w Hiszpanii! Wielu z was doświadczyło już w ubiegłym tygodniu, podczas waszego pobytu w hiszpańskich diecezjach, serdecznego przyjęcia i miłości braterskiej waszych braci, młodzieży Hiszpanii, ich rodzin, wspólnot oraz ich Pasterzy. Mogliście przekonać się, że ta postawa otwartych ramion i gorąca sympatia ma głęboki związek z żywym faktem, że jest to stary kraj utworzony przez wspólnotę ludów: Hiszpania, której główną cechą tożsamości historycznej, jej kultury i sposobu bycia jest wyznanie wiary chrześcijańskiej jej synów i córek w komunii Kościoła katolickiego. Historyczna osobowość Hiszpanii tworzy się w oparciu o wyraźne cechy dotyczące chrześcijańskiej wizji człowieka i życia począwszy od samego zarania swojej historii, która w dużej mierze rozpoczyna się wraz z pierwszą misją apostolską na ziemi hiszpańskiej prawie dwa tysiące lat temu” .


2011-08-16
BÓG NIE PONIŻA.
Zaczęło się! Pół miliona młodych z całego świata zjechało się do Madrytu. Kard. Ryłko podczas ceremonii otwarcia 26. Światowych Dni Młodzieży jędrnie nakreślił cel tego spotkania: „Przybyliście na spotkanie z Ojcem Świętym Benedyktem XVI. Przybyliście, by całemu światu - w szczególności Europie, która wydaje się być bardzo zagubiona - głośno powiedzieć wasze niezachwiane „tak”! Tak, wiara jest możliwa. To dlatego, że Bóg, który objawił się w obliczu Chrystusa, nie poniża człowieka” .


2011-08-14
OBIE KORONY.
Niedziela dziś i wigilia Wniebowzięcia Maryi. Na homilii próbowałem namalować to, co mi „gra w duszy” od czasów młodzieńczych. Kolorowy obraz Maryi z koronami w rękach – białą i czerwoną – pytającej 12-letniego Rajmunda Kolbego: którą wybierasz? Bez wahania odpowiedział: wybieram obie korony. Po czterech zaledwie latach rozpoczął nowicjat u franciszkanów, tak się rozpoczęła jego droga z białą koroną w sercu. Do końca życia ojciec Maksymilian Maria Kolbe nie sprzeniewierzył się swej ślubowanej Jezusowi i Maryi czystości, tej ozdoby zakonnego serca.
Dokładnie 70 lat temu w bunkrze głodowym, jako ostatni z dziesięciu, umiera Więzień numer 16670, który - w niezrozumiały dla świata sposób - dobrowolnie wybrał śmierć, aby mógł żyć skazany bliźni mający rodzinę. Umierał ostatni po dwóch tygodniach, gdy już wszystkich przygotował na przekroczenie granicy czasu i wieczności. Ukłuty zastrzykiem fenolu oddał w ręce Maryi dwie korony: białą i czerwoną. Matka Boża wzięła do Nieba obie korony.


2011-08-09
WROCŁAWIANKA.
Edyta Stein, a później św. Teresa Benedykta od Krzyża, która chadzała tymi samymi co ja ulicami pięknego Wrocławia, towarzyszy mi dziś w modlitwie .
„W początkach życia duchowego, kiedy zaczynamy się dopiero poddawać Bożemu kierownictwu, czując pewną i mocną rękę Boga, który nas prowadzi, to, co powinniśmy czynić, stoi przed nami jasne jak słońce”. – Tu nie potrzebuję ani przewodnika, ani autorytetu. Pełen radości biegnę po ukwieconych dolinach Pana, bo Pan zawsze jest ze mną.
„Ale nie zawsze tak bywa. Kto należy do Chrystusa, musi przeżyć całe Jego życie. Musi dojrzewać do wieku Chrystusowego, musi z Nim wejść na drogę krzyżową, przejść przez Ogrójec i wstąpić na Golgotę”. – Tu oglądam się i szukam pomocy. Spotykam boleśnie milczącą Maryję, matkę Jezusa, rozglądam się za Weroniką, tęskniąc za gestem współczucia i otarcia potu, wreszcie pragnę pomocy krzepkich dłoni Szymona z Cyreny. I… doświadczam swej samotniczej słabości. Na Golgocie tylko On jeden, Chrystus Pan, jest moim wspomożeniem, poprowadzi do oddania się w ręce Ojca i nakarmi nadzieją: będziesz ze Mną w raju.
„Lecz wszystkie cierpienia zewnętrzne są niczym w porównaniu z ciemną nocą duchową, gdy gaśnie Boskie światło i milknie głos Pana. Bóg jest w tym doświadczeniu blisko, lecz ukrywa się i milczy. Dlaczego?” – Święta Mistyczka nie rozumie do końca tej sytuacji, ale całym sercem ufa Mistrzowi. A ja, nie przyrównując się do „rodaczki”, kończę swą medytację słowami Apostołów: Panie, przymnóż nam wiary.


2011-08-05
SAMOBÓJSTWO.
Chłop-polityk, Andrzej Lepper nie żyje. Powiesił się dziś w swoim biurze partyjnym w Warszawie. Karierę miał błyskotliwą, życie wiódł burzliwe, śmierć przyszła podła.
Bogu miłosiernemu trzeba sąd zostawić. Jutro Przemienienie Pańskie.


2011-07-31
DYŻUR.
Pani Katarzyna Wiśniewska, na fali burzliwej debaty po zbrodni norweskiej, w swoim „Stronniczym [i nieprzemyślanym] przeglądzie prasy katolickiej” na łamach „Gazety Wyborczej” widzi i w Polsce fundamentalizm chrześcijański. Ma za złe o. Dariuszowi Kowalczykowi z tygodnika „Idziemy”, że napisał: "Niestety, niektórzy wykorzystują tę straszliwą zbrodnię, aby wciskać swą ideologię i atakować tych, których nie lubią (...)Nie zabrakło też takich, co to zaczęli snuć porównania Breivika do zwolenników PiS-u lub do słuchaczy Radia Maryja". Pani redaktor z uporem broni swej tezy, bo gdyby nie było fundamentalizmu chrześcijańskiego, to Jan Paweł II nie napisałby o tym w encyklice „Centesimus Annus”. Czy sama to zauważyła? Skądże! Przeczytała to w „Tygodniku Powszechnym”.
Najwyraźniej pani Wiśniewska w swym przeglądaniu cudzych myśli raczej windą jeździ, miast z uwagą mozolnie przechodzić z piętra na piętro. Z przemyśleń powstają przewidzenia. Nie pierwszy raz zresztą. I cóż począć z tym dyżurem katolickim w niekatolickiej gazecie?


2011-07-25
KRÓLEWSKIE POŻEGNANIE.
Daleki, polski Pińsk, zgromadzony dziś wokół trumny z ciałem ks. kard. Kazimierza Świątka, żyje wielkim hołdem i dziękczynieniem Chrystusowi za możne łaski otrzymywane przez ręce i serce Pasterza Białorusi w powojennych latach. Nikt tam nie ma wątpliwości, że ich ś.p. pasterz udręczony przez wrogów Chrystusa to święty męczennik. Tysiące wiernych, setki księży i sióstr zakonnych przybyłych z Polski, Litwy, Łotwy, Ukrainy i z całej Białorusi modli się na Mszy pogrzebowej na placu przed katedrą pińską. Trumna i portret tonie w kwiatach. Ze łzami w oczach i głęboko rozśpiewaną duszą żegnają „niezłomnego świadka” wiary i „Bożego atletę”, dźwigającego od nowa, przez sowietów zniszczony Kościół na kresach Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Katoliccy biskupi zdają sobie sprawę, że żegnając metropolitę mińsko-mohylewskiego i administratora apostolskiego diecezji pińskiej, żegnają trudną i bohaterską epokę. Czy nowa, przynosząca z zachodu obojętność religijną i relatywizm moralny, będzie lepsza?
Ciało kard. Kazimierza Świątka spocznie w krypcie katedralnej obok szczątków świątobliwego bpa pińskiego Zygmunta Łozińskiego. Obaj ci Polacy wraz z wielu świętymi męczennikami i wyznawcami Chrystusa wymodlą przed tronem Bożym miłosierdzie dla mieszkańców tej pięknej ziemi.


2011-07-23
PROROK RAZY TRZY.
Żył w Starym Testamencie prorok Natan, który uratował tron królewski dla Salomona po jego ojcu Dawidzie. Musiał mieć wrogów, ale miał też swoich fanów. Widocznie Panu Bogu się to podobało, bo prorok dzielnie sobie poczynał na królewskim dworze.
W XX wieku był bardzo bogaty dr Bernard Natanson, też Żyd. Siebie nazywał lekarzem, miał potężną prywatną klinikę i klientelę aborcyjną. Tysiącami niszczył ludzkie ciała nienarodzonych. Jednak się nawrócił i po Europie jeździł próbując swoich dawnych fanów przekonać, że to co robił, było bardzo złe. Był prorokiem przetrąconym. Czy go Pan Bóg pozbierał?
W XXI wieku na ziemi dawnych królów żyje i głośno duszpasterzuje (o przepraszam, już nie!) ks. dr hab. Piotr Natanek. Został zasuspendowany przez ks. kardynała, bo głosi fałszywą naukę o królowaniu Jezusa Chrystusa i w specyficzny sposób szerzy kult Matki Bożej, aniołów i świętych, mieszając z magicznie pojmowaną wiarą. Kuria krakowska twierdzi, że ks. dr ośmiesza Kościół. Ostatnio słyszał krzyki abpa Życińskiego z piekła. Wielu fanów ukaranego duszpasterza uważa za charyzmatycznego proroka i nie podziela zdania duchownej władzy. Trwają przy nim wierząc, że Pan Bóg jest po ich stronie.
Jak głosi stare ruskie przysłowie: „Boh ľubiť trojku”, być może na trzech prorokach ta kabała się zakończy.

2011-07-22
ZBRODNIA I ATAK.
Norwegowie w szoku i żałobie. Samotny terrorysta w Oslo Anders Behring Breivik zdetonował bombę w Oslo, zabijając 7 osób, następnie po kilku godzinach otworzył ogień do młodych ludzi na wyspie Utoya, powodując śmierć 86 osób. W sumie pozbawił życia 93 osoby i poważnie zranił co najmniej sto. Takie informacje podaje norweska policja, nazywając zamachowca „chrześcijańskim fundamentalistą”. No i z tego mamy zupełnie inną awanturę. Taką, jaką potrafią rozhuśtać jedynie partyjne media. - Był czy nie był fundamentalistą? – Był! Był czy nie był muzułmaninem? – Nie był! – Czyli był fundamentalistą chrześcijańskim! Cała lewacka Europa dochodząc (śladem policji norweskiej) do takiego wniosku, uczyniła z niego wygodne źródełko do ataków na chrześcijan protestanckich i katolickich, że to z ich łona zrodziło się tak straszne zło. W Polsce, oczywiście, atak poszedł na Radio Maryja i na biskupów, którzy nie gustują w polityce współcześnie urzędowej .


2011-07-19
CIĘŻKA TAJEMNICA.
Po wakacjach w Irlandii ma zacząć obowiązywać nowe prawo z zaostrzonymi restrykcjami wobec przestępców dopuszczających się seksualnego molestowania dzieci. Decyzja ze wszech miar słuszna, z pewnością biskupi przyklasnęliby bezwzględnie, gdyby nie pewien wcale niemały szczegół. Wiadomo, diabeł zawsze ukrywa się w szczegółach. To nowe prawo ma ścigać również tych, którzy zatają informację o takim molestowaniu. Kara będzie dotkliwa, bo pozbawi wolności sprawcę na pięć lat, a obejmie także spowiedników.
Katolickie agencje stwierdzają: „ Gdyby plany rządu weszły w życie, Irlandia stałaby się jedynym krajem Zachodu, w którym nie respektowałoby się nienaruszalności sakramentalnej tajemnicy spowiedzi” . Trzeba się gorąco modlić o wstawiennictwo św. Jana Nepomucena, który w Pradze oddał swe życie dla zachowania tajemnicy spowiedzi. Zginął strącony z mostu Wacława w nurty Wełtawy.



2011-07-14
NAUKA O ŻYCIU.
Redakcja Katolickiej Agencji Informacyjnej otrzymała list wystosowany przez grupę 15 profesorów medycyny, genetyki, biotechnologii, bioetyki, mikrobiologii i prawa skierowany do czasopisma naukowego „Nature” , w związku z rozpatrywaną przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości kwestią dopuszczalności patentowania ludzkich komórek macierzystych.
Naukowcy z Hiszpanii, Francji, Argentyny, Portugalii, Kostaryki i Włoch przypomnieli, że w oparciu o dane wiedzy początek cyklu życiowego istoty ludzkiej jest związany z uformowaniem się jej wyjątkowej tożsamości genetycznej, zmaterializowanej w kodzie DNA, zawierającym dziedzictwo każdej poszczególnej istoty ludzkiej. Łączy się on z zapłodnieniem gamet, powodującym powstanie zygoty, będącej pierwszą manifestacją cielesną istoty ludzkiej. Zapłodnienie jest więc jedynym wydarzeniem o uchwytnym znaczeniu biologicznym, nakreślającym granicę początku życia ludzkiego – podkreślają naukowcy.


2011-07-09
PODOBIEŃSTWO.
Niebo dziś piękne. Błękit co jakiś czas przetarty drobniutkim, bielusieńkim barankiem chmur - niby brukowana szosa z zachodu na wschód. Gdyby biegła odwrotnie, narysowałbym na niebie zaprzęg białych rumaków ciągnących biały powóz. A kto by powoził dziś? Oczywiście św. Jan z Dukli. Ci co już zjechali z różnych stron Dolnego Śląska i z dalsza na odpust do Dukielki, są głęboko przekonani, że tu w Karkonoszach święty Duklanin wybrał sobie miejsce na pobyt stały. Gdy się jest już w Niebie, można mieszkać na stałe w każdym miejscu na Ziemi jednocześnie. Liczą się tu wysłuchane modlitwy zanoszone do Boga za wstawiennictwem kochającego, wrażliwego i zapracowanego w winnicy Pańskiej Wyznawcy franciszkańskiego.
Do godziny 17-tej zielone zbocze u stóp kaplicy zdołało zakwitnąć wszystkimi kolorami turystyczno-pielgrzymkowego odzienia szczególnie pań, ale i panom barwności nie zabrakło. Trzech celebransów rozpoczęło święty obrzęd w złocistych ornatach. Maleńka tubylcza schola podbijana tonami elektronicznego klawikordu dzielnie usiłowała przewodzić śpiewom szeroko rozłożonego u stóp ołtarza ludu pielgrzymiego. Naprzeciw modlących się stała po drugiej stronie kaplicy poważna, gęsto zwarta ściana świerków bezszelestnie strzelających ciemną zielonością w jasny błękit nieba.
Nie mogłem zbytnio wsłuchiwać się w jej ciszę, bo musiałem walczyć z moją wyobraźnią i pamięcią o słowa, by były dobre i piękne i by odzwierciedlały ciekawą prawdę o uderzającym podobieństwie ludzi świętych, choć rozdziela ich historia setek lat. Kanwę do mego kazania zaczerpnąłem z przemówienia Jana Pawła II w przeddzień kanonizacji błogosławionego Jana z Dukli . Mówiąc o nim Ojciec Święty podświadomie malował wizerunek własnej świętości. To dziś widać wyraźnie. Choć obaj tak różne role pełnili w tak różniących się czasach, to przecież mieszkali na polskiej ziemi, w tym samym Chrystusowym Kościele pod tchnieniem jednego Ducha Świętego.


2011-07-07
WICEMARSZAŁEK.
Trudno uwierzyć temu, kto nie ogląda telewizyjnej „Kropki nad i”, ale tak się, niestety, stało. Poseł zasiadający na najwyższym fotelu w Sejmie RP ciężko obraził ks. prof. Józefa Krukowskiego, cenionego wykładowcę prawa międzynarodowego na KUL-u. Potwierdzenie dziś znalazłem w liście Komisji Prawniczej Oddziału PAN w Lublinie skierowanym do wicemarszałka Sejmu Stefana Niesiołowskiego. Autorzy napisali: „…powiedział Pan: >To jest chory człowiek. To, co mówi ten Krukowski jest chore (…) To jest chory z nienawiści człowiek (…) to jest kompletny nieuk<”. Nie do wiary! Przecież pan Niesiołowski również nosi tytuł profesora. Zdarzało mi się czasem obserwować chamskie zachowania między różnymi degeneratami i śliniącymi się pijaczkami. Potrafili strasznymi bluzgami obrażać siebie nawzajem, ale zawsze milkli, gdy pojawiał się obok ktoś obcy lub przebiegało dziecko. Umieli wyhamować złość i ścichnąć na widok przechodzącego księdza w sutannie.
Koledzy partyjni tłumaczą swego wicemarszałka jego temperamentem. To byłoby śmieszne, gdyby nie tak tragiczne dla wizerunku Polski pośród sąsiadów. A gdzież jest wychowanie i praca nad sobą u osoby z mandatu wyborców pracującej w gremium ustawodawczym? Zresztą PO mogła się już nauczyć, czym skutkuje przyzwolenie na ten typ charakterologiczny. Nowa wroga konkurencja polityczna budowana przez posła Palikota nie wzięła się z niczego.


2011-07-01
PRZED WYBORAMI.
Dwa cytaty i dwa pytania z "Rzeczpospolitej" wyjęte. Premier Donald Tusk: "Polacy dojrzewają do akceptacji związków partnerskich". Ks. Robert Skrzypczak: "Polityczne parcie na legalizację tak zwanych związków partnerskich łączy się z wygodnym preferowaniem statusu rodzinnopodobnego zapewniającego zainteresowanym maksimum praw przy minimum odpowiedzialności. (…) Z punktu widzenia nauki ewangelii i Kościoła związki partnerskie są zalegalizowanym cudzołóstwem".
Czy nie pod ciężarem zarzutu cudzołóstwa katolik Donald Tusk pojął za żonę swoją wieloletnią zalegalizowaną w USC partnerkę, w obecności swych dzieci, prosząc przed ołtarzem o związanie rąk stułą na znak nierozerwalności sakramentalnego małżeństwa? I czy to nie działo się również przed wyborami?


2011-06-26
FARSA TRAGICZNA.
Polski minister spraw zagranicznych, zobowiązany przez swego mocodawcę, posłał skargę do Watykanu na polskiego zakonnika, że jest niegrzeczny, mówi dokoła, a ostatnio nawet w Brukseli, brzydkie rzeczy na temat praworządności i służby partii rządzącej dobru wspólnemu Polaków. Oczywiście to się nie podoba panu premierowi i takie zachowanie nie może być dłużej tolerowane, tym bardziej, że mimo wielu nauczek danych zakonnikowi, poprawy nie widać. Taka sytuacja jest bardzo nieprzyjemna i nie do zniesienia przez pierwszego i następnych ministrów właśnie przed wyborami.
Niezła farsa polityczna śmiechu warta nie tylko wśród opozycjonistów i znawców zwyczajów dyplomatycznych, również w samym Watykanie z trudem powściągano dyskretne półuśmiechy. Farsa jednak tragiczna, bo najwyżsi urzędnicy w państwie nagłaśniają swą skargę na niegrzecznego obywatela udając, że nie ma problemu, dlaczego obywatel jest niegrzeczny.



2011-06-23
SŁOWO MILCZENIA.
Wieczorna godzina porządkuje dzień, ustawia myśli, szuka symetrii, dobiera słowa, kolory, by zobaczyć w całości piękno Eucharystii uczczonej dziś tłumną modlitwą, niesionej w złotej monstrancji. Z „Tryptyku rzymskiego”, który otwarłem na pierwszej karcie, dobiegło mnie zdumienie wędrowca wsłuchanego w rytm górskiego potoku. On słyszy więcej: Przedwieczne Słowo, które milczy wobec dookolnego świata. U Jana Pawła II również Hostia milczy. Już na początku swego pontyfikatu, przy okazji uroczystości Bożego Ciała w 1979 roku, snuł swoją ulubioną refleksję: „W tym milczeniu białej Hostii niesionej w monstrancji są wszystkie słowa Chrystusa, jest całe Jego życie oddane na ofiarę Ojcu za każdego z nas”.
Gdy człowiek oddaje się po-Bożnemu milczeniu, Bóg odsłania w nim cudowne obrazy wiary.


2011-06-19
TAJNY TYTUŁ.
Gdy nie czytasz Wyborczej, o zmarłym arcybiskupie wiesz mniej, ale straszniej. Stosunkowo nowy tygodnik o nieortograficznym tytule „Uważam Rze” pisze o milczeniu dwu komisji badających ewentualne związki hierarchów polskich ze Służbą Bezpieczeństwa. Jeszcze za swego życia ks. abp Józef Życiński prosił dwóch świeckich historyków z IPN-u o zbadanie dokumentacji na temat TW Filozofa. Wyniki badań nad resztkami zawartości esbeckich teczek niszczonych masowo w latach 1989-90 przykrył całun milczenia. Śmierć ks. abpa położyła nowy kir. Gazeta Wyborcza nadzwyczaj ochotnie, nie żałując farby drukarskiej, zaangażowała się w rozświetlanie zgasłej przedwcześnie osobowości lubelskiego ordynariusza. Redaktorom żal było tej wielkiej straty. Myślę, że wszystkim głęboko wierzącym katolikom w Polsce żal było, choć niekoniecznie z tych samych powodów. Otóż wspomniany tygodnik opublikował na swych łamach zdjęcia dokumentów z archiwum IPN z komentarzem o tym, że i jak wrogowie Kościoła nadali młodemu księdzu Józefowi Życińskiemu, prefektowi częstochowskiego Wyższego Seminarium Duchownego niefortunny, niewdzięczny i super tajny tytuł „TW Filozof”.


2011-06-12
NA RYNKU.
Południową porą dziś na Rynku Wrocław dziękował Bogu za beatyfikację Jana Pawła II. Przy północnej pierzei, w pobliżu św. Elżbiety, ustawiono wysokie podium, na którym w połowie zmieścił się cały chór Opery Wrocławskiej. Bliżej stał ołtarz z wielkim ukwieconym krucyfiksem, obok którego zasiedli w kolorowym kordonie celebransi w piuskach, mitrach i bez nich. In plano reszta zwykłego duchowieństwa dzieliła miejsce z notablami władzy tubylczej (dokładnie z ratusza). Ludność rozciągała się wzdłuż szklanej fontanny, choć daleko jeszcze było do przeciwległej pierzei. Tuż za rogiem ratusza, i po drugiej stronie, rozłożył się bogato i głośno niedzielny jarmark tych, co mówią, że nie wierzą, albo „mi to wisi”. Ich wrzaskliwy śmiech, co rusz wpijał się ostrym zgrzytem w mistyczną tkankę Kościoła. Na scenie śpiewy były autentycznie operowe, muzyka Amadeuszowa i kazanie niezłe, były brawa. Mam wrażenie, że nasz Arcypapa od jakiegoś czasu jest łatwiejszy do słuchania. Dalej jest biblijny (to dobrze) i dalej okrąglutki w zastosowaniach praktycznych (to dobrze tylko dla prasy). Po półtorej godzinie nasza archidiecezja dołączyła do reszty w kraju pod hasłem „każda diecezja uroczyście dziękuje za beatyfikację”. Pewnie tak trzeba, ale – niech mi Pan wybaczy – przywodzi mi to na myśl czasy umarłego PRL-u. Boże, bądź miłościw grzesznikowi.



2011-06-07
DOCTOR.
Cały dzień był piękny, chociaż nieco meczący podróżą, a to za sprawą ks. bpa Adama Dyczkowskiego, któremu Senat Uniwersytetu w Zielonej Górze wręczył dyplom doktora honoris causa. Z ks. Adamem wspólnie pracowaliśmy pod kierownictwem sługi bożego ks. Aleksandra Zienkiewicza w C. O. D. A. „Pod Czwórką”. Konsekracji biskupiej dokonał kard. Henryk Gulbinowicz 26 listopada 1978 r. w Katedrze Wrocławskiej. Dzisiaj 79-letni ks. biskup jest już seniorem-lubuszaninem, czyli emerytem na dość urozmaiconej i sfatygowanej ścieżce żywota biskupiego. Zawsze obracał się między młodymi ludźmi i zawsze z gitarą! Pasowała do jego postury pokornego barda z ustami pełnymi piosenek i żartów śpiewanych. Nie trzeba było długo prosić, by dał głos w sali kominkowej, czy przy ognisku obozowym. Kochał góry i lubił deptać szlaki górskie. Zawsze z kimś. Przy nim młodzi czuli się zbratani. Nazwali go Harnasiem, choć zbój z niego lichy i ciupagą nigdy by się nie obronił. Umiał za to ludzi rozbrajać uśmiechem i piosenką. Bogactwo jego serca niebywałe: słodka dobroć i optymizm.
Dlatego też dzisiaj rektor promujący Harnasia postawił oczy w słup widząc na uroczystości aulę uniwersytecką wypełnioną po brzegi. To się nigdy nie zdarzyło wcześniej przy takiej okazji. Z całej Polski zleciały ptaki na Harnasiową dziedzinę biskupią. Chyba nigdy tu nie było tak kolorowo od kwiatów, guzików, lamówek, pasów i piusek notabli duchownych. Gratulacje trwały i trwały, i trwałyby dłużej, gdyby nie skusił bractwa obiad doktorski.


2011-06-06
TABLICA.
Już 12 miesięcy minęło od pięknego wydarzenia w Warszawie, gdy abp Angelo Amato w imieniu Ojca św. Benedykta XVI nazwał i pozwolił nazywać innym ks. Jerzego Popiełuszkę „błogosławionym”. Dziś po południu ks. bp Edward Janiak poświęcił na ścianie naszego kościoła tablicę zawieszoną dla upamiętnienia samej osoby kapelana „Solidarności”, jak i tamtej, 26 lat wyczekiwanej, radości narodowej. Tablicę ufundowali wrocławianie wierni ideałom „Solidarności”:
BŁOGOSŁAWIONY KSIĄDZ JERZY POPIEŁUSZKO
WIERNY KAPŁAN KOŚCIOŁA RZYMSKOKATOLICKIEGO
POWOŁANY I POŚWIĘCONY PRZEZ DUCHA ŚWIĘTEGO
CHRYSTUSOWI PANU AŻ DO OFIARY MĘCZEŃSTWA
PRZEŚLADOWANY I BESTIALSKO ZAMORDOWANY
PRZEZ AGENTÓW REŻIMU KOMUNISTYCZNEGO
DNIA 19 PAŹDZIERNIKA 1984 ROKU
ODDAŁ SIEBIE BOGU, OJCZYŹNIE I SOLIDARNOŚCI
ŚWIĘTYM ŻYCIEM I BOHATERSKĄ ŚMIERCIĄ
POTWIERDZIŁ NAUKĘ ŚW. PAWŁA APOSTOŁA
ZŁO DOBREM ZWYCIĘŻAJ
WYNIESIONY ZOSTAŁ DO CHWAŁY OŁTARZY
PRZEZ LEGATA PAPIESKIEGO KS. ABP. ANGELO AMATO
DNIA 6 CZERWCA 2010 R. W WARSZAWIE


2011-06-05
ŚWIĘTOŚĆ.
Prof. Joseph Weiler: „W wyznawaniu religii nie chodzi o to, by stawać się dobrym człowiekiem. Znamy przecież wielu dobrych ludzi, którzy są lub byli niewierzący. Jako chrześcijanie i żydzi nie mamy więc monopolu na etykę i moralność (…) To, co odróżnia ludzi religijnych od niewierzących, to koncepcja świętości. Stracilibyśmy bardzo wiele, gdyby w naszych pluralistycznych społeczeństwach nie było ludzi, którzy chcą stawać się świętymi”.
Benedykt XVI: „Świętość to pełnia życia chrześcijańskiego, która wyraża się nie tyle w podejmowaniu nadzwyczajnych czynów, co w zjednoczeniu z Chrystusem, naśladowaniu Go i życiu Jego Ewangelią (…) Bracia i siostry, jeśli pragniemy, aby świat stał się lepszym, bardziej sprawiedliwym, byśmy mogli żyć w pokoju i wzajemnym zrozumieniu, nieodzowna jest świętość życia każdego z nas".


2011-05-28
PO WIZYCIE.
Obama! Obama!! Obama!!!… Polska nie jest już mało widoczną główką szpilki na globie. Ale też słychać ponure: Osama! Osama!! Osama bin Laden umarł zabity, lecz nienawiść nie umarła!!!
Świat się dalej kręci i kręci.


2011-05-26
ECHO.
Chyba jednak nie wydaje mi się, jak mówią niektórzy, że frekwencja na nabożeństwie majowym w tym roku zmalała w sposób widoczny w stosunku do roku ubiegłego. Nie można tego wytłumaczyć tylko większą ilością zgonów starych ludzi w parafii. Wszystko, co dzieje się w państwie, ma swoje echo i w Kościele. Nieciekawe to zgoła reperkusje.
I smutno na sercu.


2011-05-23
KLASKANIE.
W mediach wciąż o kulowskim bluźnierstwie Brauna - w różnej tonacji. Rektorska kara dla Brauna – wiadomo za co. Ale studenci? Za co ukarani?... Na pewno nie za to, że zaprosili takiego grzesznika, nie wiedzieli przecież o tym. Więc za co? Ktoś złośliwy syknął: za klaskanie.


2011-05-20
EKSPIACJA.
Dzisiaj z woli rektora, ks. prof. Stanisława Wilka, cała społeczność akademicka KUL-u ma wziąć udział we Mszy św. w duchu zadośćuczynienia za obrazę osoby śp. abp. Józefa Życińskiego, jakiej dopuścił się Grzegorz Braun publicznie w wielkiej auli wypełnionej studentami.
Ks. rektor – bez dwóch zdań mocno przeżywający traumę z powodu afery na jego podwórku – zakazał działalności studentom w ich kole naukowym aż na rok czasu, a zarządowi koła powiedział: nie istniejecie. Kuratora koła zdymisjonował. Grzegorz Braun otrzymał zakaz występowania kiedykolwiek na KUL-u; nie będzie postawienia go przed wymiarem sprawiedliwości.


2011-05-19
ŁZY RADOŚCI.
Wciąż można napotkać w dobrej prasie wspomnienia i wrażenia z uroczystości beatyfikacyjnych polskiego Papieża. Solidarność Dolnośląska wielką grupą przedzierała się przez całą noc, by rankiem stanąć na pl. Św. Piotra. Tłumy przeogromne. Pani Małgorzata , którą dobrze znam z działalności w Zarządzie „S” Polar, była bardzo zaskoczona tak wielką ilością ludzi z całego świata. „Wydaje mi się, że na beatyfikację przybyło dużo więcej ludzi niż było na pogrzebie Ojca Świętego. Największe uczucie ściskające serce było, gdy papież Benedykt XVI ogłosił ten fakt, że czcigodnemu Słudze Janowi Pawłowi II przysługuje tytuł błogosławionego. Rozkołysały się wszystkie flagi i niekończące się radosne oklaski. Byłam w tym momencie najszczęśliwsza, zapomniałam o trudzie i zmęczeniu. Łzy radości cisnęły się do oczu. Miałam wrażenie, że mówią o kimś bardzo bliskim memu sercu. Sięgnęłam myślą do mego osobistego spotkania z Ojcem Świętym i do błogosławieństw wtedy otrzymanych. Łaski, jakie otrzymałam, procentują do dziś” . Dziękuję Ci, Małgosiu, za te łzy!


2011-05-17
DOBRE PYTANIE.
Znowu afera. Tym razem wokół osoby szeroko znanego hierarchy, który w lutym tego roku zmarł niespodzianie w Rzymie. Wzięty reżyser i dokumentalista życia politycznego w Polsce Grzegorz Braun, zaproszony przez studentów Koła Naukowego Historyków na KUL-u, w dyskusji nazwał zmarłego ks. abpa Józefa Życińskiego „kłamcą i łajdakiem” .
Absolutnie bez pochwały używania obraźliwych epitetów w stosunku do kogokolwiek, myślę sobie, iż trzeba mieć niepospolitą odwagę, by do środowiska kulowskiego wyjść z taką tezą. Grzegorz Braun – szaleniec to, czy człowiek mający dostęp do najtajniejszych teczek „stróżów” politycznych?


2011-05-16
ZNAK.
Już po północy było, gdy ktoś miły wrzucił mi mailem opowiadanko.
Na olimpiadzie niepełnosprawnych w Seattle dziewięciu zawodników startowało w biegu na 100 m. W czasie biegu jeden chłopak przewrócił się na bieżni i zaczął płakać. Gdy pozostała ósemka usłyszała płacz, zatrzymała się na moment i… zawróciła. Dziewczyna z zespołem Down’a usiadła obok niego, pogłaskała po twarzy i zapytała: już ci lepiej? Podnieśli go wspólnie i całą dziewiątką w jednej linii ruszyli roześmiani do mety.
Mój Boże, Twoja miłość nie zna nieświadomości. Zawsze wiesz, kiedy, komu i jaki potrzebny jest od Ciebie znak.


2011-05-15
LICHA POCIECHA.
Dziwnym trafem nikt z twórców wizerunku miasta, pretendującego do tytułu ESK, nie pomyślał, że Wrocław to miasto 46. Międzynarodowego Kongresu Eucharystycznego i że nawiedził je dwukrotnie Wielki Nauczyciel Narodów – Jan Paweł II. Tu pełnił swą posługę arcypasterską kard. Bolesław Kominek – reżyser pojednania dwóch narodów po sąsiedzku, polskiego i niemieckiego. Jak można nie dostrzegać upartego i skutecznego oporu „Solidarności” wrocławskiej. W ponurym czasie tryumfującej komuny wrocławscy artyści nie zamknęli ust i nie złożyli swych piór i pędzli do szuflady. To oni, nieposłuszni prawu WRON-y, zorganizowali dwie ogromne wystawy i sympozja im towarzyszące: „Droga i Prawda”, wyjeżdżali ze spektaklami patriotycznymi poza miasto do różnych parafii. Kościoły Wrocławia kipiały pełną frekwencją na Mszach za Ojczyznę i podczas Tygodni Kultury Chrześcijańskiej. Wrocław, równolegle z Warszawą, otoczył opiekuńczą miłością więźniów politycznych i zadbał o ich rodziny w szerokiej gestii Arcybiskupiego Komitetu Charytatywnego.
Wszystko to jest niezauważone przez współczesnych organizatorów, daleko im do Boga i Kościoła. Boją się, że zachodni ateiści, libertyni i masoni odrzucą kandydaturę Wrocławia, wolą zdradzić wszystko, co religijne, bohaterskie i piękne w Ojczyźnie. Smutno mi. Czy może pocieszyć wieść, że w Lublinie po afiszu kandydackim na Europejską Stolicę Kultury tłumią się nagie kobiety i mężczyźni? Licha pociecha.


2011-05-14
KOŃ A SPRAWA…
Wpadła mi w ręce ulotka promująca Wrocław do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury. Lublin również promuje wielkim plakatem swą kandydaturę do tego tytułu. Czy mamy oczekiwać zażartej walki między miastami? Ciekawe, które wygra? W ulotce można przeczytać, że Wrocław ma aż dziewięć powodów by wygrać, a poza tym w naszym mieście jest Hala Stulecia i Panorama Racławicka, 20 rzek i czynna fosa miejska. Tu mieszka poeta Różewicz, tworzył kiedyś Grotowski, a jeszcze wcześniej pracowało dziesięciu noblistów. Po wojnie światowej we Wrocławiu intelektualiści stanęli do walki o pokój w Hali, w restauracjach i kawiarniach, a w jednej z nich na serwetce artysta Picasso narysował gołąbka pokoju. W roku 2009 Wrocław dostał się do księgi rekordów Guinnessa, bo zmieściło się tu naraz 6346 gitarzystów i grali. A w roku 2012 zagraniczni, a może także swojscy, sportowcy będą tu kopali piłkę na stadionie, który ma być.
He, He, koń by się… nie uśmiał, gdyby pomyślał.


2011-05-13
STRZAŁY.
Mija 30 lat od strzałów na pl. Św. Piotra. Jan Paweł II trafiony kulami osunął się, podtrzymywany rękoma ks. Stanisława, na fotel w papa mobile. Jęk zgrozy i bólu uniósł się ku niebu z kilkuset tysięcy ust. Papież, natychmiast zawieziony do kliniki Gemmelli, przeżył. Matka Boża fatimska uznała, że jeszcze nie czas mu umierać, zmieniła tor śmiercionośnego pocisku. Pan Jezus bardzo go potrzebował w Kościele drugiej połowy XX wieku. Miał przecież wprowadzić i Kościół, i ludzkość w trzecie tysiąclecie. Miał wzbogacić wizerunek Boga w świadomości ludów i narodów. Miał być świadkiem widzącym, jak Duch Święty konsekwentnie zmienia czas i geografię podzielonej, nierównej Europy. Miał otworzyć i nasycić Chrystusowym miłosierdziem serca ludzi spragnionych i grzesznych. Miał nauczyć świat, jak żyć i jak umierać. Czekał na niego jeszcze długo ołtarz całopalnej ofiary Chrystusa, który był umarł i trzeciego dnia zmartwychwstał, aby odkupić człowieka. Jak Cyrenejczyk miał dźwigać wspólnie z Jezusem jeszcze przez wiele lat krzyż na szczyt Golgoty.
Maryja nie mogła go nie ratować, skoro od młodości cały należał do Niej. Każdą minutę swego życia zdobywał dla Niej.


2011-05-11
WYDARZENIE.
Polskie tygodniki katolickie dały sprawozdania z uroczystości rzymskich, krakowskich, warszawskich, wadowickich i zakopiańskich. Tam w niedzielę 1 maja najwięcej gromadziło się ludzi na wspólnej modlitwie beatyfikacyjnej. Wszędzie panowała spokojna radość, nawet deszcz i przejmujący wiatr nie odbierały uśmiechu szczęśliwym pielgrzymom. Wróciły też tysiące Polaków z samego Rzymu, opowiadaniom i dzieleniu się wrażeniami nie ma końca, a i budzącej się tu i tam świętej zazdrości u zasiedziałych telewizyjnych oglądaczy zauważyć można niemało. To prawda, że przez okienko srebrne można zobaczyć dokładnie prawie wszystko, to jednak być osobiście zanurzonym w atmosferę pielgrzymiej radości to coś więcej znaczy i w serce głębiej się wkorzenia.
Aliści diabeł nie śpi. Dla niektórych obywateli czy towarzyszy post-peerlandii za dużo tej radości niebieskiej nad polską ziemią. Nie mają czym oddychać. Pochrząkują, krztuszą się i duszą wypisując przemądre analizy o poglądach Jana Pawła na temat socjalizmu, kapitalizmu i stosunku do południowoamerykańskiej teologii wyzwolenia. Rzeczywiście słownictwo w tych gniotach dalekie jest od błogosławionych rozmów pielgrzymich. I cóż powiedzieć?… Zadumałby się nasz Papież. I oni chcą jakoś po swojemu uczestniczyć w tym wielkim polskim wydarzeniu.


2011-05-08
ŚWIADECTWO CIERPIENIA.
„Chciałbym na koniec podziękować Bogu za osobiste doświadczenie długoletniej współpracy z Papieżem, Janem Pawłem II. Już wcześniej miałem możliwość poznania i docenienia jego osoby, lecz od 1982 roku, gdy wezwał mnie do Rzymu na prefekta Kongregacji Nauki Wiary, przez kolejne 23 lata mogłem być przy nim i coraz bardziej go podziwiać. Moja posługa była wspierana jego głęboką duchowością i bogactwem jego intuicji. Zawsze uderzał mnie i budował przykład jego modlitwy: zanurzał się w spotkaniu z Bogiem, pomimo rozlicznych trudności jego posługiwania. A potem świadectwo jego cierpienia: Pan pozbawiał go stopniowo wszystkiego, lecz on pozostawał skałą, zgodnie z wolą Chrystusa. Jego głęboka pokora zakorzeniona w intymnym zjednoczeniu z Chrystusem, pozwoliła mu dalej prowadzić Kościół i dawać światu jeszcze bardziej wymowne przesłanie, i to w czasie, gdy topniały jego siły fizyczne. W ten sposób doskonale zrealizował on powołanie każdego kapłana i biskupa: bycia jedno z Chrystusem, z Tym, którego codziennie przyjmuje i ofiaruje w Eucharystii.
Błogosławiony jesteś umiłowany Papieżu Janie Pawle II, ponieważ uwierzyłeś. Prosimy, byś nadal umacniał z nieba wiarę Ludu Bożego. Amen”.


2011-05-07
WIELKA SPRAWA.
„W swoim Testamencie nowy Błogosławiony napisał: (…) Pragnę raz jeszcze wyrazić wdzięczność Duchowi Świętemu za wielki dar Soboru Watykańskiego II, którego wraz z całym Kościołem – a w szczególności z całym episkopatem – czuję się dłużnikiem. Jestem przekonany, że długo jeszcze dane będzie nowym pokoleniom czerpać z tych bogactw, jakimi Sobór dwudziestego wieku nas obdarował. Jako biskup, który uczestniczył w soborowym wydarzeniu od pierwszego do ostatniego dnia, pragnę powierzyć to wielkie dziedzictwo wszystkim, którzy do jego realizacji są i będą w przyszłości powołani. Sam zaś dziękuję Wiecznemu Pasterzowi za to, że pozwolił mi tej wielkiej sprawie służyć w ciągu wszystkich lat mego pontyfikatu. Ale o jaką sprawę chodzi? Chodzi o to samo, co Jan Paweł II wyraził już podczas swej pierwszej uroczystej Mszy na Placu św. Piotra w niezapomnianych słowach: Nie lękajcie się! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi!. To, o co nowo wybrany Papież prosił wszystkich, sam wcześniej uczynił: otworzył dla Chrystusa społeczeństwo, kulturę, systemy polityczne i ekonomiczne, odwracając z siłą olbrzyma – siłą, którą czerpał z Boga – tendencję, która wydawała się być nieodwracalna”.


2011-05-06
ZASADA ŻYCIA.
„Karol Wojtyła, najpierw jako biskup pomocniczy, a potem jako arcybiskup krakowski, uczestniczył w Soborze Watykańskim II, i zdawał sobie sprawę, że poświęcenie Maryi ostatniego rozdziału dokumentu o Kościele oznaczało wskazanie na Matkę Bożą jako obraz i wzór świętości dla każdego chrześcijanina i całego Kościoła. Tę teologiczną wizję błogosławiony Jan Paweł II odkrył już w młodości, a następnie zachowywał i pogłębiał przez całe życie. Wizja ta streszcza się w biblijnym obrazie Chrystusa na krzyżu z Maryją, Jego Matką u boku. Obraz ten, znajdujący się w ewangelii Jana, został ujęty w biskupim, a potem papieskim herbie Karola Wojtyły: złoty krzyż, litera M po prawej stronie u dołu, i zawołanie Totus Tuus, które odpowiada słynnemu zdaniu św. Ludwika Marii Grignon de Monforta, w którym Karol Wojtyła odnalazł podstawową zasadę swego życia: „Totus tuus ego sum et omnia mea tua sunt. Accipio Te in mea omnia. Praebe mihi cor tuum, Maria – Cały jestem twój i wszystko, co moje, Twoim jest. Odnajduję Cię we wszelkim moim dobru. Daj mi Twe serce o Maryjo”.


2011-05-05
BŁOGOSŁAWIEŃSTWO WIARY.
„Został ogłoszony błogosławionym Papież, następca Piotra, którego powołaniem jest umacnianie braci w wierze. Jan Paweł II jest błogosławiony ze względu na swą wiarę, mocną i wielkoduszną, wiarę apostolską. (…) Na mocy tej wiary Szymon staje się Piotrem, Opoką, na której Jezus może zbudować swój Kościół. Bycie błogosławionym na wieki Jana Pawła II, które Kościół dziś z radością ogłasza, wpisane jest w te właśnie słowa Chrystusa: „Błogosławiony jesteś, Szymonie” i „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. Jest to błogosławieństwo wiary, którą Jan Paweł II otrzymał w darze od Boga Ojca dla budowania Kościoła Chrystusowego” (...)


2011-05-04
OWOC CAŁEGO ŻYCIA.
Myślami powracam do homilii beatyfikacyjnej Benedykta XVI, jest w niej piękno i wzruszenie. Warto zachować w pamięci choćby kilka fragmentów: „Drodzy Bracia i Siostry.
Już sześć lat minęło od dnia, w którym zebraliśmy się na tym Placu, aby celebrować pogrzeb papieża Jana Pawła II. Ból utraty był głęboki, ale jeszcze większe było poczucie jakiejś ogromnej łaski, która otaczała Rzym i cały świat: łaski, która była owocem całego życia mojego umiłowanego Poprzednika, a szczególnie jego świadectwa w cierpieniu. Już tamtego dnia czuliśmy unosząca się woń świętości, a Lud Boży na różne sposoby okazywał swoją cześć dla Jana Pawła II. Dlatego chciałem, aby – przy koniecznym poszanowaniu prawa Kościoła – jego proces beatyfikacyjny przebiegał w sposób możliwie najszybszy. I oto nadszedł oczekiwany dzień; przyszedł szybko, ponieważ tak podobało się Bogu: Jan Paweł II jest błogosławiony”(…)


2011-05-03
NASZA OJCZYZNA.
Od rana pada śnieg, niesamowite! Czerwone bzy w białym śniegu. Można by było lekko o tym mówić, gdyby na Dolnym Śląsku, bliżej gór, 25-centymetrowa warstwa mokrej masy śniegowej swym ciężarem nie łamała drzew i nie rzucała ich na oślizłe drogi i ulice.
Uroczystość I Komunii św. otrzymała z nienacka niespotykaną oprawę. W kościele było przytulniej i łatwiej przychodziło dzieciom utrzymać oczy wpatrzone w ciepłe barwy oblicza naszej patronki Matki Bożej Częstochowskiej, dziś uroczyście uczczonej Królowej Polski. Dzieci były bardzo dobrze przygotowane przez pana katechetę Piotra Zapióra, a ja cieszyłem się widocznymi skutkami mej całorocznej pracy nad i z rodzicami. W takiej sytuacji łatwiej i goręcej brzmią słowa Aktu Zawierzenia: „Królowo Polski, zawierzamy Ci Polskę, Ojczyznę naszą. Daj polskiej ziemi, przesiąkniętej krwią i łzami, spokojny i chwalebny byt w prawdzie, sprawiedliwości i wolności”.


2011-05-02
PO POLSKU.
Wczoraj na placu św. Piotra blisko 100 tysięcy Polaków usłyszało z usta Benedykta XVI w homilii dwa piękne zdania po polsku: „Swoim świadectwem wiary, miłości i odwagi apostolskiej, pełnym ludzkiej wrażliwości, ten znakomity Syn narodu polskiego, pomógł chrześcijanom na całym świecie, by nie lękali się być chrześcijanami, należeć do Kościoła, głosić Ewangelię. Jednym słowem: pomógł nam nie lękać się prawdy, gdyż prawda jest gwarancją wolności”.
To była przyjemna niespodzianka dla wszystkich Polaków na świecie.


2011-05-01
BEATYFIKACJA.
Nigdy wcześniej nie było takiego 1 Maja! Rzym zapełnił się półtoramilionową rzeszą pielgrzymów. Liturgia na pl. Św. Piotra wspaniała. Benedykt XVI już na początku Mszy św. ogłosił prawo chrześcijan do nazywania Jana Pawła II „błogosławionym”. W małych i wielkich miastach Polacy odpowiedzieli gromkimi brawami wtórując tym, co w Rzymie. To dziwne, wszyscy jesteśmy głęboko przekonani, że polski Papież zostawiając na Watykanie ciało, duszą bez reszty zamieszkał w Domu Ojca niebieskiego, jednak czekaliśmy na tę „kropkę nad i” postawioną przez jego następcę. Ulżyło nam. Bez napięcia i z łagodnością serca obserwowaliśmy przed telewizorami białą siostrą Simone Pierre niosącą w skupieniu do ołtarza relikwie Jana Pawła II, który wyprosił u Pana jej uzdrowienie. Jezus wysłuchał i potwierdził heroiczność cnót wielkiego Świętego. Czyż to nie piękne?! Poprzez ludzkie znaki na naszych oczach Bóg otwierał swa boską Tajemnicę Obecności. Jak zaczarowany słuchałem homilii Benedykta XVI. Tłumy na pl. Św. Piotra podobnie. Zniknęły flagi i transparenty, na fali ciszy rozchodziły się słowa Konsekracji.
A na koniec otrzymałem niespodziankę: z placu beatyfikacyjnego dotarły do mnie sms-y z pozdrowieniami od młodych przyjaciół. Specyficzna to wioska globalna!


2011-04-30
WIELKI RODAK.
W eterze istna sieczka na temat Jana Pawła II w przeddzień beatyfikacji. Nie ma dziedziny, gdzie nie sadzano by wielkiego Polaka na najwyższym miejscu. Śmieszne i nudne. Benedykt XVI uratował dziś to błogosławione imię swą zwięzłą trafnością. „Drodzy Polacy, pragnę dzielić z wami radość, jaka napełnia moje serce, gdy myślę, że dane mi będzie wynieść do chwały ołtarzy Waszego wielkiego Rodaka a mojego czcigodnego Poprzednika na Stolicy Piotrowej. Jan Paweł II był prawdziwym człowiekiem Bożym, wiernym i odważnym naśladowcą Chrystusa, uległym natchnieniom Ducha Świętego, opatrznościowym przewodnikiem na drodze ku nowemu tysiącleciu”.


2011-04-29
RURA.
Londyn świętuje. Cały świat ogląda anglikańską ceremonię ślubu małżeńskiego pary książęcej Williama (starszego syna księcia Karola i Diany Spencer) z Katy Middleton, córką przebogatego bankiera (bez kropli błękitnej krwi). On książę z urodzenia, ona od dziś księżniczka przez zamęście. Ten ślub wszystko wyrównuje dla ich ewentualnych dzieci. Milionowa rzesza gości, turystów i gapiów wypełnia ulice i place między Westminster Abbey a Buckingham Palace. Przyjechali z różnych stron świata, by przeżyć własnymi oczami kolorową bajkę z pocałunkiem książęcym w zakończeniu: i żyli długo i szczęśliwie…
Panie zachwycały się skromną, „ale jakże przylegającą do urody” suknią ślubną panny młodej lub komentowały niepoliczalne morze przedziwnych w kolorze i kształcie damskich nakryć głowy. Panowie przy mikrofonach i kamerach zachodzili w głowę nad zjawiskiem nieobecności szefów dwóch ostatnich rządów. Zjawisko to jest kształtu politycznego, czy towarzyskiego? Do czego porównać to wszystko? – Do długiej czerwono-złotej rury. W środku tradycyjna pustka.


2011-04-28
APOSTAZJA.
Zatelefonował dziś do kancelarii młody mężczyzna ze stanowczym oświadczeniem, że chce „wypisać się” z Kościoła. Rozmawialiśmy dłuższą chwilę. Mama go ochrzciła niemowlęciem. Na lekcje religii nie chciał chodzić (potwierdza ten fakt zapis kolędowy w kartotece). Nigdy nie czuł się katolikiem i do końca życia nie chce należeć do Kościoła. Teraz postanowił uporządkować swoje sprawy życiowe i chce dokonać formalnego wystąpienia z Kościoła katolickiego. Smutek mnie ogarnął, nie usłyszałem w jego słowach żadnej myśli z życia duchowego. W głowie ma tylko opowieści szkolnego historyka o draństwach chrześcijan i dokłada do tego „to, co się dzieje dziś w Polsce”.
Zabolało mnie mocno w duchu. – I dlaczego właśnie teraz to się dzieje? Kościół przecież świętuje swą podwójną radość: prawdę o zmartwychwstaniu Chrystusa i beatyfikację Jana Pawła II. Mróz przeszedł mi po grzbiecie: Kościół czasem odpoczywa, diabeł nigdy!


2011-04-26
WĄTROBA.
Z GW: Klękanie przed Janem Pawłem II się nie skończyło - wyrozumywuje red. Wiśniewska: „przez cały pontyfikat do papieża i jego nauki Kościół podchodził z nabożeństwem graniczącym z uwielbieniem, które on sam tak często wykpiwał" .
Hmm, po świętach pani redaktor ma chorą wątrobę. Współczuję.


2011-04-25
ŚMIGUS-DYNGUS.
W lany poniedziałek na pytanie ankieterów przez telefon: których polityków chciałby pan/pani oblać wodą? – odpowiedzi były jednoznaczne: wszystkich. Ankieta śmigusowo-dyngusowa może być niebezpieczna dla panów polityków. Oblać i wylać! Nawet jeżeli jedna opcja chciałaby zostawić kilku, to opcja przeciwna zaraz by się wzięła właśnie za nich.
A może jednak wylać i zacząć zupełnie od nowa? -Niestety, nie zanosi się na to. Zaczyna rozgrzewać się akcja przedwyborcza i już widać, że nienawiść będzie siłą pierwszą.


2011-04-20
PODZIAŁY.
Zbliżają się święta wielkanocne, a zaraz potem, w Niedzielę Miłosierdzia, uroczystość beatyfikacyjna Polaka, Jana Pawła II – papieża. Czy to otworzy uszy, odmieni serca polskich polityków i zmieni głosy płatnych ujadaczy medialnych? O, szczęśliwy Karolu z Wadowic! Przeszedłeś zwycięsko drogę od domu dzieciństwa do dojrzałego kierowania sercami ludzkości na Watykanie, starałeś się wlewać balsam miłości na jątrzące rany podziałów europejskich – i hitleryzmu, i komunizmu , i innych. Dziś jakże jest Ci smutno! Z Nieba patrzysz na Ojczyznę i pewnie nadal posyłasz nam słowa łagodnej, ojcowskiej perswazji. Pokazujesz nam, jak można leczyć podziały miedzy nami Polakami: „A siły ducha są w człowieku. I działa też w sercach ludzkich miłość, która jest z Ducha Świętego. A zatem – podjąć to, co każdy z nas ma w sobie z ducha i z Ducha Świętego. Nie dać się też uwikłać całej tej cywilizacji pożądania i użycia, która panoszy się wśród nas i nadaje sobie nazwę europejskości, panoszy się wśród nas, korzystając z różnych środków przekazu i uwodzenia”.


2011-04-15
GŁUCHOTA.
Rocznica smoleńska nie przyniosła pojednania w wojnie polsko - polskiej. Wszystko było obchodzone osobno i dwa razy. I wszystko w skórze chrześcijańskiej. Grubej skórze, tylko z wierzchu religijnej, bo słowo Boże do żadnego sumienia się nie przedostało. Daremnie tłumaczy św. Paweł Apostoł: „Teraz w Chrystusie Jezusie wy, którzy niegdyś byliście daleko, staliście się bliscy przez krew Chrystusa. On bowiem jest naszym pokojem. On, który obie części [ludzkości] uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur - wrogość. W swym ciele pozbawił On mocy Prawo przykazań, wyrażone w zarządzeniach, aby z dwóch [rodzajów ludzi]stworzyć w sobie jednego nowego człowieka, wprowadzając pokój, i [w ten sposób] jednych, jak i drugich znów pojednać z Bogiem w jednym Ciele przez krzyż, w sobie zadawszy śmierć wrogości”(Ef 2,13-16).


2011-04-10
MITRA.
W warszawskiej katedrze uroczystą Mszą św., z prymasem i kardynałami, z rządowymi i wojskowymi oficjelami, i z ludem Bożym na zewnątrz świątyni, celebrował kard. Kazimierz Nycz. Homilię wygłosił abp poznański, ks. Stanisław Gądecki. O dzisiejszej sytuacji w Polsce i o wizji przyszłości powiedział: „Odnosiło się wrażenie, że z solidarnościowej erupcji narodzi się nowa Polska. Tymczasem wysoka temperatura opadła. (…) Odrodzonej Ojczyźnie zaczęło brakować skrzydeł. Nie udało się uzdrowić życia społecznego. Wręcz przeciwnie. Korzystając z deprawujących wzorców przeszłości, stworzył się aspołeczny kodeks zachowań pozbawiony wszelkich hamulców. (…) Nasze państwo stało się areną nieustających igrzysk prowadzonych przez zwalczające się partie, partyjki, w których liczy się jedynie zdobycie władzy, wygrana w wyborach i podział łupów. (…) Relatywizm, apoteoza sukcesu, bogactwa, miraż łatwego życia bez rozterek sumienia – oto proponowana wizja przyszłości”. Słuchałem i patrzyłem na pana prezydenta Komorowskiego. Czekałem, kiedy podejdzie do kaznodziei i zwymyśla go. Nie podszedł… Za wysoka czapka dla jego politycznej determinacji!


2011-04-09
NIESPODZIANKA.
W sobotę pierwszych pielgrzymów z Polski przybyłych na miejsce katastrofy smoleńskiej niemile zaskoczyła zmiana inskrypcji na tablicy upamiętniającej tragiczne wydarzenie sprzed roku. W tekście zredagowanym przez Rodzinę Katyńską: Pamięci 96 Polaków na czele z prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej Lechem Kaczyńskim, którzy 10 kwietnia 2010 r. zginęli w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem, w drodze na uroczystości upamiętnienia 70. rocznicy sowieckiej zbrodni ludobójstwa w Lesie Katyńskim dokonanej na jeńcach wojennych, na oficerach Wojska Polskiego w 1940 r. - Rosjanie zlikwidowali informację o „sowieckiej zbrodni ludobójstwa”. Wrzawa stała się okrutna. Pan Prezydent jutro złoży, czy nie złoży, wieniec pod taką inskrypcją?


2011-04-07
SIŁA NARODU.
Przed pierwszą rocznicą katastrofy smoleńskiej aż kotłuje się w mediach. Czy może mówi się młodemu pokoleniu o stalinowskim mordzie w Katyniu, albo o patriotycznej służbie Krajowi Prezydenta Kaczyńskiego i jego współpracowników? Nic podobnego. Na łamach „Polityki” minister w Kancelarii Premiera Michał Boni wspominając uroczystości pogrzebowe na Placu Piłsudskiego, krytykuje abpa Józefa Michalika za „złamanie wspólnoty”, bo zamiast krótkiego komunikatu dał sobie prawo do przemawiania ponad 10 minut! Wolno tu zauważyć, że to przemówienie było nagrodzone przez wspólnotę gromkimi brawami, gdy najwyżsi notable państwowi zostali skwitowani milczeniem. Warto zapamiętać fragment o sile polskiego Narodu, który „przez własnych swoich synów był przez ostatnie lata niejednokrotnie boleśnie wyszydzany, jako ten, który rzekomo nie potrafi skorzystać ani z nauczania papieża Jana Pawła II, ani z ofiarowanej mu wolności, a co gorsza, stróżem Majestatu Rzeczypospolitej uczynił człowieka, który nie pasował do ich kryteriów współczesności. Jest jednak jakaś siła w naszym narodzie, jest wrażliwość i poczucie godności, i jakaś mądrość w jego nauczycielach, którą dziś ujawniają ludzie szlachetni i dobrzy, ludzie prości i uczeni, profesorowie i młodzież przychodząca do kamer albo niosąca swój znicz na ulice, aby powiedzieć, że to był ich Prezydent, że to byli ich przedstawiciele, ponieważ udawali się w podróż, aby oddać hołd pamięci ich i naszym bohaterom zamordowanym w Katyniu, Charkowie i Miednoje, przez dziesiątki lat wykreślanym z narodowej pamięci”.
No cóż, widocznie pan minister pana premiera nie ze wszystkich wyzuł się kamaszy z czasów współpracy z ubecją, a samo przyznanie się do niej przed przyjęciem teki nie było kąpielą uzdrawiającą.


2011-04-06
DUSZA.
Lekarz nigdy nie może stanąć na równi wobec Jezusa. Ale dobrze jest, gdy od czasu do czasu stanie jako pacjent przed Bogiem uzdrawiającym. W podobieństwie do ewangelicznego urzędnika królewskiego stojącego przed Jezusem, mając na myśli swą duszę, powie: Panie, przyjdź, zanim umrze moje dziecko (J 4,49). Dusza jest „boskim dzieckiem” danym człowiekowi z samej niezmierzonej głębi nieśmiertelnego Boga. Została także zadana . Człowiek powinien ją czystą i zdrową przenieść w swym ciele ścieżkami ziemskiej wędrówki aż do Nieba. Co ma zrobić lekarz, gdy jego dusza choruje? Choć sam był kształcony, by leczyć innych, dobrze się stanie, gdy zbierze dokładnie resztki swej pokory, stanie przed Jezusem i w autentycznym bólu będzie wołał: przyjdź, bo już nie wytrzymuję, nie potrafię uleczyć mojej duszy na wieczność. Przez kratki konfesjonału można łatwo dojrzeć, że do wieczności nie jest za daleko.


2011-04-05
PRZY ŁÓŻKU.
W jakiej kondycji uzdrawiania staje lekarz wobec śmiertelnie chorego pacjenta? Ma bardzo niewielki arsenał środków atakujących chorobę, a doświadczenie mówi mu zbyt często: z tego się nie wychodzi. Są jednak ludzie, którzy wspominając ostatnie dni swego krewnego w szpitalu, dają piękne świadectwo o delikatności, wrażliwości i współczucia, jakie lekarz na ich oczach ofiarował pacjentowi. Z takim pięknym darem przechodzi chory człowiek na drugą stronę życia, a jego bliscy wychodzą ze szpitala, a potem z cmentarza, z mniejszym ciężarem żalu. Są jednak sytuacje przy łóżku ciężko chorego pacjenta, gdy wrażliwy i współczujący lekarz z bólem patrzy bezradnie w oczy pacjenta i szuka w swej duszy spojrzenia Boga, by Mu rzucić w twarz kamień bluźnierstwa: Nie ma Cię! Uciekłeś! Jak mogłeś dopuścić? Gdzie Twoja miłość? – Tylko wiarą można uśmierzyć ten terminalny ból duszy. Jezus przemawia w sercu lekarza (i pacjenta) z razu cichutko, a potem coraz wyraźniej: Ja jestem z wami po wszystkie dni (Mt 28,20). Wystarczy wtedy uważnie patrzeć na krzyż.


2011-04-04
DLA LEKARZY.
Zgodziłem się na głoszenie nauk rekolekcyjnych dla lekarzy. Tym sposobem pragnę spłacić dług wdzięczności wobec wrocławskiej służby zdrowia za opiekę w stanie wojennym jak i w niedawnej chorobie raka płuc. Dużo się modliłem dobierając tematy codzienne.
Lekarz chyba częściej niż ktokolwiek inny staje wobec drugiego człowieka podobnie jak Jezus na kartach Ewangelii. Z tą różnicą, że lekarz o wielekroć częściej staje bezradny wobec choroby pacjenta i nieszczęścia członków jego rodziny. Jezus rozporządzał całą Boską mocą, by skutecznie odpowiadać na wołanie człowieka. Był Bogiem i Jego pojawienie się na świecie nie ograniczało się do wyprowadzania człowieka z chorób fizycznych czy psychicznych, choć to czynił nierzadko. On, posłany od Ojca, który jest w Niebie, przyszedł, aby oswobodzić nas z niewoli grzechu. Istotą bowiem nieszczęścia człowieka jest zatracanie swej wolności właśnie w momencie absolutnego nieskrępowania.


2011-04-03
APEL PAPIESKI.
Mam w wyobraźni głęboko osadzone czarne źrenice głównego celebransa uroczystości pogrzebowej Jana Pawła II (jego następcy po dwóch tygodniach) w wielkim napięciu wpatrzone w tłum skandujący „Santo subito!”. Wołanie okazało się skuteczne, nowy papież skrócił maksymalnie okres oczekiwania na rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego. To trochę zmniejszyło zawód i pretensje młodych, że nie „subito”.
No cóż, nawet po kilku latach nie można rozstać się z tamtymi wspomnieniami. Wciąż wzruszają i przenikają pamięć serca. Wczoraj w naszym kościele odbył się, wzorem tych sprzed sześciu lat, Apel Papieski o godz. 21: 00. Przed ikoną naszej Patronki Częstochowskiej otoczyliśmy portret Jana Pawła II kwiatami i zapaliliśmy wielkie woskowe światło. Śpiewaliśmy na cześć naszej Królowej w Niebie, słuchaliśmy nauki polskiego Papieża i dziękowaliśmy Bogu za już pewną i zbliżającą się beatyfikację. Wzruszenie przepływało przez wypełniony kościół wielką ciszą.


2011-04-02
NA JATKACH.
Nikt dzisiaj nie może być usprawiedliwiony za niewiedzę rocznicowo-papieską. W całej Polsce coś się dzieje (większego lub mniejszego) dla uczczenia sługi Bożego Jana Pawła II, który przed sześciu laty (w bohatersko znoszonych cierpieniach) odchodził na oczach całego świata do Nieba. Pamiętam, jak w homilii pogrzebowej kard. Joseph Ratzinger już „beatyfikował” zmarłego papieża, mówiąc, że z okna domu Ojca błogosławi nam.
We Wrocławiu Na Jatkach po raz szósty odbył się ku czci ś. p. polskiego Papieża wernisaż wystawy pt. „Czas wzrastania”. Oglądaliśmy dziś na ścianach małe i większe dzieła plastyczne artystów z całej polski i słuchaliśmy recytacji wierszy powstałych w związku z tą rocznicą.
Jak co roku zostałem zaproszony do udziału w tym wydarzeniu i poproszony o wiersz (niestety, plastykiem jeszcze się nie stałem). To było bardzo trudne zadanie, bo nie potrafię pisać na zamówienie z zewnątrz. Przeprosiłem i odmówiłem. We wnętrzu jednak czułem niepokój, bo przecież sercem codziennie wręcz obcuję w modlitwie z Janem Pawłem II. I któregoś późnego wieczora wiersz sam się przelał na papier. Zdążyłem zapisać go na mojej stronie internetowej w „Poezji” i przesłać do organizatorów . Tytuł: „Moje oczy”.


2011-03-31
POCIECHA.
-Kongres Kobiet wciąga. Zostałam w ich gabinecie cieni ministrem ds. świeckości państwa i wielo-kulturowości - przyznaje na łamach "Polityki" Barbara Labuda. Jej zdaniem duchowość może się rozwijać tylko wtedy, gdy nie ma dominacji jednej grupy wyznaniowej. - A u nas można mówić o dominacji potężnej instytucji, jaką jest Kościół katolicki. Dlatego tak brakuje praktyki świeckości państwa - mówi Labuda. Za niedopuszczalne uznaje, że uroczystości państwowe mają charakter religijny. Krytykuje też "wszechobecność krzyży, które nie są już symbolem duchowym, ale znakiem dominacji instytucji Kościoła".
Przytoczyłem ten skrót informacyjny z KAI-u z dwóch powodów. Po pierwsze jest mi smutno, bo pani Łabuda jest wrocławianką i w stanie wojennym chroniła się pod skrzydłami Kościoła. A po drugie: krew mnie zalewa, gdy widzę taką desapiencjalizację kobiety polskiej. Pociechą może być obserwacja, że tylko kilka takich spustoszeń mamy w dzisiejszej damskiej polityce.


2011-03-28
BOŻA MIŁOŚĆ.
Dopiero dziś obejrzałem z płytki DVD francuski film „Ludzie Boga”, który otrzymał tegoroczną nagrodę Grand Prix w Cannes. Doskonale opowiedziana autentyczna historia trapistów żyjących w górach Atlasu, w północno-zachodniej Afryce, obok arabskiej wioski zamieszkanej przez wyznawców Allacha. Kontakty zakonników z muzułmanami były, mało powiedzieć, poprawne. Ci Arabowie uważali, że ich życie w wiosce zależy od tego wieloletniego istnienia opactwa w sąsiedztwie. Mówili: my jesteśmy ptakami, a wy gałęzią, na której siadamy. Gdy zbliżał się dla zakonników spodziewany i nieuchronny czas dylematu: opuścić, czy zostać w tym miejscu, nikt w klasztorze nie mógł być obojętny. Proces i sposoby rozwiązywania tego dylematu przez poszczególnych trapistów właściwie jest treścią tego dwugodzinnego filmu. Dramat „psychologiczny”, a jednak nie pozwala się nudzić. W fazie końcowej oglądania wzruszenie było tak wielkie, że oczy musiały się spocić.
Dedykowałbym ten film każdemu księdzu traktującemu swe zadania duszpasterskie jako „pracę na umowę z firmą”.


2011-03-25
RATUNEK.
Trzydzieści osób naszej parafii przyjęło dziś podczas uroczystej Mszy św. zobowiązanie duchowej adopcji. Na współczesne diaboliczne głoszenie prawa kobiet do aborcji trzeba odpowiedzieć uzbrajaniem się mocą Ducha Świętego właśnie przez modlitwę. Gdy wciąż licznie matki i ojcowie w towarzystwie służby zdrowia mordują nienarodzone dzieci, wydobywając porozrywane szczątki z ich naturalnego środowiska, łona matczynego, człowiek wierzący w Chrystusa musi usłyszeć wołanie najniewinniejszego z niewinnych: ”Ratuj mnie!”.


2011-03-24
NA KLEPISKU.
Gdy w Polsce i w innych krajach Europy przechodzą przez główne miasta Marsze dla Jezusa pod hasłem „Tak dla życia” - w Wielkiej Brytanii ginekolodzy otrzymali nakaz informowania pacjentek, że ciąża jest przedsięwzięciem ryzykownym, a aborcja może im wiele zagrożeń zaoszczędzić; aborcja jest dla kobiety zasadniczo bezpieczniejsza niż donoszenie ciąży aż do porodu. Co więcej, powinni również kłamać, że większość kobiet, które zdecydowały się na usunięcie ciąży, nie doświadczyło negatywnych konsekwencji psychicznych . Niesłychane! Stary, kulturalny Albion stał się klepiskiem, na którym zły duch kłamstwa bez żenady łupi Anglików cepem wygodnictwa i samozadowolenia.


2011-03-21
WĄTKI.
Dziwna cisza zaległa w eterze i na papierze, pewnie pokryły się żałobą pewne wątki medialne po „zdelegalizowaniu” stanu wojennego przez Trybunał Konstytucyjny. A może zadziałały tu względy humanitarne, wszak autor tragedii narodowej leży w szpitalu wojskowym. Orzeczenie o nieważności stanu wojennego niewiele dziś pomoże ofiarom represji, to jednak ludziom walczącym o uwolnienie od wielkiego brata czerwonego przynosi satysfakcję moralną. Mieliśmy słuszność i racja stanu była tam, gdzie stawaliśmy do obrony wolności i solidarności naszej Ojczyzny.
Cierpliwości, może doczekamy się nawrócenia mediów, które zazwyczaj niewybrednie i częściej brały pod nóż wątek IPN-u aniżeli WRON-y.


2011-03-19
PIĘKNE 19 marca
Dzisiejsza prasa licznie odnotowała i skomentowała wczorajszy wyrok strasburski. W Wyborczej odezwał się, oczywiście, dyżurny katolik: „Owszem, krzyż jest dla mnie znakiem najświętszym z najświętszych. Więcej - jest dla mnie symbolem najgłębiej humanistycznym. (…) Krzyż jest zarazem znakiem największej pokory. Mam wciąż w pamięci drukowaną kiedyś w "Gazecie Wyborczej" myśl Joanny Jurewicz, że gdyby Jezus zobaczył z krzyża, że on kogoś razi, zszedłby zeń, wziął go na ramiona i zaniósł w inne miejsce” .
Piękne! Gdyby Pan Jezus poczytywał nawet czasem Gazetę Wyborczą, wziąłby pokornie pana redaktora na ramiona i zaniósł w inne miejsce.


2011-03-18
WYWALCZONY WYROK.
Krzyże mogą wisieć w klasach szkolnych! Tak orzekł dziś Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, odwołując w ten sposób wcześniejszy swój przeciwny wyrok. Skończyła się wojna europejsko-europejska. Tak, ale pytanie o jej sens pozostaje. Dla nas, katolików w Polsce, jest oczywistością obecność krzyża na publicznym miejscu, a nakaz usunięcia go rozumiemy jako czysty nonsens. Okres PRL-u umocnił mnie w przekonaniu, że życie bez krzyża jest niemądre, trudne i nieudane. Skutki tego okresu ciągną się aż do dziś. Zauważyłem je chociażby wtedy, gdy lewica, po pierwszym strasburskim wyroku jesienią 2009 roku, natychmiast zaczęła medialnie urabiać opinię Polaków, w tym młodzieży licealnej, że i w naszych szkołach powinny zniknąć ze ścian krzyże.
W Polsce doskonale wiemy, kto jest wrogiem krzyża – ludzie nieludzkich systemów reżimowych i różnej maści antyteiści. Widocznie inne narody wolnej Europy tego nie wiedzą. Bo czyż to nie jest skandaliczny paradoks, że wojnę krzyżowi, podcinając chrześcijańskie korzenie Europy, wydali ludzie zasiadający w Europejskim Trybunale Praw Człowieka? Tylko walcząca niewiara może podpowiadać człowiekowi taką wojnę. Potrzebne więc było nasze zdecydowanie w obronie krzyża i ukazywanie Europejczykom autentycznych korzeni kulturowych naszego kontynentu. Bogu niech będą dzięki. I ludziom.


2011-03-15
TALENT.
Na Powązkach w Warszawie odbył się wczoraj pogrzeb aktorki Ireny Kwiatkowskiej, zmarłej 3 marca. Msza św. pogrzebowa została odprawiona w pięknie odnowionym wnętrzu kościoła św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu. I ks. Wiesław Niewęgłowski, duszpasterz środowisk twórczych, w homilii, i ks. kardynał Kazimierz Nycz w liście przeczytanym na początku Mszy, obaj pokusili się o piękne laurki na cześć zmarłej, prawie stuletniej kobiety, która swą sztuką słowa i gestu bawiła kilka pokoleń Polaków. Chrystus Zmartwychwstały, niestety, stał gdzieś schowany w cieniu, chyba w podobny sposób, jak pani Irena, gdy często modliła się w tym kościele schowana gdzieś w kącie.
Z mej młodości pamiętam pewien wywiad radiowy pani Ireny Kwiatkowskiej, w którym opowiadała, jak jej głos i talent aktorski uratował jej życie podczas okupacji w Warszawie. Była łączniczką w czasie Powstania Warszawskiego. Kiedyś, gdy esesmani zaczęli dobijać się do jej mieszkania, ona przerażona śmiertelnie cieniutkim, spłakanym głosikiem dziecka, zaczęła tłumaczyć przez zamknięte drzwi, że mamusi nie ma w domu, a ona jest sama i nie może otworzyć bez klucza. Okupanci odeszli zapowiadając ponowne przyjście. Tymczasem pani Irena spakowała się i opuściła mieszkanie. Talent jest prawdziwie darem Bożym radującym ludzi i ratującym człowieka.


2011-03-14
AKITA.
Sięgnąłem po książkę ( przed rokiem otrzymałem ją w prezencie), w której opisane są objawienia Najświętszej Maryi Panny w japońskiej miejscowości Akita. Młodej stygmatyczce, siostrze Agnieszce, zakonnicy ze Zgromadzenia Służebnic Eucharystii, Matka Boża przekazała dramatyczne ostrzeżenie przed straszliwym kataklizmem i prosiła – podobnie jak w Fatimie – o modlitwę różańcową za grzeszników. „Jeśli ludzie nie będą pokutować i nie poprawią się, Ojciec ześle straszną karę na całą ludzkość. Będzie to kara większa niż potop, taka, jakiej nikt nigdy przedtem nie widział. Ogień spadnie z nieba i zmiecie z powierzchni ziemi wielką część ludzkości, zarówno dobrych jak i złych, nie oszczędzając ani kapłanów, ani świeckich. (…) Kapłani, którzy Mnie czczą, będą pogardzani i wystąpią przeciwko nim ich współbracia. Kościoły i ołtarze zostaną splądrowane. (…) Szatan będzie występował szczególnie nieubłaganie przeciw duszom poświęconym Bogu. Myśl o utracie tak wielu dusz jest przyczyną Mojego smutku. Jeśli zwiększy się liczba i ciężar grzechów, nie będzie już dla nich przebaczenia”. Jest o czym myśleć i o co modlić się.


2011-03-13
HONSIU.
Trudno bez wzruszenia i niepokoju w duszy oglądać obrazy, jakie pokazują media światowe. Na zdjęciach satelitarnych widać całe miasta zrujnowane, zupełnie zrównane z ziemią. Na plaży północno-wschodniej wielkiej wyspy Honsiu, po ustąpieniu wysokiej na 10 metrów fali tsunami, znaleziono 200 ciał ludzkich. Doliczono się już dziś ponad10 tysięcy ofiar śmiertelnych, drugie tyle ludzi zaginęło, rodziny szukają bezskutecznie, rannych trudno przeliczyć. Japończycy starzy i młodzi tysiącami wędrują na południe, komunikacja po przejściu tsunami nie istnieje. Kilka pociągów zagarnęła wysoka fala. Brakuje energii elektrycznej i wody pitnej. Powietrze w promieniu ponad 150 kilometrów skażone napromieniowaniem po katastrofie reaktorów jądrowych elektrowni atomowej Fukushima. Dramatyczne obrazy grozy i rozpaczy w miejscach boleśnie nawiedzonych przez trzęsienie ziemi o sile 8,9 stopnia w skali Richtera. Co myśleć?...


2011-03-11
BUDZENIE PAMIĘCI.
Dziś lekkim popołudniem (w Polsce po godzinie szóstej) potężne trzęsienie ziemi ruszyło Japonię. Dalszy ciąg końca świata! – tak wołali niektórzy ocaleni, oglądający na własne oczy szalejące żywioły wody i ognia. My patrzyliśmy w telewizory. Mądrzy ludzie zaraz wszystko tłumaczyli całemu światu. Po prostu dwie płyty tektoniczne na dnie oceanu natarły na siebie i potężne, ponad 10-metrowe, fale rzuciły się na ląd niszcząc i zabierając ze sobą wszystko, co było na drodze: elektrownie, fabryki, domy, samochody i statki. Czterem milionom ludzi w jednym momencie zabrakło energii elektrycznej. Ludziom przerażonym na ulicach i we wnętrzach wieżowców ręce opadły, siły życiowe opuściły, oczy i usta japońskie wołały jedno wielkie, przestraszone „O”. Media światowe plotły dyrdymały o przyzwyczajeniu Japończyków do takiej grozy i o sprawnym, bezpanicznym reagowaniu. Niestety, ofiar od tego gadania nie ubywało. Biznesmeni na świecie szybko zaczęli obliczać straty, w jakich już utonęły ich interesy. Jedyne kilka sekund ruchu skorupy ziemskiej potrafiło tak mocno potrząsnąć pewnością siebie możnych tego świata.
Jak bardzo kruche jest dzieło rąk ludzkich! Czy świat sobie przypomni, kto powiedział te niezauważane i zapomniane słowa: „Beze mnie nic uczynić nie możecie”?...


2011-03-05
LEGENDA.
Książka redaktora Romana Graczyka o krakowskim środowisku Tygodnika Powszechnego porusza coraz więcej ludzi, jedni bronią TP, inni dokładają, ile wlezie, temu spiżowemu pomnikowi, a sam autor spokojnie wyjaśnia, odpowiadając na pytania np. Dziennika Polskiego.
„ - Czy ma Pan poczucie, że obalił Pan pewną legendę? Legendę "Tygodnika" jako niezłomnego, sztandarowego ośrodka antykomunistycznej opozycji, oczywiście koncesjonowanej, ale twardej i moralnie bez skazy.
- W tym rozumieniu - tak. Ta legenda okazała się nieprawdziwa. Jednak jeżeli ktoś zastanowi się na serio nad naturą komunizmu, to zrozumie, że taki wyidealizowany twór był po prostu niemożliwy. Funkcjonowanie takiego ośrodka, jak "Tygodnik Powszechny" wymagało wtedy pewnych gestów uległości. I te gesty wykonywano, co opisałem. A owa "złota legenda", jaką wokół "Tygodnika" zbudowano, pewnych faktów nie uwzględniała. Nie mówiąc o tym, że problem kontaktów wielu ludzi z tego środowiska ze Służbą Bezpieczeństwa w ogóle w owej legendzie nie istniał. Owszem, przyznawano, że wśród pracowników niższego szczebla zdarzali się współpracownicy, nie dotyczyło to jednak osób z tzw. pierwszego szeregu. I w tym sensie owa legenda także uległa zniszczeniu. Trzeba jednak dodać, że nie jest tak, by te osoby, o których piszę, Halina Bortnowska, Stefan Wilkanowicz, Mieczysław Pszon czy Marek Skwarnicki, były agentami, takimi jak na przykład Lesław Maleszka czy szef administracji "TP" Tadeusz Nowak. Różnica polegała na tym, że typowy współpracownik nie miał żadnej autonomii. Agent jest pionkiem, wykonuje rozkazy czy zlecenia, dostaje zadania. Przywołane powyżej osoby cieszyły się jednak pewną autonomią, nie były esbeckimi popychadłami. Po drugie, ostateczna korzyść, jaką wynosiła SB z ich współpracy, była dalece niezadowalająca. SB miała trzy cele. Po pierwsze, informacja ze środowiska, i ten cel realizowała, pozyskując informacje także od Skwarnickiego czy Pszona. Drugi cel to - jak oni mówili - "przenoszenie naszych opinii na teren obiektu" i to się w pewnym stopniu też udawało, ale w mniejszym niż ten pierwszy cel. Trzeci, najważniejszy cel, to uzyskanie wpływu na linię gazety. I tego SB z pewnością nie osiągnęła”.


2011-03-04
DZIEJE I WZROSTY.
Z pustego i Salomon nie naleje. Do niedawna jeszcze pan premier przy różnych okazjach wmawiał Polakom, że nasza gospodarka, mimo kryzysu światowego, rozwija się i zwyżkuje. Dziś pierwszy polityk dalej robi dobrą minę do złej gry zwrócony w stronę kamer, a tyłem do wzrastającego bezrobocia i rosnących cen. A gdy ktoś odważy się pytać o poziom życia Polaków, ze smutkiem informuje, że wzrasta ilość środowisk, które go nie lubią. Rzeczywiście nie lubią, bo nie mają za co lubić, szczególnie rodziny polskie po podwyżce VAT-u z 8 na 23% artykułów dziecięcych. A co robią czołobitne media? Wymyślają temat zastępczy, oczywiście bardzo ważny, kto z kim i w jakim samolocie poleci na beatyfikację Jana Pawła II do Rzymu. A dla większej sensacji przędą rozważania: zaprosić, czy nie zaprosić gen. Jaruzelskiego do wspólnego samolotu pobożnych VIP-ów. Oj, dzieje się, dzieje, bo dziać się musi!


2011-02-27

ZAPEWNIENIE.

Z ulgą wyraźną i z poczuciem opływającego mnie pokoju czytałem dziś na świętej Eucharystii Boże zapewnienie: „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Iz 49,15).


2011-02-22
APOKALIPSA.
Nowa Zelandia, wyspa południowa, miasto Christchurch, dziś 51 minut po północy naszego czasu ziemia się zatrzęsła z siłą 6,3 stopnia w skali Richtera. 63 osoby zabite, 200 rannych, ale ile następnych ofiar przykryły gruzy mieszkań, urzędów i kościołów? Tego nikt nie wie. Agencje informacyjne całego świata pokazują zdjęcia ogromnych zniszczeń w mieście. To był czas wielkiego ruchu na ulicach – ich czas wyprzedza nasz o 11 godzin – ludzie pracowali, robili zakupy, załatwiali swe sprawy, modlili się. I nagle ziemia zaczęła chwiać się im pod nogami. Ściany wielkich domów waliły się na ulice przykrywając pędzące samochody i pieszych na chodnikach. Straszne! A jednak niełatwo jest wierzyć, że to może być czas Apokalipsy, choć widok iście apokaliptyczny i częstotliwość zdarzania się na przestrzeni kilku minionych dekad dość duża.
Takie wydarzenie czasami trwa zaledwie kilka czy kilkanaście sekund, a potem cisza. Ludzie otrząsają się z wrażenia i idą dalej, bo nic się nie zawaliło. A ponadto ci, co dziś byli z dala od epicentrum, przeczytali gazetę, dopili kawę i ruszyli do swych zajęć z ciężkim westchnieniem na temat dynamicznej urody powulkanicznego kraju. Przecież to wszystko jest naturalne, zapisane w prawach przyrody. Ale, gdy się przedłuża trzęsienie ziemi, niestety, dzieje się tak, jak dziś w Christchurch, czy przed rokiem na Haiti – ruiny otaczają człowieka. Czas Apokalipsy wcale nie musi być liczony na godziny. A kto powiedział, że Bóg nie może używać zjawisk przyrody jako znaków zapowiedzianych i zapowiadających Apokalipsę?


2011-02-18
REQUIEM.
Nie wiem, czy podoba mi się to wożenie nieboszczyka w mitrze i w trumnie po kraju. Jeszcze mniej mam w tym upodobania, gdy widzę, jak medialnie wozi go Gazeta Wyborcza. Szczątki ludzkie to jeszcze nie relikwie, a zmarły Arcybiskup to jeszcze nie święty Andrzej Bobola. Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie.

2011-02-12
SZCZELINA.
Upadł na pysk autorytet, który był mi podporą w trudnych politycznie czasach mej młodości w mojej Ojczyźnie. Wielcy Polacy z „Tygodnika Powszechnego”: Halina Bortnowska, Stefan Wilkanowicz, Marek Skwarnicki i nieżyjący dziś Mieczysław Pszon – wszyscy w jakiś sposób współpracowali ze Służbą Bezpieczeństwa . Trzej panowie byli zarejestrowani jako TW, a pani jako kontakt operacyjny. Tak tnie mieczem krakowską zasłonę Roman Graczyk, publicysta tegoż Tygodnika, poproszony przez swe środowisko o zajęcie się teczkami esbeckimi ludzi TP. Wszystko, co wyciągnął z teczek, opisał w swej książce „Cena przetrwania? SB wobec Tygodnika Powszechnego”. Książka niebawem ukaże się w sprzedaży. Ludzie będą kupować, czytać i dyskutować o czymś, co było skrzętnie skrywane za krakowską, nobliwie katolicką kotarą. Skandal pewnie szybko się uśmierzy, bo czasy są o wiele trudniejsze niż onegdaj, ale pozostanie szczelina, przez którą przesącza się jasną strugą odpowiedź na pytanie, dlaczego środowiska inteligenckie, nie tylko Krakowa, tak zaciekle (w wydaniu niemałych autorytetów politycznych, czy naukowych, czy tylko towarzyskich) optowały za zaryglowaniem lustracji.


2011-02-10
ŻYCIE.
Jak grom z jasnego nieba, niespodziana wieść o śmierci lubelskiego ordynariusza, ks. abpa Józefa Życińskiego. Jedni podają jako przyczynę zawał serca, inni wylew do mózgu. Jedno i drugie może być wynikiem przepracowania i super aktywności. Od rana dziś pracował w Rzymie, o 16-tej miał spotkać się z księżmi „rzymianami” lubelskimi. Gdy przyszli, spotkali nieboszczyka, Niebo upomniało się o biskupa. Pogrzeb odbędzie się 19 lutego w Katedrze Lubelskiej… Tyle razy tam modliłem się za czasów studiów kulowskich. Później nawet głosiłem rekolekcje dla inteligencji. Pamiętam, artyści przygotowali wtedy wspaniałą scenerię na placu przed Zamkiem dla modlitwy za zamordowanych przez reżim. Był to wielki płonący żywym ogniem krzyż. Jeszcze później zaprosiłem ks. prof. Józefa Życińskiego na rekolekcje dla inteligencji technicznej w Katedrze Wrocławskiej. I oto zamknął się pewien krąg życia.



2011-02-09
NIEZGODA.
Jutro ma się rozpocząć w Krakowie sprzedaż nowej, już okrzyczanej w mediach, książki Grossa „Złote żniwa”. Na wczorajszej prezentacji pani dyrektor Znaku, Danuta Skóra, stwierdziła, że zgadza się z wielu autorami e-maili przysłanych do wydawnictwa, iż jest to książka tendencyjna, krzywdząca wielu ludzi. „Tych, którzy czują się nią dotknięci, bardzo przepraszam”. Natomiast pan Henryk Woźniakowski, jako prezes zarządu wydawnictwa, zupełnie nie zgadzał się z panią dyrektor. Przekonywał mądrze, że książka wpisuje się w ramy wieloletniej „pracy nad pamięcią” i rozbijania stereotypów dotyczących stosunków Polaków z ich sąsiadami. Być może jego sumienie (jednak niespokojne) kazało mu dodać, że dochód ze sprzedaży książki wydawnictwo przeznaczy na cele społeczne. Suma nie będzie mała, bo książkę wydrukowano aż w 50 tysiącach egzemplarzy! Hmm, skąd my to znamy? Może sprzed wojny i na pewno z Ewangelii(np. Mt 23,23).


2011-02-05
O MAKACH.
Przeżyliśmy i śpiewaliśmy, mimo zakazu komuchów, przez dziesiątki lat w całej Polsce „Czerwone maki na Monte Cassino”. Maki były bohaterskie, patriotyczne, honorowe i mimo smutku piękne. Dziś mamy nowy, jeden czerwony MAK, głosy o nim nie ustają. Rząd Donalda Tuska chciałby położyć kres tym „niepotrzebnym” roztrząsaniom, przecież racją stanu (czyjego?) jest zgoda z wielką Rosją (i z Putinem). Moskiewski MAK całą winę za katastrofę polskiego samolotu pod Smoleńskiem zrzucił na pilotów polskich. Jak kłamliwe są i obrażające nie tylko osoby ofiar katastrofy i ich żyjących rodzin, ale wszystkich czujących i wrażliwych patriotycznie Polaków, pokazuje nieustanna dyskusja analizująca okoliczności katastrofy. Tych wydarzeń coraz więcej wychodzi na światło dzienne dzięki upartej analizie poważnych specjalistów lotniczych i nieustępliwych dziennikarzy. Krzywdząca, niesprawiedliwa opinia, niestety, poszła w świat. Nie widać i nie słychać wołania na wschód o sprostowanie, ani kierowania wyjaśnień na zachód. Czyżby nasi rządzący wyrzucili z serca pieśń o polskiej krwi w imię honoru, ojczyzny i Boga przelanej za wolność całej Europy?


2011-02-02
DAR MIŁOŚCI.
Dzisiaj, w Dniu Życia Konsekrowanego, w polskich sanktuariach i katedrach księża biskupi przemawiali do ludzi, którzy przez potrójne śluby zakonne oddali swe życie Jezusowi Chrystusowi. W wypełnionych świątyniach przeważały siostry zakonne. Tak było np. w katedrze wrocławskiej. Nieciekawy obraz tematyczny wyłania się z zestawienia, jakie wyczytałem wieczorem z Internetowego Dziennika Katolickiego . Każde z tych wystąpień wydaje się być w porządku, ale z całości tego święta wykreowanego przez konsekrowane usta następców apostołów wionie chłód. Zabrakło blasku i ognia Ducha Świętego. Z tego chłodu nie zrodzą się nowe powołania. Pod amboną słuchały dziś dziewczęta, które na początku ofiarowania swego życia Jezusowi żyją gorącą, radosną miłością Jezusa. One, a także ich starsze koleżanki po ślubach wieczystych, czekały na potwierdzenie tej radości od człowieka dojrzałego i umocnionego w swym charyzmacie. Były tam również wiekowe zakonnice, ich miłość do Jezusa była często poraniona przez brak miłości współsióstr, czy mało wrażliwej przełożonej – one potrzebowały pocieszenia i współczucia. Nie brakowało tam sióstr, które w swoim życiu wewnętrznym przeżywały długą, trudną i ciemną noc, one czekały na podtrzymanie na duchu, na podzielenie się podobnym doświadczeniem biskupa, który zna te stany wewnętrznych rozterek. I wreszcie wszystkie siostry, zdrowe fizycznie i schorowane, przyszły modlić się w wielkiej diecezjalnej wspólnocie z ojcem diecezji na czele. Przyszły na modlitwę, która prowadzi do Serca Jezusowego nie tylko utartymi bruzdami liturgicznymi, ale wiedziona jest Duchem Świętym. Kazanie w tym dorocznym święcie wspólnoty niech by było o Jezusowej Miłości, pięknej, cudownej, rozgrzewającej, rozwijającej, pocieszającej i tworzącej nowego człowieka. Miłości przebaczającej i odradzającej, przygarniającej i przytulającej. Niech by siostra pomyślała podczas kazania dla niej: jak dobrze być siostrą, przyjaciółką i oblubienicą Jezusa. Jak dobrze być kochaną i kochać Pana Jezusa!
Ileż razy można powiedzieć takie kazanie? – A chociażby co roku! Piękna miłość potrafi pokazywać się ciągle w coraz to innych barwach i światłach. Miłość się nie znudzi.


2011-01-29
MODLITWA DO CZŁOWIEKA.
Pewnej starszej pani, znanej z łamów Tygodnika Powszechnego i Gazety Wyborczej, znów niewygodnie ze słowem „beatyfikacja”. Znów, bo pamiętam jej wypisywane obstrukcje wobec głosów w Kościele wołających o beatyfikację Jana XXIII. Dziś swą niewygodę usprawiedliwia tak: „Nigdy nie modliłam się do żadnego człowieka. (…) Więc też – oczywiście – nigdy nie modliłam się do papieża, ani za jego życia, ani po śmierci. Właściwą rzeczą jest modlić się do Boga samego”. Dziwne to słowa jak na byłą katechetkę uczącą religii dzieci katolickie. Kościół przez beatyfikację nie nakazuje przecież modlić się do człowieka beatyfikowanego czy kanonizowanego jak do Boga. Kalendarz liturgiczny wskazujący dni, w których wspominamy przyjaciół Chrystusa, realizujących w stopniu heroicznym Jego cnoty, pokazuje, jak wielki jest odzew serc i umysłów ludzkich na głoszenie Ewangelii. W tajemnicy „obcowania świętych” chrześcijanie w niebie i na ziemi rozmawiają ze sobą – to jest modlitwa, która ukazuje majestat, miłość i świętość Boga. W ten sposób także całe Niebo z Jezusem Chrystusem na czele siedzącym „po prawicy Ojca”, pośredniczy miedzy człowiekiem i Bogiem. Tak rozmawiamy z Maryją Matką Jezusa, ze św. Piotrem, Janem, Jadwigą, Maksymilianem, księdzem Jerzym… Dlaczego nie mielibyśmy rozmawiać z Janem XXIII czy Janem Pawłem II?


2011-01-26
ECHA HISTORII.
Dziś spotkałem na kolędzie ponad 90-cioletniego parafianina, który obdarzył mnie swoimi wspomnieniami z czasów wojny. Doskonale pamiętał szczegóły swej walki partyzanckiej po rozwiązaniu AK. Wspominał bez bólu o bardzo ciężkich przeżyciach. Z podziwem obserwowałem jego opanowanie emocjonalne nawet wtedy, gdy mówił o zdradzie i fizycznym likwidowaniu akowców ujawniających się po wojnie na apel nowej władzy w Polsce. Wielu żołnierzy Armii Krajowej, widząc oszukańcze manipulacje sowieckiego naczalstwa armii, postanowiło nie ujawniać się, dalej walczyć o wolną Polskę. Powinno być bezpiecznie wśród swoich na wioskach, ale nie było. – Dlaczego? – zapytałem. - Dlatego, że po odejściu Niemców, w Polsce zaroiło się od Żydów wysługujących się przybywającym sowietom. Znali środowiska wiejskie i denuncjowali ukrywających się partyzantów, a to skutkowało kulką w tył głowy. Wstrząsnęło mną to opowiadanie, bo o tym, co czasem mówiło się w towarzystwie „u cioci na imieninach”, usłyszałem z ust naocznego świadka.
Wracając z kolędy myślałem o panu Grossie i jego książkach. Jaki jest sens wydawania w Polsce takich jednostronnych książek, zwłaszcza, gdy środowiska żydowskie skandalicznie co rusz pomawiają Polaków. Po powrocie do domu koniecznie musiałem zajrzeć do książki wrocławskiego IPN-u na temat wojewódzkiej bezpieki po wojnie; ciekawie zaprezentowane jest to środowisko w II części. Pojawiają się tam często imiona znane nam ze Starego Testamentu.


2011-01-22
SATYSFAKCJA.
Uff… Zmęczony jestem do imentu. Sześć godzin kolędowania i to tylko po jednej ulicy. A jutro niedziela! Zdążyłem jeszcze napisać ogłoszenia parafialne, podać dalszy ciąg wizyty w domach. Siedzę nad kompem i mimo zmęczenia czuję radość. Jeszcze nigdy tak pozytywnie nie przeżywałem kolędy parafialnej. W każdej prawie rodzinie czułem wielką sympatię. Cieszono się widząc mnie w dobrym zdrowiu. Wiele osób w rozmowie o mej chorobie mówiło, modliliśmy się gorąco za księdza. Bogu niech będą dzięki. – I jak tu ich nie kochać!


2011-01-18
RADOŚĆ.
Podczas wizyty duszpasterskiej w każdym wręcz domu widziałem uśmiech radości na twarzach, gdy rozmawialiśmy o wyznaczonej dacie beatyfikacji Jana Pawła II. U starszych nawet pojawiały się łzy wzruszenia. Nasz święty Papież, mówili. Niektórzy pytali, dlaczego tak długo Ojciec Święty nie ogłaszał swej decyzji, przecież od początku był pewny świętości swego poprzednika, znał go przecież doskonale i długo. Kilkakrotnie starsi dzielili się własną wiedzą na temat choroby Parkinsona, zawsze współczuli Janowi Pawłowi i z podziwem obserwowali jego zmagania z chorobą. Ktoś powiedział nawet: to był bohater na Watykanie.
Niestety, w naszej parafii w kilku domach ta choroba zniedołężnia i upokarza ludzi, a ich opiekunom stawia wielkie wymagania. Podziwiałem do niedawna wierną miłość pewnej babci, która przez 14 lat pielęgnowała swego męża, w ostatnim stadium leżącego w łóżku jak „kłoda patrząca”. Pan Bóg z pewnością wynagrodzi ją pięknym Niebem.


2011-01-14
ROMA LOCUTA.
Wołali Santo subito! Młodzi, rozgorączkowani, z transparentami i oklaskami na placu św. Piotra chcieli Świętego natychmiast, a otrzymali po pięciu i pół latach. Subito na ziemi różne ma długości, tylko w Niebie natychmiast znaczy natychmiast. Tylko Bóg w jednej iskierce istnienia może zmieścić całe dzieje ludzkości. Bezsprzecznie teraz życie Karola Wojtyły może istnieć jak maleńka, ale wyraźna, kropka na niebie, by mogło wszędzie i bez przeszkód dotrzeć do ludzkiej biedy i potrzeby. I jednocześnie teraz życie Karola Wojtyły może rozciągać się jak cała wieczność, by mogło na Niebie być dostrzeżone z każdego punktu na ziemi. Przedziwne i niepojęte jest życie człowieka zawarte we wnętrzu Boga!
Nie nudziłem się, ani denerwowałem przez te więcej niż pięciolecie. W spokoju czekałem. Od początku widziałem gdzieś we wnętrzu, tak jak wielu na świecie, że Jan Paweł II to nie tylko Wielki Papież, to Człowiek Święty. Ale też razem z innymi ucieszyłem się dziś, gdy Benedykt XVI zakończył proces beatyfikacyjny: Roma locuta, causa finita! To już koniec wszelkich dywagacji i spekulacji, i wszelkich ruchów szatańskich próbujących zamącić prostą drogę Polaka do chwały ołtarzy.


2011-01-12
METODA.
Szok w Polsce po ogłoszeniu przez Rosjan końcowego Raportu MAK nt. katastrofy smoleńskiej. Rosjanie napisali, co chcieli, bez uwzględnienia wcześniejszych uwag polskiej strony do tego dokumentu. I co z tego się wywinie? - pytają wszyscy w Polsce zaskoczeni bez względu na formację polityczną.
Myślę, że nie ma się czemu tak bardzo dziwić. Dlaczegoż to Rosjanie w tej sprawie mieliby nie pamiętać swej zwykłej metody? Jeżeli nawet nie tak dawno dokonała się pierestrojka - przepierzenie się z komuny na federację, to - widać jak na dłoni - metoda została ta sama. Co powiedziano i wydrukowano, toż to jest prawda! Nie ma innej. Prawda ma służyć państwu.


2011-01-06

ORSZAK.

Nasza pani Maria, moja „najmłodsza” parafianka, niestrudzenie pomagająca najbiedniejszym ludziom w naszej wspólnocie, dziś ukończyła 90 lat! Modliliśmy się na sumie w jej intencjach. Ze Lwowa wywiozła tego niezłomnego ducha w wyznawaniu Ewangelii na 100%. Nie poddawała się okolicznościom, była wierna Chrystusowi podczas okupacji, a po wojnie we Wrocławiu nie potrafiła usiedzieć w miejscu. Jeszcze przed paru miesiącami była najruchliwszą działaczką charytatywną w parafii, znała biedne rodziny, nie bała się „psychików”, umiała mile rozmawiać z ludźmi pogubionymi, osamotnionymi. Dla każdego miała nie tylko słowo dobre, ale zawsze dopasowane do sytuacji pocieszenia rozmówcy. Chętnie brała udział w dyżurach dla potrzebujących. Swą permanentną edukację religijną uzupełniała na cotygodniowych godzinach biblijnych. Nie dyskutowała, słuchała jak dziecko, łaknęła słowa Bożego. Mieszka przy rodzinie swej córki. Jest mocno wyciszona, zamknięta już w sobie. Modli się i często… płacze. Martwi ją to, że nie umiała w życiu więcej uczynić dobra. Czasu brakuje, a potrzeb tak wiele. Trzeba ją pocieszać i mówić o nieskończonym miłosierdziu Jezusa. Raduje się każdym spotkaniem z księdzem. Sama, lub z pomocą córki, przychodzi na Mszę św. Jej modlitwa to zastyganie w gęstej ciszy mistycznej. Jakie dzieją się w niej jasne uniesienia czy mroczne zapaści duszy, jedynie sam Jezus to wie.

Jezus najwyraźniej ją pociąga. To nie przypadek, że urodziła się w uroczystość Trzech Króli. Ona przez całe życie kroczy w orszaku królewskim do Betlejem. Myślę, że gdyby nie ten uciążliwy charyzmat wiekowości, znalazłaby się dziś w śród tysięcy wrocławian wędrujących w kolorowym orszaku Trzech Króli spod kościoła św. Krzyża do Rynku, prowadzonym przez ks. bpa Andrzeja. Ciało tak, ale duch pani Marii nie zestarzał się.



2011-01-05
POWRÓT.
Biskupi nasi w liście pasterskim na temat jutrzejszej Uroczystości m.in. napisali: „Radość z przeżywania tajemnicy Objawienia Pańskiego posiada w tym roku dodatkowy motyw. Święto Trzech Króli będzie w naszej Ojczyźnie znowu dniem wolnym od pracy. Tak jest od wieków w wielu krajach Europy, np. w Austrii, w Niemczech, we Włoszech, w Hiszpanii i w Szwecji. Podobnie było również w naszej Ojczyźnie przez stulecia, aż do 1960 roku, kiedy to władze komunistyczne odebrały wiernym dzień wolny od pracy w święto Trzech Króli. (…) Składamy serdeczne podziękowanie tym wszystkim, którzy swoją modlitwą, zatroskaniem o tradycję Kościoła oraz konkretnymi działaniami z determinacją wspierali zamysł przywrócenia uroczystości Objawienia Pańskiego należnego jej miejsca w życiu społecznym i religijnym Polaków”.
Ja jednak mam smutną refleksję. Dopiero po 50-ciu latach my, Polacy – katolicy, odebraliśmy z powrotem naszą uroczystość! I to z jakim trudem, i w jakże długim bojowaniu! Każdy mądry obserwator wie, że wcale nie wzbogaciliśmy się tym jednym więcej dniem niewolnym od pracy. Bo nie o to chodziło. To była walka o polską duszę, o pomniejszenie uroczystej przestrzeni religijnej Polaków. Czy wygraliśmy tę walkę? Czy na pewno w stu procentach?... Z rozgoryczeniem obserwowałem opór materii politycznej w Sejmie i w rządzie, gdy bezskutecznie setkami tysięcy podpisów wołaliśmy o powrót święta Trzech Króli.


2011-01-01
TEMPERATURA.
Sobota. Ślisko na chodnikach. Niska frekwencja na porannych Mszach św. Stary rok przekazał nowemu w Polsce niewiędnącą zimę. Wiatr wielki w mieście. Na wsiach, w otwartych przestrzeniach uciążliwe zamiecie, zaspy na drogach. Temperatura dzienna tańczy wokół zera. Jednak w południe nasze eleganckie panie, lekko zaróżowione, dyskretnie rozpinają swe futra i futerka, młode dziewczyny zamaszyście pod chórem rozwijają kilometrowe wełniane węże oplatające ich szyje. Żal mi niewiast, wyglądają teraz tak nieefektownie, a przecież to Nowy Rok!
Cóż powiedzieć? Przecież to zupełne NIC wobec kilkunastu pożarów, w których spłonęli śpiący w tej przełomowej nocy ludzie. Jaką musieli przyjąć na siebie temperaturę?


ŚWIATŁO WIARY
Wczoraj papież Franciszek ogłosił swa pierwsza encyklikę "Lumen fidei" o wierze, encyklikę, jak sam nazwał "na cztery ręce". Benedykt rozpoczał jej pisanie jako ostatnia - po "Deus caritas est" o miłości i po "Spe salvi" o nadziei - część teologicznej trylogii o cnotach boskich i ludzkich. Franciszek podjał trud dokończenia listu Benedykta XVI do Kościoła w dzisiejszym świecie. We wstępie zaznaczył pokornie: "Jestem mu za to głęboko wdzięczny i w duchu Chrystusowego braterstwa przejmuję jego cenne dzieło, dodajac do tekstu kilka przemyśleń".
W KAI-u już można odczytać po polsku cały tekst. Skorzystałem z tego i podczas kazania odpustowego w Dukielce dziś podzieliłem się z wiernymi tym, co mnie urzekło w encyklice na temat wiary. Wyniosłem z tej lektury obraz wiary jako światła, które ukazuje moja drogę z przeszłości, niejako za mna, i z... Przyszłości; stamtad wychodzi mi na spotkanie Chrystus zmartwychwstały. Na tak oświetlonej drodze nie rozminę się ani z odwieczna Prawda, ani z ludzka rozumnościa. Idac taka droga nie muszę schodzić na inne w poszukiwaniu sensu tego, co przeżywam tak w sobie jak i w łaczności z innymi w rodzinie, w Kościele czy w Narodzie. Wiara - niezwykły dar Boży pozwala mi poznawać otaczajaca rzeczywistość dalej niż pozwala mój umysł. Wiara przeprowadza przez granicę stad do niepoznawalnego, a objawionego w Bogu. W świetle wiary na mej drodze najgłębszy wymiar otrzymuje spotkane piękno i dobro, i wypełniana miłość. Cierpienie, w które nieraz muszę wejść, nie wrzuca mnie w ciemność rozpaczy i bezradności - światło wiary ukazuje mi Krzyż i zmartwychwstanie mego Zbawiciela. Następca św. Piotra pisze, cytujac św. Klemensa Aleksandryjskiego: "Chrześcijanie, świadomi, jak wielki horyzont otwiera przed nimi wiara, nazywali Chrystusa prawdziwym słońcem, którego promienie daja życie".

.